Nowe Renault Clio 1.0 TCe 100 KM Intens – najlepsza Renówka od lat – TEST

Raz na czas każdy producent gruntownie odświeża gamę swoich samochodów jakimś modelem. A potem na podstawie owej nowości tworzy kolejne pojazdy w ten sam deseń. Tak było np. z Volvo XC 90, za którym pojawiły się kolejne modele utrzymane z grubsza w tej samej stylistyce, jeżeli chodzi o nadwozie, jak i wnętrze.

Podobnie było z Hondą Civic, która wniosła do gamy modeli zupełnie nową jakość, którą niedawno powtórzył model CR-V. To samo dzieje się teraz w Skodzie z modelami Scala i Kamiq. Są zauważalnie lepsze od wszystkich poprzednich modeli.

Renault zaś od lat trzymało się tego samego. Mieliśmy fajny wygląd zewnętrzny i całkiem fajne wnętrze, ale jednak nie aż tak fajne, w porównaniu do tego co oferuje konkurencja. Poza tym Renówki cierpiały na słabsze skrzynie manualne – w sensie mniej precyzyjne i nie tak gładkie w obsłudze. No i był problem z wyciszeniem pracy zawieszenia oraz nadkoli, zwłaszcza w Talismanie. Ale każdy przymykał na to oko, bo Renault zwykle i tak było najtańsze.

I wtem Renault pokazało zupełnie nowe Clio, które chociaż z zewnątrz wygląda nieco podobnie do poprzednika, to jednak jest autem zrobionym od podstaw. Nawet silniki są nowe.

I jak wrażenia? Znakomite

Pracy silnika prawie nie słychać, podobnie jak odgłosów z zawieszenia i kół. Wnętrze zarówno pod względem designu, jak i wykonania, stawia Cliówkę gdzieś pomiędzy Mazdą, a Lexusem. Do tego skrzynia manualna pracuje znacznie przyjemniej, niż choćby w Megane. Nie jest to może poziom Skody Kamiq, ale i tak jest znakomicie.

Zacznijmy od wnętrza, które prezentuje się fenomenalnie. Wykonane zostało w większości z miękkich materiałów – np. drzwi, czy deska rozdzielcza. Wszystko jest znacznie lepszej jakości, solidniejsze, niż w każdym innym samochodzie Renault z jakim miałem do czynienia.

Nie mogę się też napatrzeć na piękny wyświetlacz na konsoli centralnej. Raz, że wygląda fajnie. Dwa – jest znakomitej jakości. W porównaniu do ekranów wcześniej wykorzystywanych przez Renault różnica w jakości obrazu jest kolosalna.

Do tego dochodzi nowe oprogramowanie, z nowym interfejsem, również znacznie przyjemniejsze niż w innych francuskich modelach. Raz że wygląda znacznie lepiej, a dwa – jest znacznie bardziej responsywne.

Jest też 7 calowy ekran zamiast liczników. Gdzieś czytałem, że jest okropny, ale nie mogę tego potwierdzić. Wyświetla wszystko, co ma wyświetlać – poza mapą nawigacji. Do tego jednocześnie da się podglądać aktualne spalanie, średnie spalanie i zasięg. Jest nawet system bezkluczykowy.

Renault było też w plecy w systemach bezpieczeństwa

System antykolizyjny wprawdzie był już oferowany, brakowało natomiast systemu samodzielnie utrzymującego pas ruchu. Dzięki niemu w przypadku zasłabnięcia można uniknąć wjechania w drzewo lub zderzenia czołowego, czyli przydatna rzecz. W Clio taki system już jest i działa całkiem nieźle.

Bardzo dziwna sprawa, to obecność pełnych świateł LED z przodu (w tym mijania i drogowe), podczas gdy podstawowa wersja auta nie ma ani klimatyzacji, ani radia. Niemniej jednak pełne LED-y z przodu to jeden z najbardziej przydatnych elementów wyposażenia w aucie. Zaraz po klimatyzacji i radiu. Dzięki nim jazda nocą staje się znacznie bardziej przyjemna, bo dużo więcej widać.

Auto można też wyposażyć w kamery 360 stopni dobrej jakości. To znowu znacząco pomaga manewrować na parkingu, nawet jak z pozycji kierowcy nie do końca widać ile miejsca jeszcze zostało.

