Wyjazd na Rajd Barum, czyli dobry powód, by odwiedzić Morawy i atrakcje w okolicy

Wyprawa na Rajd Barum to świetny pomysł, pod warunkiem, że jesteśmy w męskim gronie. A co zrobić, by takim wyjazdem nie zanudzić swojej dziewczyny/żony/rodziny? Można skorzystać z okolicznych atrakcji i prócz Zlina zajrzeć do Kromieryża, Holešova, czy Welehradu. Czyli krótka historia o tym, jak spędziłem 4 dni w zlińskim kraju, we wschodnich Morawach i nie nudziłem się ani chwili.

W kwestii noclegu, no to może być ciężko znaleźć coś w rozsądnym terminie i rozsądnej cenie, zwłaszcza tuż przed datą kolejnego Rajdu Barum.

Dlatego jeżeli w samym Zlinie nie będzie nic dostępnego, no to można np. wybrać się do miejscowości o nazwie Kromieryż. Tak też zrobili organizatorzy mojego wyjazdu, gdzie zapewnili dziennikarzom noclegi.

Po pierwsze – jest blisko. A do tego Kromieryż to bardzo urokliwe miejsce, ma świetny rynek oraz mnóstwo miejsc, które można w okolicy odwiedzić.

Dla mnie najbardziej niesamowity był fakt, że w Polsce miejscowość mająca niecałe 30 tys. mieszkańców, byłaby wieczorami zupełnie bez życia. A już na pewno w Polsce wschodniej, w której mieszkam.

Natomiast 30 tysięczny Kromieryż żył każdej nocy, kiedy miałem okazję tam być – od czwartku, do soboty. W knajpach byli ludzie i to nie tylko młodsi, ale i starsi, którzy w dodatku śpiewali i tańczyli do muzyki granej na żywo! Dla człowieka ze wschodu – szok i niedowierzanie.

Sam mieszkam w mieście Chełm, w województwie Lubelskim, który niby ma dwa razy więcej mieszkańców, a wieczorami bywa prawie bezludny.

Kromieryż – jakie atrakcje warto zobaczyć?

Zaraz po dojeździe na miejsce, zakwaterowaliśmy się w bardzo przyjemnym miejscu o nazwie Penzion u Kubesa. Nie jest to może nocleg w cenach hostelowych, ale 211 zł za noc dla 2 osób (tak aktualnie podaje Booking), jak na taki standard, to fajna oferta. Jest tam świeżo po remoncie, bardzo czysto, bardzo przyjemnie i ze smacznymi śniadaniami.

Chwilę później wyszliśmy na zapoznanie się z okolicą, nad którą góruje Pałac Arcybiskupi w Kromieryżu, czyli obiekt z listy światowego dziedzictwa UNESCO.

Pałac Arcybiskupi w Kromieryżu

Warto przemieścić się też do ogrodów przylegających do Pałacu Arcybiskupiego, który został założony w roku 1509. Powierzchnia ogrodów rozrosła się bowiem aż do 64 ha.

Z tego co widzę na stronie internetowej, odwiedziliśmy tylko skromną część tych ogrodów, ale i tak zdarzyło mi się zobaczyć małpy oraz pawie, bo jedną z atrakcji jest mini zoo.

Znacznie bardziej spodobała mi się knajpka o nazwie Zámecké Obcerstveni, znajdująca się na tym terenie, która ma niesamowicie klimatycznie ustawione stoliki – pomiędzy równo rosnącymi drzewami. Każdego z trzech wieczorów spędzonych w tym mieście chciałem tam trafić na piwo, ale koniec końców plan się nie powiódł, bo zamykali ją dosyć wcześnie – o 18.

Zámecké Obcerstveni, czyli najbardziej urokliwa knajpka w Kromieryżu

Fajne wrażenie robi też rynek w Kromieryżu, duży i ładnie utrzymany, zwłaszcza że przypominam – mówimy o mieście 30 tys. mieszkańców!

Tego dnia udaliśmy się jeszcze na obiad do knajpy przy samym rynku o nazwie Pivovar Černý Orel. Jedzenie było świetne, piwo robione na miejscu zresztą też.

Na kolejne piwo udałem się już do Restaurace Radniční sklípek, drzwi w drzwi z Penzionem u Kubesa, gdzie upatrzyłem sobie lokalne piwa w stylu IPA oraz APA, które lubię ponad wszystko. No i niestety tym akcentem musiałem zakończyć dzień, bo kolejnego ranka wybieraliśmy się na start Rajdu Barum w Zlinie.

