Volkswagen Tiguan R-Line – 2.0 TSI 230 KM – komfortowy SUV z 4×4, który 0-100 km/h robi w 6,3 s – TEST

No to tego. Stanowczo najlepszym punktem Volkswagena Tiguana R-Line jest najmocniejszy silnik benzynowy w ofercie. Ma pojemność 2 litrów, 230 KM i 350 Nm momentu obrotowego w gigantycznym zakresie 1500-4400 obr./min. Do tego ów silnik zestawiony jest tylko z napędem 4×4 oraz tylko z 7 stopniową przekładnią automatyczną DSG.

Pozwala to na przyspieszenie do 100 km/h w 6,3 sekundy. Tylko Tiguan z 240 konnym dieslem przyspiesza lepiej – w 6,2 sekundy. Ale jest przy tym ponad 100 kg cięższy.

W każdym razie takie parametry sprawiają, że jazda Tiguanem jest bardzo przyjemna i bardzo pewna, no bo mamy też 4×4. To jest coś, czego w Skodzie Karoq, czy Kodiaq nie dostaniemy, gdyż czeskie samochody mają maksymalnie 190 KM. Z tego też powodu najszybsza Skoda Karoq potrzebuje na przyspieszenie do 100 km/h o 0,7 s więcej, zaś Kodiaq o 1,3 s więcej. I to jednak czuć.

W kategorii zużycia paliwa

przy 90 km/h i z odrobiną cierpliwości byłem w stanie osiągnąć 6-6,5 litra na 100 km. Natomiast przy 140 km/h zużycie paliwa wynosiło już 10,5-11 litrów na 100 km. W mieście zaś trzeba liczyć na 11-12 litrów na 100 km. Znam samochody, które potrzebują znacznie mniej paliwa, ale o ile nie są hybrydami, są też znacznie mniej dynamiczne.

Druga rzecz, która mnie mocno zaskoczyła w odniesieniu do Skody, to fakt że ludzie czasami odwracali głowy patrząc na Tiguana. Znowu dzieci mówiły między sobą “ale fajny Volkswagen” i są to rzeczy, które w przypadku aut czeskich zdarzają się bardzo rzadko. Mimo to, że taki Superb Sportline wygląda przecież znakomicie.

Volkswagen Tiguan oferuje też lepsze światła LED od tego, co znajdziemy w Skodach. Tutaj reflektory LED z przodu, w trybie automatycznym, potrafią samodzielnie doświetlać wybrane fragmenty drogi. W efekcie nie oślepiając innych mamy świetnie doświetlone pobocza, w porównaniu do konwelcjonalnych LED-ów.

No i Tiguan oferuje też wyświetlacz HUD, ale osobiście od wielu lat nie mogę się do nich przekonać. Ciągle odruchowo patrzę na wyświetlacz za kierownicą, gdy tylko chcę sprawdzić prędkość.

Natomiast cała reszta Tiguana jest tak podobna do Skody Karoq/Kodiaq, że aż musiałem porównać fotografie obu samochodów, by uzmysłowić sobie, czy są jakieś różnice. No i są, co widzicie na dwóch poniższych zdjęciach. Wyżej Tiguan R-Line, niżej Karoq Sportline. Skoda po prostu wygląda skromniej, ale dopóki nie mam przed oczami zdjęć obu samochodów, to nie jestem pewien czym się różnią.

Volkswagen Tiguan R-Line 230 KM
Skoda Karoq Sportline 190 KM

Jeżeli chodzi o przestrzeń w środku

To nie można narzekać na jej brak. 4 osoby bez problemu komfortowo zmieszczą się na pokładzie Tiguana, nawet jeżeli kierowca i pasażer z przodu mierzą 1,9 m wzrostu.

Tiguan ma bowiem 4,49 m długości, 1,84 m szerokości oraz 1,63 m wysokości. Czyli jest o 10 cm dłuższy od Skody Karoq, ale 21 cm krótszy od modelu Kodiaq. Nie jest to może rozmiar Tiguana Allspace, ale mimo wszystko jestem pozytywnie zaskoczony, że Volkswagen wygospodarował aż tyle przestrzeni w kabinie z SUV-a o długości 4,5 metra. Jest też bardzo przestronny bagażnik o pojemności 615 litrów.

