Dyktator Turkmenistanu nagrał, jak jeździ dookoła krateru, żeby udowodnić, że żyje

Rzeczywistość w niektórych trzeciorzędnych dyktaturach przerasta wyobrażenia nawet najbardziej kreatywnych scenarzystów. Przywódca Turkmenistanu, najbardziej zamkniętego reżimu świata zaraz po Korei Północnej, zniknął z mediów na dłuższy czas, co wzbudziło spekulacje na temat jego śmierci. W widowiskowy sposób postanowił on udowodnić, że wszystko jest z nim w porządku.

Leftlane uczy, Leftlane bawi. Turkmenistan to średniej wielkości, rzadko zaludnione państwo w Azji Centralnej, które do 1991 roku było republiką Związku Radzieckiego. Po jego upadku, podobnie jak w sąsiednich państwach z końcówką “-stan”, władzę przejęli lokalni aparatczycy, którzy prędko zakochali się w niej bezgranicznie, samozwańczo nadając sobie ją dożywotnio.

W czasie, gdy na Ukrainie, krajach Kaukazu czy nawet w Rosji w latach 90 i na początku XX wieku nastąpiły przetasowania na najwyższych szczeblach władz, w Turkmenistanie wszystko pozostawało po staremu. Władzę dzierżył Saparmurat Nijazow, który zapragnął zostać pustynnym Kim Ir Senem, śmieszno-strasznym władcą totalitarnej dystopii.

Mianował siebie ojcem narodu, zalał państwo pozłacanymi pomnikami samego siebie, zakazał wolnej prasy, odizolował kraj od reszty świata i nakazał obywatelom regularną lekturę własnoręcznie napisanej księgi ze złotymi myślami. Na deser – zlecił Turkmenom nosić jednolite stroje, a na osłodę sprezentował rodakom darmową wodę, gaz i prąd.

Nie ma wątpliwości – gdyby nie nagła śmierć “Ojca Turkmenów” z powodu zawału serca w 2006 roku, rządziłby on pustynną dyktaturą po dziś dzień, dobijając 30 lat rządów. Jego następca, Gurbanguły Berdymuchamedow, starannie przejął rządy w turkmeńskim matriksie, obecnie dobijając do 13 roku panowania. Nie ustępuje w poprzednikowi – w zeszłym roku np. zakazał… czarnych samochodów w całym kraju.

Państwowa telewizja pokazuje, jak prezydent ćwiczy, biega, skacze – słowem, okaz zdrowia. Jednak w zeszłym miesiącu media obiegły tajemnicze pogłoski o rzekomej, równie nagłej, śmierci obecnego Opiekuna Turkmenów, która była skutkiem komplikacji po zabiegu medycznym. Berdymuchamedow nie pojawiał się publicznie przez ostatnie 3 tygodnie, co napędzało lawinę domysłów.

Dyktator postanowił jednak przerwać spiralę plotek w zeszłym tygodniu. Państwowa telewizja wyemitowała nagranie, w którym prezydent z kamienną twarzą zasiada niczym Vin Diesel za kierownicą wyścigowego pickupa i w akompaniamencie ludowej, turkmeńskiej muzyki dokonuje brawurowego przejazdu wokół najsłynniejszej naturalnej atrakcji kraju – wrót piekieł.

Ten krater powstał w 1971 roku w wyniku awarii podczas wydobywania gazu. Aby uniknąć ulatniania się tej substancji do atmosfery, krater podpalono, by wypalić ulatniający się gaz. Miało się to zakończyć po kilku dniach, trwa to do dziś, tworząc widowiskowy krajobraz mrożący krew w żyłach.