Ale z racji że rajd startował dopiero wieczorem, kolejnego dnia najpierw udaliśmy się do miejscowości Holešov. Kolejny raz takie samo zaskoczenie, bo miasto w którym mieszkało nieco ponad 12 tys. osób, prezentowało się tak, jakby liczba mieszkańców była tam znacznie większa.

Wejście do Synagogi Szacha w Holešovie

Synagoga Szacha w Holešovie to kolejny dowód na to, że Czechy zostały delikatniej potraktowane przez polskich wschodnich i zachodnich sąsiadów, w połowie ubiegłego wieku. Budynek powstał około 1600 roku! I stoi tam do dziś. Wnętrze przebudowano jeszcze w roku 1737, choć zostało ono standardowo zdewastowane podczas II wojny światowej.

Jest to tzw. synagoga w typie polskim, co oznacza, co z grubsza oznacza tyle, że nie wyróżnia się z zewnątrz absolutnie niczym. To prostokątny budynek, który nie przyciąga wzroku, a wrażenie robi dopiero, kiedy wejdziemy do środka.

Piętrowe wnętrze na samym dole mieści salę modlitweną. Wyżej znajdziemy małe muzeum z eksponatami równie leciwymi, jak i sama synagoga. Warto jednak albo znać nieco czeski, albo mieć ze sobą kogoś, kto ten język zna. Inaczej zrozumienie historii tego miejsca może być skomplikowane.

Tuż obok znajduje się niesamowity cmentarz żydowski, który wygląda dokładnie tak, jak można sobie wyobrazić stary cmentarz żydowski. Powykrzywiane płyty nagrobne pośród trawy, a wśród nich grób Szacha, czyli Sabbatai ben Meir ha-Kohena.

Będąc w bliskiej okolicy, zajrzeć można też do małego muzeum kowalstwa (Malé muzeum kovářství), znajdujące się na ul. Zámecká 183/3 w Holešovie. Wystawa Muzeum Kowalstwa składa się z trzech części. Jest oryginalny warsztat z zachowanym tajnym przejściem, pokazy rzemiosła kowala oraz budynek mieszkalny kowala. Można tam też nabyć kowalskie pamiątki wytwarzane na bieżąco podczas pokazu.

Malé muzeum kovářství – Holešov

Wycieczka do Zlina na Rajd Barum

Po wszystkich tych atrakcjach w Holešovie wybraliśmy się na szybką wycieczkę do Zlina – ok. 16 km. Najpierw, by coś zjeść, a potem by zobaczyć start rajdu. Część oficjalna odbywała się za dnia, zaś pierwszy odcinek rajdu wystartował już w nocy na miejskich ulicach.

Wróćmy jednak do puntu pierwszego i jakże przyjemnego – jedzenie. Tutaj warto wybrać się do pięknego, przeszklonego budynku, w jakim mieści się duże, ale i tłoczne Bistrotéka Valachy.

Niespecjalnie pamiętam co tam jadłem, ale pamiętam że pierwszy raz spróbowałem Kofoli, czyli popularnego napoju produkowanego w Czechach i na Słowacji. Jak można się domyślić jest to konkurent Coca Coli i Pepsi, tyle że mniej słodki i bardziej kwaskowaty i jak dla mnie – lepszy i smaczniejszy. Wg Wikipedii Kofola ma 30% mniej cukru oraz 56% więcej kofeiny.

Co ciekawe jeszcze do początku 2019 roku 100% udziałów Hoop Polska należało do Kofoli, o czym nie miałem pojęcia. Teraz właścicielem jest Ustronianka. Ale do rzeczy.

Następnie wybraliśmy się już do centrum, gdzie przygotowywano oficjalny start rajdu. Dostałem plakietki z czeskimi wyrazami, które prawdopodobnie miały napisane coś istotnego, bo wpuszczano mnie wszędzie, gdzie tylko chciałem.

Mogłem więc wchodzić do strefy VIP, gdzie piwo lało się strumieniami, a na stole stały opieczone prosiaki, oczywiście tylko dla właściciela odpowiedniej opaski, jak i wejść sobie praktycznie w dowolnym momencie wejść w środek rajdu i cykać sobie zdjęcia. No coś wspaniałego.

