Volvo S90 T8 o mocy 400 KM – hybryda plug-in, którą można przejechać 40 km wyłącznie na prądzie – TEST

To w zupełności wystarczy, by dojechać do pracy, w drodze powrotnej zahaczyć o sklep i wrócić do domu, praktycznie bez używania benzyny. Żeby jednak oszczędzać, trzeba być bogatym, bo Volvo S90 T8 kosztuje minimum 327 tys. zł, a dopasiona wersja – stówę drożej.

Najciekawszym aspektem tego Volvo S90 był dla mnie napęd. No bo jeżeli chodzi o resztę, to jeździłem już V90, XC90 oraz XC40 i w zasadzie pod tym względem każde Volvo prezentuje się podobnie, czyli znakomicie.

Natomiast po raz pierwszy trafiło mi się Volvo w wersji T8, co oznacza obecność pod maską mocy… no właśnie. 390 KM wg części informacji ze strony Volvo. Bo można znaleźć też informacje o łącznej mocy 407 KM.

W każdym razie pozwala to przyspieszyć do 100 km/h w czasie zaledwie 5,1 sekundy, co jak na masę własną wynoszącą 2,4 tony, jest wynikiem imponującym. Prędkość maksymalna wynosi 250 km/h i jest ograniczona elektronicznie.

W skład napędu wchodzi przede wszystkim silnik spalinowy, 2 litrowy, 4 cylindrowy o mocy 303 KM, a także silnik elektryczny o mocy 87 KM, co łącznie dawałoby jednak 390 KM.

Moment obrotowy jest nie mniej imponujący. Sama benzyna daje 400 Nm od 2200 do 4800 obr./min, ale do tego dochodzi 240 Nm z silnika elektrycznego. Innymi słowy – nikt na przyspieszenie narzekać nie powinien.

Do tego mamy napęd na wszystkie koła AWD oraz 8 stopniową skrzynię automatyczną o nazwie Geartronic. Działa znakomicie.

Zużycie paliwa

Tutaj duże znaczenie ma stan naładowania baterii. Jeżeli jest pełna, to możemy 40 km pokonać tylko na prądzie, z zerowym zużyciem. Jeżeli natomiast jeździmy w trybie hybrydowym, to przez te 40 km, auto również przede wszystkim zużywa energię z akumulatorów. I w takim przypadku zużycie paliwa wg komputera wynosiło 1,9 litra na 100 km. Nieźle, jak na ogromną limuzynę o długości 4,96 m!

Co natomiast, gdy prąd w akumulatorze się skończy? Wtedy S90 T8 zachowuje się bardziej jak klasyczna hybryda. Moc w większości pochodzi z benzyny, ale silnik elektryczny robi co może, by ograniczyć spalanie.

Przy ok 90 km/h, podczas spokojnej podróży po drogach krajowych, te ogromne Volvo potrzebuje zaledwie 5-6 litrów na 100 km. Natomiast gdy jedziemy szybciej, wtedy hybryda pomaga coraz mniej.

Mimo wszystko hybryda typu plug-in, czyli taka którą można doładować w garażu, to świetna sprawa. W mieście można jeździć zupełnie nie zużywając paliwa, a naładowanie akumulatora do pełna zajmuje ok 5-6 godzin, ze zwykłego gniazdka 230V.

Ładowanie na trasie jest już bardziej problematyczne, ze względu na brak ładowarek. Wybrałem się S90 T8 do Lublina, chciałem się podładować i pojawił się problem. Jedyne stanowisko ładowania w centrum handlowym było zajęte przez Volvo XC60, również z silnikiem T8.

Pojechałem zatem do kolejnego centrum, gdzie znów okazało się, że nie ma gniazdek 230 V. Jest tylko gniazdo Typ 2, a z kolei mój egzemplarz auta nie miał na wyposażeniu odpowiedniego kabla.

Wrażenia z jazdy

Komfortu nie da się odmówić. To limuzyna z najwyższej półki i czuć to w każdym detalu tego samochodu. Volvo może się pochwalić znakomitym wykończeniem już od kilku lat i w tej kwestii nic się nie zmienia. Na tle konkurentów w postaci BMW i Mercedesa, Volvo wciąż podoba mi się najbardziej. Wyciszenie – znakomite.

