Karoq Sportline 190 KM DSG DCC – czyli Škoda prawie klasy premium – TEST

No to tak. Ze Škodą Karoq miałem już do czynienia kilkukrotnie, ale dwa razy pod rząd trafiła mi się taka-sobie wersja wyposażenia. Czyli ze słabszym silnikiem i bez zawieszenia adaptacyjnego DCC. Wtedy Karoq wydał mi się autem w bardzo porządku, wolałbym go od Qashqaia, czy Eclipse Cross, bo jednak lepszy, ale z drugiej strony z niczym konkretnym nie wkraczał do klasy Premium, do czego Škoda trochę mnie już przyzwyczaiła. Zwłaszcza modelami Superb oraz ostatnio – Scala.

Pod maską 190 KM

No i teraz w moje ręce wpadł Karoq w wersji Sportline, co oznacza obecność pod maską silnika benzynowego o mocy 190 KM. A to stanowczo rozwiązuje problemy z dynamicznym wyprzedzaniem. Silnik ma 320 Nm i to od 1500 obr./min, co w zestawieniu z 7 stopniowym, szybkim automatem EDC powoduje przyspieszenie 0-100 km/h w czasie 7 s. Prędkość maksymalna wynosi 211 km/h. Ponadto zaznaczyć trzeba, że silnik ma 4 cylindry i 2 litry pojemności, podczas gdy pozostałe benzyny w ofercie Karoq mają 1.5 litra i 4 cylindry lub 1 litr i 3 cylindry.

Karoq nie jest jednak autem sportowym, jak choćby Octavia RS, gdzie wciśnięcie gazu mocno wbija w fotel. Tu moment obrotowy odzywa się delikatniej, ale przez to bardziej komfortowo. No i jest też 55 KM mniej.

I taki właśnie jest Karoq Sportline z DCC. Bardzo szybkim, komfortowym SUV-em, ale sportowym głównie z wyglądu. Chociaż i to można zmienić. W tekście znajdziecie też zdjecia Karoq Sportline z szarym lakierem i na mniejszych felgach. Auto w takiej wersji jest naprawdę bardzo niepozorne.

W każdym razie silnik to podstawowy element, który sprawia że jazda Karoq Sportline może przez pomyłkę zostać uznana za podróżowanie autem klasy premium. Tego typu auta zawsze mają więcej mocy, jak i ten Karoq.

Świetne tłumienie nierówności

Gdy już przy zawieszeniu jesteśmy, jest rewelacyjne jak na SUV-a tej wielkości. Standardowe zawieszenie w Skodzie Karoq jest po prostu poprawne. Natomiast Karoq z DCC znakomicie radzi sobie z miejskimi nierównościami i to nawet wtedy, gdy postawimy go na 19 calowe felgi. To drugi aspekt, który bardzo mocno zbliża tego SUV-a od Skody do klasy premium.

Wnętrze to typowa Škoda

Która jednak w pełnym wyposażeniu robiła wrażenie na niemal wszystkich pasażerach. Projektowana wg zasady zróbmy to najprościej jak się da i dodajmy kilka bardziej lub mniej przydatnych bajerów. Wnętrze Karoq Sportline nie robi może wrażenia jak Lexus, ale nawet po dłuższym kontakcie z autem, nie mogę się kompletnie do niczego przyczepić.

Z tych bardziej przydatnych bajerów wymienić należy ekran dotykowy o przekątnej 9,2″, który wyróżnia się znakomitą jakością oraz naprawdę niezłą responsywnością, na tle aut spoza koncernu VAG. Do tego mamy Android Auto, mamy Apple CarPlay, jest nawigacja z obsługą głosową, choć nie znalazłem w niej opcji brania pod uwagę aktualnego natężenia ruchu.

Kolejna rzecz, która sprawia rewelacyjne wrażenie, to cyfrowy zestaw wskaźników o nazwie Škoda Virutal Cockpit z możliwością personalizacji. I to warto podkreślić, bo podobne systemy z Renault, czy Hondy, aż takich możliwości nie mają. Nawet zegary z aut PSA nie są tak fajne, jak te ze Skody. Ba, jeżdżę teraz Volvo S90 T8 za ok. 350 000 zł i nawet te multimedia na tle tych ze Skody prezentują się tak sobie.