Prezydent zatem żyje i chce dalej kierować pustynną Koreą Północną, przy okazji dostarczając wartościowy materiał do potencjalnego sequela popularnej komedii “Dyktator”. Od czasu jej premiery wydarzyło się w końcu tak wiele komicznych i kuriozalnych wydarzeń ze światowymi dyktatorami, że warto byłoby to ukazać w kinowym ujęciu.

zdjęcia: Gazeta, Advantor, Modern Diplomacy

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Dyktator Turkmenistanu nagrał, jak jeździ dookoła krateru, żeby udowodnić, że żyje
Dyktator Turkmenistanu nagrał, jak jeździ dookoła krateru, żeby udowodnić, że żyje
Dyktator Turkmenistanu nagrał, jak jeździ dookoła krateru, żeby udowodnić, że żyje

Rzeczywistość w niektórych trzeciorzędnych dyktaturach przerasta wyobrażenia nawet najbardziej kreatywnych scenarzystów. Przywódca Turkmenistanu, najbardziej zamkniętego reżimu świata zaraz po Korei Północnej, zniknął z mediów na dłuższy czas, co wzbudziło spekulacje na temat jego śmierci. W widowiskowy sposób postanowił on udowodnić, że wszystko jest z nim w porządku.

Leftlane uczy, Leftlane bawi. Turkmenistan to średniej wielkości, rzadko zaludnione państwo w Azji Centralnej, które do 1991 roku było republiką Związku Radzieckiego. Po jego upadku, podobnie jak w sąsiednich państwach z końcówką “-stan”, władzę przejęli lokalni aparatczycy, którzy prędko zakochali się w niej bezgranicznie, samozwańczo nadając sobie ją dożywotnio.

W czasie, gdy na Ukrainie, krajach Kaukazu czy nawet w Rosji w latach 90 i na początku XX wieku nastąpiły przetasowania na najwyższych szczeblach władz, w Turkmenistanie wszystko pozostawało po staremu. Władzę dzierżył Saparmurat Nijazow, który zapragnął zostać pustynnym Kim Ir Senem, śmieszno-strasznym władcą totalitarnej dystopii.

Mianował siebie ojcem narodu, zalał państwo pozłacanymi pomnikami samego siebie, zakazał wolnej prasy, odizolował kraj od reszty świata i nakazał obywatelom regularną lekturę własnoręcznie napisanej księgi ze złotymi myślami. Na deser – zlecił Turkmenom nosić jednolite stroje, a na osłodę sprezentował rodakom darmową wodę, gaz i prąd.

Nie ma wątpliwości – gdyby nie nagła śmierć “Ojca Turkmenów” z powodu zawału serca w 2006 roku, rządziłby on pustynną dyktaturą po dziś dzień, dobijając 30 lat rządów. Jego następca, Gurbanguły Berdymuchamedow, starannie przejął rządy w turkmeńskim matriksie, obecnie dobijając do 13 roku panowania. Nie ustępuje w poprzednikowi – w zeszłym roku np. zakazał… czarnych samochodów w całym kraju.

Państwowa telewizja pokazuje, jak prezydent ćwiczy, biega, skacze – słowem, okaz zdrowia. Jednak w zeszłym miesiącu media obiegły tajemnicze pogłoski o rzekomej, równie nagłej, śmierci obecnego Opiekuna Turkmenów, która była skutkiem komplikacji po zabiegu medycznym. Berdymuchamedow nie pojawiał się publicznie przez ostatnie 3 tygodnie, co napędzało lawinę domysłów.

Dyktator postanowił jednak przerwać spiralę plotek w zeszłym tygodniu. Państwowa telewizja wyemitowała nagranie, w którym prezydent z kamienną twarzą zasiada niczym Vin Diesel za kierownicą wyścigowego pickupa i w akompaniamencie ludowej, turkmeńskiej muzyki dokonuje brawurowego przejazdu wokół najsłynniejszej naturalnej atrakcji kraju – wrót piekieł.

Ten krater powstał w 1971 roku w wyniku awarii podczas wydobywania gazu. Aby uniknąć ulatniania się tej substancji do atmosfery, krater podpalono, by wypalić ulatniający się gaz. Miało się to zakończyć po kilku dniach, trwa to do dziś, tworząc widowiskowy krajobraz mrożący krew w żyłach.

Prezydent zatem żyje i chce dalej kierować pustynną Koreą Północną, przy okazji dostarczając wartościowy materiał do potencjalnego sequela popularnej komedii “Dyktator”. Od czasu jej premiery wydarzyło się w końcu tak wiele komicznych i kuriozalnych wydarzeń ze światowymi dyktatorami, że warto byłoby to ukazać w kinowym ujęciu.

zdjęcia: Gazeta, Advantor, Modern Diplomacy