Egzaminowana spowodowała stłuczkę – egzaminator zamienił się z nią i odjechał


Sieć obiegła kilka dni temu informacja o tym, jak kobieta podczas egzaminu na prawo jazdu spowodowała stłuczkę przy próbie parkowania. Egzaminator szybko zamienił się z nią miejscami i odjechał. Wszystko może i by uszło im na sucho, gdyby nie fakt, że byli nagrywani.

Masowa popularność telefonów z możliwością nagrywania radykalnie ukróciła poczucie anonimowości wśród osób łamiących prawo, niekiedy zuchwale próbując wymigać się od odpowiedzialności za swoje czyny. Brutalnie przekonał się o tym pewien warszawski egzaminator przy kursach na prawo jazdy.

Kilka dni temu sieć obiegło nagranie, jak egzaminacyjny Hyundai i20 nieudolnie parkuje równolegle podczas egzaminu. Próba prawidłowego wykonania tego manewru przez egzaminowaną kobietę zakończyła się ostatecznie porażką – uderzyła ona zderzakiem w zaparkowane auto.

Kierowca widząc tę kłopotliwą sytuację postanowił szybko zamienić się miejscami z kobietą – i do tego momentu wszystko byłoby w porządku, bo to standardowa procedura po “oblaniu” egzaminu. Problem w tym, że mężczyzna postanowił odjechać z miejsca stłuczki.

Pech chciał, że wszystko z okna swojego domu nagrywał okoliczny mieszkaniec, który prędko poinformował właściciela sportowego Nissana o szkodzie, jaką wyrządziła “eLka”. Mężczyzna postanowił wyciągnąć konsekwencje, szczególnie, że uszkodzenia okazały się poważne.

Choć po Hyundaiu nie było widać zniszczeń, to na Nissanie pojawiło się duże pęknięcie przedniego zderzaka. Niestety, próba wyjaśnienia sytuacji okazała się trudniejsza niż można się było spodziewać. Próba podjęcia tematu przez maila z nagraniem skończyła się na braku odpowiedzi.

Właściciel Nissana wybrał się więc osobiście do lokalnego WORD-u, gdzie opisał okoliczności zdarzenia, którego był świadkiem, pokazując nagranie. Niczym w komedii kina klasy B, pracownicy ośrodka wraz z tchórzliwym egzaminatorem stwierdzili, że wcale nic takiego się nie stało.

Dopiero po zgłoszeniu sprawy na policję kierownictwo WORD-u zmieniło zdanie, informując poszkodowanego o chęci rozwiązania kłopotliwej dla ośrodka drogowego sprawy. Cierpliwość właściciela Nissana jednak się skończyła – przyjemnie już na pewno nie będzie.