Mitsubishi zwiększa pojemność silnika w ASX 2020 – z 1.6 do 2 litrów

Kiedy wszyscy producenci uskuteczniają downsizing i montują w swoich autach turbodoładowane, 3 cylindrowe silniki o pojemności 1.0, Mitsubishi idzie w odwrotnym kierunku.

W jednym ze swoich najpopularniejszych modeli, czyli ASX 2020, zastąpiło 4 cylindrowego benzyniaka o pojemności 1.6 litra podobną wolnossącą konstrukcją, ale o pojemności 2 litrów. Na premierze przecierałem oczy ze zdziwienia. Pokazano też gruntownie odświeżony model L200, czyli pickup.

Mitsubishi ASX 2020

W ASX 2020 mamy w dalszym ciągu 4 cylindry

Ale aż 2 litry i 150 KM. Moment obrotowy również wzrósł – z 154 do 195 Nm przy 4200 obr./min. W efekcie czas przyspieszenia do 100 km/h zmniejszył się z 11,5 do 10,2 sekundy, a prędkość maksymalna wzrosła do 190 km/h.

Nie są to może sportowe osiągi, ale prawdopodobnie ASX-a 2020 będzie można go już nazwać dynamicznym SUV-em. Tego niestety na pokazie premierowym sprawdzić się nie dało.

Poza tym mamy do wyboru skrzynię manualną, albo automat CVT. Ale nie ma co panikować, bo nowe automaty CVT w większości przypadków wcale nie są takie złe, jak się utarło. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku. Aha, będzie też ASX w wersji 4×4. Standardowo napędzane są koła przednie.

A poza tym poprawiono wyposażenie, które rzeczywiście w ASX dotąd było takie sobie. Brakowało przede wszystkim systemów bezpieczeństwa i lepszych multimediów. Natomiast nowy ASX dostał już system antykolizyjny, system utrzymujący aktualny pas ruchu, czy nawet monitorowanie ruchu poprzecznego. Bardzo przydatne przy wycofywaniu tyłem z parkingu na ruchliwą ulicę.

Pojawiły się też światła BI-LED w końcu zastępując ksenony, co powinno przełożyć się na znacznie lepszą widoczność nocą. Są one oferowane od podstawowego wyposażenia. Poza tym każdy ASX 2020 będzie miał kamerę cofania – poza najtańszym Inform.

W środku w końcu zmieniły się Multimedia, które wcześniej były koszmarne. Teraz ekran jest nieco większy – ma 8 cali. Do tego obsługuje Android Auto/CarPlay i ma wbudowaną nawigację – w przeciwieństwie do Eclipse Cross.

Poza tym bez większych zmian, bo nie jest to zupełnie nowy model, a po prostu bardzo solidny lifting. Inny i całkiem fajny jest przód, nieco inny tył, zmieniły się detale, jest bardziej nowocześnie. Wciąż mamy 19 cm prześwitu, długość nadwozia też jest niemal identyczna – 4,37 m. Zmieścimy też 406 litrów bagażu, co sprawia że ASX powinien być całkiem uniwersalnym autem do miasta, na trasę i bezdroża. Przynajmniej w teorii.

Ceny startują od 74 490 zł, ale gdy chcemy m.in. kamerę cofania, tempomat i mały ekran dotykowy 6,1″, to musimy już zapłacić 83 990 zł. Natomiast wyposażenie Intens z 8 calowym ekranem to koszt 88 390 zł. Najdroższa odmiana Instyle 4WD wyceniona została na 115 690 zł.

I warto pamiętać, bo to świetna sprawa, że w przypadku Mitsubishi najwyższe wyposażenie oznacza najwyższe wyposażenie i już. No dobra, jest jakiś jeden pakiet z czujnikami parkowania i autoalarmem. Ale to jedyna opcjonalna dopłata. Natomiast reszta producentów przy najwyższym wyposażeniu oferuje jeszcze milion dodatkowo płatnych opcji.

ASX 2020 z tyłu

Zadebiutował też nowy pickup, czyli L200 2020

Zastępuje on model V generacji oferowany w latach 2015-2019, czyli nie aż tak długo. Przede wszystkim zmienił się front samochodu, który teraz nawiązuje do reszty modeli i rzeczywiście prezentuje się całkiem dobrze.

Mitsubishi L200 2020

Poza tym zmienił się silnik. Do tej pory był to diesel o pojemności 2,4 litra i mocy 181 KM z momentem obrotowym 430 Nm. A teraz mamy 2,3 litra (2268 cm³), 150 KM oraz 400 Nm momentu obrotowego. Tyle, że ów moment jest niżej – od 1750 obr./min, wcześniej było to przy 2500 obr./min.

