Co się stało z chińskimi autami w Europie? Niszczeją, sprzedawane za bezcen

Kupujemy chińskie telefony czy chińskie laptopy. Państwo Środka nie może jednak rozgryźć Europy w kategorii samochodów. Pierwszą ekspansję próbowano przeprowadzić już 10 lat temu. Nie wyszło. Jakie są losy tych wynalazków po latach? Kupiła je garstka śmiałków, a dziś najodważniejsi wystawiają je w Polsce na sprzedaż za bezcen, desperacko stosując różne chwyty i triki.

Gdy w lipcu 2005 roku polski tygodnik Motor zamieścił test chińskiego SUV-a Landwind, zdziwieniu nie było końca. Zastanawiano się co producent chce ugrać, sprzedając w Europie drogą, fatalnie zmontowaną, źle wykonaną i nikomu nieznaną podróbkę Opla Frontery. Samochód zebrał niskie noty też za mało zadowalające właściwości jezdne i awarie np. wycieraczek i prędkościomierza (!!!).

Szanse na podbicie serc europejskich klientów pogrzebały do tego testy ADAC, podczas których samochód rozbito przy prędkości 64 km/h. Lanwdind został zmasakrowany, nie dając potencjalnie szans na przeżycie żadnemu z pasażerów. Choć holenderski importer uważał test za przeprowadzony niesprawiedliwie, to o Landwindzie prędko słuch zaginął.

Chińscy producenci samochodów, wyrastający na początku XX wieku jak grzyby po deszczu, nie poddawali się. Zachęceni anegdotą, że kiedyś tak jak z Chińczyków śmiano się też w przypadku samochodów z Japonii i Korei Południowej, zalewali w kolejnych latach końca zeszłej dekady nasz rynek kolejnymi dziwacznymi wynalazkami.

W Niemczech swoich sił próbowała marka Brilliance, znana w Chinach z sojuszu z BMW. W Europie producent chciał zyskać serca klientów rodzinnymi sedanami przypominającymi z wyglądu coś pomiędzy Lancią a Kią. We Włoszech utworzono nawet nową markę DR Motor, która w ojczyźnie Pavarottiego rozpoczęła montaż samochodów Chery pod egzotycznym logo.

W niektórych krajach naszego kontynentu pojawiły się też produkty takich nic nie mówiących firm, jak Great Wall, ZXAuto czy Gonow. Niektóre z nich próbowano nawet sprzedawać oficjalnie w Polsce, otwierając punkt sprzedażowy w 2006 roku na ul. Grunwaldzkiej w Gdańsku. Bez powodzenia. O chińskich tworach samochodopodobnych zapomniano bardzo szybko.

Fakt, że chińskie firmy poniosły przed dekadą porażkę w próbie ekspansji na rynek Europy nie oznacza jednak, że żaden z przywiezionych tutaj samochodów został odesłany z powrotem do Azji. Nawet kilkanaście tysięcy z nich znalazło swoich właścicieli w różnych zakątkach kontynentu. Co ciekawe, ich cykl życiowy często niczym nie różni się od “zwykłych” samochodów!

Chińskie auta po przebiciu umownej bariery 150-200 tysięcy kilometrów przebiegu i kilku-kilkunastu latach użytkowania, trafiają często do sprzedaży w Polsce. Nie brakuje śmiałków, którzy przywożą te pojazdy nad Wisłę i próbują je sprzedać. Takie nazwy, jak “Brilliance BS4” czy “DR 3” nic nikomu nie mówią, więc śmiałkowie muszą stosować chwyty.

Samochody często reklamowane są jako “prawie jak Toyota/Mitsubishi”, “wzorowane na konstrukcjach japońskich”, “inna wersja” czy nawet w ogóle dodawane w kategorii z oryginałem, którego chińskie auto jest podróbką. Takie zabiegi to akt desperacji, który nie przynosi jednak często wymiernych korzyści.

W końcu świadomość na temat motoryzacji wśród polskich konsumentów jest na tyle duża, że kupno dziwnego, niszczejącego samochodu nieznanej marki nawet za atrakcyjną cenę nie wydaje się kuszące. I to pomimo tego, że “chiński” nie ma już tak negatywnych konotacji jak przed dekadą. Inaczej nie sprzedawano by w Polsce tyle sprzętu marek Xiaomi, Huawei, DJI czy Lenovo.