Przed całą imprezą trafiłem też na zlot i pokaz samochodów zabytkowych, gdzie stanowczo najciekawszym okazem imprezy był Bentley 4,5 l Blower, rok produkcji 1936.

Wygląda jak zaprzeczenie komfortu, nie ma dachu, ale na uwagę zasługuje fakt, że powstawał w wersjach z doładowanymi silnikami o mocach od 175 do 240 KM!

Bentley 4,5 l Blower – 1936 r. i do 240 KM pod maską

Chwilę później miałem okazję przejechać się rowerami elektrycznymi, które można było wynająć na terenie inauguracji rajdu Barum, które to zawsze uważałem za idiotyczny pomysł. Lubię jeździć na rowerze, ale jeżdżę po to, by mieć trochę ruchu utrzymać się w formie. Stąd też chęć posiadania roweru elektrycznego, który całą robotę zrobi za mnie, była u mnie żadna, bo i po co.

Tymczasem wsiadłem na rower elektryczny i… co to jest za zabawa! Działa to tak, że im mocniej dociskamy pedały, tym bardziej rower przyspiesza. W praktyce w te pedałowanie nie wkładamy w ogóle siły. Można to robić, ustawiając wspomaganie na mniejszą moc, tylko po co. Do tego możemy tak przejechać ponad 100 km.

Mimo wszystko dla siebie bym takiego nie kupił, ale jak będę na wakacjach, to z chęcią się na takim przejadę. O ile będzie się dało takowy rower wypożyczyć.

Start Rajdu Barum 2019

Następnie wybrałem się na inaugurację Rajdu Barum, który od 2015 roku regularnie wygrywa Jan Kopecký i nie inaczej było tym razem. W sumie dziewiątym już. Za to dwóch Polaków rajdu nie ukończyło. Łukasz Habaj z powodu uszkodzenia klatki bezpieczeństwa, zaś Mikołaj Marczyk wypadł z trasy na piątym OS-ie.

Oficjalny start zaplanowany był dopiero na godzinę 21, więc była chwila by wybrać się na taras widokowy w Zlinie, który znajduje się w budynku pod adresem tř. Tomáše Bati 21.

Jest to budynek wyposażony nie tylko w windy, ale też w paternoster. Czyli w taką windę, która nie ma drzwi, a kabinę za kabiną, które ciągle jadą do góry i do dołu. Nie mam pojęcia co się stanie, kiedy włoży się w to głowę, ale podejrzewam, że się umiera.

Na samej górze budynku jest też kawiarnia o nazwie Café R21, w której można też coś zjeść. A siąść mozna zarówno w zamkniętym pomieszczeniu, jak i na tarasie widokowym.

Z tarasu widać m.in. Hotel Moskva. Zdziwiło mnie to trochę, bo podejrzewam że w Polsce taka nazwa raczej by nie wpłynęła dobrze na ruch w interesie. W każdym razie widoki z góry są bardzo przyjemne.

Widok z tarasu widokowego budynku Urzędu Wojewódzkiego oraz Urzędu Skarbowego w Zlinie

Natomiast po 21 wszystko się zaczęło

Dzięki magicznej opasce VIP mogłem dostać się m.in. do parkingu widocznego w tle poniższego zdjęcia, skąd był doskonały widok na fragment trasy. Bez takiej opaski można było jedynie tłoczyć się przy płotkach, co nie zawsze dawało zadowalające widoki na przejazdy aut. Dlatego niektórzy wyposażyli się w drabiny.

Kolejnego, ostatniego już dnia wybraliśmy się raz jeszcze do Ogrodu Kwiatowego w Kromieryżu, który jest jeszcze większy, niż ten przypałacowy, o którym wspominałem wcześniej. Ten kwiatowy jest po prostu gigantyczny. Został założony w drugiej połowie XVII w. i podobno jest jednym z najważniejszych ogrodowych dzieł sztuki na świecie.

Nie znam się na tym aż tak, w każdym razie robi ogromne i znakomite wrażenie. Zwłaszcza, że i tutaj mamy taras widokowy, dzięki któremu można popatrzeć na wszystko z góry.

Znajdziemy tam też Wahadło Foucaulta. Jak donosi Wikipedia jest to wahadło mające możliwość wahań w dowolnej płaszczyźnie pionowej. Powolna zmiana płaszczyzny ruchu wahadła względem Ziemi dowodzi jej obrotu wokół własnej osi.