A jeżeli chodzi o przestrzeń w środku, no to jak to w 4 metrowym hatchbacku. Rewelacji nie ma. Jeżeli masz 1,9 m wzrostu, a za tobą ma siąść inny osobnik 1,9 m, to będzie tam siedział na wcisk. Aby równie wysoka osoba miała względny komfort z tyłu, to kierowca jednak musi przesunąć się do przodu.

Ale taki to urok samochodów tej wielkości. Podobnie jest w Fabii, Ibizie, czy 208. Jedynym autem długości 4 m, którego problem nie dotyczy, jest Honda Jazz. Ale ona ma znowu wyjące silniki i wysoką cenę wersji podstawowej.

Oszczędny silnik 1.0 TCe

W tym przypadku miałem 1.0 TCe, 3 cylindry, turbo i 100 KM oraz 160 Nm momentu obrotowego. Do tego dochodzi przyjemnie działająca 5 stopniowa przekładnia manualna. Efekt to 100 km/h po 11,8 s i prędkość maksymalna 187 km/h. Ale subiektywne wrażenia były lepsze, niż sugerują to dane technicznie. Auto jeździ sprawnie, wyprzedza się nim gładko i dynamicznie, a do tego udało mi się rozpędzić do 195 km/h. Moim zdaniem ten silnik spokojnie wystarczy, jeżeli ktoś używa auta nie tylko w mieście.

Ale jeżeli komuś 3 cylindry nie pasują, ten może zdecydować się na 1.3 TCe o mocy 130 KM i 7 stopniowy automat EDC. W tym przypadku 100 km/h pojawia się po 9 sekundach, a prędkość maksymalna wynosi 200 km/h. Do tego ten silnik fabrycznie występuje w mocach do 160 KM – tyle że nie w Clio. Więc należy podejrzewać, że zwiększenie mocy tego silnika nie będzie zbyt skomplikowane.

Wracając do 1.0 TCe – przy normalnej jeździe po mieście auto potrzebowało 6,5 litra na 100 km. Takiego samego wyniku należy się spodziewać na autostradzie przy 140 km/h. Czyli jest bardzo dobrze.

Wady

No jednak 3 cylindry nie pracują tak gładko i równo jak 4 cylindry. Wibracje na jałowych obrotach czasami są wyczuwalne i czuć je na drążku zmiany biegów. Na szczęście podczas jazdy problem znika.

Ceny

Od 46 900 zł za wersję o mocy 65 KM z pełnymi reflektorami LED, z cyfrowymi zegarami, elektrycznymi szybami, ale bez klimatyzacji i radia.

By je mieć, trzeba zdecydować się na wyposażenie Zen, startujące od 56 400 zł. Wtedy mamy już 100 KM, 16 calowe felgi, klimatyzację i radio. Można też zainwestować a automat CVT o nazwie X-Tronic. Dopłata wynosi 5000 zł. Jest nawet wersja z LPG za 59 400 zł.

Natomiast na 1.3 TCe 130 KM + automat EDC w wyposażeniu Intens lub R.S. Line trzeba wydać od 73 900 zł lub nawet 78 900 zł. Ale wtedy dostajemy też system bezkluczykowy, tylne światła LED, klimatyzację automatyczną, nawigację, 17 calowe felgi, sportowe fotele i dodatkową stylizację nadwozia. Jest też diesel o mocy 115 KM za 69 400 zł.

Podsumowanie

Od 5 lat, jak jeżdżę nowymi autami Renault, nie jeździłem jeszcze modelem wykonanym lepiej, niż nowe Clio. To najlepszy model tej marki i na obecną chwilę chyba też najlepszy hatchback z segmentu B. Jedyne czego mi tu brakowało, to mocniejszy silnik i automat EDC. Nie obraziłbym się też za dach panoramiczny i podgrzewane fotele na zimę. No, ale egzemplarz na zdjęciach nie był też w najwyższym wyposażeniu R.S. Line.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Najmocniejszy Seat Tarraco FR to 241-konna hybryda

    Rok światowej premierze największego SUV-a Seata, hiszpańska marka zaprezentowała najszybszą i zarazem bardzo ekonomiczną odmianę. 241-konne Tarraco FR to, zgodnie z trendami,...
    29 sierpnia 2019

