Bentley Flying Spur, czyli 5,3-metra luksusu, 626-konne W12 i napęd na 4 koła

Po 6 latach od premiery Bentley zdecydował się odświeżyć limuzynę Flying Spur. Na tle poprzednika, jest ona jeszcze większa, jeszcze bardziej luksusowa i nieco dojrzalsza. Samochód budzi respekt zarówno pod kątem wyglądu zewnętrznego, jak i jednostki napędowej. Pod maskę trafi 626-konne W12 o pojemności 6 litrów. Sprint do setki zajmuje jedynie 3,8 sekundy!

Flying Spur jest dla Bentleya tym samym, czym – idąc bratnią analogią koncernu VW – A6 jest dla Audi. Przedostatnią w ofercie limuzyną, prawie największą, prawie najbardziej luksusową, prawie najdroższą. Ostatnim przystankiem przed barokowym, bardziej majestatycznym Mulsanne.

Pierwsza generacja tego modelu zrodziła się w 2005 roku jako wersja sedan sportowego coupe Continental. Samochód nie prezentował sobą zbyt indywidualnego charakteru, dlatego w przy okazji premiery drugiego wcielenia w 2013 roku Bentley radykalnie zmienił jego koncepcję.

Wtedy, Bentley Continental Flying Spur stał się po prostu Flying Spurem, zyskał unikalny wygląd, oryginalne proporcje miejsce w ofercie jako “bazowa” limuzyna. Choć od tamtego momentu minęło ledwie 6 lat, Brytyjczycy postanowili przedstawić już całkowicie nowego następcę.

Nowy Flying Spur pod wieloma względami przypomina poprzednika. Również jest stosunkowo niski, szeroki i smukły, jednak po bliższym przyjrzeniu się trudno mówić tutaj o pójściu na łatwiznę. Samochód zyskał zupełnie nowy wygląd, na czele z dużymi, okrągłymi reflektorami, wielkim chromowanym grillem i gustownymi przetłoczeniami z boku.

Tablica rejestracyjna z tyłu powędrowała z klapy na zderzak, a lampy są teraz nieco węższe. Wszystko wydaje się być spójne, harmonijne i na swoim miejscu – nawet, jeśli mamy dylemat, czy ten samochód ma w sobie więcej dystyngowanej, brytyjskiej elegancji, czy nowobogackiego kiczu skrojonego pod gust klientów z Dubaju, Baku i Moskwy.

Nowy Flying Spur ma oferować jeszcze większy komfort jazdy, a bezpieczeństwa mają strzec nowoczesne systemy Traffic Assist, City Assist i Blind Spot Warning. Dzięki większemu o 130 mm rozstawowi osi, więcej miejsca na nogi oferuje tylny rząd siedzeń. Dużo zmieniło się też w kokpicie.

Nawiązuje on do aktualnego stylu marki, w którym – niestety – klasyczny układ z charakterystycznymi okrągłymi nawiewami na górze deski rozdzielczej zastąpiono nowym projektem. Teraz, kokpit domiuje 12,3-calowy ekran dotykowy.

Klienci będą mogli wybierać spośród 15 rodzajów tapicerki skórzanej i niezliczonych opcji wyposażenia dodatkowego. Nie zabraknie nawet wstawek z diamentów – w końcu Bentley ma oferować luksus absolutny dla najbardziej wymagających.

Pod maskę trafi 6-litrowe W12 konstrukcji Volkswagena, które rozwija moc 626 KM. Maksymalny moment obrotowy to 900 Nm, sprint do setki zajmuje imponujące 3,8 sekundy (tyle co BMW M8!). Prędkość maksymalną ograniczono elektronicznie do 333 km/h. Samochód wyposażono w napęd 4×4, a rozkład sił oddziałujących na osie zmienia się w zależności od np. warunków na drodze.

Zamówienia na nowego Bentleya Flying Spur będzie można składać od jesieni tego roku. Pierwsze sztuki trafią do klientów w 2020 roku. Teraz, Bentleyowi pozostaje już tylko odnowić oferowane od 2010 roku Mulsanne – jest ono nie tylko przestarzałe, ale i… za małe. Flying Spur depcze mu teraz po piętach wymiarami i poziomem luksusu.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Najmocniejszy Seat Tarraco FR to 241-konna hybryda

    Rok światowej premierze największego SUV-a Seata, hiszpańska marka zaprezentowała najszybszą i zarazem bardzo ekonomiczną odmianę. 241-konne Tarraco FR to, zgodnie z trendami,...
    29 sierpnia 2019