W kategorii wyposażenia też jest wszystko, czego można oczekiwać

Mamy wszystkie systemy bezpieczeństwa, system antykolizyjny, utrzymywanie na pasie ruchu, czy aktywny tempomat. Jest też duży, 9,2 calowy ekran na konsoli centralnej oraz wyświetlacz LCD zamiast licznika i obrotomierza. Oba ekrany są znakomitej jakości, oba mają też bardzo estetyczną grafikę, przyjemniejszą dla oka niż te w Skodzie.

Multimedia są znakomite na tle tego, co oferują konkurenci, również jeżeli chodzi o intuicyjność. Jest także obsługa Android Auto, CarPlay, więc są Mapy Google i Spotify.

Mamy też różne tryby jazdy, mimo wszystko ani razu nie miałem potrzeby ruszać tego pokrętła dotyczącego napędu. Auto w trybie podstawowym jeździło bowiem jak trzeba. Jest też możliwość ustawienia, jak auto ma działać. Możemy zmienić dynamikę napędu, pracę przekładni kierowniczej, sztywność zawieszenia, reflektorów, czy nawet klimatyzacji.

Najlepiej jeździło mi się Tiguanem ustawiając silnik w tryb Eco, zawieszenie w tryb Comfort, a reszta nie ma większego znaczenia. Dzięki temu zawieszenie pracuje miękko, a auto po puszczeniu gazu odpina cały napęd od kół i praktycznie bez żadnych oporów toczy się do przodu. A gdy chce się wyprzedzać, wtedy wystarczy pociągnąć dźwignię biegów do siebie, włącza się tryb sportowy, a Tiguan jedzie ile fabryka dała.

Praca zawieszenia w trybie komfort jest bardzo przyjemna, nawet gdy Tiguana postawimy na dużych felgach. Czasami jednak czuć, że auto – zależnie od silnika i wyposażenia – wazy nawet ponad 1,8 tony. Dlatego osoby szukające maksymalnego komfortu powinny raczej zrezygnować z 19 calowych felg.

Pochwalić trzeba też prowadzenie. Auto jedzie bardzo stabilnie nawet przy wysokich prędkościach rzędu 180 km/h. Zwykle SUV-y prowadzą się odrobinę mniej stabilnie od niskich sedanów i hatchbacków, ale po Tiguanie jakby tego nie widać. Prosto z niego przesiadłem się do małego i niskiego Renault Clio i słowo honoru – oba auta prowadziły się równie stabilnie.

Wady?

Trudno powiedzieć. Wnętrze mogłoby się bardziej różnić od Skody, bardziej przypominać Passata. Tutaj jednak DS 7 bije Tiguana na głowę, podobnie jak i Lexus NX.

Ceny

Podstawa – 101 590 zł, zaś wersja testowa 211 000 zł. Tyle, że w podstawie mamy 130 KM i klimatyzację manualną. Natomiast gdy dorzucimy do tego silnik 230 KM, 4×4 i DSG, to już robi się 170 890 zł. Do tego dochodzi 40 000 zł w wyposażeniu dodatkowym i dopiero wtedy wychodzi taki Tiguan, jak na zdjęciach w artykule.

Czy to dużo? Dużo. Ale bądź mądry i znajdź tańszego SUV-a z tak dobrym wyposażeniem i tak dynamicznym silnikiem.

Reasumując

Jeżeli miałbym odpowiedni fundusz, to wolałbym zafundować sobie Tiguana 230 KM, niż Skodę. To jasne. Jeżeli miałbym mniej pieniędzy, to jednak odpuściłbym 230 KM i wybrał jeden z czeskich SUV-ów o mocy 190 KM. Wziąłbym też pod uwagę Lexusa NX 300h, bo przy podobnej mocy japoński SUV jest znacznie bardziej ekonomiczny.

Natomiast wybierając między 3008/5008 lub DS 7, z pewnością wolałbym Tiguana. Mimo, że Francuzi mają benzynę o podobnej mocy – 225 KM – to kultura jej pracy w żaden sposób nie dorównuje silnikowi z Tiguana. Jedynie wnętrza we francuskich autach są przyjemniejsze dla oka, niż te w Tiguanie.

