Elektryczny SUV Ford Mustang Mach-E to najbardziej kontrowersyjne auto roku

Mało która premiera nowego auta wywołała w tym roku takie kontrowersje, jak w przypadku nowego elektrycznego crossovera zza Oceanu. Rozchodzi się o nazwę. Zdaniem niektórych, nazwanie takiego auta “Ford Mustang Mach-E” to cios poniżej pasa.

W gruncie rzeczy, o niespodziance trudno mówić. Ford już 2 lata temu zapowiedział, że chce w najbliższym czasie przedstawić elektrycznego, 5-drzwiowego crossovera, który pod kątem stylistycznym ma nawiązywać do kultowego Mustanga.

Aż do ubiegłego tygodnia, każdy jednak był przygotowany co najwyżej na inspiracje w niektórych detalach, na tym poprzestając. Jak się jednak okazało, pogromca Tesli Model Y i Jaguara I-Pace z niebieskim owalem na masce do muscle cara nawiązuje także i… nazwą.

W poniedziałek 18 listopada oficjalnie potwierdzono, że pierwszy w historii Forda zbudowany od podstaw samochód elektryczny będzie nazywać się Mustang Mach-E. I to pomimo faktu, że do Mustanga podobny jest tylko kształtem dachu oraz tylnych lamp.

Przyjrzyjmy się mu bliżej. Mustang Mach-E poza wspomnianymi elementami i znakiem dzikiego konia na przednim zderzaku, wygląda jak typowe auto Forda. Uwagę zwraca brakiem klasycznych klamek na drzwiach, które zastąpiono uchwytami schowanymi w słupkach.

W środku z kolei oczom ukazuje się dość oczywista próba przełożenia koncepcji Tesli na grunt Forda. Kokpit dominuje wielki ekran dotykowy zajmujący go praktycznie w całości. Ma przekątną 15,5 cala, pozwala sterować wszystkimi podstawowymi funkcjami auta i wzbogacono go… pokrętłem.

Cyfrowe są także wskaźniki, które tworzy 10,2-calowy ekran. Dla odmiany, nutkę tradycji widać po boczkach drzwi, które dla właścicieli Focusów i Mondeo powinny wyglądać bardzo znajomo. Podróż ma umilać 10-głośnikowy system nagłośnieniowy renomowanej duńskiej firmy Bang&Olufsen.

Mustang Mach-E ma być dużym, rodzinnym autem, co obrazuje choćby pojemność bagażnika. Przy złożonym tylnym rzędzie siedzeń auto ma zabrać na pokład 821 litrów bagażu, a przy rozłożonym – 1688 litrów. Jak na auto o sportowych proporcjach nadwozia, wynik bardzo dobry.

Pora na słowo o układzie napędowym. Podstawowego Ford Mustang Mach-E napędza 255-konny silnik elektryczny z 75.7 kWh baterią, który rozwija 414 Nm maksymalnego momentu obrotowego w przypadku wersji tylnonapędowej i 565 Nm w przypadku wariantu 4×4.

Ten pierwszy rozpędza się przy tym w 6 sekund do 100 km/h i ma 370 kilometrów zasięgu. Wersja 4×4 osiąga 100 km/h po 5 sekundach i przejedzie na jednym ładowaniu 338 kilometrów. W planach jest także droższa wersja z zasięgiem 483 kilometrów.

Ford przyjmuje już w USA zamówienia na swojego elektrycznego crossovera, ale nabywcy będą musieli się uzbroić w cierpliwość. Produkcja Mustanga Mach-E ma ruszyć w Meksyku w połowie 2020 roku, a pierwsze sztuki trafią do rąk właścicieli na przełomie 2020 i 2021 roku. Auto oferowane będzie także w Polsce, ale kiedy trafi do naszych salonów – nie wiadomo.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Elektryczny SUV Ford Mustang Mach-E to najbardziej kontrowersyjne auto roku
Elektryczny SUV Ford Mustang Mach-E to najbardziej kontrowersyjne auto roku
Elektryczny SUV Ford Mustang Mach-E to najbardziej kontrowersyjne auto roku

Mało która premiera nowego auta wywołała w tym roku takie kontrowersje, jak w przypadku nowego elektrycznego crossovera zza Oceanu. Rozchodzi się o nazwę. Zdaniem niektórych, nazwanie takiego auta “Ford Mustang Mach-E” to cios poniżej pasa.

