Komedia z pierwszeństwem pieszych – “może będzie, ale nie bezwzględne i nie teraz”

Raz premier mówi “wprowadzimy pierwszeństwo pieszych”, później Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury stwierdza “pierwszeństwo nie będzie bezwzględne i do wejścia w życie przepisu minie dużo czasu”. To może lepiej ustalić, co chce się zmienić, zamiast głosić populistyczne frazesy?

Aby było jasne – w tym tekście nie chodzi bynajmniej o ocenę zasadności samego rozwiązania nadania pierwszeństwa pieszym przy przejściu dla pieszych, lecz o lawirowanie między sprzecznymi stanowiskami w wykonaniu rządu. Nie pierwszy raz przed zabraniem publicznego stanowiska przez premiera można odnieść wrażenie, że nie uzgadnia on tego ze swoimi podwładnymi.

Pomińmy “milion samochodów elektrycznych”. Pomińmy polski, narodowy pojazd na prąd, który nie powstał do dziś nawet pod postacią glinianego modelu, prototypu – cokolwiek. Rzućmy za to okiem na kolejne chwytliwe hasło, które padło podczas ubiegłorocznego expose premiera Mateusza Morawieckiego, czyli “wprowadzimy pierwszeństwo dla pieszych”. Było to dość zaskakujące – dla każdej strony sporu.


Dla przeciwników pierwszeństwa – że rząd proponuje takie “niemądre i niepotrzebne” rozwiązania, dla zwolenników – że sympatię akurat tego rządu wzbudził taki “mądry i potrzebny” pomysł na poprawę bezpieczeństwa na polskich przejściach dla pieszych. Premier tłumaczył, że został przekonany i rząd jego kadencji doprowadzi do zmiany przepisów.

Przyjęto, że Morawiecki podczas expose miał na myśli rozwiązanie znane m.in. z Norwegii, Czech czy Niemiec, gdzie pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo jeszcze przed zbliżeniem się do krawędzi przejścia. Bo i jaki inny porządek miałby być przeciwieństwem tego, jaki obecnie obowiązuje w Polsce? Zerojedynkowe założenie przyjęli zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy pomysłu premiera.

A jednak – wszyscy najwyraźniej przeceniliśmy determinację i bezkompromisowość obecnego rządu. Okazuje się, że Ministerstwo Infrastruktury będzie szukać półśrodków między obecnym, a obowiązującym w wybranych europejskich krajach porządkiem prawnym. Potwierdził to Sekretarz Stanu w resorcie infrastruktury, Rafał Weber.

Nie ma to racji bytu i nie będzie miało racji bytu, nie tylko w przepisach prawnych, ale  – mam nadzieję  – również w świadomości pieszych.

Skomentował koncepcję bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych rządowy sekretarz.

Weber dodał, że po uchwaleniu zmiany przepisów w wyżej przedstawionym zakresie, wejdą one w życie dopiero po 9 miesiącach. Czas ten rząd chce przeznaczyć na odpowiednią kampanię informacyjną i edukacyjną, w celu – w założeniach – lepszego przygotowania społeczeństwa do znowelizowanych przepisów.

Zgoda, być może w sytuacji fatalnego stanu infrastruktury i braku wystarczającego wyedukowania społeczeństwa, wprowadzanie bezkompromisowego przepisu z dnia na dzień będzie ryzykowne i przyniesie więcej szkody niż pożytku. Czy nie można było tak jednak od razu? Jasno, najpierw szykując konkretny projekt zmian, a potem go ogłaszać Polakom?

Po co wprowadzać zamęt, stwarzać poczucie niestabilności nie tylko obowiązującego, ale i opracowywanego w rządowych kuluarach prawa? Dlaczego stanowisko Sekretarza Stanu tak wyraźnie różni się od, najwyraźniej, pochopnie rzuconego, populistycznego hasła premiera? Nie ma co jednym budzić nadziei, innym psuć nerwów. Mamy tego i tak za dużo.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.