W Renault Kadjar/Koleos, ani w Nissanach też nie upatrywałbym bezpośredniej konkurencji Tiguana. Podobne wrażenie mam odnośnie Opla Grandland X. Mimo, że są to dobre auta – zwłaszcza Grandland X – to jednak nie tak dobre, jak Tiguan. Tyle, że Tiguan jest od nich droższy.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Volkswagen Tiguan R-Line – 2.0 TSI 230 KM – komfortowy SUV z 4×4, który 0-100 km/h robi w 6,3 s – TEST
Volkswagen Tiguan R-Line – 2.0 TSI 230 KM – komfortowy SUV z 4×4, który 0-100 km/h robi w 6,3 s – TEST
Volkswagen Tiguan R-Line – 2.0 TSI 230 KM – komfortowy SUV z 4×4, który 0-100 km/h robi w 6,3 s – TEST

No to tego. Stanowczo najlepszym punktem Volkswagena Tiguana R-Line jest najmocniejszy silnik benzynowy w ofercie. Ma pojemność 2 litrów, 230 KM i 350 Nm momentu obrotowego w gigantycznym zakresie 1500-4400 obr./min. Do tego ów silnik zestawiony jest tylko z napędem 4×4 oraz tylko z 7 stopniową przekładnią automatyczną DSG.

Pozwala to na przyspieszenie do 100 km/h w 6,3 sekundy. Tylko Tiguan z 240 konnym dieslem przyspiesza lepiej – w 6,2 sekundy. Ale jest przy tym ponad 100 kg cięższy.

W każdym razie takie parametry sprawiają, że jazda Tiguanem jest bardzo przyjemna i bardzo pewna, no bo mamy też 4×4. To jest coś, czego w Skodzie Karoq, czy Kodiaq nie dostaniemy, gdyż czeskie samochody mają maksymalnie 190 KM. Z tego też powodu najszybsza Skoda Karoq potrzebuje na przyspieszenie do 100 km/h o 0,7 s więcej, zaś Kodiaq o 1,3 s więcej. I to jednak czuć.

W kategorii zużycia paliwa

przy 90 km/h i z odrobiną cierpliwości byłem w stanie osiągnąć 6-6,5 litra na 100 km. Natomiast przy 140 km/h zużycie paliwa wynosiło już 10,5-11 litrów na 100 km. W mieście zaś trzeba liczyć na 11-12 litrów na 100 km. Znam samochody, które potrzebują znacznie mniej paliwa, ale o ile nie są hybrydami, są też znacznie mniej dynamiczne.

Druga rzecz, która mnie mocno zaskoczyła w odniesieniu do Skody, to fakt że ludzie czasami odwracali głowy patrząc na Tiguana. Znowu dzieci mówiły między sobą “ale fajny Volkswagen” i są to rzeczy, które w przypadku aut czeskich zdarzają się bardzo rzadko. Mimo to, że taki Superb Sportline wygląda przecież znakomicie.

Volkswagen Tiguan oferuje też lepsze światła LED od tego, co znajdziemy w Skodach. Tutaj reflektory LED z przodu, w trybie automatycznym, potrafią samodzielnie doświetlać wybrane fragmenty drogi. W efekcie nie oślepiając innych mamy świetnie doświetlone pobocza, w porównaniu do konwelcjonalnych LED-ów.

No i Tiguan oferuje też wyświetlacz HUD, ale osobiście od wielu lat nie mogę się do nich przekonać. Ciągle odruchowo patrzę na wyświetlacz za kierownicą, gdy tylko chcę sprawdzić prędkość.

Natomiast cała reszta Tiguana jest tak podobna do Skody Karoq/Kodiaq, że aż musiałem porównać fotografie obu samochodów, by uzmysłowić sobie, czy są jakieś różnice. No i są, co widzicie na dwóch poniższych zdjęciach. Wyżej Tiguan R-Line, niżej Karoq Sportline. Skoda po prostu wygląda skromniej, ale dopóki nie mam przed oczami zdjęć obu samochodów, to nie jestem pewien czym się różnią.

Volkswagen Tiguan R-Line 230 KM
Skoda Karoq Sportline 190 KM

Jeżeli chodzi o przestrzeń w środku

To nie można narzekać na jej brak. 4 osoby bez problemu komfortowo zmieszczą się na pokładzie Tiguana, nawet jeżeli kierowca i pasażer z przodu mierzą 1,9 m wzrostu.

Tiguan ma bowiem 4,49 m długości, 1,84 m szerokości oraz 1,63 m wysokości. Czyli jest o 10 cm dłuższy od Skody Karoq, ale 21 cm krótszy od modelu Kodiaq. Nie jest to może rozmiar Tiguana Allspace, ale mimo wszystko jestem pozytywnie zaskoczony, że Volkswagen wygospodarował aż tyle przestrzeni w kabinie z SUV-a o długości 4,5 metra. Jest też bardzo przestronny bagażnik o pojemności 615 litrów.

