Już nie Arteon, jeszcze nie Mercedes – DS 9

Przynajmniej takie mam wrażenie po tygodniu spędzonym za kierownicą francuskiej limuzyny na bogato, czyli DS 9.

Jej ceny zostały nieźle dopasowane do oferowanych możliwości. Czyli jest drożej od Arteona, ale znacznie taniej od typowych przedstawicieli klasy premium jak Mercedes czy Volvo.

Na przykład jeżeli chodzi o wnętrze, DS 9 prezentuje się nieporównywalnie lepiej w zestawieniu z takim Arteonem. Szczerze mówiąc, to nawet część modeli Mercedesa prezentuje się blado w porównaniu do obitego Alcantarą wnętrza DS-a.


Również pod względem wykończenia i jakości jest bardzo dobrze. Wyciszenie wnętrza i tłumienie nierówności też stoi na znakomitym poziomie, znanym mi z klasy premium.

Wracając do cen – dobrze wyposażony DS 9, wg moich wyliczeń, kosztuje 232 tys zł. To 38 tys. zł taniej od podobnie wyposażonego Volvo S90 oraz 48 tys. zł taniej od zbliżonego Mercedesa klasy E. Natomiast podobny Arteon jest już tańszy od DS-a – o 11 tys zł.

Ale są też wady. Numer 1 dla mnie – wygląd. Wnętrze piękne, tył ładny, ale przód już mocno dyskusyjny. Popularności DS-owi nie doda też silnik o pojemności zaledwie 1.6 litra (4 cylindry, benzyna, 225 KM). Wspomniane Mercedes, Volvo i Volkswagen mają pod maską silniki 2.0.

Z punktu widzenia kierowcy jest jednak ok, bo samochód przyspiesza bardzo dobrze, a pali niewiele. Może tylko brzmi nieco gorzej od większości benzynowych 2 litrów.

Mimo tych niedociągnięć DS jeszcze nigdy nie był bliżej klasy premium. Dlatego jeżeli rozważasz zakup jednego z powyższych samochodów, stanowczo warto wybrać się na jazdę testową DS 9.