proszę, wyłącz adblocka
reklamy na leftlane.pl nie zasłonią ci żadnych treści,
nie będą też same z siebie wydawały dźwięków

{module_contentholder,name="reklama750"}

CORSA TURBO

Ok, auto ma swoje dobre strony, jak bardzo dynamiczny i oszczędny silnik. Ale gdy tylko zatrzymywałem się na światłach i rozglądałem w koło, dopadało mnie przygnębienie. Co więcej, Auto Świat przetestował ten sam egzemplarz, a pan Janusz z tamtejszej redakcji określił go mianem „nowej jakości w segmencie B”. Oznacza to, że jeden z nas mocno blefuje.

4 LIS 13:10

PIOTR LISOWSKI

1.0 Turbo, 115 KM, 170 Nm (1700-4500 obr./min)

TEST

{module_contentholder, name="lis15_U94683"} {module_contentholder, name="lis15_U94682"}

Nie mam pojęcia jak zareaguje na to Opel, być może właśnie czytacie mój ostatni test samochodu tej marki. Z drugiej strony, jak nie dostaniemy więcej Opla od Opla, to znaczy że ich ubodło, czyli że jednak miałem trochę racji. Przynajmniej tak sobie to tłumaczę. Wciąż był to samochód do którego chętnie wsiadałem, ale tylko ze względu na silnik. Cała reszta była najbardziej rozczarowująca ze wszystkiego, czym jeździłem przez ostatni rok, a było tego dużo.

Dziś dosyć trudno wyłapać spadek komfortu między czymś za ponad 100 tys. zł, a autem miejskim za mniej niż połowę tej kwoty. W roku 2015 oba samochody jadą mniej więcej tak samo, z tym że jeden z nich gorzej przyspiesza. Cała reszta to raczej mało istotne detale, których krytykowanie było dla mnie dotąd zwykłym czepialstwem. Tak naprawdę te różnice nie miały większego wpływu na komfort jazdy.

Tymczasem kiedyś, czyli 10-15 lat wstecz (bo taki jest średni wiek aut w Polsce), różnice między nowymi samochodami były olbrzymie. Wtedy jakość podróżowania nowym Passatem, komfort w Cinquecento była zupełnie czymś innym. Teraz wyłapanie tych różnic to dużo trudniejsze zadanie.

Ale od początku. Do Opla nic nie mam. Karl to najlepsze auto miejskie, jakim jeździłem. Insignia też trzymała poziom. Przyszedł czas na trzeciego Opla, a moje negatywne nastawienie do Corsy zaczęło się już na parkingu. Gdy go zobaczyłem, nie wywołało to u mnie uśmiechu. Corsa była ciemnozielona, kolor żywcem wyciągnięty z początku lat 90. Jak glazura w starych łazienkach, jak telefon z tarczą, babciny fotel, czy rower Jubilat. Na zdjęciach jest on wprawdzie bardziej niebieski, ale rzeczywistość była znacznie gorsza.

Corsa w tej wersji przypominała depresję z kołami. Kilka dni później widziałem identyczną wersję w kolorze czerwonym. Wyglądała dużo lepiej, a nawet bardzo dobrze. Nie mam pojęcia dlaczego Opel zdecydował, że to idealny kolor do zdjęć, które przewiną się przez polski Internet. Na szczęście kolor można zmienić. W dodatku ta dziwna zieleń wymaga dopłaty 1800 zł, podczas gdy czerwony – 700 zł.

Silnik

Jest skrajnie beznadziejny, przynajmniej wg większości moich rozmówców, z czym zupełnie się nie zgadzam. Opinia wynika z faktu, że ma w sumie 115 KM z litra, czyli dużo. To w świadomości ludzi oznacza, że zaraz się rozleci. Przyznam, że takie zarzuty już dosyć sprawnie ignoruje, bo wciąż nie wiem jak mogę to sprawdzić w ciągu 7 dni testu. Tyle zazwyczaj mogę sobie pojeździć.

