Nadchodzi koniec Insigni? Na naszych oczach prawdopodobnie umiera duży Opel

Przez malejący popyt na auta klasy średniej, kurczy się ich reprezentacja. Czy zabraknie tam Opla Insigni, który szczególnie boleśnie odczuwa spadające zainteresowanie klientów? Najbliższe 2 lata będą decydujące – auto albo zniknie bez następcy, albo zmieni postać.

Jeszcze 20 lat temu, średniej wielkości model Opla, Vectra, był jednym z trzech filarów sprzedaży w Europie zaraz po Corsie i Astrze. Od tego czasu jednak sporo zmieniło się w układzie sił w świecie motoryzacji, co szczególnie boleśnie odczuwa klasa średnia.


Klasa średnia coraz bardziej niszowa

Popyt na sedany, liftbacki i kombi tej wielkości sukcesywnie spada, a konsumenci albo zwracają się ku mniejszym samochodom klasy kompaktowej, albo wybierają modne SUV-y i crossovery. W obliczu tych tendencji, coraz więcej marek rozważa to, jak będzie wyglądać przyszłość ich modeli.

Już teraz wiadomo, że Ford Mondeo nie otrzyma następcy i jego miejsce zajmie crossover. W przyszłym roku nie zobaczymy w salonach średniej wielkości aut Kii i Hyundaia, a spośród popularnych japońskich marek, duże auta rodzinne oferuje już tylko Mazda i Toyota.

Co się stało z Insignią?

Jak na to zapatruje się Opel ze swoją Insignią – niegdysiejszym pupilkiem flot i przedstawicieli handlowych? Okazuje się, że i nad tym modelem zbierają się ciemne chmury. Insignia sprzedaje się coraz gorzej, nie zbliżając się nawet do wyników, jakie notowali poprzednicy.

Po rynkowej premierze, ostatnie wcielenie Vectry w najlepszym roku sprzedało się w 168 tysiącach sztuk. Z kolei tuż po debiucie pierwszej generacji Insigni, w Europie znalazła ona 137 tysięcy nabywców. Przedstawiona w 2017 roku Insignia II na tym tle prezentuje się fatalnie.

Klienci nie chcą kupować dużego Opla

W pierwszym roku sprzedaży duży Opel znalazł jednie 72 tysiące nabywców, a w ubiegłym, pierwszym pełnym roku rynkowej obecności, popularność Insigni zamiast nabrać rozpędu – zwolniła. Auto w 2018 roku kupiło jedynie 67 tysięcy nabywców. W tym roku może być jeszcze gorzej.

Do końca października mniej niż 40 tysięcy Insigni znalazło nabywców – i mało prawdopodobne, aby w listopadzie i grudniu liczba zamówień choćby dorównała wynikowi z zeszłego roku. Sytuacja jest zatem dramatyczna i pewnie po cichu już od dawna zmusza zarząd marki do gorących dyskusji.

Dużo nie pomoże skromny lifting, jakiemu właśnie poddano auto – bo i dlaczego nieatrakcyjne dla konsumentów auto nagle miałoby się stać hitem, bo zmieniono kształt lamp i atrapy chłodnicy. Podejrzewamy, że najbliższe dwa lata, a może i rok, okażą się decydujące dla przyszłości Insigni. Już w wakacje w Wielkiej Brytanii usunięto z oferty kombi.

Insignia jest dla Opla coraz większym obciążeniem

Mało popularna, “amerykańska” Insignia w szeregach “francuskiego” Opla jest coraz większym obciążeniem nie tylko z powodu sprzedaży, ale i odstawania od reszty gamy pod kątem znajdującej się pod nadwoziem technologii.

Jest to ostatnia konstrukcja zbudowana przez General Motors, co dla obecnego właściciela marki, PSA, jest krępujące. Już teraz z rynku znikają wersje modelu ze znaczkami Buicka i Holdena, które Opel eksportował wskutek umów zawartych jeszcze zza czasów GM. Notabane, wersje te również sprzedawały się fatalnie.

Co zamiast Insigni?

Co po Insigni? Albo samochód na dobre zniknie z gamy, a rolę dużego Opla przejmie oparty na Peugeocie 5008 duży SUV, albo jest jeszcze drugi scenariusz, dość kuriozalny. Insignia może stać się rodzinnym vanem o bojowej sylwetce w stylu obecnego Renault Scenica.

Taki kierunek zmian przepowiada brytyjski tygodnik Auto Express w ostatniej wizualizacji. Czy taką drogę faktycznie obierze Opel i bratni Vauxhall? Czas pokaże. Jedno jest pewne – Insignia wjechała w ślepy zaułek i raczej nigdy nie będzie już taka, jak dotychczas.