Natomiast czuć masę auta. S90 T8 waży wspomniane 2,4 tony i jeżeli wpadniemy czasami w głębszą studzienkę, grawitacja robi swoje. Podobno nie jest to też najlepszy samochód do szybkiego pokonywania zakrętów, ale ja niekoniecznie widziałem w tym problem. Pod tym względem było znakomicie.

Multimedia są trochę zamotane. Niby są proste do bólu i łatwo się w nich odnaleźć, ale przez ostatnie lata trochę się postarzały. Na przykład do Volvo przesiadłem się prosto ze Skody Karoq z wirtualnym kokpitem zamiast zegarów i przyznam, że to Skoda była dla mnie bardziej intuicyjna i czytelna.

Niemniej jednak da się do tego przyzwyczaić. Ponadto jest obsługa Android Auto oraz Apple CarPlay, więc na ekranie samochodu można wyświetlić Mapy Google i Spotify, a także Waze i parę innych aplikacji.

Przyznać też muszę, że minimalizm Volvo bardzo mi się podoba. Wiele osób uwielbia pokrętła i fizyczne przyciski, ale ja się przy tym nie upieram. Zwłaszcza, kiedy wszystko dzieje się automatycznie i jest tak dopracowane jak w Volvo.

Nie mamy na przykład pokrętła temperatury – ustawiamy to z ekranu. Dostęp do jej zmiany jest szybki, ale rzadko z niego korzystałem. Volvo bowiem samo wiedziało doskonale jaką siłę nawiewu ustawić, by szybko schłodzić wnętrze. Automatycznie włączało mi też wentylowane fotele.

To samo z obsługą multimediów. Wszystko jest pod ręką, ewentualnie na jednym z sąsiednich pulpitów wyświetlacza głównego.

Bezpieczeństwo

Mamy też świetną kamerę cofania, opcjonalnie można też zamówić kamerę 360 stopni. Są wszystkie systemy bezpieczeństwa, włącznie z aktywnym utrzymywaniem pasa ruchu. Jest oczywiście system antykolizyjny, który wykrywa pojazdy, rowerzystów i pieszych i jest w stanie zatrzymać S90. Pod warunkiem, że różnica prędkości nie przekracza 50 km/h. Ale wszystkie tego typu systemy działają podobnie.

Auto pomoże również jechać w korku, bez potrzeby hamowania nogą. Gdy samochód przed nami się zatrzyma – Volvo zrobi to samo. Jest też przydatny system monitorowania ruchu poprzecznego za autem. Zdaje egzamin przy wyjeździe z prostopadłego miejsca parkingowego na ruchliwą ulicę.

Ceny

Szczerze mówiąc – myślałem, że będzie drożej, ale chyba po prostu przyzwyczaiłem się do cen SUV-ów. Tymczasem Volvo S90 można kupić za 188 800 zł. Oczywiście jeżeli wybierzemy podstawowe wyposażenie Momentum Pro i podstawowy silnik – 150 konny diesel – podejrzewam, że za słaby jak na taką limuzynę.

Zamówienie topowego napędu, o mocy 390 KM, kosztuje minimum 327 300 zł, we wspomnianym wyposażeniu Momentum Pr. Oraz 350 650 zł za wersję Inscription.

Lista wyposażenia opcjonalnego jest jednak długa i gdy chcemy mieć bogato wyposażone auto, jak egzemplarz testowy, bez problemu dobijemy do kwoty 400-420 tys. zł.

Czy warto? Osobiście wolałbym S90 od XC90, ze względu na to, że sedan jednak prowadzi się lepiej od wysokiego SUV-a. Ale wiem, że tutaj zdania są mocno podzielone.