W każdym razie dobrze by było, gdyby silnik się nie rozsypał. Ponieważ to najfajniejsza jednostka napędowa, z jaką miałem do czynienia, jeżdżąc autami tej klasy – m.in. Fabia, i20, Ibiza. Był mocny i mogłem dzięki niemu bezstresowo wyprzedzać w trasie. A to nie jest takie oczywiste, kupując samochód klasy B. Do tego Corsa była bardzo oszczędna. Na odcinku 250 km zużyła mi 4,9 litra z 3 osobami na pokładzie, przy w miarę przepisowej prędkości.

Osiągi

Na trasie w ogóle nie ma myśli typu, czy uda się wyprzedzić, czy też zaraz zrobi się nerwowo. Auto przyspiesza do 100 km/h w 10,3 sekundy, a 80-120 km/h robi w 10,4 sekundy. Drugi wynik może nie urywa głowy, ale to zupełnie inne uczucie, niż np. w nowej Fabii 1.0 – 60 KM. Jeżeli chodzi o zestawienie oszczędność, przyspieszenie i spalanie (przy 120-140 km/h), jak dla mnie Corsa wypada znakomicie.

Przez całą trasę z Warszawy nie mogłem do końca uwierzyć, że pod maską pracowały tylko 3 cylindry i tylko 1 litr pojemności. Dobrą robotę jak zawsze robiła turbina. Jeżeli ktoś woli wolnossące 1.4, które jeszcze niedawno królowało pod maską segmentu B, temu brak piątej klepki. Wcześniej auta trzeba było kręcić przy wyprzedzaniu, bo maksymalny moment obrotowy (to, co sprawia że auto wyprzedza) pojawiał się dopiero wtedy, gdy wskazówka obrotomierza była w połowie drogi. To źle.

Zamontowanie turbiny sprawia, że maksymalny moment obrotowy – 170 Nm – jest dostępny w zakresie od 1800 obr./min do 4500 obr./min. Samochód od razu reaguje na wciśnięcie gazu. Może i jest minimalna turbodziura, ale na pewno nie dłuższa, niż konieczność wciśnięcia sprzęgła i zredukowania biegu. Oznacza to, że mały silnik robi skuteczniej to, do czego został stworzony. Jak więc do cholery można mówić, że kiedyś silniki były lepsze?

Spalanie

Poza tym auto miało 6 stopniowy manual, który sprawiał, że nawet przy wyższych prędkościach spalanie w trasie było bardzo satysfakcjonujące. Przy 100-110 km/h i sporadycznym wyprzedzaniu odnotowałem wynik 4,9 litra. Przy 120 km/h było 5,4 litra, a przy 140 km/h – 6,4 litra. Można rozpędzić się nawet do 195 km/h.

Zawieszenie

Nawet do zawieszenia nie mogę się przyczepić. Tutaj wszystko było w najlepszym porządku. Czasy małych aut, które źle prowadzą się w trasie, już dawno minęły. Nawet jeżeli chodzi o kategorię B, czy nawet auta miejskie. Chyba wszystkie samochody w trasie jadą bardzo komfortowo, w porównaniu do tego co było np. 10 lat temu. W mieście tym bardziej nie ma co narzekać na wyciszenie, tłumienie, czy cokolwiek innego.

Wnętrze

Sporą upierdliwością wnętrza był wyświetlacz LCD, zamontowany stanowczo za nisko. Nawet w testowanym przeze mnie tańszym modelu Karl, był on wyżej. Dzięki temu podczas jazdy nie trzeba było tak często odrywać wzroku od drogi. W Corsie przez ten fakt prawie w ogóle nie patrzyłem na kolorowy ekran do zarządzania multimediami. Ogólnie Karl zrobił na mnie dużo lepsze wrażenie od Corsy, tak na dzień dobry. Tam byłem pozytywnie zaskoczony, tu trochę rozczarowany.

Przeciekający dach!

