Były szef Renault uciekł z Japonii w futerale na instrumenty – Carlos Ghosn, postać jak z filmu


Sprawa rzekomych malwersacji finansowych w wykonaniu byłego szefa aliasu Renault-Nissan staje się coraz bardziej barwna i filmowa. Po tym, jak Carlos Ghosn uciekł przed japońskim wymiarem sprawiedliwości do Libanu, ujawniono jak prawdopodobnie dostał się na drugi koniec świata.

Carlos Ghosn doszedł do władzy pod koniec lat 90., kierując francusko-japońskim sojuszem Renault i Nissana przez kolejne dwie dekady. Trudno odmówić mu zasług, jakie przyniosły jego niepopularne i bezkompromisowe decyzje szczególnie dla japońskiego skrzydła gigakoncernu.

To dzięki Ghosnowi Nissan nie zbankrutował, a przedefiniował swoją tożsamość, zwiększył zasięg rynkowy i zaczął przynosić nie widziane od lat zyski. To Ghosn jest ojcem sukcesu takich modeli, jak Leaf, Qashqai czy Juke i to wreszcie Ghosn wypracował tak silną pozycję obu marek w globalnej skali.

Mówiło się, że brazylijski Libańczyk wprowadził zasadę patrzenia sobie na ręce, aby uczynić strukturę Renault-Nissana bardziej transparentną, ukrócić nepotyzm, niejasne transakcje i inne podejrzane decyzje, jakie były na porządku dziennym przed jego prezesurą. Miał to być przepis na sukces.

Niestety, władza niszczy. Ghosn patrzył innym na ręce, ale sam był niechętny kontroli tego, jak i ile zarabia. Z roku na rok prezes popadał w coraz większą pychę, próżność, a im więcej zarabiał, tym wydawał abstrakcyjne góry pieniędzy na coraz bardziej komiczne fanaberie.

Odrzutowce, jachty, pałace, obrazy, posągi… Inkasując 11 milionów dolarów w ciągu jednego roku, możliwości na szastanie pieniędzmi są duże. W końcu ktoś z jego podwładnych postanowił poinformować stosowne osoby o budzących wątpliwości finansach Ghosna. I to go utopiło.

19 listopada 2018 roku Ghosn został aresztowany, tracąc wolność na kolejne 108 dni. Na początku marca dzięki kaucji w wysokości kosmicznych 9 milionów dolarów, prezesowi Renault-Nissana udało się wyjść na wolność. Niestety, cieszył się nią tylko miesiąc.

4 kwietnia 2019 roku Carlos Ghosn został aresztowany po raz drugi, ponownie pod zarzutem malwersacji finansowych. Jeszcze w tym samym miesiącu znów wyszedł na wolność za połową kaucji, jaką wpłacił poprzednio, ale w międzyczasie wielkie ego Ghosna dostało bardzo bolesny cios.

Po 20 latach rządów został on usunięty ze stanowiska prezesa aliasu Renault-Nissan (dziś jeszcze z Mitsubishi), na co Ghosn nie był dłużny – w lipcu ubiegłego roku pozwał on japońskie marki za bezprawne usunięcie go z rady nadzorczej.

Jak w dobrym filmie, fabuła ciągnie się dalej – w grudniu Japończycy, nie ziewajcie, znowu zatrzymali Ghosna, tym razem przetrzymując go w areszcie domowym. Tego było już dla niego za wiele – pod koniec ubiegłego roku były prezes postanowił uciec z Japonii do ojczyzny przodków.

Na początku wiadomo było tylko tyle, że Ghosn w nieznanych wówczas okolicznościach znalazł się na pokładzie prywatnego odrzutowca, skąd doleciał do Turcji i stamtąd prosto do Libanu – skąd jego pradziadek wyemigrował do Brazylii w XIX wieku i którego kraju nosi obywatelstwo dzięki matce.

Na kilka tygodni po tej spektakularnej ucieczce w holwyoodzkim stylu wiemy wreszcie jak prawdopodobnie udało się Ghosnowi ukryć przed japońskimi organami i po cichu uciec na drugi koniec świata z aresztu domowego. Były prezes ukrył się w… futerale na instrumenty.

Pomogła ekipa muzyków, która grała prywatny koncert z okazji Nowego Roku. Ucieczka była przemyślana zatem od A do Z – nie tylko pod kątem przykrywki, ale i celu podróży. Liban nie ma umowy ekstradycyjnej z Japonią, Brazylią i Francją.

Japońskie media mówią wprost – Ghosn zakpił sobie z japońskiego wymiaru sprawiedliwości i uciekł od odpowiedzialności. Były prezes aliasu ripostuje, że padł ofiarą spisku ksenofobicznego kraju i niebawem ujawni dowody na to, że jest niewinny. Tymczasem Liban obiecuje, że proces Ghosna zostanie dokończony – tyle że w Beirucie, a nie Tokio.

Fakt – sprawa może mieć drugie dno. Mnożą się spekulacje, że Japończycy chcieli zablokować dalszą integrację Renault z Nissanem, a nawet całkowicie odkupić markę z powrotem w ręce rodzimego kapitału. Ghosn był przeszkodą, dlatego go usunięto.

Jaka jest prawda? Tego nie wie nikt – pozostaje bacznie śledzić w najbliższych miesiącach kolejne wątki tej fascynującej historii. My już robimy zakłady, który holywoodzki reżyser kupi prawa do nakręcenia o tej historii pełnometrażowego filmu.

zdjęcia: Radio Zet, Spider’s Web, Auto Świat, Nikkei Asian, Motor1, NY Times, Time