Tablice rejestracyjne dla rowerów jako walka z anonimowością? To dobry pomysł!

Rosnąca popularność roweru niesie dużo korzyści, zarówno dla zdrowia, jak i drożności miejskiej przestrzeni. Nie można jednak i bagatelizować wyzwań oraz zaniedbań prawa wobec statusu roweru. Nie bierze ono bowiem pod uwagę tęgo, że rowery również powodują wypadki, szkody i jeżdżą nimi niepraworządni ludzie. Jak walczyć z ich anonimowością? Tablicami rejestracyjnymi!

Przestrzeń polskich miast różnej wielkości zaczyna w ostatnich latach pokrywać coraz gęstsza siatka dróg rowerowych. Niektóre źle oznakowane, zbudowane “na odczep się” pod postacią pasków z farby, naznaczone infrastrukturalnymi zaniedbaniami, ale i spora część – doskonałej jakości, asfaltowane, szerokie i pozwalająca na wygodną, bezpieczną podróż jednośladem.

Do Amsterdamu czy Kopenhagi nam jeszcze daleko, ale nie da się ukryć, że i w Polsce rowery stają się coraz popularniejszym środkiem transportu. Szczególnie w miastach wojewódzkich, ruch stał się ostatnio bardzo gęsty, co z jednej strony obrazuje pozytywne zjawisko – ludzie coraz chętniej przemieszczają się przyjaźniejszym dla zdrowia i środowiska środkiem transportu.

Nie można jednak zapominać, że wzmożony ruch rowerowy w miastach niesie ze sobą też większe ryzyko wystąpienia tych samych problemów, jakie codziennie trapią świat samochodów. Wypadki, kolizje, potrącenia czy łamanie przepisów ruchu drogowego są coraz większą zmorą polskich miast. Niesie to nawet większe kłopoty, niż w przypadku analogicznych sytuacji wśród aut.

Te mają w końcu tablice rejestracyjne, które pozwalają w najprostszy sposób zidentyfikować sprawcę zdarzenia szczególnie, gdy będzie on próbował uciec. Rowerzyści są pod tym względem praktycznie anonimowi – wystarczy nakrycie głowy, okulary i chusta w połączeniu z brakiem znaków szczególnych roweru, aby namierzenie sprawcy okazało się wyzwaniem.

Kwestię tę podnieśli aktywiści ze stowarzyszenia Lubię Miasto, którzy twierdzą, że wprowadzenie tablic rejestracyjnych dla rowerów znacznie zwiększyłoby poziom bezpieczeństwa na ścieżkach, a przynajmniej ułatwiłoby walkę z łamiącymi przepisy.

Rowerzysta może przecież nie tylko powodować kolizje i potrącenia, ale i np. zuchwale łamać przepisy ruchu drogowego, do których można zaliczyć powszechne występki typu przejeżdżanie na czerwonym świetle, nieustępowanie pierwszeństwa przejazdu czy poruszanie się po odcinkach z zakazem ruchu dla rowerów.

Takie ekscesy regularnie rejestrowane są choćby przez samochodowe kamerki. O ile łatwiejsze byłoby walczenie z zuchwałymi piratami rowerowymi, gdyby oznaczyć ich pojazdy w czytelny sposób? Tabliczki mogłyby pojawić się np. pod siodełkiem i na przodzie ramy. Jesteśmy pewni, że znaleźliby się kompetentni eksperci, którzy opracowaliby udany projekt rowerowych tablic.

Całe przedsięwzięcie bez wątpienia byłoby bardzo kosztowne i skomplikowane logistycznie, jednak nie może to być argument przeciwko potencjalnie skutecznym działaniom przeciwko łamaniu przepisów i obniżaniu poziomu bezpieczeństwa na drogach. Nirwana w miastach nie zapanuje, ale być może krnąbrni rowerzyści choćby pomyślą dwa razy, zanim ominą pojazdy stojące na czerwonym świetle lub nie oddalą się dalej po przejechaniu po nogach staruszce?