Tutaj mozna ustawić wszystko pod siebie i do tego robi się to dosyć intuicyjnie. Można również wyświetlić nawigację – niestety nie tą z Android Auto, a jedynie fabryczną. W każdym razie tego nie potrafi ani Honda, ani Renault. Zaś Peugeoty, Citroeny oraz DS-y potrafią, ale za cholerę nie wiem jak zmieniać stopień przybliżenia owej mapy. W Skodzie zaś kręcimy podstawowym pokrętłem na kierownicy i dzieje się to, czego człowiek oczekuje.

Miałem nawet gniazdo 230 V, więc nie ma problemu, by naładować notebooka podczas jazdy. A z mniej przydatnych bajerów wymienić należy podświetlanie ambientowe drzwi przednich oraz deski rozdzielczej. Nocą prezentuje się to znakomicie.

Bezpieczeństwo

System, który uratował auto przed stłuczką jakieś 2 godziny przed napisaniem tego tekstu, nazywa się Front Assist. Jakaś miła pani wbiegła na przejście, auta przede mną zaczęły hamować, więc musiałem zrobić to samo. Natomiast ów system uprzedził mnie o ułamek sekundy i sam wcisnął hamulec. Ja czułem tylko, jak pedał uciekał mi pod nogą. Czyli działa.

Do tego dochodzi wykrywanie pieszych oraz rowerzystów. W przypadkach, gdy Škoda wykryje że grozi nam kolizja, auto samo się zatrzyma. I nigdy nie trafiła mi się sytuacja, gdy auto stawało bez powodu. Bo kiedyś (z 10-15 lat temu) tak to niestety działało i część ludzi do takich systemów się zraziła. Zupełnie niepotrzebnie.

Jest też system autonomicznego utrzymywania pasa ruchu. Nie jest to jakość i płynność Autopilota od Tesli, ale i tak daje radę i może uratować tyłek w przypadku zaśnięcia lub zasłabnięcia. Z oczywistości to jest też aktywny tempomat i funkcja monitorowania martwego pola, która akurat praktycznie nigdy się nie przydaje.

Stanowczo bardziej przydatnym gadżetem jest Rear Traffic Allert. W przypadku sytuacji jak z poniższego obrazka, jeżeli nie zauważymy auta jadącego prostopadle, Karoq najpierw zacznie migać i piszczeć, a jeżeli dalej będziemy chcieli władować się pod inne auto, to hamulce uruchomią się automatycznie. I jak powyżej – nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ów system zadziałał nadgorliwie.

Wady

Skoro Škoda jest taka prawie premium, to po co brać auto premium? Karoq ma też swoje wtopy. Po pierwsze, by cieszyć się zawieszeniem DCC w trybie Komfort, trzeba wcisnąć przycisk i przestawić tryb. Za każdym razem, gdy tylko wyłączymy silnik. Ale z drugiej strony ten sam problem ma Volvo S90, którym jeżdżę aktualnie. Nie da się w nim zmienić domyślnego trybu jazdy.

Wentylowane fotele w takie upały też byłyby cudowne. Ale ich nie ma. Nawet w opcji. A w niemal wszystkich autach premium – są. Nawet Hyundai, Renault, czy Opel mają takie bajery. A to moim zdaniem ważna rzecz przy obecnych temperaturach 30+.

Ceny

Ceny Karoq startują od 90 200 zł za wyposażenie Ambition z silnikiem 115 KM o pojemności 1 litra z 3 cylindrami. Pewnie wielu się zrazi, ale ja jeździłem taką wersją i nie było źle, o czym nawet zrobiliśmy wideo – o tutaj. Jeżeli ktoś chce 4 cylindry i 150 KM, wtedy trzeba przygotować nieco więcej, bo 97 750zł.