W kategorii wyposażenia też jest wszystko, czego można oczekiwać

Mamy wszystkie systemy bezpieczeństwa, system antykolizyjny, utrzymywanie na pasie ruchu, czy aktywny tempomat. Jest też duży, 9,2 calowy ekran na konsoli centralnej oraz wyświetlacz LCD zamiast licznika i obrotomierza. Oba ekrany są znakomitej jakości, oba mają też bardzo estetyczną grafikę, przyjemniejszą dla oka niż te w Skodzie.

Multimedia są znakomite na tle tego, co oferują konkurenci, również jeżeli chodzi o intuicyjność. Jest także obsługa Android Auto, CarPlay, więc są Mapy Google i Spotify.

Mamy też różne tryby jazdy, mimo wszystko ani razu nie miałem potrzeby ruszać tego pokrętła dotyczącego napędu. Auto w trybie podstawowym jeździło bowiem jak trzeba. Jest też możliwość ustawienia, jak auto ma działać. Możemy zmienić dynamikę napędu, pracę przekładni kierowniczej, sztywność zawieszenia, reflektorów, czy nawet klimatyzacji.

Najlepiej jeździło mi się Tiguanem ustawiając silnik w tryb Eco, zawieszenie w tryb Comfort, a reszta nie ma większego znaczenia. Dzięki temu zawieszenie pracuje miękko, a auto po puszczeniu gazu odpina cały napęd od kół i praktycznie bez żadnych oporów toczy się do przodu. A gdy chce się wyprzedzać, wtedy wystarczy pociągnąć dźwignię biegów do siebie, włącza się tryb sportowy, a Tiguan jedzie ile fabryka dała.

Praca zawieszenia w trybie komfort jest bardzo przyjemna, nawet gdy Tiguana postawimy na dużych felgach. Czasami jednak czuć, że auto – zależnie od silnika i wyposażenia – wazy nawet ponad 1,8 tony. Dlatego osoby szukające maksymalnego komfortu powinny raczej zrezygnować z 19 calowych felg.

Pochwalić trzeba też prowadzenie. Auto jedzie bardzo stabilnie nawet przy wysokich prędkościach rzędu 180 km/h. Zwykle SUV-y prowadzą się odrobinę mniej stabilnie od niskich sedanów i hatchbacków, ale po Tiguanie jakby tego nie widać. Prosto z niego przesiadłem się do małego i niskiego Renault Clio i słowo honoru – oba auta prowadziły się równie stabilnie.

Wady?

Trudno powiedzieć. Wnętrze mogłoby się bardziej różnić od Skody, bardziej przypominać Passata. Tutaj jednak DS 7 bije Tiguana na głowę, podobnie jak i Lexus NX.

Ceny

Podstawa – 101 590 zł, zaś wersja testowa 211 000 zł. Tyle, że w podstawie mamy 130 KM i klimatyzację manualną. Natomiast gdy dorzucimy do tego silnik 230 KM, 4×4 i DSG, to już robi się 170 890 zł. Do tego dochodzi 40 000 zł w wyposażeniu dodatkowym i dopiero wtedy wychodzi taki Tiguan, jak na zdjęciach w artykule.

Czy to dużo? Dużo. Ale bądź mądry i znajdź tańszego SUV-a z tak dobrym wyposażeniem i tak dynamicznym silnikiem.

Reasumując

Jeżeli miałbym odpowiedni fundusz, to wolałbym zafundować sobie Tiguana 230 KM, niż Skodę. To jasne. Jeżeli miałbym mniej pieniędzy, to jednak odpuściłbym 230 KM i wybrał jeden z czeskich SUV-ów o mocy 190 KM. Wziąłbym też pod uwagę Lexusa NX 300h, bo przy podobnej mocy japoński SUV jest znacznie bardziej ekonomiczny.

Natomiast wybierając między 3008/5008 lub DS 7, z pewnością wolałbym Tiguana. Mimo, że Francuzi mają benzynę o podobnej mocy – 225 KM – to kultura jej pracy w żaden sposób nie dorównuje silnikowi z Tiguana. Jedynie wnętrza we francuskich autach są przyjemniejsze dla oka, niż te w Tiguanie.

W Renault Kadjar/Koleos, ani w Nissanach też nie upatrywałbym bezpośredniej konkurencji Tiguana. Podobne wrażenie mam odnośnie Opla Grandland X. Mimo, że są to dobre auta – zwłaszcza Grandland X – to jednak nie tak dobre, jak Tiguan. Tyle, że Tiguan jest od nich droższy.