Sprawa równie istotna – podsufitka. Jedno spojrzenie i żadnych skojarzeń ze zwrotem wysoka jakość. Ale to nic, pomyślałem sobie, w końcu tego się nie dotyka, na to często nie patrzę. Jednak w pewnym momencie chciałem włączyć lampkę przy lusterku i to był błąd. Nie pocelowałem i wcisnąłem część podsufitki, która zapadła się pod moim palcem na jakiś centymetr.

To jeszcze nie finał historii. W samochodzie dosyć szybko parowały szyby. Funkcja podgrzewania przodu musiała być włączona prawie non-stop. Kolejnego dnia zostawiłem samochód zaparkowany na podjeździe, maską do dołu. Przez kilka godzin padał deszcz. Jak wszedłem do środka, z prawej lampki przy lusterku kapała woda. Gdy ruszyłem, polała się intensywniej. Woda znajdowała się też w pojemnikach na kubki pod ekranem nawigacji. Co ciekawe, moja wersja Corsy nie miała nawet szyberdachu, nie wspominając o dachu panoramicznym.

Komfort

Albo podgrzewanie siedzeń, które było rozwiązaniem dla prawdziwych twardzieli. Żadnego zastanawiania się, żadnych półśrodków. Albo było zimno, albo parzyło w tyłek. Na plus było za to podgrzewanie kierownicy. Aktualnie jeżdżę dwa razy droższym Nissanem X-Trail, a podgrzewanej kierownicy nie mam.

Samochód miał też, co niezbyt zaskakujące, siedzenia. Jak przystało na auto miejskie, były niemal zupełnie płaskie. Ja to rozumiem, miasto, częste wsiadanie i wysiadanie, bez kubełków jest wygodniej. Ale czemu była tam taka tapicerka? Szare elementy siedzeń były chyba najmniej urodziwe spośród wszystkich, które widziałem przez ostatni rok. Zwykła czerń miałaby więcej stylu.

Poza tym pod względem wyposażenia i funkcjonalności nie mam uwag. Było nawet moje umiłowane rozpoznawanie znaków drogowych! Był czujnik deszczu, kamera cofania, czy automatyczne światła drogowe. Było nawet ostrzeganie o pojeździe w martwym polu. Z tym, że nie działało najlepiej. Często tylko straszyło, a przy wysokich prędkościach lampki ostrzegawcze świeciły się stale.

Podsumowanie

Jeżeli chodzi o odczucia podczas przemieszczania się – stanowcze tak. 3 cylindry, 1.0 i turbina, to idealny silnik do tego samochodu. Jeżeli chodzi o całą resztę, wybrałbym Karla. Ten model ma większy sens. Jest mały po to, by wygodnie jeździć w mieście. Corsa jest większa, ale nie na tyle, by odczuć to w środku. Zupełniej inaczej niż z zewnątrz. Do tego mniejszy model miał lepiej zaprojektowane wnętrze. Brakowało mu tylko mocniejszego silnika, a właśnie to podoba mi się w Corsie. W ten oto sposób dochodzę do dziwnej puenty, że do miasta polecam Karla z silnikiem Corsy. Czyli coś, czego nie ma.

Ceny wersji 5 drzwiowej Corsy 2015 zaczynają się od 38 100 zł. Oznacza to 70 KM i podstawowe wyposażenie, nawet bez klimatyzacji. Jeżeli weźmiemy najbogatsze wyposażenie Cosmo, cena zwiększa się do 53 150 zł. Dorzucenie silnika 1.0 Turbo 115 KM podnosi kwotę do 64 150 zł. Najfajniejsza rzecz z wyposażenia, czyli panoramiczny dach, wciąż wymaga dopłaty 3000 zł. Silnik 1.0 turbo można kupić za 53 450 zł, o ile zdecydujemy się na wyposażenie Enjoy. Jest klimatyzacja, lepsze radio, regulowana wysokość fotela kierowcy.

ZOBACZ TAKŻE