Podstawowe wyposażenie Karoq nie jest złe, bowiem mamy już m.in. dwustrefową klimatyzację, automatyczny hamulec ręczny, czujnik parkowania, Bluetooth, ekran o przekątnej 6,5″ oraz tempomat. Co wiecej, mamy wszystkie najważniejsze systemy bezpieczeństwa, nawet ten związany z cofaniem. Do tego za 2000 zł – kupując pakiet komfort – możemy dorzucić radio Bolero z ekranem 8″, obsługę SmartLink+ (Android Auto i CarPlay), system bezkluczykowy oraz przyciemniane szyby. Tylko kamery cofania by mi brakowało. Bardzo dobrej jakości swoją drogą. No i zawieszenia DCC. Ale jedno i drugie można dokupić, odpowiednio za 1200 i 4600 zł.

Karoq Sportline to już inna para kaloszy. Auto można kupić z dieslem, ale kto by na to patrzył. Benzyna 190 KM kosztuje już 136 650 zł, ale wraz z tym dostajemy i napęd 4×4 i 7 stopniowy automat DSG. Do tego mamy 18 calowe felgi, system bezkluczykowy, światła Full LED z przodu, kamerę cofania, oświetlenie ambientowe, aktywny tempomat, czy podgrzewane fotele. Stanowczo bardziej przydatne zimą.

A ile kosztuje wersja dopasiona, widoczna na zdjęciach? Około 170-180 tys. zł. Mamy wtedy wirutalne zegary, system Park Assist, świetny system audio Canton (9 głośników, 550 W), 19 calowe felgi, gniazdo 230 V, ukryty i elektryczny hak holowniczy, czy klapę bagażnika elektryczną z bezdotykowym otwieraniem.

Reasumując

Škoda Karoq Sportline, czyli w wersji na bogato, naprawdę w znikomym stopniu różni się od aut klasy premium. Jakby ktoś mi zawiązał oczy i wsadził do środka pewnie był nie wyczuł, czy jadę Škodą, czy też Lexusem. Ale dotyczy to również cen, którym także znacznie bliżej jest do klasy premium.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Karoq Sportline 190 KM DSG DCC – czyli Škoda prawie klasy premium – TEST
Karoq Sportline 190 KM DSG DCC – czyli Škoda prawie klasy premium – TEST
Karoq Sportline 190 KM DSG DCC – czyli Škoda prawie klasy premium – TEST

No to tak. Ze Škodą Karoq miałem już do czynienia kilkukrotnie, ale dwa razy pod rząd trafiła mi się taka-sobie wersja wyposażenia. Czyli ze słabszym silnikiem i bez zawieszenia adaptacyjnego DCC. Wtedy Karoq wydał mi się autem w bardzo porządku, wolałbym go od Qashqaia, czy Eclipse Cross, bo jednak lepszy, ale z drugiej strony z niczym konkretnym nie wkraczał do klasy Premium, do czego Škoda trochę mnie już przyzwyczaiła. Zwłaszcza modelami Superb oraz ostatnio – Scala.

Pod maską 190 KM

No i teraz w moje ręce wpadł Karoq w wersji Sportline, co oznacza obecność pod maską silnika benzynowego o mocy 190 KM. A to stanowczo rozwiązuje problemy z dynamicznym wyprzedzaniem. Silnik ma 320 Nm i to od 1500 obr./min, co w zestawieniu z 7 stopniowym, szybkim automatem EDC powoduje przyspieszenie 0-100 km/h w czasie 7 s. Prędkość maksymalna wynosi 211 km/h. Ponadto zaznaczyć trzeba, że silnik ma 4 cylindry i 2 litry pojemności, podczas gdy pozostałe benzyny w ofercie Karoq mają 1.5 litra i 4 cylindry lub 1 litr i 3 cylindry.

Karoq nie jest jednak autem sportowym, jak choćby Octavia RS, gdzie wciśnięcie gazu mocno wbija w fotel. Tu moment obrotowy odzywa się delikatniej, ale przez to bardziej komfortowo. No i jest też 55 KM mniej.