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Nowe Renault Clio 1.0 TCe 100 KM Intens – najlepsza Renówka od lat – TEST
Nowe Renault Clio 1.0 TCe 100 KM Intens – najlepsza Renówka od lat – TEST
Nowe Renault Clio 1.0 TCe 100 KM Intens – najlepsza Renówka od lat – TEST

Raz na czas każdy producent gruntownie odświeża gamę swoich samochodów jakimś modelem. A potem na podstawie owej nowości tworzy kolejne pojazdy w ten sam deseń. Tak było np. z Volvo XC 90, za którym pojawiły się kolejne modele utrzymane z grubsza w tej samej stylistyce, jeżeli chodzi o nadwozie, jak i wnętrze.

Podobnie było z Hondą Civic, która wniosła do gamy modeli zupełnie nową jakość, którą niedawno powtórzył model CR-V. To samo dzieje się teraz w Skodzie z modelami Scala i Kamiq. Są zauważalnie lepsze od wszystkich poprzednich modeli.

Renault zaś od lat trzymało się tego samego. Mieliśmy fajny wygląd zewnętrzny i całkiem fajne wnętrze, ale jednak nie aż tak fajne, w porównaniu do tego co oferuje konkurencja. Poza tym Renówki cierpiały na słabsze skrzynie manualne – w sensie mniej precyzyjne i nie tak gładkie w obsłudze. No i był problem z wyciszeniem pracy zawieszenia oraz nadkoli, zwłaszcza w Talismanie. Ale każdy przymykał na to oko, bo Renault zwykle i tak było najtańsze.

I wtem Renault pokazało zupełnie nowe Clio, które chociaż z zewnątrz wygląda nieco podobnie do poprzednika, to jednak jest autem zrobionym od podstaw. Nawet silniki są nowe.

I jak wrażenia? Znakomite

Pracy silnika prawie nie słychać, podobnie jak odgłosów z zawieszenia i kół. Wnętrze zarówno pod względem designu, jak i wykonania, stawia Cliówkę gdzieś pomiędzy Mazdą, a Lexusem. Do tego skrzynia manualna pracuje znacznie przyjemniej, niż choćby w Megane. Nie jest to może poziom Skody Kamiq, ale i tak jest znakomicie.

Zacznijmy od wnętrza, które prezentuje się fenomenalnie. Wykonane zostało w większości z miękkich materiałów – np. drzwi, czy deska rozdzielcza. Wszystko jest znacznie lepszej jakości, solidniejsze, niż w każdym innym samochodzie Renault z jakim miałem do czynienia.

Nie mogę się też napatrzeć na piękny wyświetlacz na konsoli centralnej. Raz, że wygląda fajnie. Dwa – jest znakomitej jakości. W porównaniu do ekranów wcześniej wykorzystywanych przez Renault różnica w jakości obrazu jest kolosalna.

Do tego dochodzi nowe oprogramowanie, z nowym interfejsem, również znacznie przyjemniejsze niż w innych francuskich modelach. Raz że wygląda znacznie lepiej, a dwa – jest znacznie bardziej responsywne.

Jest też 7 calowy ekran zamiast liczników. Gdzieś czytałem, że jest okropny, ale nie mogę tego potwierdzić. Wyświetla wszystko, co ma wyświetlać – poza mapą nawigacji. Do tego jednocześnie da się podglądać aktualne spalanie, średnie spalanie i zasięg. Jest nawet system bezkluczykowy.

Renault było też w plecy w systemach bezpieczeństwa

System antykolizyjny wprawdzie był już oferowany, brakowało natomiast systemu samodzielnie utrzymującego pas ruchu. Dzięki niemu w przypadku zasłabnięcia można uniknąć wjechania w drzewo lub zderzenia czołowego, czyli przydatna rzecz. W Clio taki system już jest i działa całkiem nieźle.

Bardzo dziwna sprawa, to obecność pełnych świateł LED z przodu (w tym mijania i drogowe), podczas gdy podstawowa wersja auta nie ma ani klimatyzacji, ani radia. Niemniej jednak pełne LED-y z przodu to jeden z najbardziej przydatnych elementów wyposażenia w aucie. Zaraz po klimatyzacji i radiu. Dzięki nim jazda nocą staje się znacznie bardziej przyjemna, bo dużo więcej widać.

