Tu jest jakby luksusowo (Nissan Qashqai 2021)

Nowy Qashqai zaskoczył mnie zaraz po zajęciu miejsca za kierownicą, bo jego wnętrze prezentuje się naprawdę imponująco, jak na auto spoza klasy premium.

Warto mieć jednak na uwadze, że dotyczy to wyposażenia maksymalnego – Tekna+. Prostszych wersji nie widziałem, ale podejrzewam że nie robią już takiego wrażenia.

Kolejna zaleta to świetne wyciszenie pracy zawieszenia oraz znakomity komfort tłumienia nierówności. I to nawet gdy zdecydujemy sie na największe w ofercie, 20 calowe felgi.


Silnik? Jeżeli chodzi o wyciszenie – niemal go nie słychać. To kolejny punkt, który zbliża nowego Nissana do klasy premium.

Ale oczywiście zbyt dobrze być nie może. Najbardziej upierdliwym minusem jest dla mnie zużycie paliwa. Silnik to mikrohybryda 1,3 litra o mocy 158 KM, która pali więcej niż odmiana bez dodatkowego silnika elektrycznego. Bo tak się akurat składa, że przed rokiem jeździłem X-Trailem z poprzednią generacją silnika.

W każdym razie X-Trail testowany przed rokiem potrzebował w mieście 9-10 l, a lekko zelektryfikowany Qashqai potrzebuje już 11-12 litrów. Gdzie tu sens, gdzie ekologia?

Wnętrze też ma drobne wpadki. Pierwsza to trzeszczący uchwyt drzwi kierowcy. Druga – nieco zbyt krótki podłokietnik.

Mimo tych potknięć nowy Qashqai to i tak jedna z lepszych propozycji na rynku, jeżeli szukamy komfortowego SUV-a.

Inna kwestia, że SUV-y są bez sensu i lepiej kupić podniesione kombi, bo mamy więcej miejsca i niższe spalanie, za podobne pieniądze. Ale to już osobna historia.