Toyota stawia reklamę na środku jeziora i wycofuje się kolejnego dnia po fali krytyki

Korporacje w ostatnim czasie poświęcają dużo uwagi tzw. społecznej odpowiedzialności biznesu. Oprócz zarabiania, mają one też edukować i działać na rzecz lepszego świata. Nie najlepiej podszedł do tego polski oddział Toyoty, który pod argumentem współpracy z WOPR na rzecz bezpieczeństwa nad wodą oszpecił przestrzeń wielką reklamą… na środku jeziora. Posypały się gromy. Słusznie.

Wystarczy przejechać się po pobliskiej okolicy wielu polskich miast powiatowych czy wojewódzkich metropolii, by zauważyć problem, jaki trapi polską przestrzeń od ostatnich trzech dekad. Komunistyczną szarzyznę wyparła wolna amerykanka z reklamami. Kiczowate, wulgarne, prymitywne i nachalne billboardy szpecą budynki, pobocza i inne miejsca, gdzie jest ich zdecydowanie za dużo.

Okazuje się co gorsza, że nawet na łonie natury, któej w Polsce jak wiemy – nie brakuje, nie jest się bezpiecznym od zjawiska “reklamozy”. Bierzesz urlop w ramach odpoczynku od zakorkowanej, zanieczyszczonej i głośnej metropolii, aby odpocząć wśród perły polskiej przyrody – jezior mazurskich? Wolne żarty.

Od poniedziałku 1 lipca na kilku z 40 planowanych mazurskich jezior pojawiły się drewniane platformy. Wyposażono je w urządzenia służące gromadzeniu danych o warunkach pogodowych i sytuacji na wodzie, by dbać o bezpieczeństwo turystów w obliczu załamania pogody. Wartościowy pomysł? Bez wątpienia. Szkoda tylko, że wykonanie dalekie od ideału.

Każdą z platform bowiem oklejono wielką reklamą Toyoty, którą trudno przeoczyć nawet z odległości kilkuset metrów. I tu jest sedno problemu. Sprawa wywołała falę krytyki, zarówno wśród miłośników motoryzacji, jak i wielu innych osób zbulwersowanych zuchwałym szpeceniem krajobrazu w miejscach, które od plagi reklam powinny być – zgodnie z prawem – wolne.

Tak – zgodnie z prawem, które stawiając drewniano-foliowe potworki złamano. Jak powiedziała “Wyborczej Olsztyn” Agnieszka Giełażyn-Sasimowicz z biura prasowego Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Białymstoku, nie wydano niezbędnej zgody na postawienie platform na żadnym z jezior.

Współpraca mazurskiego WOPR z Toyotą to zatem wizerunkowy strzał w kolano dla obu stron. Toyota tłumaczyła się, że po pierwszej fali krytyki “dokona zmian w wielkości i przekazie reklam, aby zachować ich społeczną rolę akcji”. WOPR twierdzi, że intencje były szczytne – propagowanie bezpieczeństwa na wodzie. Wyszło, jak wyszło – skwitował prezes Ochotniczego Pogotowia.

Gdy jednak kolejnego dnia kontrowersyjną kampanię nagłośniły kolejne polskie media, krytyka przybrała zbyt kolosalne rozmiary. Toyota postanowiła całkowicie wycofać się z akcji. W środę polskie przedstawicielstwo japońskiej marki ogłosiło, że “kampania źle wpływa na jej wizerunek, dlatego platformy zostaną usunięte, by nie zakłócać odpoczynku rodakom”.

Toyota przez ostatnie lata była prezentowana na różnych kierunkach studiów wyższych z zakresu ekonomii i marketingu jako co najmniej przykład, o ile nie wzór wartościowych, nietuzinkowych i skutecznych działań z zakresu m.in. organizacji czasu pracy czy budowania wizerunku.

Polski oddział jedną kampanią postanowił ten obraz poważnie nadszarpnąć, dając przykład na coś zupełnie przeciwnego – fatalną i nieskuteczną kampanię reklamową, wywołującą jedynie społeczną złość. Miejmy nadzieję, że japońska centrala nie pozostawi tego bez reakcji.