Natomiast wersja T8 nabiera sensu dopiero wtedy, gdy mamy własny garaż, gdzie możemy ładować auto z gniazdka. Lub miejsce parkingowe z gniazdkiem. Gdybym nie miał garażu, kupiłbym jednak diesla, albo benzynę. Natomiast jeżeli chodzi o zestawienie S90 z modelami BMW i Mercedesa, to Volvo jeszcze nie było tak blisko niemieckich konkurentów, jak teraz.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Volvo S90 T8 o mocy 400 KM – hybryda plug-in, którą można przejechać 40 km wyłącznie na prądzie – TEST
Volvo S90 T8 o mocy 400 KM – hybryda plug-in, którą można przejechać 40 km wyłącznie na prądzie – TEST
Volvo S90 T8 o mocy 400 KM – hybryda plug-in, którą można przejechać 40 km wyłącznie na prądzie – TEST

To w zupełności wystarczy, by dojechać do pracy, w drodze powrotnej zahaczyć o sklep i wrócić do domu, praktycznie bez używania benzyny. Żeby jednak oszczędzać, trzeba być bogatym, bo Volvo S90 T8 kosztuje minimum 327 tys. zł, a dopasiona wersja – stówę drożej.

Najciekawszym aspektem tego Volvo S90 był dla mnie napęd. No bo jeżeli chodzi o resztę, to jeździłem już V90, XC90 oraz XC40 i w zasadzie pod tym względem każde Volvo prezentuje się podobnie, czyli znakomicie.

Natomiast po raz pierwszy trafiło mi się Volvo w wersji T8, co oznacza obecność pod maską mocy… no właśnie. 390 KM wg części informacji ze strony Volvo. Bo można znaleźć też informacje o łącznej mocy 407 KM.

W każdym razie pozwala to przyspieszyć do 100 km/h w czasie zaledwie 5,1 sekundy, co jak na masę własną wynoszącą 2,4 tony, jest wynikiem imponującym. Prędkość maksymalna wynosi 250 km/h i jest ograniczona elektronicznie.

W skład napędu wchodzi przede wszystkim silnik spalinowy, 2 litrowy, 4 cylindrowy o mocy 303 KM, a także silnik elektryczny o mocy 87 KM, co łącznie dawałoby jednak 390 KM.

Moment obrotowy jest nie mniej imponujący. Sama benzyna daje 400 Nm od 2200 do 4800 obr./min, ale do tego dochodzi 240 Nm z silnika elektrycznego. Innymi słowy – nikt na przyspieszenie narzekać nie powinien.

Do tego mamy napęd na wszystkie koła AWD oraz 8 stopniową skrzynię automatyczną o nazwie Geartronic. Działa znakomicie.

Zużycie paliwa

Tutaj duże znaczenie ma stan naładowania baterii. Jeżeli jest pełna, to możemy 40 km pokonać tylko na prądzie, z zerowym zużyciem. Jeżeli natomiast jeździmy w trybie hybrydowym, to przez te 40 km, auto również przede wszystkim zużywa energię z akumulatorów. I w takim przypadku zużycie paliwa wg komputera wynosiło 1,9 litra na 100 km. Nieźle, jak na ogromną limuzynę o długości 4,96 m!

Co natomiast, gdy prąd w akumulatorze się skończy? Wtedy S90 T8 zachowuje się bardziej jak klasyczna hybryda. Moc w większości pochodzi z benzyny, ale silnik elektryczny robi co może, by ograniczyć spalanie.

Przy ok 90 km/h, podczas spokojnej podróży po drogach krajowych, te ogromne Volvo potrzebuje zaledwie 5-6 litrów na 100 km. Natomiast gdy jedziemy szybciej, wtedy hybryda pomaga coraz mniej.

Mimo wszystko hybryda typu plug-in, czyli taka którą można doładować w garażu, to świetna sprawa. W mieście można jeździć zupełnie nie zużywając paliwa, a naładowanie akumulatora do pełna zajmuje ok 5-6 godzin, ze zwykłego gniazdka 230V.

Ładowanie na trasie jest już bardziej problematyczne, ze względu na brak ładowarek. Wybrałem się S90 T8 do Lublina, chciałem się podładować i pojawił się problem. Jedyne stanowisko ładowania w centrum handlowym było zajęte przez Volvo XC60, również z silnikiem T8.

Pojechałem zatem do kolejnego centrum, gdzie znów okazało się, że nie ma gniazdek 230 V. Jest tylko gniazdo Typ 2, a z kolei mój egzemplarz auta nie miał na wyposażeniu odpowiedniego kabla.

Wrażenia z jazdy

Komfortu nie da się odmówić. To limuzyna z najwyższej półki i czuć to w każdym detalu tego samochodu. Volvo może się pochwalić znakomitym wykończeniem już od kilku lat i w tej kwestii nic się nie zmienia. Na tle konkurentów w postaci BMW i Mercedesa, Volvo wciąż podoba mi się najbardziej. Wyciszenie – znakomite.