Chwilę później znów znalazłem się na trasie rajdu, który kolejnego dnia wyjechał z miasta m.in. do pobliskiego miasta Kostelany, gdzie zatrzymaliśmy się w restauracji Ranč Kostelany, utrzymanej w westrenowym klimacie, gdzie zjedliśmy bardzo dobry obiad ponownie zapijając go Kofolą.

Poszedłem też zrobić zdjęcia przejazdów za dnia, bo trasa rajdu biegła tuż obok. Ale zrobiłem dosłownie 2-3 samochody – potem rajd się zatrzymał. Okazało się, że na trasie coś się stało i na dłuższy czas przejazdy zostały wstrzymane, więc ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie okolicy.

Fragment trasy rajdu przebiegający przez miejscowość Kostelany

Kolejnym punktem wycieczki Klasztor Cystersów w Welehradzie, a dokładniej Bazylika pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i świętych Cyryla i Metodego. Czyli miejsce które w 1990 roku odwiedził Jan Paweł II i w którym jest inny polski akcent – wisi Matka Boska Częstochowska.

Sama Bazylika robi ogromne wrażenie, jak to się mówi – widać napracowanko. Wszędzie są złocenia, nieprawdopodobna dbałość o detale oraz monumentalne konstrukcje i rzeźby z drewna. Coś niesamowitego, ile ktoś się przy tym narobił. Ale z drugiej strony nie rozumiem też po co kościół stawia takie pałace, zamiast zwyczajnie przeznaczyć te środki na pomoc potrzebującym.

Klasztor Cystersów w Welehradzie

Bardzo blisko znajduje się też Skansen Modrá, gdzie mamy zrekonstruowany drewniany gród z czasów państwa wielkomorawskiego z początku IX wieku. Dla dzieci przewidziano m.in. ćwiczenie strzelania z łuku i lepienie glinianych naczyń.

Tuż obok znajduje się coraz dużo bardziej ciekawego. Nazywa się to Živá voda vodní tunel i jest niepozornym z zewnątrz budynkiem. Na terenie znajdują sie jednak dwa baseny wypełnione wodą, pod które możemy wejść.

Tunel widoczny na poniższym zdjęciu znajduje się 3,5 m pod powierzchnią jeziorka podzielonego na dwie części. W lewej części znajdują się ryby z górskich potoków i rzek, zaś z prawej – większe okazy.

Water of life, czyli Živá voda vodní tunel

Tuż obok znajduje sie też drewniana ścieżka, z której można obserwować… no właśnie nie mam pojęcia co. Żubry, Bizony? Z tego co wiem to świeża atrakcja i nie mogę na jej temat nic znaleźć w Sieci. W każdym razie sztuki są trzy, w tym jedno małe.

Cała wycieczka opisana w tym tekście zajęła mi 4 dni i byla naprawdę intensywna. Podróż z Warszawy na Morawy wcale nie jest aż tak długa, jak myślałem – samochodem trwa 6-7 godzin. Dłużej jadę z Lubelszczyzny nad polskie morze I myślę, że jest to takie absolutne minimum, które trzeba poświęcić na Rajd Barum i odwiedzenie okolicy.

A jeżeli ktoś chce tam zajrzeć na dłużej i odwiedzić jeszcze więcej miejsc, dobrym przewodnikiem będzie strona pl.moravia-czech.eu.

Kromieryż
Kromieryż, tym razem widok na mini-zoo
Ogród przypałacowy w Kromieryżu
Kromieryż – wąskie uliczki miasta
Rynek w Kromieryżu

Synagoga Szacha w Holešovie

Malé muzeum kovářství w Holešovie

Ogród Kwiatowy w Kromieryżu

W Zlinie przed Rajdem Barum pojawiło się całe mnóstwo ciekawych samochodów, tutaj Škoda 120
Inauguracja Rajdu Barum w Zlinie

I start pierwszego odcinka – w nocy i w centrum miasta.
Helikopter latający nad trasą rajdu, tutaj wisi nad Holešovem

Bazylika pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i świętych Cyryla i Metodego

Tuż obok znajduje się Skansen Modrá

  • Add to Phrasebook
    • No word lists for English -> Polish…
    • Create a new word list…
  • Copy