Poprzedni L200 nawet na trasie był całkiem żwawy, natomiast jak będzie w przypadku tego modelu – zobaczymy. Wszystko jednak w imię norm emisji spalin, bo nowy silnik spełnia wytyczne Euro 6d-TEMP oraz trzeba do niego lać AdBlue. Do tego dochodzi nowy, 6 stopniowy automat, który zastępuje poprzednią przekładnię o 5 przełożeniach.

L200 występuje tylko i wyłączenie z napędem 4×4, ale w wersjach dwóch różnych odmianach – Easy Select albo Super Select. Ten drugi ma blokadę centralnego mechanizmu różnicowego, pierwszy zaś tylko reduktor i blokadę tylnego mostu. Do tego tylko z napędem Super Select można jeździć po asfalcie z 4×4. Ładowność jest bardzo przyzwoita – do 1080 kg. Można też podpiąć przyczepę bez hamulca do 750 kg lub z hamulcem do 3,1 tony.

W kategorii wyposażenia też wszystko wskazuje na to, że Mitsubishi nadrobiło zaległości. Mamy stabilizację toru jazdy przyczepy, system antykolizyjny, monitorowanie ruchu poprzecznego, kamery 360 stopni, czujniki parkowania, dwustrefową klimatyzację. Są nawet światła Bi-LED, czyli pełne ledy, włącznie ze światłami mijania i drogowymi. L200 zaoferuje też 7 calowy ekran multimedialny, USB z przodu i z tyłu, czy pełne koło zapasowe.

Ceny startują od 135 990 zł za podstawowe wyposażenie Invite, aż po 167 190 zł w topowej odmianie Instyle Plus. I to tyle, co można napisać po wizycie na premierze statycznej, gdzie nie można było za bardzo pojeździć i sprawdzić, jak to jest w praktyce. ASX trafi do mnie na pełne 7 dni testu dopiero pod koniec stycznia, zaś L200 pewnie jeszcze później. Wtedy dopiero wyjdą jakiekolwiek wady tych samochodów.

L200 w nowej wersji prezentuje się naprawdę nieźle
Wnętrze Mitsubishi ASX 2020

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Mitsubishi zwiększa pojemność silnika w ASX 2020 – z 1.6 do 2 litrów
Mitsubishi zwiększa pojemność silnika w ASX 2020 – z 1.6 do 2 litrów
Mitsubishi zwiększa pojemność silnika w ASX 2020 – z 1.6 do 2 litrów

Kiedy wszyscy producenci uskuteczniają downsizing i montują w swoich autach turbodoładowane, 3 cylindrowe silniki o pojemności 1.0, Mitsubishi idzie w odwrotnym kierunku.

W jednym ze swoich najpopularniejszych modeli, czyli ASX 2020, zastąpiło 4 cylindrowego benzyniaka o pojemności 1.6 litra podobną wolnossącą konstrukcją, ale o pojemności 2 litrów. Na premierze przecierałem oczy ze zdziwienia. Pokazano też gruntownie odświeżony model L200, czyli pickup.

Mitsubishi ASX 2020

W ASX 2020 mamy w dalszym ciągu 4 cylindry

Ale aż 2 litry i 150 KM. Moment obrotowy również wzrósł – z 154 do 195 Nm przy 4200 obr./min. W efekcie czas przyspieszenia do 100 km/h zmniejszył się z 11,5 do 10,2 sekundy, a prędkość maksymalna wzrosła do 190 km/h.

Nie są to może sportowe osiągi, ale prawdopodobnie ASX-a 2020 będzie można go już nazwać dynamicznym SUV-em. Tego niestety na pokazie premierowym sprawdzić się nie dało.

Poza tym mamy do wyboru skrzynię manualną, albo automat CVT. Ale nie ma co panikować, bo nowe automaty CVT w większości przypadków wcale nie są takie złe, jak się utarło. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku. Aha, będzie też ASX w wersji 4×4. Standardowo napędzane są koła przednie.

A poza tym poprawiono wyposażenie, które rzeczywiście w ASX dotąd było takie sobie. Brakowało przede wszystkim systemów bezpieczeństwa i lepszych multimediów. Natomiast nowy ASX dostał już system antykolizyjny, system utrzymujący aktualny pas ruchu, czy nawet monitorowanie ruchu poprzecznego. Bardzo przydatne przy wycofywaniu tyłem z parkingu na ruchliwą ulicę.

Pojawiły się też światła BI-LED w końcu zastępując ksenony, co powinno przełożyć się na znacznie lepszą widoczność nocą. Są one oferowane od podstawowego wyposażenia. Poza tym każdy ASX 2020 będzie miał kamerę cofania – poza najtańszym Inform.