I taki właśnie jest Karoq Sportline z DCC. Bardzo szybkim, komfortowym SUV-em, ale sportowym głównie z wyglądu. Chociaż i to można zmienić. W tekście znajdziecie też zdjecia Karoq Sportline z szarym lakierem i na mniejszych felgach. Auto w takiej wersji jest naprawdę bardzo niepozorne.

W każdym razie silnik to podstawowy element, który sprawia że jazda Karoq Sportline może przez pomyłkę zostać uznana za podróżowanie autem klasy premium. Tego typu auta zawsze mają więcej mocy, jak i ten Karoq.

Świetne tłumienie nierówności

Gdy już przy zawieszeniu jesteśmy, jest rewelacyjne jak na SUV-a tej wielkości. Standardowe zawieszenie w Skodzie Karoq jest po prostu poprawne. Natomiast Karoq z DCC znakomicie radzi sobie z miejskimi nierównościami i to nawet wtedy, gdy postawimy go na 19 calowe felgi. To drugi aspekt, który bardzo mocno zbliża tego SUV-a od Skody do klasy premium.

Wnętrze to typowa Škoda

Która jednak w pełnym wyposażeniu robiła wrażenie na niemal wszystkich pasażerach. Projektowana wg zasady zróbmy to najprościej jak się da i dodajmy kilka bardziej lub mniej przydatnych bajerów. Wnętrze Karoq Sportline nie robi może wrażenia jak Lexus, ale nawet po dłuższym kontakcie z autem, nie mogę się kompletnie do niczego przyczepić.

Z tych bardziej przydatnych bajerów wymienić należy ekran dotykowy o przekątnej 9,2″, który wyróżnia się znakomitą jakością oraz naprawdę niezłą responsywnością, na tle aut spoza koncernu VAG. Do tego mamy Android Auto, mamy Apple CarPlay, jest nawigacja z obsługą głosową, choć nie znalazłem w niej opcji brania pod uwagę aktualnego natężenia ruchu.

Kolejna rzecz, która sprawia rewelacyjne wrażenie, to cyfrowy zestaw wskaźników o nazwie Škoda Virutal Cockpit z możliwością personalizacji. I to warto podkreślić, bo podobne systemy z Renault, czy Hondy, aż takich możliwości nie mają. Nawet zegary z aut PSA nie są tak fajne, jak te ze Skody. Ba, jeżdżę teraz Volvo S90 T8 za ok. 350 000 zł i nawet te multimedia na tle tych ze Skody prezentują się tak sobie.

Tutaj mozna ustawić wszystko pod siebie i do tego robi się to dosyć intuicyjnie. Można również wyświetlić nawigację – niestety nie tą z Android Auto, a jedynie fabryczną. W każdym razie tego nie potrafi ani Honda, ani Renault. Zaś Peugeoty, Citroeny oraz DS-y potrafią, ale za cholerę nie wiem jak zmieniać stopień przybliżenia owej mapy. W Skodzie zaś kręcimy podstawowym pokrętłem na kierownicy i dzieje się to, czego człowiek oczekuje.

Miałem nawet gniazdo 230 V, więc nie ma problemu, by naładować notebooka podczas jazdy. A z mniej przydatnych bajerów wymienić należy podświetlanie ambientowe drzwi przednich oraz deski rozdzielczej. Nocą prezentuje się to znakomicie.

Bezpieczeństwo

System, który uratował auto przed stłuczką jakieś 2 godziny przed napisaniem tego tekstu, nazywa się Front Assist. Jakaś miła pani wbiegła na przejście, auta przede mną zaczęły hamować, więc musiałem zrobić to samo. Natomiast ów system uprzedził mnie o ułamek sekundy i sam wcisnął hamulec. Ja czułem tylko, jak pedał uciekał mi pod nogą. Czyli działa.

Do tego dochodzi wykrywanie pieszych oraz rowerzystów. W przypadkach, gdy Škoda wykryje że grozi nam kolizja, auto samo się zatrzyma. I nigdy nie trafiła mi się sytuacja, gdy auto stawało bez powodu. Bo kiedyś (z 10-15 lat temu) tak to niestety działało i część ludzi do takich systemów się zraziła. Zupełnie niepotrzebnie.

