Pracownik myjni wziął na przejażdżkę Dodge’a Challangera klienta i go rozbił

Pracownik wrocławskiej myjni tak zafascynował się amerykańskim muscle carem, że wybrał się nim na przejażdżkę po okolicy. Skończyło się na drzewie i poważnych uszkodzeniach – kto teraz za to wszystko zapłaci?

Pewien właściciel słynnego sportowego modelu Dodge’a zostawił samochód w jednej z myjni we Wrocławiu, zlecając wykonanie prostej usługi – profesjonalne polerowanie felg. Pracownik zakładu jednak tak zainteresował się samochodem, że zdecydował się wybrać nim na przejażdżkę po okolicy.

Jak nie trudno się domyśleć, właściciel Challengera nie wyraził na to zgody, a co gorsza – pracownik myjni nie poradził sobie z 6,4-litrowym V8 o mocy 500 KM. Prawdopodobnie tracąc panowanie nad samochodem, pracownik myjni wjechał w drzewo, niszcząc przedni pas samochodu, a także liczne podzespoły.


Gołym okiem widać po zdjęciach ze zdarzenia, że uszkodzone zostały m.in. chłodnica, silnik oraz jego osprzęt. Co więcej, aktywowały się poduszki powietrzne, a dalsze oględziny mogą wykazać jeszcze inne, kosztowne szkody wartego ponad 200 tysięcy złotych Dodge’a Challengera.

To będą trudne tygodnie dla pracownika myjni – prędzej czy później to on będzie musiał pokryć zniszczenia z własnej kieszeni, nawet jeżeli w pierwszej kolejności rekompensaty będzie trzeba dochodzić u właściciela myjni.