Volvo V90 T8 AWD Recharge

Volvo ma długą tradycję dużych, rodzinnych i wygodnych kombi.

Żeby nie sięgać do czasów, które pamiętają wyłącznie najstarsi górale możemy wspomnieć o serii 700 czyli 740 i 760 z lat 80-tych. Modele te nazywane były przez prasę motoryzacyjną europejską wersją amerykańskich samochodów, bo bardziej przypominały Buicki zbudowane z panującą wtedy zasadą „maksimum blachy – minimum szkła”. W Ameryce zapanował boom ekonomiczny epoki Reagana, więc każdy chciał uszczknąć trochę z tego tortu. „Czwórka” w nazwie modelu oznaczała 4 cylindry a „szóstka” 6 cylindrów. Oczywiście jak przystało na klasę premium silniki te napędzały oś tylną. Największym dostępnym silnikiem był wolnossący V6 2.8 o mocy 168KM.

Rozwinięciem serii 700 była seria 900 produkowana przez lata 90, która nadal podzielona była wg liczby cylindrów na 940 i 960. Największe silniki miały 3 litry pojemności w układzie rzędowym i moc 204KM a tak jak w przypadku pierwowzoru napędzane były koła tylne i był to ostatni model stosujący takie rozwiązanie w wykonaniu Volvo. Ciekawostką jest fakt, że pod koniec produkcji tej generacji nazwa 960 została zmieniona na S90/V90.


Kolejna generacja pojawiła się w roku 1998 pod nazwą S80/V70 i przyniosła rewolucję w postaci napędu na przód (z opcją napędu na 4 koła) a sam wygląd zmienił się diametralnie przypominając bardziej samochody z którymi mamy do czynienia obecnie. Największy silnik stosowany w tej generacji miał aż 4.4 litra pojemności, układ V8 i moc 315KM. Produkowany był przez Yamahę w Japonii pod nadzorem Volvo.

Ciekawostką była wersja 3.2 PZEV co oznaczało Partial Zero Emission Vehicle czyli pojazd o częściowej zerowej emisji. Była to odpowiedź na coraz bardziej restrykcyjne normy wprowadzone w stanie Kalifornia. Inżynierowie Forda, który był wówczas właścicielem Volvo doszli do wniosku, że większość zanieczyszczeń wydobywających się ze spalinami powstaje na samym początku jazdy, kiedy silnik jest jeszcze zimny. Radzono sobie między innymi za pomocą zmiennych faz rozrządu. Był rok 2010 i jak wiemy od tamtej pory zmieniło się bardzo dużo pod względem dbania o ekologię w motoryzacji.

W 2010 nastąpiło też kolejne epokowe wydarzenie.

Ford po odnotowywaniu strat postanowił sprzedać markę Volvo. Nabywcą został Zhejiang Geely Holding Group. Geely postanowił pożegnać się z dużymi silnikami skupiając się na 3- i 4-cylindrowych. Wprawiło to branże w prawdziwy szok, kiedy w 2015 na rynku pojawiła się druga generacja XC90 napędzana wyłącznie 2-litrowymi silnikami.

Rok później serię S80/V70 zastąpiono naszym bohaterem, czyli S90/V90, który jako spokrewniony z XC90 również napędzany jest wyłącznie silnikami 2-litrowymi zarówno w przypadku diesli jak i silników benzynowych. Po zapoznaniu się z V90 T8 Twin Engine muszę przyznać, że było to świetne posunięcie. W końcu co z tego, że samochód ma 5 metrów, jeśli sporą część musi zająć silnik 6- lub 8-cylindrowy zostawiając odpowiednio mniej miejsca dla pasażerów w kabinie, która i tak jest wyciszona tak dobrze, że nie ma większego znaczenia jaki silnik pracuje pod maską.

W S90/V90 mamy do wyboru aż siedem wersji silnikowych.

T4, T5 i T6 to 2-litrowe 4-cylindrowe turbodoładowane silniki o mocach 190, 254 i 320KM. T6 uzyskuję tę moc z dodatkową pomocą kompresora. Silniki D3, D4 i D5 to diesle o mocy 150, 190, 235KM. D4 i D5 to silniki twin-turbo. Wszystkie wersje oprócz najsłabszych T4 i D3 mogą być wyposażone w napęd na 4 koła.

