Bardzo szybki, oszczędny, zwinny, ale niezbyt komfortowy – Suzuki Swift Sport Hybrid

Jeszcze przed testem podejrzewałem, że tydzień z Suzuki Swift Sport Hybrid to będzie dramat po całości.

Po pierwsze przeczytałem wcześniej czyjś test, że Swift Sport Hybrid jest gorszy od poprzednika – bez hybrydy. Ja nim wprawdzie nie jeździłem, ale nie nastroiło mnie to dobrze.

Do tego w komentarzach pod jakimś filmem widz mnie poinformował, że raczej mi się nie spodoba, bo ma sztywne zawieszenie i skrzynię manualną. A ja właśnie tych dwóch rzeczy, w tej postaci, nienawidzę.


Auto powinno być komfortowe, mieć automat, a do tego fajnie jest, jak daje jeszcze trochę frajdy z jazdy. Więc przed odbiorem byłem nastawiony negatywnie i starałem się myśleć raczej raczej o motywacji, że dorośli ludzie muszą zarabiać pieniądze, a ja jestem dorosły, więc muszę jakoś opisać ten samochód. Czy chcę, czy nie.

Zalety

Najpierw o największych zaletach. Więc Sport Swift Hybrid sprawia niesamowicie dużo frajdy z jazdy. Aż nie chcę się wierzyć, ze taka malutka popierdółka (bo Swift jest aż 22 cm krótszy od nowej Fabii), rozpędza się aż tak dynamicznie.

Że w mieście mocy nie brakuje (129 KM i 235 Nm przy masie 1025 kg), to wiadomo. Zaskoczył mnie natomiast fakt, jak świetnie Swift Sport Hybrid sprawdza się na autostradach.

Historia wyglądała tak, że do Swifta przesiadłem się prosto z ogromnego Volvo V90 z dieslem 235 KM / 480 Nm. Jednym i drugim jechałem po tej samej autostradzie A2 i… nie czułem specjalnej różnicy w dynamice, co wydało mi się aż trochę podejrzane.

Wprawdzie różnica w masie jednego i drugiego jest (V90 CC wazy niemal 1900 kg), no ale bez przesady. Przecież Volvo ma 106 KM i 245 Nm przewagi.

Tymczasem jak sobie policzyłem, to wychodzi że oba auta mają po 0,12 KM na każdy kg. Dopiero w momencie obrotowym lekką przewagę ma Volvo, ale niewielką – 0,25 Nm na kg vs Suzuki z wynikiem 0,23 Nm na kg.

Więc to jest rzecz pierwsza. Wysiadłem z auta klasy premium, więc nie spodziewałem się już premium przyspieszenia w Suzuki, a jednak je dostałem.

Po drugie – zużycie paliwa. Nie kojarzę innego tak szybkiego auta, które zadowalałoby się tak niewielkimi ilościami paliwa. przy normalnej jeździe. Po mieście Łodzi, zimową porą, wychodziło mi 7,7 l na 100 km. A przy tym jesteśmy w stanie objechać większość aut na drodze.

Kolejna istotna zaleta tego autka – wymiary. W kabinie jest wciąż na tyle dużo miejsca, żebym w miarę wygodnie zmieścił się sam za sobą, mimo że Swift mierzy zaledwie 3,89 m długości. W segmencie B nic mniejszego nie ma.

A dlaczego to zaleta? Parkowanie. To jest świetny pojazd do miasta, podobnie jak Ignis (koszmarnie brzydki, nawiasem mówiąc), który jeszcze mniejszy. W tych autach każde miejsce parkingowe wydaje się być odpowiednich rozmiarów.

Wiekszość konkurencyjnych aut z segmentu B jest po prostu dłuższa o 15-20 cm, oferuje wprawdzie większe bagażniki, ale już na tylnej kanapie oferują zwykle podobne lub niewiele większe przestrzenie.

Ale…

Wady

No to teraz wady – te najbardziej upierdliwe. Zwieszenie jest dla mnie zbyt sztywne. Jeżeli mieszkasz np. w Warszawie, przy równych, nowych drogach, to problemu nie ma. Ja natomiast jeżdżę po Bałutach i potrzebuję latającego dywanu, żeby nie czuć stanu asfaltu. Tymczasem Swift Sport Hybrid jest po prostu sztywny.

Drugi problem – jeżeli o mnie chodzi – brak automatu w wersji Sport. Całkiem przyjemnie pracujący automat CVT znajdziemy tylko w Swifcie o mocy 83 KM, który jest jednak dosyć ospałym samochodem.

Trzecia spora wada – z mojego punktu widzenia – materiały i funkcjonalność wnętrza są tylko nieco lepsze, niż w Dacii Sandero. Tymczasem cenowo Swift Sport konkuruje z lepiej wyglądającym Clio, o czym piszę na koniec.

Z zewnątrz

Z zewnątrz auto niespecjalnie zwraca na siebie uwagę, dopóki nie staniemy z tyłu. Tylko 2 rury wydechowe zdradzają, że coś jest nie tak. Wydech jest trochę głośniejszy, niż w normalnym Swifcie, ale ciągle można go nazwać cichym.

