Czy inwestowanie w carsharing opłaca się? Nie – Panek skarży się na rosnące koszty

Samochody na minuty coraz liczniej zapełniają ulice polskich miast. Co więcej, próżno mówić tutaj o dominacji konkretnej firmy – klienci mogą wybierać z wielu dużych dostawców. Chciałoby się pomyśleć, że dobitnie to pokazuje jak obiecujący jest to biznes. Prawda jest jednak gorzka. Jeden z liderów rynku, Panek, skarży się na stale rosnące koszty. Klienci nie pomagają.

W ciągu ostatnich 3-4 lat zaobserwować można wysyp tzw. aut na minuty, które oferuje coraz więcej lokalnych firm. Patrząc na to, jak np. Traficar albo Panek stale poszerzają flotę samochodów i zwiększają zasięg o kolejne miasta, można pomyśleć, że inwestowanie w tę branżę to strzał w dziesiątkę. Niestety, wymagania co do kosztów czynią ten biznes coraz trudniejszym.

Dobrym przykładem jest tutaj polska firma Panek, która na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat stała się znana z usług pożyczania samochodów. Zapewniło jej to ogromne zyski, pozwoliło zbudować pozycję jednego z liderów branży i rozbudziła apetyt na więcej. W ten sposób, w 2017 roku biznes Macieja Panka spróbował sił w tzw. carsharingu.

Samochody na minuty pojawiły się m.in. w Warszawie, stanowiąc groźną konkurencję dla Traficara czy InnogyGo. Flotę Panka utworzyły co ciekawe nie tylko pospolite Toyoty Yaris i Corolle, ale i takie perełki, jak Polonez, Maluch czy Duży Fiat.

W ciągu dwóch lat Panek dorobił się drugiej pozycji w polskiej branży samochodów na minuty. Firma szturmuje kolejne miasta – np. od 1 sierpnia działa także w Trójmieście. Niestety, oczekiwania co do zyskowności tego biznesu ścierają się z brutalną rzeczywistością.

W 2018 roku firma uzyskała 62,1 miliona złotych przychodu, notując zaledwie 1,2% wzrost na tle poprzedniego, notabene bardzo udanego, roku. W drastyczny sposób spadły za to zyski – z 3,6 miliona złotych w 2017 roku do zaledwie 383 tysięcy złotych w roku poprzednim.

Nie jest też dobrze z kosztami operacyjnymi. Te w ciągu roku wzrosły z 700 tysięcy złotych do ponad 3,3 miliona złotych. Jak pisze portal Money.pl powołując się na raport z KRS, Panek jest rentowny obecnie tylko dzięki usłudze tradycyjnego najmu samochodów. Bez tego, przytoczone liczby wyglądałyby jeszcze bardziej pesymistycznie.

Na straty skarży się też 4Mobility, które gdyby nie zostało przejęte przez państwowe PGE, musiałoby prawdopodobnie ogłosić upadłość. W marcu b.r. wypracowało ono bowiem jedynie 80 tysięcy złotych zysku, a strat było niemal tyle samo co przychodów.

Traficar chwali się 191% wzrostem przychodów z podstawowej działalności, ale przy 24 milionach złotych odnotowano również drugi rok z rzędu 10 milionów złotych straty. Skąd zatem taki ruch w sektorze wypożyczania samochodów na minuty? Ogromny potencjał – z roku na rok korzysta z takich usług coraz więcej osób.

źródło: Money.pl

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Czy inwestowanie w carsharing opłaca się? Nie – Panek skarży się na rosnące koszty
Czy inwestowanie w carsharing opłaca się? Nie – Panek skarży się na rosnące koszty
Czy inwestowanie w carsharing opłaca się? Nie – Panek skarży się na rosnące koszty

Samochody na minuty coraz liczniej zapełniają ulice polskich miast. Co więcej, próżno mówić tutaj o dominacji konkretnej firmy – klienci mogą wybierać z wielu dużych dostawców. Chciałoby się pomyśleć, że dobitnie to pokazuje jak obiecujący jest to biznes. Prawda jest jednak gorzka. Jeden z liderów rynku, Panek, skarży się na stale rosnące koszty. Klienci nie pomagają.

W ciągu ostatnich 3-4 lat zaobserwować można wysyp tzw. aut na minuty, które oferuje coraz więcej lokalnych firm. Patrząc na to, jak np. Traficar albo Panek stale poszerzają flotę samochodów i zwiększają zasięg o kolejne miasta, można pomyśleć, że inwestowanie w tę branżę to strzał w dziesiątkę. Niestety, wymagania co do kosztów czynią ten biznes coraz trudniejszym.

Dobrym przykładem jest tutaj polska firma Panek, która na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat stała się znana z usług pożyczania samochodów. Zapewniło jej to ogromne zyski, pozwoliło zbudować pozycję jednego z liderów branży i rozbudziła apetyt na więcej. W ten sposób, w 2017 roku biznes Macieja Panka spróbował sił w tzw. carsharingu.

Samochody na minuty pojawiły się m.in. w Warszawie, stanowiąc groźną konkurencję dla Traficara czy InnogyGo. Flotę Panka utworzyły co ciekawe nie tylko pospolite Toyoty Yaris i Corolle, ale i takie perełki, jak Polonez, Maluch czy Duży Fiat.

W ciągu dwóch lat Panek dorobił się drugiej pozycji w polskiej branży samochodów na minuty. Firma szturmuje kolejne miasta – np. od 1 sierpnia działa także w Trójmieście. Niestety, oczekiwania co do zyskowności tego biznesu ścierają się z brutalną rzeczywistością.

W 2018 roku firma uzyskała 62,1 miliona złotych przychodu, notując zaledwie 1,2% wzrost na tle poprzedniego, notabene bardzo udanego, roku. W drastyczny sposób spadły za to zyski – z 3,6 miliona złotych w 2017 roku do zaledwie 383 tysięcy złotych w roku poprzednim.

Nie jest też dobrze z kosztami operacyjnymi. Te w ciągu roku wzrosły z 700 tysięcy złotych do ponad 3,3 miliona złotych. Jak pisze portal Money.pl powołując się na raport z KRS, Panek jest rentowny obecnie tylko dzięki usłudze tradycyjnego najmu samochodów. Bez tego, przytoczone liczby wyglądałyby jeszcze bardziej pesymistycznie.

Na straty skarży się też 4Mobility, które gdyby nie zostało przejęte przez państwowe PGE, musiałoby prawdopodobnie ogłosić upadłość. W marcu b.r. wypracowało ono bowiem jedynie 80 tysięcy złotych zysku, a strat było niemal tyle samo co przychodów.

Traficar chwali się 191% wzrostem przychodów z podstawowej działalności, ale przy 24 milionach złotych odnotowano również drugi rok z rzędu 10 milionów złotych straty. Skąd zatem taki ruch w sektorze wypożyczania samochodów na minuty? Ogromny potencjał – z roku na rok korzysta z takich usług coraz więcej osób.

źródło: Money.pl