Na samym szczycie tej piramidy jest testowana przez nas wersja T8 AWD Recharge, która oprócz 303-konnego silnika benzynowego ma dodatkowo 87-konny silnik elektryczny napędzający koła tylne. Jest on zasilany z baterii o pojemności 11.6kWh z czego dostępne jest 10kWh. Silniki te łącznie osiągają moc 390KM, co pozwala na przyspieszenie do setki w 5.3s a trzeba zaznaczyć, że jak w przypadku elektryków przyspieszenie to robi piorunujące wrażenie pomimo masy 2050kg. Napęd spełnia oczywiście normę Euro 6d. Mamy do wyboru trzy tryby jazdy – Pure, Hybrid i Power. Pierwszy jest czysto elektryczny, drugi wykorzystuje napęd elektryczny przy niskich prędkościach, żeby dołączyć silnik spalinowy w przypadku większych obciążeń a tryb Power jak można się domyślać pozwala wykorzystać pełny potencjał obu silników.

Wnętrze V90 robi jak najlepsze wrażenie dzięki projektowi, ergonomii i użytym materiałom.

W każdej innej marce zastosowanie drewna bardzo kiepsko mi się kojarzy, bo całość najczęściej wygląda tandetnie. Nie w przypadku Volvo. Tu rodzaj drewna przywodzi na myśl dobrej jakości meble w domu, w którym się świetnie czujesz i tak też jest we wnętrzu Volvo. Szukasz pretekstu, żeby gdzieś się nim wybrać, bo samo przebywanie w nim sprawia Ci przyjemność.

Pasażerowie z tyłu również będą mieli podobne odczucia ze względu na ilość wygospodarowanego tam miejsca. Jeśli z kolei chcesz coś przewieźć, to do dyspozycji masz bagażnik o pojemności 560 litrów. Całości dopełnia pneumatyczne zawieszenie, które sprawia, że w przypadku trybów Pure i Hybrid przepływa się nad nierównościami i spowalniaczami jak na latającym dywanie a w trybie Power zawieszenie staje się odpowiednio twarde. Nad głową zaś mamy szklany dach zajmujący praktycznie całą powierzchnię podsufitki z prawdziwym otwieranym szyberdachem.

Żeby jednak nie było wyłącznie tak różowo należy wspomnieć, że ze względu na masę samochodu bateria wystarcza na ok. 25km jazdy po mieście w trybie Hybrid i to bez specjalnie dynamicznego traktowania (producent zapowiada nawet 54km zasięgu). Po wyczerpaniu się baterii jeździmy normalnym samochodem benzynowym z dodatkowym bagażem w postaci baterii. Tu jednak przychodzą z pomocą dwie opcje. Jedna to zachowanie baterii, która nie oddaje swojej energii do momentu aż opcja nie zostanie wyłączona. Druga, to ładowanie baterii z silnika, co jednak zdecydowanie podnosi spalanie a także stawia znak zapytania pod ekologią całego rozwiązania.

Nie jest to jednak specyfika V90, bo podobne bolączki trapią hybrydy Plug-in innych producentów. Dodatkowo nie ma mowy o szybkim ładowaniu, bo jedyne na co możemy liczyć, to 3.7kW z jednej fazy i prądu 16A, co skutkuje ładowanie od 0-100% w 2h45m. Nie ma zatem mowy o szybkim naładowaniu małej skądinąd baterii np. podczas przerwy na obiad. Z mojego punktu widzenia jest to zatem rozwiązanie albo do mniejszego miasta, gdzie damy radę wyjechać z domu i do niego wrócić na jednym ładowaniu lub też jako doładowanie na specjalne okazje wykorzystując funkcje zablokowania baterii.

Zastosowane w V90 audio marki Bowers & Wilkins (B&W) robi bardzo dobre wrażenie.

Nie można tego jednak powiedzieć o systemie multimedialnym, który wyraźnie ma najlepsze lata za sobą. Mając na uwadze część pokazującą stan napędu elektrycznego ciężko je porównać do mojego ulubionego rozwiązania z Hyundaia/Kii. Niestety jest to ogólna tendencja wśród producentów samochodów, że skupiają się na designie wnętrza a tak ważny element samochodów elektrycznych jak monitorowanie napędu traktują jakby po macoszemu.

Reasumując Volvo V90 T8 AWD Recharge to świetny samochód i jeden z lepszych jakimi miałem okazję jeździć i z pewnością znalazłby się w garażu marzeń w dziale „Rozsądek”. Wybrałbym jednak wersję D5 lub T5, bo rozmiary i komfort tego modelu zachęcają do długich podróży, więc napęd hybrydowy pozwalający na przejechanie 25km spokojnej jazdy niewiele wnosi oprócz podniesienia ceny i wagi. Jako dostarczyciela emocji wolałbym np. elektryczne Mini Cooper SE.

Ceny Volvo V90 zaczynają się od 299.900PLN. W przypadku dobrze skonfigurowanej wersji T8 AWD Recharge mogą to być nawet okolice 420.000PLN. Jako ciekawostkę należy dodać, że Volvo na swojej stronie zaznacza, iż w przypadku wzięcia samochodu w leasingu pokrywa nawet roczny koszt ładowania akumulatorów.