Opel Insignia może stać się vano-crossoverem jak Renault Espace – tylko po co?


Spekulacje co do zmiany formuły Opla Insigni, o których pisaliśmy w połowie miesiąca, obiegły motoryzacyjne media. Auto może za 2-3 lata wyewoluować w podwyższonego vana z domieszką SUV-a. Dokładnie to samo zrobił Renault z Espace. Skończyło się to klapą.

Opel Insignia szoruje po dnie, jeśli mówimy o jego popularności. 2019 rok producent zamyka najgorszym wynikiem w 11-letniej historii rynkowej obecności tego modelu – nie wspominając o tym, jak statystyki sprzedażowe prezentują się na tle przebojowej Vectry.

Nic dziwnego, że niemiecka marka coraz głośniej zastanawia się, co zrobić z Insignią za 2-3 lata, gdy przyjdzie czas na przedstawienie następcy. Czy w ogóle jest się czego spodziewać w dobie wycofywania ze sprzedaży niepopularnych aut klasy średniej?

Podobno tak. Jak już pisaliśmy w naszym tekście analizującym fatalną kondycję Insigni, według mnożących się spekulacji samochód może wyewoluować w coś będące mieszanką crossovera i minivana. Brzmi ciekawie i jest to sprawdzona ścieżka.

Podobną metamorfozę w 2014 roku przeszło Renault Espace, które po trzech dekadach bycia dużym vanem stało się dużym crossoverem w stylu Dodge’a Joruney czy Chryslera Pacifica. Pierwiastek crossovera miał gwarantować temu coraz bardziej niszowemu samochodowi przetrwanie.

Dlaczego? W końcu wszystko, co jest lub udaje crossovera, jest teraz popularne. A tak przynajmniej wydawało się Renault – bo klienci są zupełnie innego zdania. W ubiegłym roku sprzedało się w Europie 11 tys. Espace’ów, a w tym roku nie udało się nawet dobić do 10 tys. sztuk.

Francuski pomysł na reanimację ginącego gatunku okazał się klapą. Opel powinien się zatem dokładnie zastanowić, czy na pewno chce wchodzić do rzeki, w której Renault utopiło miliony euro – bez widocznego zwrotu. Być może będzie lepiej dać Insigni odejść w spokoju. Po prostu.