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Wyjazd na Rajd Barum, czyli dobry powód, by odwiedzić Morawy i atrakcje w okolicy
Wyjazd na Rajd Barum, czyli dobry powód, by odwiedzić Morawy i atrakcje w okolicy
Wyjazd na Rajd Barum, czyli dobry powód, by odwiedzić Morawy i atrakcje w okolicy

Wyprawa na Rajd Barum to świetny pomysł, pod warunkiem, że jesteśmy w męskim gronie. A co zrobić, by takim wyjazdem nie zanudzić swojej dziewczyny/żony/rodziny? Można skorzystać z okolicznych atrakcji i prócz Zlina zajrzeć do Kromieryża, Holešova, czy Welehradu. Czyli krótka historia o tym, jak spędziłem 4 dni w zlińskim kraju, we wschodnich Morawach i nie nudziłem się ani chwili.

W kwestii noclegu, no to może być ciężko znaleźć coś w rozsądnym terminie i rozsądnej cenie, zwłaszcza tuż przed datą kolejnego Rajdu Barum.

Dlatego jeżeli w samym Zlinie nie będzie nic dostępnego, no to można np. wybrać się do miejscowości o nazwie Kromieryż. Tak też zrobili organizatorzy mojego wyjazdu, gdzie zapewnili dziennikarzom noclegi.

Po pierwsze – jest blisko. A do tego Kromieryż to bardzo urokliwe miejsce, ma świetny rynek oraz mnóstwo miejsc, które można w okolicy odwiedzić.

Dla mnie najbardziej niesamowity był fakt, że w Polsce miejscowość mająca niecałe 30 tys. mieszkańców, byłaby wieczorami zupełnie bez życia. A już na pewno w Polsce wschodniej, w której mieszkam.

Natomiast 30 tysięczny Kromieryż żył każdej nocy, kiedy miałem okazję tam być – od czwartku, do soboty. W knajpach byli ludzie i to nie tylko młodsi, ale i starsi, którzy w dodatku śpiewali i tańczyli do muzyki granej na żywo! Dla człowieka ze wschodu – szok i niedowierzanie.

Sam mieszkam w mieście Chełm, w województwie Lubelskim, który niby ma dwa razy więcej mieszkańców, a wieczorami bywa prawie bezludny.

Kromieryż – jakie atrakcje warto zobaczyć?

Zaraz po dojeździe na miejsce, zakwaterowaliśmy się w bardzo przyjemnym miejscu o nazwie Penzion u Kubesa. Nie jest to może nocleg w cenach hostelowych, ale 211 zł za noc dla 2 osób (tak aktualnie podaje Booking), jak na taki standard, to fajna oferta. Jest tam świeżo po remoncie, bardzo czysto, bardzo przyjemnie i ze smacznymi śniadaniami.

Chwilę później wyszliśmy na zapoznanie się z okolicą, nad którą góruje Pałac Arcybiskupi w Kromieryżu, czyli obiekt z listy światowego dziedzictwa UNESCO.

Pałac Arcybiskupi w Kromieryżu

Warto przemieścić się też do ogrodów przylegających do Pałacu Arcybiskupiego, który został założony w roku 1509. Powierzchnia ogrodów rozrosła się bowiem aż do 64 ha.

Z tego co widzę na stronie internetowej, odwiedziliśmy tylko skromną część tych ogrodów, ale i tak zdarzyło mi się zobaczyć małpy oraz pawie, bo jedną z atrakcji jest mini zoo.

Znacznie bardziej spodobała mi się knajpka o nazwie Zámecké Obcerstveni, znajdująca się na tym terenie, która ma niesamowicie klimatycznie ustawione stoliki – pomiędzy równo rosnącymi drzewami. Każdego z trzech wieczorów spędzonych w tym mieście chciałem tam trafić na piwo, ale koniec końców plan się nie powiódł, bo zamykali ją dosyć wcześnie – o 18.

Zámecké Obcerstveni, czyli najbardziej urokliwa knajpka w Kromieryżu

Fajne wrażenie robi też rynek w Kromieryżu, duży i ładnie utrzymany, zwłaszcza że przypominam – mówimy o mieście 30 tys. mieszkańców!

Tego dnia udaliśmy się jeszcze na obiad do knajpy przy samym rynku o nazwie Pivovar Černý Orel. Jedzenie było świetne, piwo robione na miejscu zresztą też.