Mamy też pełne światła LED, ale teraz to już standard nawet w Dacii Sandero, czy poliftowym Dusterze.

Jest też system bezkluczykowy, dzięki czemu można używać auta nie wymując kluczyka z kieszeni, co jest wygodną sprawą.

Wymiary

Auto ma wspomniane 3,89 m długości, co oznacza że:

  • Renault Clio jest 16 cm dłuższe
  • Dacia Sandero jest 20 cm dłuższa
  • Skoda Fabia jest 22 cm dłuższa

Bagażnik mieści bagaznik 265 l. To dosyć mało, ale z naddatkiem wystarczająco na cotygodniowe zakupy. Trzeba jednak odnotować, że Fabia i Clio mają jednak nieco większe bagażniki, podchodzące pod 400 l. Ale mają też dodatkowe centymetry długości, zabierające łatwość parkowania.

Ostatni temat z tej kategorii – prześwit. Spodziewałem się, że 12 cm to będzie za mało na codzienne użytkowanie, ale było ok, bo ani razu o nic nie zahczyłem podwoziem. Ale podświadomie chyba trochę unikałem wjeżdżania na wyższe krawężniki.

Wnętrze

Multimedia są proste, ale obsługują Android Auto, więc to robi robotę. Dzięki temu na ekranie samochodu mamy Spotify, Mapy Google, Waze, Yanosika, TomToma, Audiotekę i co tam tylko chcemy.

Ekran za kierownicą jest mały jak na obecne czasy, ale w miarę funkcjonalny. Wydaje mi się jednak, że funkcje można przełączać tylko jednym przyciskiem, w pętli. Strasznie mnie to denerwowało. Jak się przeskoczyło szukaną opcję, co się zdarzało, trzeba klikać całość od nowa.

Fotele były delikatnie za wąskie, ale mówię to z punktu widzenia osoby 105 kg, ponad 1,9 m wzrostu. Kamera cofania może być, podgrzewane fotele są, ale mają tylko tylko tryb 0/1, nie ma też lusterka fotochromatycznego. To już troche lipa.

Generalnie jak w Dacii, tylko o 1 level wyżej.

Z jazdy

Pod maską mamy silnik benzynowy, 1.4 turbo, 4 cylindrowy, o mocy 129 KM, 235 Nm od 2000 obr./min. W tak małych samochodach spotyka się już głównie jednostki 3 cylindrowe, więc Suzuki zaskakuje tutaj na plus.

Do tego dochodzi silnik elektryczny o mocy 14 KM, z momentem obrotowym 50 Nm. No i masa własna Suzuki Swift Sport Hybrid wynosi zaledwie 1025 kg.

W efekcie auto rozpędza się do 210 km/h, a 100 km/h osiąga po 9 sekundach. Chociaż subiektywne wrażenie jest jeszcze lepsze. Trzeba jednak odnotować, że przed „elektryfikacją” Swift Sport – jeszcze bez Hybrid w nazwie – przyspieszał o 1 sekundę szybciej.

Z ciekawostek – akumulator ładowany jest tylko podczas zwalniania z zapiętym biegiem. Gdy to samo czynimy na luzie, efektu brak. Ciekawostka nr 2 – akumualtor pokazywał ciągle 2 kreski naładowania. To było trochę podejrzane.

Zużycie paliwa – miasto 7,7 litra, autostrada podobnie. Dla porównania zwykły Swift (83 KM) w automacie, potrzebował mi po mieście 6 litrów, tyle że w lecie.

Mamy też tempomat adaptacyjny, prócz tego taki prawilny, autonomiczny system antykolizyjny, rozpoznawanie znaków drogowych, monitor martwego pola, czy bardziej przydatny – czujnik ruchu poprzecznego przy cofaniu.

Aaa jeszcze jedna drobra upierdliwość. Dach Swifta poprowadzony jest dosyc daleko, przez co jak dojedziemy zbyt blisko do świateł, to ich nie widać.

Ceny i podsumowanie

Suzuki Swfit Sport Hybrid kosztuje 89 500 zł. Mamy za to znakomitą dynamikę i niskie zużycie paliwa. Jeżeli jeździsz wyremontowanymi ulicami, to będzie fajne auto.

Natomiast ja nie mieszkam w miejscu z wyremontowanymi ulicami i zauważyłem w cenniku też coś takiego, jak Renault Clio 1.3 TCe 140 KM.

Renault Clio to mój ulubieniec w segmencie B, właśnie ze względu na wysoki komfort zawieszenia. I podobnie skonfigurowane Clio kosztuje 92 tys., czyli tylko 2,5 tys. drożej od Suzuki.

Dostajemy za to przyjemniejsze zawieszenie, chyba że Renault coś sknociło akurat w tej wersji, ale nie sądzę. Renault jest też niewiele wolniejsze od Swifta Sport – przyspiesza do 100 km/h w 9,4 s (Swift 9,1 s).

Jest też większe, a co za tym idzie bardziej pojemne, ale i mniej poręczne do miasta. Co kto woli, wiadomo. Natomiast ja, biorąc pod uwagę nierówne drogi w mojej okolicy, zdecydowałbym się jednak na Clio.