źródło: Wyborcza, WirtualneMedia; zdjęcia: Agencja Gazeta, Fakt, Press, Polsat News

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Toyota stawia reklamę na środku jeziora i wycofuje się kolejnego dnia po fali krytyki
Toyota stawia reklamę na środku jeziora i wycofuje się kolejnego dnia po fali krytyki
Toyota stawia reklamę na środku jeziora i wycofuje się kolejnego dnia po fali krytyki

Korporacje w ostatnim czasie poświęcają dużo uwagi tzw. społecznej odpowiedzialności biznesu. Oprócz zarabiania, mają one też edukować i działać na rzecz lepszego świata. Nie najlepiej podszedł do tego polski oddział Toyoty, który pod argumentem współpracy z WOPR na rzecz bezpieczeństwa nad wodą oszpecił przestrzeń wielką reklamą… na środku jeziora. Posypały się gromy. Słusznie.

Wystarczy przejechać się po pobliskiej okolicy wielu polskich miast powiatowych czy wojewódzkich metropolii, by zauważyć problem, jaki trapi polską przestrzeń od ostatnich trzech dekad. Komunistyczną szarzyznę wyparła wolna amerykanka z reklamami. Kiczowate, wulgarne, prymitywne i nachalne billboardy szpecą budynki, pobocza i inne miejsca, gdzie jest ich zdecydowanie za dużo.

Okazuje się co gorsza, że nawet na łonie natury, któej w Polsce jak wiemy – nie brakuje, nie jest się bezpiecznym od zjawiska “reklamozy”. Bierzesz urlop w ramach odpoczynku od zakorkowanej, zanieczyszczonej i głośnej metropolii, aby odpocząć wśród perły polskiej przyrody – jezior mazurskich? Wolne żarty.

Od poniedziałku 1 lipca na kilku z 40 planowanych mazurskich jezior pojawiły się drewniane platformy. Wyposażono je w urządzenia służące gromadzeniu danych o warunkach pogodowych i sytuacji na wodzie, by dbać o bezpieczeństwo turystów w obliczu załamania pogody. Wartościowy pomysł? Bez wątpienia. Szkoda tylko, że wykonanie dalekie od ideału.

Każdą z platform bowiem oklejono wielką reklamą Toyoty, którą trudno przeoczyć nawet z odległości kilkuset metrów. I tu jest sedno problemu. Sprawa wywołała falę krytyki, zarówno wśród miłośników motoryzacji, jak i wielu innych osób zbulwersowanych zuchwałym szpeceniem krajobrazu w miejscach, które od plagi reklam powinny być – zgodnie z prawem – wolne.

Tak – zgodnie z prawem, które stawiając drewniano-foliowe potworki złamano. Jak powiedziała “Wyborczej Olsztyn” Agnieszka Giełażyn-Sasimowicz z biura prasowego Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Białymstoku, nie wydano niezbędnej zgody na postawienie platform na żadnym z jezior.

Współpraca mazurskiego WOPR z Toyotą to zatem wizerunkowy strzał w kolano dla obu stron. Toyota tłumaczyła się, że po pierwszej fali krytyki “dokona zmian w wielkości i przekazie reklam, aby zachować ich społeczną rolę akcji”. WOPR twierdzi, że intencje były szczytne – propagowanie bezpieczeństwa na wodzie. Wyszło, jak wyszło – skwitował prezes Ochotniczego Pogotowia.

Gdy jednak kolejnego dnia kontrowersyjną kampanię nagłośniły kolejne polskie media, krytyka przybrała zbyt kolosalne rozmiary. Toyota postanowiła całkowicie wycofać się z akcji. W środę polskie przedstawicielstwo japońskiej marki ogłosiło, że “kampania źle wpływa na jej wizerunek, dlatego platformy zostaną usunięte, by nie zakłócać odpoczynku rodakom”.

Toyota przez ostatnie lata była prezentowana na różnych kierunkach studiów wyższych z zakresu ekonomii i marketingu jako co najmniej przykład, o ile nie wzór wartościowych, nietuzinkowych i skutecznych działań z zakresu m.in. organizacji czasu pracy czy budowania wizerunku.

Polski oddział jedną kampanią postanowił ten obraz poważnie nadszarpnąć, dając przykład na coś zupełnie przeciwnego – fatalną i nieskuteczną kampanię reklamową, wywołującą jedynie społeczną złość. Miejmy nadzieję, że japońska centrala nie pozostawi tego bez reakcji.

źródło: Wyborcza, WirtualneMedia; zdjęcia: Agencja Gazeta, Fakt, Press, Polsat News