“Nissan zbankrutuje w ciągu 2-3 lat” mówi w prywatnej rozmowie były prezes

Nissan jest na większym zakręcie niż mogło się wydawać. Rzekome zakulisowe intrygi mające pozwolić na oderwanie się od Renault, to ledwie część problemu. Carlos Ghosn, były prezes aliansu, nie daje marce zbyt optymistycznych perspektyw – może ona niebawem zbankrutować i upaść. Stwierdził to prywatnie, czyli raczej był szczery…

Zamieszanie wokół Carlosa Ghosna, który w atmosferze skandalu w połowie ubiegłego roku przestał być prezesem aliansu Renault-Nissan, wydaje się mieć coraz bardziej oczywiste drugie dno. Linia obrony Ghosna coraz słabiej przypomina desperacką ripostę złapanego za rękę krętacza – przeciwnie, może być w niej ziarno, a nawet cała garść prawdy.

O co chodzi? Ghosn, któremu japońska prokuratura zarzuciła m.in. defraudacje firmowych pieniędzy, nieprawidłowości przy budowie sieci dealerskiej czy oszustwa podatkowe, został ostatecznie usunięty z rady nadzorczej aliansu Renault-Mitsubishi-Nissan późną wiosną 2019 roku. Charyzmatyczny Brazylijczyk z libańską krwią zasiadał na jej czele przez 20 lat.


Były już prezes bronił się, że to intryga mająca pozbyć się niewygodnej osoby. Carlos Ghosn dążył do fuzji Renault i Nissana, co ponoć nie było w smak wielu wpływowym osobom wokół Nissana. Ci postanowili nie dopuścić do fuzji, nawet kosztem całkowitego rozpadu dotychczasowego aliansu i uniezależnienia się Nissana od Francuzów.

Spisek, o którym z przekonaniem od miesięcy mówi Ghosn dodając, że ma cała garść dowodów, faktycznie może być w pewnym sensie prawdą. Widać to dobitnie po doniesieniach z ostatnich miesięcy, jakie pojawiają się w motoryzacyjnych mediach. W połowie stycznia pojawiły się plotki, że Nissan na poważnie rozważa zerwanie wieloletniej współpracy z Renault, uniezależniając się niczym Wielka Brytania od Unii Europejskiej.

Francuzi szybko zdementowali plotki, twierdząc, że alians jest silny i ma przed sobą pewną przyszłość. Tylko nikt nie powiedział, że Renault musi o wszystkim wiedzieć lub mówić prawdę – być może to tylko dobra mina do złej gry, aby zachować twarz w tej coraz bardziej kłopotliwej sytuacji. Przyszłość Nissana może niebawem istotnie radykalnie się odmienić.

Załóżmy, że Nissan niebawem pokazuje Renault gest Kozakiewicza i na fali tak mocnego w ostatnich latach nacjonalistycznego, samurajskiego resentymentu, postanawia stać się ponownie w 100% japońską firmą zarządzaną przez Japończyków. Frakcja tych, którzy coraz bardziej mieli dość “obcego” Ghosna, dopina swego. Co dalej? Dwa scenariusze.

Pierwszy, brzmiący kosmicznie, to zawiązanie współpracy z innym, lokalnym motoryzacyjnym gigantem. Jak ponownie spekuluje Carscoops powołujące się na tajemniczych analityków, takim partnerem mogłaby się stać Honda. Umocniłoby to pozycję obu firm, jednocześnie tworząc czysto japoński sojusz ku chwale Kraju Kwitnącej Wiśni – bez ingerencji żadnych dziwnych ludzi z Europy.

Druga wersja zdarzeń to zarazem najbardziej pesymistyczna – Nissan bankrutuje i znika z rynku w sposób, w jaki dotychczas upadały marki amerykańskie i brytyjskie. Jak zdradził prawnik Carlosa Ghosna, były prezes aliansu przewidział w prywatnej rozmowie, że japońska marka wypadnie z planszy w ciągu 2-3 lat.

Podstawą do tego mają być wydarzenia, jakie mają już teraz miejsce – spadająca sprzedaż na kluczowych rynkach i fatalne wyniki finansowe za 2019 rok. Jaka wersja faktycznie się ziści? Tego nie wiedzą chyba nawet centrale marek tworzących obecny alians Renault-Nissan-Mitsubishi, jednak jedno jest pewne – sojusz jest bardzo kruchy i niestabilny.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.