Jest też system autonomicznego utrzymywania pasa ruchu. Nie jest to jakość i płynność Autopilota od Tesli, ale i tak daje radę i może uratować tyłek w przypadku zaśnięcia lub zasłabnięcia. Z oczywistości to jest też aktywny tempomat i funkcja monitorowania martwego pola, która akurat praktycznie nigdy się nie przydaje.

Stanowczo bardziej przydatnym gadżetem jest Rear Traffic Allert. W przypadku sytuacji jak z poniższego obrazka, jeżeli nie zauważymy auta jadącego prostopadle, Karoq najpierw zacznie migać i piszczeć, a jeżeli dalej będziemy chcieli władować się pod inne auto, to hamulce uruchomią się automatycznie. I jak powyżej – nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ów system zadziałał nadgorliwie.

Wady

Skoro Škoda jest taka prawie premium, to po co brać auto premium? Karoq ma też swoje wtopy. Po pierwsze, by cieszyć się zawieszeniem DCC w trybie Komfort, trzeba wcisnąć przycisk i przestawić tryb. Za każdym razem, gdy tylko wyłączymy silnik. Ale z drugiej strony ten sam problem ma Volvo S90, którym jeżdżę aktualnie. Nie da się w nim zmienić domyślnego trybu jazdy.

Wentylowane fotele w takie upały też byłyby cudowne. Ale ich nie ma. Nawet w opcji. A w niemal wszystkich autach premium – są. Nawet Hyundai, Renault, czy Opel mają takie bajery. A to moim zdaniem ważna rzecz przy obecnych temperaturach 30+.

Ceny

Ceny Karoq startują od 90 200 zł za wyposażenie Ambition z silnikiem 115 KM o pojemności 1 litra z 3 cylindrami. Pewnie wielu się zrazi, ale ja jeździłem taką wersją i nie było źle, o czym nawet zrobiliśmy wideo – o tutaj. Jeżeli ktoś chce 4 cylindry i 150 KM, wtedy trzeba przygotować nieco więcej, bo 97 750zł.

Podstawowe wyposażenie Karoq nie jest złe, bowiem mamy już m.in. dwustrefową klimatyzację, automatyczny hamulec ręczny, czujnik parkowania, Bluetooth, ekran o przekątnej 6,5″ oraz tempomat. Co wiecej, mamy wszystkie najważniejsze systemy bezpieczeństwa, nawet ten związany z cofaniem. Do tego za 2000 zł – kupując pakiet komfort – możemy dorzucić radio Bolero z ekranem 8″, obsługę SmartLink+ (Android Auto i CarPlay), system bezkluczykowy oraz przyciemniane szyby. Tylko kamery cofania by mi brakowało. Bardzo dobrej jakości swoją drogą. No i zawieszenia DCC. Ale jedno i drugie można dokupić, odpowiednio za 1200 i 4600 zł.

Karoq Sportline to już inna para kaloszy. Auto można kupić z dieslem, ale kto by na to patrzył. Benzyna 190 KM kosztuje już 136 650 zł, ale wraz z tym dostajemy i napęd 4×4 i 7 stopniowy automat DSG. Do tego mamy 18 calowe felgi, system bezkluczykowy, światła Full LED z przodu, kamerę cofania, oświetlenie ambientowe, aktywny tempomat, czy podgrzewane fotele. Stanowczo bardziej przydatne zimą.

A ile kosztuje wersja dopasiona, widoczna na zdjęciach? Około 170-180 tys. zł. Mamy wtedy wirutalne zegary, system Park Assist, świetny system audio Canton (9 głośników, 550 W), 19 calowe felgi, gniazdo 230 V, ukryty i elektryczny hak holowniczy, czy klapę bagażnika elektryczną z bezdotykowym otwieraniem.

Reasumując

Škoda Karoq Sportline, czyli w wersji na bogato, naprawdę w znikomym stopniu różni się od aut klasy premium. Jakby ktoś mi zawiązał oczy i wsadził do środka pewnie był nie wyczuł, czy jadę Škodą, czy też Lexusem. Ale dotyczy to również cen, którym także znacznie bliżej jest do klasy premium.