źródło: Moto.pl

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Tablice rejestracyjne dla rowerów jako walka z anonimowością? To dobry pomysł!
Tablice rejestracyjne dla rowerów jako walka z anonimowością? To dobry pomysł!
Tablice rejestracyjne dla rowerów jako walka z anonimowością? To dobry pomysł!

Rosnąca popularność roweru niesie dużo korzyści, zarówno dla zdrowia, jak i drożności miejskiej przestrzeni. Nie można jednak i bagatelizować wyzwań oraz zaniedbań prawa wobec statusu roweru. Nie bierze ono bowiem pod uwagę tęgo, że rowery również powodują wypadki, szkody i jeżdżą nimi niepraworządni ludzie. Jak walczyć z ich anonimowością? Tablicami rejestracyjnymi!

Przestrzeń polskich miast różnej wielkości zaczyna w ostatnich latach pokrywać coraz gęstsza siatka dróg rowerowych. Niektóre źle oznakowane, zbudowane “na odczep się” pod postacią pasków z farby, naznaczone infrastrukturalnymi zaniedbaniami, ale i spora część – doskonałej jakości, asfaltowane, szerokie i pozwalająca na wygodną, bezpieczną podróż jednośladem.

Do Amsterdamu czy Kopenhagi nam jeszcze daleko, ale nie da się ukryć, że i w Polsce rowery stają się coraz popularniejszym środkiem transportu. Szczególnie w miastach wojewódzkich, ruch stał się ostatnio bardzo gęsty, co z jednej strony obrazuje pozytywne zjawisko – ludzie coraz chętniej przemieszczają się przyjaźniejszym dla zdrowia i środowiska środkiem transportu.

Nie można jednak zapominać, że wzmożony ruch rowerowy w miastach niesie ze sobą też większe ryzyko wystąpienia tych samych problemów, jakie codziennie trapią świat samochodów. Wypadki, kolizje, potrącenia czy łamanie przepisów ruchu drogowego są coraz większą zmorą polskich miast. Niesie to nawet większe kłopoty, niż w przypadku analogicznych sytuacji wśród aut.

Te mają w końcu tablice rejestracyjne, które pozwalają w najprostszy sposób zidentyfikować sprawcę zdarzenia szczególnie, gdy będzie on próbował uciec. Rowerzyści są pod tym względem praktycznie anonimowi – wystarczy nakrycie głowy, okulary i chusta w połączeniu z brakiem znaków szczególnych roweru, aby namierzenie sprawcy okazało się wyzwaniem.

Kwestię tę podnieśli aktywiści ze stowarzyszenia Lubię Miasto, którzy twierdzą, że wprowadzenie tablic rejestracyjnych dla rowerów znacznie zwiększyłoby poziom bezpieczeństwa na ścieżkach, a przynajmniej ułatwiłoby walkę z łamiącymi przepisy.

Rowerzysta może przecież nie tylko powodować kolizje i potrącenia, ale i np. zuchwale łamać przepisy ruchu drogowego, do których można zaliczyć powszechne występki typu przejeżdżanie na czerwonym świetle, nieustępowanie pierwszeństwa przejazdu czy poruszanie się po odcinkach z zakazem ruchu dla rowerów.

Takie ekscesy regularnie rejestrowane są choćby przez samochodowe kamerki. O ile łatwiejsze byłoby walczenie z zuchwałymi piratami rowerowymi, gdyby oznaczyć ich pojazdy w czytelny sposób? Tabliczki mogłyby pojawić się np. pod siodełkiem i na przodzie ramy. Jesteśmy pewni, że znaleźliby się kompetentni eksperci, którzy opracowaliby udany projekt rowerowych tablic.

Całe przedsięwzięcie bez wątpienia byłoby bardzo kosztowne i skomplikowane logistycznie, jednak nie może to być argument przeciwko potencjalnie skutecznym działaniom przeciwko łamaniu przepisów i obniżaniu poziomu bezpieczeństwa na drogach. Nirwana w miastach nie zapanuje, ale być może krnąbrni rowerzyści choćby pomyślą dwa razy, zanim ominą pojazdy stojące na czerwonym świetle lub nie oddalą się dalej po przejechaniu po nogach staruszce?

źródło: Moto.pl