Przeglądając znany portal ogłoszeniowy, znaleźliśmy kilka ciekawych przykładów chińskich samochodów, które próbuje się sprzedać w naszym kraju. Niektóre z nich mają całkiem duże przebiegi, większość za to – gołym okiem wygląda na bardzo zużyte. Szczególny problem ze rdzą mają auta marki Brilliance, które ewidentnie nie radzą sobie z europejskim wilgotnym klimatem. Ceny? Śmiesznie niskie.

Przeglądając w kilka minut popularny portal ogłoszeniowy, trafiamy łącznie na kilkanaście ofert sprzedaży samochodów rodem z Chin. Spośród przedstawionych przykładów, naszym faworytem pozostaje wyrób marki Gonow, która dla portalu jest tak ważna, że doczekała się własnej kategorii na liście producentów dostępnych do wyszukania.

Biały SUV, nazwany niejako Gonow Atul, to ciekawy fenomen. Samochód przewija się w ogłoszeniach od co najmniej… kwietnia 2018 roku, kiedy to wspomniał o nim redaktor Autoblog.pl w ówczesnej kompilacji chińskich aut dostępnych na sprzedaż w Polsce.

Gonow Atul, wyglądający istotnie jak obraz nędzy i rozpaczy, spędza zatem sprzedającemu sen z powiek od co najmniej 14 miesięcy. Pomimo tego, dzielnie odnawia on ogłoszenie licząc, że wreszcie trafi na chętnego. Obawiamy się, że prędko to nie nastąpi – podobnie, jak moment, w którym chińskie samochody pojawią się licznie na europejskich ulicach.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Najmocniejszy Seat Tarraco FR to 241-konna hybryda

    Rok światowej premierze największego SUV-a Seata, hiszpańska marka zaprezentowała najszybszą i zarazem bardzo ekonomiczną odmianę. 241-konne Tarraco FR to, zgodnie z trendami,...
    29 sierpnia 2019

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Co się stało z chińskimi autami w Europie? Niszczeją, sprzedawane za bezcen
Co się stało z chińskimi autami w Europie? Niszczeją, sprzedawane za bezcen
Co się stało z chińskimi autami w Europie? Niszczeją, sprzedawane za bezcen

Kupujemy chińskie telefony czy chińskie laptopy. Państwo Środka nie może jednak rozgryźć Europy w kategorii samochodów. Pierwszą ekspansję próbowano przeprowadzić już 10 lat temu. Nie wyszło. Jakie są losy tych wynalazków po latach? Kupiła je garstka śmiałków, a dziś najodważniejsi wystawiają je w Polsce na sprzedaż za bezcen, desperacko stosując różne chwyty i triki.

Gdy w lipcu 2005 roku polski tygodnik Motor zamieścił test chińskiego SUV-a Landwind, zdziwieniu nie było końca. Zastanawiano się co producent chce ugrać, sprzedając w Europie drogą, fatalnie zmontowaną, źle wykonaną i nikomu nieznaną podróbkę Opla Frontery. Samochód zebrał niskie noty też za mało zadowalające właściwości jezdne i awarie np. wycieraczek i prędkościomierza (!!!).

Szanse na podbicie serc europejskich klientów pogrzebały do tego testy ADAC, podczas których samochód rozbito przy prędkości 64 km/h. Lanwdind został zmasakrowany, nie dając potencjalnie szans na przeżycie żadnemu z pasażerów. Choć holenderski importer uważał test za przeprowadzony niesprawiedliwie, to o Landwindzie prędko słuch zaginął.

Chińscy producenci samochodów, wyrastający na początku XX wieku jak grzyby po deszczu, nie poddawali się. Zachęceni anegdotą, że kiedyś tak jak z Chińczyków śmiano się też w przypadku samochodów z Japonii i Korei Południowej, zalewali w kolejnych latach końca zeszłej dekady nasz rynek kolejnymi dziwacznymi wynalazkami.