Na kolejne piwo udałem się już do Restaurace Radniční sklípek, drzwi w drzwi z Penzionem u Kubesa, gdzie upatrzyłem sobie lokalne piwa w stylu IPA oraz APA, które lubię ponad wszystko. No i niestety tym akcentem musiałem zakończyć dzień, bo kolejnego ranka wybieraliśmy się na start Rajdu Barum w Zlinie.

Ale z racji że rajd startował dopiero wieczorem, kolejnego dnia najpierw udaliśmy się do miejscowości Holešov. Kolejny raz takie samo zaskoczenie, bo miasto w którym mieszkało nieco ponad 12 tys. osób, prezentowało się tak, jakby liczba mieszkańców była tam znacznie większa.

Wejście do Synagogi Szacha w Holešovie

Synagoga Szacha w Holešovie to kolejny dowód na to, że Czechy zostały delikatniej potraktowane przez polskich wschodnich i zachodnich sąsiadów, w połowie ubiegłego wieku. Budynek powstał około 1600 roku! I stoi tam do dziś. Wnętrze przebudowano jeszcze w roku 1737, choć zostało ono standardowo zdewastowane podczas II wojny światowej.

Jest to tzw. synagoga w typie polskim, co oznacza, co z grubsza oznacza tyle, że nie wyróżnia się z zewnątrz absolutnie niczym. To prostokątny budynek, który nie przyciąga wzroku, a wrażenie robi dopiero, kiedy wejdziemy do środka.

Piętrowe wnętrze na samym dole mieści salę modlitweną. Wyżej znajdziemy małe muzeum z eksponatami równie leciwymi, jak i sama synagoga. Warto jednak albo znać nieco czeski, albo mieć ze sobą kogoś, kto ten język zna. Inaczej zrozumienie historii tego miejsca może być skomplikowane.

Tuż obok znajduje się niesamowity cmentarz żydowski, który wygląda dokładnie tak, jak można sobie wyobrazić stary cmentarz żydowski. Powykrzywiane płyty nagrobne pośród trawy, a wśród nich grób Szacha, czyli Sabbatai ben Meir ha-Kohena.

Będąc w bliskiej okolicy, zajrzeć można też do małego muzeum kowalstwa (Malé muzeum kovářství), znajdujące się na ul. Zámecká 183/3 w Holešovie. Wystawa Muzeum Kowalstwa składa się z trzech części. Jest oryginalny warsztat z zachowanym tajnym przejściem, pokazy rzemiosła kowala oraz budynek mieszkalny kowala. Można tam też nabyć kowalskie pamiątki wytwarzane na bieżąco podczas pokazu.

Malé muzeum kovářství – Holešov

Wycieczka do Zlina na Rajd Barum

Po wszystkich tych atrakcjach w Holešovie wybraliśmy się na szybką wycieczkę do Zlina – ok. 16 km. Najpierw, by coś zjeść, a potem by zobaczyć start rajdu. Część oficjalna odbywała się za dnia, zaś pierwszy odcinek rajdu wystartował już w nocy na miejskich ulicach.

Wróćmy jednak do puntu pierwszego i jakże przyjemnego – jedzenie. Tutaj warto wybrać się do pięknego, przeszklonego budynku, w jakim mieści się duże, ale i tłoczne Bistrotéka Valachy.

Niespecjalnie pamiętam co tam jadłem, ale pamiętam że pierwszy raz spróbowałem Kofoli, czyli popularnego napoju produkowanego w Czechach i na Słowacji. Jak można się domyślić jest to konkurent Coca Coli i Pepsi, tyle że mniej słodki i bardziej kwaskowaty i jak dla mnie – lepszy i smaczniejszy. Wg Wikipedii Kofola ma 30% mniej cukru oraz 56% więcej kofeiny.

Co ciekawe jeszcze do początku 2019 roku 100% udziałów Hoop Polska należało do Kofoli, o czym nie miałem pojęcia. Teraz właścicielem jest Ustronianka. Ale do rzeczy.

Następnie wybraliśmy się już do centrum, gdzie przygotowywano oficjalny start rajdu. Dostałem plakietki z czeskimi wyrazami, które prawdopodobnie miały napisane coś istotnego, bo wpuszczano mnie wszędzie, gdzie tylko chciałem.

Mogłem więc wchodzić do strefy VIP, gdzie piwo lało się strumieniami, a na stole stały opieczone prosiaki, oczywiście tylko dla właściciela odpowiedniej opaski, jak i wejść sobie praktycznie w dowolnym momencie wejść w środek rajdu i cykać sobie zdjęcia. No coś wspaniałego.