Auto można też wyposażyć w kamery 360 stopni dobrej jakości. To znowu znacząco pomaga manewrować na parkingu, nawet jak z pozycji kierowcy nie do końca widać ile miejsca jeszcze zostało.

A jeżeli chodzi o przestrzeń w środku, no to jak to w 4 metrowym hatchbacku. Rewelacji nie ma. Jeżeli masz 1,9 m wzrostu, a za tobą ma siąść inny osobnik 1,9 m, to będzie tam siedział na wcisk. Aby równie wysoka osoba miała względny komfort z tyłu, to kierowca jednak musi przesunąć się do przodu.

Ale taki to urok samochodów tej wielkości. Podobnie jest w Fabii, Ibizie, czy 208. Jedynym autem długości 4 m, którego problem nie dotyczy, jest Honda Jazz. Ale ona ma znowu wyjące silniki i wysoką cenę wersji podstawowej.

Oszczędny silnik 1.0 TCe

W tym przypadku miałem 1.0 TCe, 3 cylindry, turbo i 100 KM oraz 160 Nm momentu obrotowego. Do tego dochodzi przyjemnie działająca 5 stopniowa przekładnia manualna. Efekt to 100 km/h po 11,8 s i prędkość maksymalna 187 km/h. Ale subiektywne wrażenia były lepsze, niż sugerują to dane technicznie. Auto jeździ sprawnie, wyprzedza się nim gładko i dynamicznie, a do tego udało mi się rozpędzić do 195 km/h. Moim zdaniem ten silnik spokojnie wystarczy, jeżeli ktoś używa auta nie tylko w mieście.

Ale jeżeli komuś 3 cylindry nie pasują, ten może zdecydować się na 1.3 TCe o mocy 130 KM i 7 stopniowy automat EDC. W tym przypadku 100 km/h pojawia się po 9 sekundach, a prędkość maksymalna wynosi 200 km/h. Do tego ten silnik fabrycznie występuje w mocach do 160 KM – tyle że nie w Clio. Więc należy podejrzewać, że zwiększenie mocy tego silnika nie będzie zbyt skomplikowane.

Wracając do 1.0 TCe – przy normalnej jeździe po mieście auto potrzebowało 6,5 litra na 100 km. Takiego samego wyniku należy się spodziewać na autostradzie przy 140 km/h. Czyli jest bardzo dobrze.

Wady

No jednak 3 cylindry nie pracują tak gładko i równo jak 4 cylindry. Wibracje na jałowych obrotach czasami są wyczuwalne i czuć je na drążku zmiany biegów. Na szczęście podczas jazdy problem znika.

Ceny

Od 46 900 zł za wersję o mocy 65 KM z pełnymi reflektorami LED, z cyfrowymi zegarami, elektrycznymi szybami, ale bez klimatyzacji i radia.

By je mieć, trzeba zdecydować się na wyposażenie Zen, startujące od 56 400 zł. Wtedy mamy już 100 KM, 16 calowe felgi, klimatyzację i radio. Można też zainwestować a automat CVT o nazwie X-Tronic. Dopłata wynosi 5000 zł. Jest nawet wersja z LPG za 59 400 zł.

Natomiast na 1.3 TCe 130 KM + automat EDC w wyposażeniu Intens lub R.S. Line trzeba wydać od 73 900 zł lub nawet 78 900 zł. Ale wtedy dostajemy też system bezkluczykowy, tylne światła LED, klimatyzację automatyczną, nawigację, 17 calowe felgi, sportowe fotele i dodatkową stylizację nadwozia. Jest też diesel o mocy 115 KM za 69 400 zł.

Podsumowanie

Od 5 lat, jak jeżdżę nowymi autami Renault, nie jeździłem jeszcze modelem wykonanym lepiej, niż nowe Clio. To najlepszy model tej marki i na obecną chwilę chyba też najlepszy hatchback z segmentu B. Jedyne czego mi tu brakowało, to mocniejszy silnik i automat EDC. Nie obraziłbym się też za dach panoramiczny i podgrzewane fotele na zimę. No, ale egzemplarz na zdjęciach nie był też w najwyższym wyposażeniu R.S. Line.