W Niemczech swoich sił próbowała marka Brilliance, znana w Chinach z sojuszu z BMW. W Europie producent chciał zyskać serca klientów rodzinnymi sedanami przypominającymi z wyglądu coś pomiędzy Lancią a Kią. We Włoszech utworzono nawet nową markę DR Motor, która w ojczyźnie Pavarottiego rozpoczęła montaż samochodów Chery pod egzotycznym logo.

W niektórych krajach naszego kontynentu pojawiły się też produkty takich nic nie mówiących firm, jak Great Wall, ZXAuto czy Gonow. Niektóre z nich próbowano nawet sprzedawać oficjalnie w Polsce, otwierając punkt sprzedażowy w 2006 roku na ul. Grunwaldzkiej w Gdańsku. Bez powodzenia. O chińskich tworach samochodopodobnych zapomniano bardzo szybko.

Fakt, że chińskie firmy poniosły przed dekadą porażkę w próbie ekspansji na rynek Europy nie oznacza jednak, że żaden z przywiezionych tutaj samochodów został odesłany z powrotem do Azji. Nawet kilkanaście tysięcy z nich znalazło swoich właścicieli w różnych zakątkach kontynentu. Co ciekawe, ich cykl życiowy często niczym nie różni się od “zwykłych” samochodów!

Chińskie auta po przebiciu umownej bariery 150-200 tysięcy kilometrów przebiegu i kilku-kilkunastu latach użytkowania, trafiają często do sprzedaży w Polsce. Nie brakuje śmiałków, którzy przywożą te pojazdy nad Wisłę i próbują je sprzedać. Takie nazwy, jak “Brilliance BS4” czy “DR 3” nic nikomu nie mówią, więc śmiałkowie muszą stosować chwyty.

Samochody często reklamowane są jako “prawie jak Toyota/Mitsubishi”, “wzorowane na konstrukcjach japońskich”, “inna wersja” czy nawet w ogóle dodawane w kategorii z oryginałem, którego chińskie auto jest podróbką. Takie zabiegi to akt desperacji, który nie przynosi jednak często wymiernych korzyści.

W końcu świadomość na temat motoryzacji wśród polskich konsumentów jest na tyle duża, że kupno dziwnego, niszczejącego samochodu nieznanej marki nawet za atrakcyjną cenę nie wydaje się kuszące. I to pomimo tego, że “chiński” nie ma już tak negatywnych konotacji jak przed dekadą. Inaczej nie sprzedawano by w Polsce tyle sprzętu marek Xiaomi, Huawei, DJI czy Lenovo.

Przeglądając znany portal ogłoszeniowy, znaleźliśmy kilka ciekawych przykładów chińskich samochodów, które próbuje się sprzedać w naszym kraju. Niektóre z nich mają całkiem duże przebiegi, większość za to – gołym okiem wygląda na bardzo zużyte. Szczególny problem ze rdzą mają auta marki Brilliance, które ewidentnie nie radzą sobie z europejskim wilgotnym klimatem. Ceny? Śmiesznie niskie.

Przeglądając w kilka minut popularny portal ogłoszeniowy, trafiamy łącznie na kilkanaście ofert sprzedaży samochodów rodem z Chin. Spośród przedstawionych przykładów, naszym faworytem pozostaje wyrób marki Gonow, która dla portalu jest tak ważna, że doczekała się własnej kategorii na liście producentów dostępnych do wyszukania.

Biały SUV, nazwany niejako Gonow Atul, to ciekawy fenomen. Samochód przewija się w ogłoszeniach od co najmniej… kwietnia 2018 roku, kiedy to wspomniał o nim redaktor Autoblog.pl w ówczesnej kompilacji chińskich aut dostępnych na sprzedaż w Polsce.

Gonow Atul, wyglądający istotnie jak obraz nędzy i rozpaczy, spędza zatem sprzedającemu sen z powiek od co najmniej 14 miesięcy. Pomimo tego, dzielnie odnawia on ogłoszenie licząc, że wreszcie trafi na chętnego. Obawiamy się, że prędko to nie nastąpi – podobnie, jak moment, w którym chińskie samochody pojawią się licznie na europejskich ulicach.