Przed całą imprezą trafiłem też na zlot i pokaz samochodów zabytkowych, gdzie stanowczo najciekawszym okazem imprezy był Bentley 4,5 l Blower, rok produkcji 1936.

Wygląda jak zaprzeczenie komfortu, nie ma dachu, ale na uwagę zasługuje fakt, że powstawał w wersjach z doładowanymi silnikami o mocach od 175 do 240 KM!

Bentley 4,5 l Blower – 1936 r. i do 240 KM pod maską

Chwilę później miałem okazję przejechać się rowerami elektrycznymi, które można było wynająć na terenie inauguracji rajdu Barum, które to zawsze uważałem za idiotyczny pomysł. Lubię jeździć na rowerze, ale jeżdżę po to, by mieć trochę ruchu utrzymać się w formie. Stąd też chęć posiadania roweru elektrycznego, który całą robotę zrobi za mnie, była u mnie żadna, bo i po co.

Tymczasem wsiadłem na rower elektryczny i… co to jest za zabawa! Działa to tak, że im mocniej dociskamy pedały, tym bardziej rower przyspiesza. W praktyce w te pedałowanie nie wkładamy w ogóle siły. Można to robić, ustawiając wspomaganie na mniejszą moc, tylko po co. Do tego możemy tak przejechać ponad 100 km.

Mimo wszystko dla siebie bym takiego nie kupił, ale jak będę na wakacjach, to z chęcią się na takim przejadę. O ile będzie się dało takowy rower wypożyczyć.

Start Rajdu Barum 2019

Następnie wybrałem się na inaugurację Rajdu Barum, który od 2015 roku regularnie wygrywa Jan Kopecký i nie inaczej było tym razem. W sumie dziewiątym już. Za to dwóch Polaków rajdu nie ukończyło. Łukasz Habaj z powodu uszkodzenia klatki bezpieczeństwa, zaś Mikołaj Marczyk wypadł z trasy na piątym OS-ie.

Oficjalny start zaplanowany był dopiero na godzinę 21, więc była chwila by wybrać się na taras widokowy w Zlinie, który znajduje się w budynku pod adresem tř. Tomáše Bati 21.

Jest to budynek wyposażony nie tylko w windy, ale też w paternoster. Czyli w taką windę, która nie ma drzwi, a kabinę za kabiną, które ciągle jadą do góry i do dołu. Nie mam pojęcia co się stanie, kiedy włoży się w to głowę, ale podejrzewam, że się umiera.

Na samej górze budynku jest też kawiarnia o nazwie Café R21, w której można też coś zjeść. A siąść mozna zarówno w zamkniętym pomieszczeniu, jak i na tarasie widokowym.

Z tarasu widać m.in. Hotel Moskva. Zdziwiło mnie to trochę, bo podejrzewam że w Polsce taka nazwa raczej by nie wpłynęła dobrze na ruch w interesie. W każdym razie widoki z góry są bardzo przyjemne.

Widok z tarasu widokowego budynku Urzędu Wojewódzkiego oraz Urzędu Skarbowego w Zlinie

Natomiast po 21 wszystko się zaczęło

Dzięki magicznej opasce VIP mogłem dostać się m.in. do parkingu widocznego w tle poniższego zdjęcia, skąd był doskonały widok na fragment trasy. Bez takiej opaski można było jedynie tłoczyć się przy płotkach, co nie zawsze dawało zadowalające widoki na przejazdy aut. Dlatego niektórzy wyposażyli się w drabiny.

Kolejnego, ostatniego już dnia wybraliśmy się raz jeszcze do Ogrodu Kwiatowego w Kromieryżu, który jest jeszcze większy, niż ten przypałacowy, o którym wspominałem wcześniej. Ten kwiatowy jest po prostu gigantyczny. Został założony w drugiej połowie XVII w. i podobno jest jednym z najważniejszych ogrodowych dzieł sztuki na świecie.

Nie znam się na tym aż tak, w każdym razie robi ogromne i znakomite wrażenie. Zwłaszcza, że i tutaj mamy taras widokowy, dzięki któremu można popatrzeć na wszystko z góry.

