proszę, wyłącz adblocka
reklamy na leftlane.pl nie zasłonią ci żadnych treści,
nie będą też same z siebie wydawały dźwięków

{module_contentholder,name="reklama750"}

Żaden inny producent samochodów nie przeszedł tak długiej drogi jak Hyundai, a to co zrobili Koreańczycy, nie zdarza się często. Pamiętam jeszcze, że nie tak dawno na widok wytworu koreańskiej myśli technicznej dostawałem drgawek.

HYUNDAI i30 {module_contentholder, name="lut15_U94683"} {module_contentholder, name="lut15_U94682"}

TEST

ZIEMOWIT ZIEMKIEWICZ

17 LUT 12:00

Jeszcze kilka lat temu auta produkowane przez dalekowschodnie koncerny w żaden sposób nie przystawały do europejskich standardów. Taka sytuacja trwała dłuższy czas, przez co pierwszy Hyundai Coupe/Tiburon całkowicie rozminął się ze słowem proporcje, a pierwsza generacja i30, dostępna od 2007 do 2012 roku, wyglądała jakby miała przewlekłą depresję. Zdawało się, że Koreańczycy są święcie przekonani o słuszności swojej strategi i na nic zdawały się głosy mówiące, że taka estetyka aut pozostawia wiele do życzenia.

Tajemnicą porównywalną z zamachem na Kennedy’ego jest moment, w którym zarząd Hyundai’a uległ pod naporem krytyki i oddał projektowanie swoich aut w europejskie ręce. Nie wiem co ich do tego skłoniło, ale wiem jedno – było warto. Połączenie koreańskiej technologi z europejskim designem odniosło sukces. Aby sprawdzić na własnej skórze czy aby na pewno jest dalej tak dobrze, wzięliśmy na testy najbardziej rozpoznawalny (przynajmniej dla nas) model Hyundaia – i30 drugiej generacji.

Testowany egzemplarz był najbardziej wypasioną opcją 3 drzwiowej odmiany Hyundaia i30. Z zewnątrz prezentował się bardzo okazale. Nowoczesna sylwetka nadwozia projektowana była w Niemczech, a wpływ europejskiej szkoły designu widać już na pierwszy rzut oka. Linie nadwozia w połączeniu z 18 calowymi felgami robiły bardzo pozytywne wrażenie. W dodatku nasza testówka była w czarnym kolorze, a jak wiadomo nie od dziś, czarny samochód jest znacznie szybszy, niż auta w innych kolorach.

Dynamiczności, poza kolorem, dodawało także 3 drzwiowe nadwozie, które może mniej praktyczne, ale za to bardziej uważane w motoryzacyjnej społeczności. Jasne jest przecież, że kierowca nie będzie siedział na tylnej kanapie. Kolejnym elementem nadwozia, na jaki zwróciłem uwagę, były światła przednie z układem LED do jazdy dziennej. Zgrabne lampy nadawały świeżości, a nade wszystko bardzo dobrze oświetlały drogę po zmroku. Egzemplarz testowy wyposażony był także w reflektory skrętne, co przydawało się podczas manewrowania na ciemnych ulicach i parkingach.

We wnętrzu testowanego Hyundaia i30 panował niespodziewany przepych. Widać, że auto testowe miało robić duże wrażenie na dziennikarzach motoryzacyjnych. Brązowe, skórzano-materiałowe siedzenia w połączeniu z czarnym wnętrzem tworzyły jednak bardzo pozytywny efekt. Dodatkowym plusem było wyposażenie samochodu, które obejmowało takie luksusy jak podgrzewaną wielofunkcyjną kierownicę, nawigację, kamerę cofania czy układ Flex Steer, który za naciśnięciem przycisku zmieniał charakterystykę układu kierowniczego.

O takich oczywistościach jak klimatyzacja, podgrzewane fotele czy radioodtwarzacz z wyjściem dla iPoda nie warto się rozpisywać. Wszystko to jednak blednie przy wielkim, otwieranym elektrycznie szklanym dachu, który co prawda kosztuje dodatkowe 4,5 tys zł, ale za to daje niesamowite odczucia z jazdy szczególnie w słoneczną pogodę. Do pełni szczęścia brakowało mi tempomatu, którego szukałem wytrwale przez dobre 15 min i niestety nie znalazłem. Dziwne to strasznie, biorąc pod uwagę mnogość systemów zastosowanych w testowanym egzemplarzu Hyundaia i30.

