Nowy Hyundai i10 z czterocylindrowym benzyniakiem – powiew tradycji

Wydawać się mogło, że miejskie samochody są już na straconej pozycji. Nie dość, że zmagają się ze spadającym popytem, to jeszcze doskwierają im coraz trudniejsze do spełnienia normy bezpieczeństwa i emisji spalin. I wtedy wchodzi Hyundai, cały na biało, z nowym i10.

Hyundai i10 to spadkobierca krótkiej tradycji produkowania najmniejszych, miejskich samochodów przez koreańskiego producenta. Zapoczątkowano ją przy okazji topornego i mało urodziwego Atosa, który obecny był na rynku w latach 1997 – 2008.

Później nastała epoka i10, która trwa do dzisiaj. Choć kolejni producenci wycofują najmniejsze auta sądząc, że ich dalsza produkcja jest nieopłacalna (a jeśli już, to tylko z elektrycznym napędem), to Koreańczycy mają na to zupełnie inny pogląd.

Na początku września we Frankfurcie zadebiutowała trzecia generacja najmniejszego Hyundaia, która nie dość, że jest klasycznym, spalinowym miejskim autem, to jeszcze jest szokującym wręcz powiewem tradycji, jeżeli chodzi o jednostki napędowe. Ale po kolei.

Pod kątem stylistycznym Hyundai i10 wygląda jak miniatura aktualnego języka stylistycznego znanego z innych ostatnich nowości producenta. Uwagę zwraca duża atrapa chłodnicy i opcjonalna możliwość zamówienia dwukolorowego malowania nadwozia.

Kokpit wyróżnia się dwukolorowym malowaniem, dużym ekranem dotykowym i generalnie rzecz ujmując – bardzo dojrzałym wykończeniem, przynajmniej pod kątem estetycznym. W tak tanim aucie – jest to na wagę złota!

Pora na najciekawsze, czyli jednostki napędowe. Nowe i10 oferowane będzie z trzycylindrowym, 1-litrowym benzynowym MPi o mocy 66 KM. Ale! Drugim dostępnym motorem będzie 1,2-litrowe, czterocylindrowe (!) MPi o mocy 82 KM. Można poczuć się jak w 2009, a nie 2019 roku.

Topowy wariant, i10 N Line, skrywa 1-litrowy, trzycylindrowy silnik T-GDi o mocy 98 KM i pięciobiegową skrzynię manualną. Dla miłośników automatów smutne wieści. Do wyboru co najwyżej zautomatyzowana, pięciostopniowa przekładnia. Klasycznego, takiego jak w Picanto, zabrakło.

Podsumowując – nowe i10 zapowiada się jako jedna z najciekawszych i zarazem najbardziej klasycznych propozycji wśród nadchodzących rynkowych nowości. O tym, czy takie auto jeszcze ma sens, przekonamy się już niebawem.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Nowy Hyundai i10 z czterocylindrowym benzyniakiem – powiew tradycji
Nowy Hyundai i10 z czterocylindrowym benzyniakiem – powiew tradycji
Nowy Hyundai i10 z czterocylindrowym benzyniakiem – powiew tradycji

Wydawać się mogło, że miejskie samochody są już na straconej pozycji. Nie dość, że zmagają się ze spadającym popytem, to jeszcze doskwierają im coraz trudniejsze do spełnienia normy bezpieczeństwa i emisji spalin. I wtedy wchodzi Hyundai, cały na biało, z nowym i10.

Hyundai i10 to spadkobierca krótkiej tradycji produkowania najmniejszych, miejskich samochodów przez koreańskiego producenta. Zapoczątkowano ją przy okazji topornego i mało urodziwego Atosa, który obecny był na rynku w latach 1997 – 2008.

Później nastała epoka i10, która trwa do dzisiaj. Choć kolejni producenci wycofują najmniejsze auta sądząc, że ich dalsza produkcja jest nieopłacalna (a jeśli już, to tylko z elektrycznym napędem), to Koreańczycy mają na to zupełnie inny pogląd.

Na początku września we Frankfurcie zadebiutowała trzecia generacja najmniejszego Hyundaia, która nie dość, że jest klasycznym, spalinowym miejskim autem, to jeszcze jest szokującym wręcz powiewem tradycji, jeżeli chodzi o jednostki napędowe. Ale po kolei.

Pod kątem stylistycznym Hyundai i10 wygląda jak miniatura aktualnego języka stylistycznego znanego z innych ostatnich nowości producenta. Uwagę zwraca duża atrapa chłodnicy i opcjonalna możliwość zamówienia dwukolorowego malowania nadwozia.

Kokpit wyróżnia się dwukolorowym malowaniem, dużym ekranem dotykowym i generalnie rzecz ujmując – bardzo dojrzałym wykończeniem, przynajmniej pod kątem estetycznym. W tak tanim aucie – jest to na wagę złota!

Pora na najciekawsze, czyli jednostki napędowe. Nowe i10 oferowane będzie z trzycylindrowym, 1-litrowym benzynowym MPi o mocy 66 KM. Ale! Drugim dostępnym motorem będzie 1,2-litrowe, czterocylindrowe (!) MPi o mocy 82 KM. Można poczuć się jak w 2009, a nie 2019 roku.

Topowy wariant, i10 N Line, skrywa 1-litrowy, trzycylindrowy silnik T-GDi o mocy 98 KM i pięciobiegową skrzynię manualną. Dla miłośników automatów smutne wieści. Do wyboru co najwyżej zautomatyzowana, pięciostopniowa przekładnia. Klasycznego, takiego jak w Picanto, zabrakło.

Podsumowując – nowe i10 zapowiada się jako jedna z najciekawszych i zarazem najbardziej klasycznych propozycji wśród nadchodzących rynkowych nowości. O tym, czy takie auto jeszcze ma sens, przekonamy się już niebawem.