W gruncie rzeczy, o niespodziance trudno mówić. Ford już 2 lata temu zapowiedział, że chce w najbliższym czasie przedstawić elektrycznego, 5-drzwiowego crossovera, który pod kątem stylistycznym ma nawiązywać do kultowego Mustanga.

Aż do ubiegłego tygodnia, każdy jednak był przygotowany co najwyżej na inspiracje w niektórych detalach, na tym poprzestając. Jak się jednak okazało, pogromca Tesli Model Y i Jaguara I-Pace z niebieskim owalem na masce do muscle cara nawiązuje także i… nazwą.

W poniedziałek 18 listopada oficjalnie potwierdzono, że pierwszy w historii Forda zbudowany od podstaw samochód elektryczny będzie nazywać się Mustang Mach-E. I to pomimo faktu, że do Mustanga podobny jest tylko kształtem dachu oraz tylnych lamp.

Przyjrzyjmy się mu bliżej. Mustang Mach-E poza wspomnianymi elementami i znakiem dzikiego konia na przednim zderzaku, wygląda jak typowe auto Forda. Uwagę zwraca brakiem klasycznych klamek na drzwiach, które zastąpiono uchwytami schowanymi w słupkach.

W środku z kolei oczom ukazuje się dość oczywista próba przełożenia koncepcji Tesli na grunt Forda. Kokpit dominuje wielki ekran dotykowy zajmujący go praktycznie w całości. Ma przekątną 15,5 cala, pozwala sterować wszystkimi podstawowymi funkcjami auta i wzbogacono go… pokrętłem.

Cyfrowe są także wskaźniki, które tworzy 10,2-calowy ekran. Dla odmiany, nutkę tradycji widać po boczkach drzwi, które dla właścicieli Focusów i Mondeo powinny wyglądać bardzo znajomo. Podróż ma umilać 10-głośnikowy system nagłośnieniowy renomowanej duńskiej firmy Bang&Olufsen.

Mustang Mach-E ma być dużym, rodzinnym autem, co obrazuje choćby pojemność bagażnika. Przy złożonym tylnym rzędzie siedzeń auto ma zabrać na pokład 821 litrów bagażu, a przy rozłożonym – 1688 litrów. Jak na auto o sportowych proporcjach nadwozia, wynik bardzo dobry.

Pora na słowo o układzie napędowym. Podstawowego Ford Mustang Mach-E napędza 255-konny silnik elektryczny z 75.7 kWh baterią, który rozwija 414 Nm maksymalnego momentu obrotowego w przypadku wersji tylnonapędowej i 565 Nm w przypadku wariantu 4×4.

Ten pierwszy rozpędza się przy tym w 6 sekund do 100 km/h i ma 370 kilometrów zasięgu. Wersja 4×4 osiąga 100 km/h po 5 sekundach i przejedzie na jednym ładowaniu 338 kilometrów. W planach jest także droższa wersja z zasięgiem 483 kilometrów.

Ford przyjmuje już w USA zamówienia na swojego elektrycznego crossovera, ale nabywcy będą musieli się uzbroić w cierpliwość. Produkcja Mustanga Mach-E ma ruszyć w Meksyku w połowie 2020 roku, a pierwsze sztuki trafią do rąk właścicieli na przełomie 2020 i 2021 roku. Auto oferowane będzie także w Polsce, ale kiedy trafi do naszych salonów – nie wiadomo.