Silnik i skrzynia

Napędem testowanej przeze mnie wersji Hyundaia i30 był 4 cylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1591 cm3. Jednostka dostarczała 135 KM i moment obrotowy na poziomie 164 Nm. Zużycie paliwa było jak na taki motor spore, i wynosiło około 8 litrów na 100 km – na trasie! Przy dynamicznej jeździe polegającej na dociąganiu obrotów do końca na każdym biegu, samochód potrafił spalić sporo ponad 10 litrów benzyny na 100 km.

Temat automatycznej skrzyni biegów chciałbym ominąć szerokim łukiem, bo nie sposób opowiedzieć o niej w miłych słowach. Powolna, głośna i mało precyzyjna to najdelikatniejsze przymiotniki, jakich mogę użyć w stosunku 6 biegowego mechanizmu przekładni automatycznej.

Warto jednak wspomnieć, że Hyundai chyba ma świadomość tego problemu. Na początku tego roku koreański producent zapowiedział lifting i30. Obejmie on m.in. odświeżone reflektory przednie LED. Jednak przede wszystkim do oferty trafi zupełnie nowy 7 stopniowy, dwusprzęgłowy automat, który powinien rozwiązać wszelkie bolączki obecnej przekładni. Lifting oznacza także debiut silnika 1.6 turbo, który będzie generował 186 KM oraz 265 Nm. Efekt to 100 km/h w 8 sekund i niższe spalanie – 7,3 l na 100 km.

Osiągi

Osiągi Hyundaia i30, jakim miałem okazję jeździć, za sprawą zastosowania nie najlepszego automatu, nie należały do najwyższych w swojej klasie. Przyspieszenie do setki w granicach 11 sekund przy silniku o mocy ponad 130 KM i wadze auta 1225 kg, to raczej nie powód do dumy. Prędkości maksymalnej nie było jak sprawdzić, ale jeśli ktoś wybierałby się na niemieckie autostrady to cytując za producentem, będzie mógł uzyskać prędkość maksymalną na poziomie 195 km/h.

Zawieszenie

Zawieszenie Hyundaia to zupełnie inna jakość. Nic nie pukało, nic nie stukało, wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku. Teraz pewnie podniosą się głosy, że auto nowe to nie ma prawa nic pukać. Też bym to zarzucił gdybym nie spojrzał na przebieg. A tu nie było symbolicznych kilku czy kilkunastu tysięcy kilometrów, ale grubo ponad 40 tys. km przelotu! Zasługą tak dobrej kondycji zawieszenia jest jego konstrukcja. Z przodu standardowo kolumny McPhersona, z tyłu zawieszenie wielowahaczowe. Całość zestrojona dość miękko, ale nie na tyle, aby auto zaczęło rysować lusterkami po asfalcie. Jednym słowem zachowany został złoty środek między komfortem, a sportowym zacięciem.

Podsumowując

Plusem Hyundaia i30 był niewątpliwie bardzo estetyczny wygląd zewnętrzny, który w połączeniu z agresywnymi detalami nie mógł się nie podobać. Nie zabrakło świateł LED z tyłu i z przodu, co powodowało, że i30 wygląda nowocześnie. Wrażenie robiła także bezkluczykowa obsługa. Pilot można było mieć w kieszeni i go w ogóle stamtąd nie wyciągać. Pozytywne wrażenie robiły także podświetlane lusterka, przez co udało mi się wiele razy uniknąć wejścia w kałużę znajdującą się przed drzwiami samochodu.

Wnętrze i bogate wyposażenie również nie mogło nikogo rozczarować. Wszystko pod ręką oraz na wysokości wzroku. Poprawnie, jak przystało na dojrzały miejski samochód. Do niewątpliwych atutów zaliczyć możemy zawieszenie, które spisuje się jak by było projektowane na polskie drogi. Trwałość oraz zaawansowana konstrukcja sprawia, że nawet częste podróże po drogach gorszej kategorii nie są w stanie nam go zdewastować.

Minusem okazała się automatyczna skrzynia biegów, za którą koreański producent chce – o zgrozo – dopłaty i to w wysokości 4 tys zł. Osobiście jak bym miał wybierać egzemplarz dla siebie, bez wahania wziąłbym model z manualem. Cena testowej wersji do najniższych nie należała i aby sobie takie auto sprawić, trzeba liczyć się z wydatkiem powyżej 75 tys zł. Jednak wkrótce może to być nieaktualne, bo już w tym roku na rynek wchodzi odświeżona wersja Hyundaia i30, a więc w salonach możemy spodziewać się sporych upustów.

ZOBACZ TAKŻE