W środku w końcu zmieniły się Multimedia, które wcześniej były koszmarne. Teraz ekran jest nieco większy – ma 8 cali. Do tego obsługuje Android Auto/CarPlay i ma wbudowaną nawigację – w przeciwieństwie do Eclipse Cross.

Poza tym bez większych zmian, bo nie jest to zupełnie nowy model, a po prostu bardzo solidny lifting. Inny i całkiem fajny jest przód, nieco inny tył, zmieniły się detale, jest bardziej nowocześnie. Wciąż mamy 19 cm prześwitu, długość nadwozia też jest niemal identyczna – 4,37 m. Zmieścimy też 406 litrów bagażu, co sprawia że ASX powinien być całkiem uniwersalnym autem do miasta, na trasę i bezdroża. Przynajmniej w teorii.

Ceny startują od 74 490 zł, ale gdy chcemy m.in. kamerę cofania, tempomat i mały ekran dotykowy 6,1″, to musimy już zapłacić 83 990 zł. Natomiast wyposażenie Intens z 8 calowym ekranem to koszt 88 390 zł. Najdroższa odmiana Instyle 4WD wyceniona została na 115 690 zł.

I warto pamiętać, bo to świetna sprawa, że w przypadku Mitsubishi najwyższe wyposażenie oznacza najwyższe wyposażenie i już. No dobra, jest jakiś jeden pakiet z czujnikami parkowania i autoalarmem. Ale to jedyna opcjonalna dopłata. Natomiast reszta producentów przy najwyższym wyposażeniu oferuje jeszcze milion dodatkowo płatnych opcji.

ASX 2020 z tyłu

Zadebiutował też nowy pickup, czyli L200 2020

Zastępuje on model V generacji oferowany w latach 2015-2019, czyli nie aż tak długo. Przede wszystkim zmienił się front samochodu, który teraz nawiązuje do reszty modeli i rzeczywiście prezentuje się całkiem dobrze.

Mitsubishi L200 2020

Poza tym zmienił się silnik. Do tej pory był to diesel o pojemności 2,4 litra i mocy 181 KM z momentem obrotowym 430 Nm. A teraz mamy 2,3 litra (2268 cm³), 150 KM oraz 400 Nm momentu obrotowego. Tyle, że ów moment jest niżej – od 1750 obr./min, wcześniej było to przy 2500 obr./min.

Poprzedni L200 nawet na trasie był całkiem żwawy, natomiast jak będzie w przypadku tego modelu – zobaczymy. Wszystko jednak w imię norm emisji spalin, bo nowy silnik spełnia wytyczne Euro 6d-TEMP oraz trzeba do niego lać AdBlue. Do tego dochodzi nowy, 6 stopniowy automat, który zastępuje poprzednią przekładnię o 5 przełożeniach.

L200 występuje tylko i wyłączenie z napędem 4×4, ale w wersjach dwóch różnych odmianach – Easy Select albo Super Select. Ten drugi ma blokadę centralnego mechanizmu różnicowego, pierwszy zaś tylko reduktor i blokadę tylnego mostu. Do tego tylko z napędem Super Select można jeździć po asfalcie z 4×4. Ładowność jest bardzo przyzwoita – do 1080 kg. Można też podpiąć przyczepę bez hamulca do 750 kg lub z hamulcem do 3,1 tony.

W kategorii wyposażenia też wszystko wskazuje na to, że Mitsubishi nadrobiło zaległości. Mamy stabilizację toru jazdy przyczepy, system antykolizyjny, monitorowanie ruchu poprzecznego, kamery 360 stopni, czujniki parkowania, dwustrefową klimatyzację. Są nawet światła Bi-LED, czyli pełne ledy, włącznie ze światłami mijania i drogowymi. L200 zaoferuje też 7 calowy ekran multimedialny, USB z przodu i z tyłu, czy pełne koło zapasowe.

Ceny startują od 135 990 zł za podstawowe wyposażenie Invite, aż po 167 190 zł w topowej odmianie Instyle Plus. I to tyle, co można napisać po wizycie na premierze statycznej, gdzie nie można było za bardzo pojeździć i sprawdzić, jak to jest w praktyce. ASX trafi do mnie na pełne 7 dni testu dopiero pod koniec stycznia, zaś L200 pewnie jeszcze później. Wtedy dopiero wyjdą jakiekolwiek wady tych samochodów.

L200 w nowej wersji prezentuje się naprawdę nieźle
Wnętrze Mitsubishi ASX 2020