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Bentley Flying Spur, czyli 5,3-metra luksusu, 626-konne W12 i napęd na 4 koła
Bentley Flying Spur, czyli 5,3-metra luksusu, 626-konne W12 i napęd na 4 koła
Bentley Flying Spur, czyli 5,3-metra luksusu, 626-konne W12 i napęd na 4 koła

Po 6 latach od premiery Bentley zdecydował się odświeżyć limuzynę Flying Spur. Na tle poprzednika, jest ona jeszcze większa, jeszcze bardziej luksusowa i nieco dojrzalsza. Samochód budzi respekt zarówno pod kątem wyglądu zewnętrznego, jak i jednostki napędowej. Pod maskę trafi 626-konne W12 o pojemności 6 litrów. Sprint do setki zajmuje jedynie 3,8 sekundy!

Flying Spur jest dla Bentleya tym samym, czym – idąc bratnią analogią koncernu VW – A6 jest dla Audi. Przedostatnią w ofercie limuzyną, prawie największą, prawie najbardziej luksusową, prawie najdroższą. Ostatnim przystankiem przed barokowym, bardziej majestatycznym Mulsanne.

Pierwsza generacja tego modelu zrodziła się w 2005 roku jako wersja sedan sportowego coupe Continental. Samochód nie prezentował sobą zbyt indywidualnego charakteru, dlatego w przy okazji premiery drugiego wcielenia w 2013 roku Bentley radykalnie zmienił jego koncepcję.

Wtedy, Bentley Continental Flying Spur stał się po prostu Flying Spurem, zyskał unikalny wygląd, oryginalne proporcje miejsce w ofercie jako “bazowa” limuzyna. Choć od tamtego momentu minęło ledwie 6 lat, Brytyjczycy postanowili przedstawić już całkowicie nowego następcę.

Nowy Flying Spur pod wieloma względami przypomina poprzednika. Również jest stosunkowo niski, szeroki i smukły, jednak po bliższym przyjrzeniu się trudno mówić tutaj o pójściu na łatwiznę. Samochód zyskał zupełnie nowy wygląd, na czele z dużymi, okrągłymi reflektorami, wielkim chromowanym grillem i gustownymi przetłoczeniami z boku.

Tablica rejestracyjna z tyłu powędrowała z klapy na zderzak, a lampy są teraz nieco węższe. Wszystko wydaje się być spójne, harmonijne i na swoim miejscu – nawet, jeśli mamy dylemat, czy ten samochód ma w sobie więcej dystyngowanej, brytyjskiej elegancji, czy nowobogackiego kiczu skrojonego pod gust klientów z Dubaju, Baku i Moskwy.

Nowy Flying Spur ma oferować jeszcze większy komfort jazdy, a bezpieczeństwa mają strzec nowoczesne systemy Traffic Assist, City Assist i Blind Spot Warning. Dzięki większemu o 130 mm rozstawowi osi, więcej miejsca na nogi oferuje tylny rząd siedzeń. Dużo zmieniło się też w kokpicie.

Nawiązuje on do aktualnego stylu marki, w którym – niestety – klasyczny układ z charakterystycznymi okrągłymi nawiewami na górze deski rozdzielczej zastąpiono nowym projektem. Teraz, kokpit domiuje 12,3-calowy ekran dotykowy.

Klienci będą mogli wybierać spośród 15 rodzajów tapicerki skórzanej i niezliczonych opcji wyposażenia dodatkowego. Nie zabraknie nawet wstawek z diamentów – w końcu Bentley ma oferować luksus absolutny dla najbardziej wymagających.

Pod maskę trafi 6-litrowe W12 konstrukcji Volkswagena, które rozwija moc 626 KM. Maksymalny moment obrotowy to 900 Nm, sprint do setki zajmuje imponujące 3,8 sekundy (tyle co BMW M8!). Prędkość maksymalną ograniczono elektronicznie do 333 km/h. Samochód wyposażono w napęd 4×4, a rozkład sił oddziałujących na osie zmienia się w zależności od np. warunków na drodze.

Zamówienia na nowego Bentleya Flying Spur będzie można składać od jesieni tego roku. Pierwsze sztuki trafią do klientów w 2020 roku. Teraz, Bentleyowi pozostaje już tylko odnowić oferowane od 2010 roku Mulsanne – jest ono nie tylko przestarzałe, ale i… za małe. Flying Spur depcze mu teraz po piętach wymiarami i poziomem luksusu.