Natomiast czuć masę auta. S90 T8 waży wspomniane 2,4 tony i jeżeli wpadniemy czasami w głębszą studzienkę, grawitacja robi swoje. Podobno nie jest to też najlepszy samochód do szybkiego pokonywania zakrętów, ale ja niekoniecznie widziałem w tym problem. Pod tym względem było znakomicie.

Multimedia są trochę zamotane. Niby są proste do bólu i łatwo się w nich odnaleźć, ale przez ostatnie lata trochę się postarzały. Na przykład do Volvo przesiadłem się prosto ze Skody Karoq z wirtualnym kokpitem zamiast zegarów i przyznam, że to Skoda była dla mnie bardziej intuicyjna i czytelna.

Niemniej jednak da się do tego przyzwyczaić. Ponadto jest obsługa Android Auto oraz Apple CarPlay, więc na ekranie samochodu można wyświetlić Mapy Google i Spotify, a także Waze i parę innych aplikacji.

Przyznać też muszę, że minimalizm Volvo bardzo mi się podoba. Wiele osób uwielbia pokrętła i fizyczne przyciski, ale ja się przy tym nie upieram. Zwłaszcza, kiedy wszystko dzieje się automatycznie i jest tak dopracowane jak w Volvo.

Nie mamy na przykład pokrętła temperatury – ustawiamy to z ekranu. Dostęp do jej zmiany jest szybki, ale rzadko z niego korzystałem. Volvo bowiem samo wiedziało doskonale jaką siłę nawiewu ustawić, by szybko schłodzić wnętrze. Automatycznie włączało mi też wentylowane fotele.

To samo z obsługą multimediów. Wszystko jest pod ręką, ewentualnie na jednym z sąsiednich pulpitów wyświetlacza głównego.

Bezpieczeństwo

Mamy też świetną kamerę cofania, opcjonalnie można też zamówić kamerę 360 stopni. Są wszystkie systemy bezpieczeństwa, włącznie z aktywnym utrzymywaniem pasa ruchu. Jest oczywiście system antykolizyjny, który wykrywa pojazdy, rowerzystów i pieszych i jest w stanie zatrzymać S90. Pod warunkiem, że różnica prędkości nie przekracza 50 km/h. Ale wszystkie tego typu systemy działają podobnie.

Auto pomoże również jechać w korku, bez potrzeby hamowania nogą. Gdy samochód przed nami się zatrzyma – Volvo zrobi to samo. Jest też przydatny system monitorowania ruchu poprzecznego za autem. Zdaje egzamin przy wyjeździe z prostopadłego miejsca parkingowego na ruchliwą ulicę.

Ceny

Szczerze mówiąc – myślałem, że będzie drożej, ale chyba po prostu przyzwyczaiłem się do cen SUV-ów. Tymczasem Volvo S90 można kupić za 188 800 zł. Oczywiście jeżeli wybierzemy podstawowe wyposażenie Momentum Pro i podstawowy silnik – 150 konny diesel – podejrzewam, że za słaby jak na taką limuzynę.

Zamówienie topowego napędu, o mocy 390 KM, kosztuje minimum 327 300 zł, we wspomnianym wyposażeniu Momentum Pr. Oraz 350 650 zł za wersję Inscription.

Lista wyposażenia opcjonalnego jest jednak długa i gdy chcemy mieć bogato wyposażone auto, jak egzemplarz testowy, bez problemu dobijemy do kwoty 400-420 tys. zł.

Czy warto? Osobiście wolałbym S90 od XC90, ze względu na to, że sedan jednak prowadzi się lepiej od wysokiego SUV-a. Ale wiem, że tutaj zdania są mocno podzielone.

Natomiast wersja T8 nabiera sensu dopiero wtedy, gdy mamy własny garaż, gdzie możemy ładować auto z gniazdka. Lub miejsce parkingowe z gniazdkiem. Gdybym nie miał garażu, kupiłbym jednak diesla, albo benzynę. Natomiast jeżeli chodzi o zestawienie S90 z modelami BMW i Mercedesa, to Volvo jeszcze nie było tak blisko niemieckich konkurentów, jak teraz.