Znajdziemy tam też Wahadło Foucaulta. Jak donosi Wikipedia jest to wahadło mające możliwość wahań w dowolnej płaszczyźnie pionowej. Powolna zmiana płaszczyzny ruchu wahadła względem Ziemi dowodzi jej obrotu wokół własnej osi.

Chwilę później znów znalazłem się na trasie rajdu, który kolejnego dnia wyjechał z miasta m.in. do pobliskiego miasta Kostelany, gdzie zatrzymaliśmy się w restauracji Ranč Kostelany, utrzymanej w westrenowym klimacie, gdzie zjedliśmy bardzo dobry obiad ponownie zapijając go Kofolą.

Poszedłem też zrobić zdjęcia przejazdów za dnia, bo trasa rajdu biegła tuż obok. Ale zrobiłem dosłownie 2-3 samochody – potem rajd się zatrzymał. Okazało się, że na trasie coś się stało i na dłuższy czas przejazdy zostały wstrzymane, więc ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie okolicy.

Fragment trasy rajdu przebiegający przez miejscowość Kostelany

Kolejnym punktem wycieczki Klasztor Cystersów w Welehradzie, a dokładniej Bazylika pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i świętych Cyryla i Metodego. Czyli miejsce które w 1990 roku odwiedził Jan Paweł II i w którym jest inny polski akcent – wisi Matka Boska Częstochowska.

Sama Bazylika robi ogromne wrażenie, jak to się mówi – widać napracowanko. Wszędzie są złocenia, nieprawdopodobna dbałość o detale oraz monumentalne konstrukcje i rzeźby z drewna. Coś niesamowitego, ile ktoś się przy tym narobił. Ale z drugiej strony nie rozumiem też po co kościół stawia takie pałace, zamiast zwyczajnie przeznaczyć te środki na pomoc potrzebującym.

Klasztor Cystersów w Welehradzie

Bardzo blisko znajduje się też Skansen Modrá, gdzie mamy zrekonstruowany drewniany gród z czasów państwa wielkomorawskiego z początku IX wieku. Dla dzieci przewidziano m.in. ćwiczenie strzelania z łuku i lepienie glinianych naczyń.

Tuż obok znajduje się coraz dużo bardziej ciekawego. Nazywa się to Živá voda vodní tunel i jest niepozornym z zewnątrz budynkiem. Na terenie znajdują sie jednak dwa baseny wypełnione wodą, pod które możemy wejść.

Tunel widoczny na poniższym zdjęciu znajduje się 3,5 m pod powierzchnią jeziorka podzielonego na dwie części. W lewej części znajdują się ryby z górskich potoków i rzek, zaś z prawej – większe okazy.

Water of life, czyli Živá voda vodní tunel

Tuż obok znajduje sie też drewniana ścieżka, z której można obserwować… no właśnie nie mam pojęcia co. Żubry, Bizony? Z tego co wiem to świeża atrakcja i nie mogę na jej temat nic znaleźć w Sieci. W każdym razie sztuki są trzy, w tym jedno małe.

Cała wycieczka opisana w tym tekście zajęła mi 4 dni i byla naprawdę intensywna. Podróż z Warszawy na Morawy wcale nie jest aż tak długa, jak myślałem – samochodem trwa 6-7 godzin. Dłużej jadę z Lubelszczyzny nad polskie morze I myślę, że jest to takie absolutne minimum, które trzeba poświęcić na Rajd Barum i odwiedzenie okolicy.

A jeżeli ktoś chce tam zajrzeć na dłużej i odwiedzić jeszcze więcej miejsc, dobrym przewodnikiem będzie strona pl.moravia-czech.eu.

Kromieryż
Kromieryż, tym razem widok na mini-zoo
Ogród przypałacowy w Kromieryżu
Kromieryż – wąskie uliczki miasta
Rynek w Kromieryżu

Synagoga Szacha w Holešovie

Malé muzeum kovářství w Holešovie

Ogród Kwiatowy w Kromieryżu

W Zlinie przed Rajdem Barum pojawiło się całe mnóstwo ciekawych samochodów, tutaj Škoda 120
Inauguracja Rajdu Barum w Zlinie

I start pierwszego odcinka – w nocy i w centrum miasta.
Helikopter latający nad trasą rajdu, tutaj wisi nad Holešovem

Bazylika pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i świętych Cyryla i Metodego

Tuż obok znajduje się Skansen Modrá

  • Add to Phrasebook
    • No word lists for English -> Polish…
    • Create a new word list…
  • Copy