Największa fuzja dziejów? Co może znaczyć połączenie Fiata z Renault

Koncern Fiat-Chrysler prowadzi zaawansowane rozmowy z Renault w sprawie połączenia. Ta fuzja może przynieść spore zmiany zarówno dla powiązanych z tymi koncernami 17 (!) marek, jak i całego świata motoryzacyjnego. Czy jest szansa na to nieoczekiwane połączenie?

Na początku tygodnia internet szybko obiegła informacja na temat rzekomego połączenia koncernu Fiat-Chrysler z Renault-Nissan, jakie miało zostać ogłoszone w ciągu najbliższych dni. Z czasem okazało się, że na mówienie o połączeniu jest jeszcze za wcześnie, ale fakt – coś jest na rzeczy.

Przedstawiciele tego pierwszego motoimperium złożyli jak na razie ofertę fuzji i przedstawili korzyści, jakie miałaby ona oznaczać. Rozmowy trwają, co potwierdziły obie strony.

Skąd w ogóle taki pomysł? FCA popada w coraz większy marazm po latach bezdusznych rządów Sergio Marchionne. Zmarły w zeszłym roku menedżer co prawda poprawił sytuację finansową koncernu pod kątem suchych danych (zyskowności), ale całkowicie zaniedbał rozwój nowych samochodów.

Efekty są opłakane. Sprzedaż spada, gamy modelowe ciągle się starzeją, nowych modeli jak na lekarstwo, a co gorsza – FCA zostaje coraz bardziej w tyle w biegu o alternatywne źródła napędu. Obietnice wprowadzenia pierwszych hybryd i aut elektrycznych w 2020 roku to za mało.

To dlatego FCA stale szuka partnera do połączenia. Po fiasku rozmów z PSA na początku tego roku, włosko-amerykański gigant nie poddaje się. I wszystko wskazuje na to, że tym razem szanse na powodzenie są o wiele większe.

Połączenie z Renault-Nissan dałoby FCA dostęp do prężnie rozwijanej technologii samochodów na prąd. Ponadto, Fiat miałby łatwiej w Rosji czy Indiach, gdzie Włosi są słabi. Najlepsze na koniec – możliwość skorzystania z różnego rodzaju platform.

Pierwsza na myśl nasuwa się oczywiście kwestia szansy na powrót Fiata Punto. Włoskie małe auto mogłoby wrócić do łask dzięki technice Renault Clio. Z powodzeniem można by było również opracować crossovery na sprawdzonych płytach podłogowych Nissana, gdzie Fiat również kuleje. Jeep to za mało.

Co z tego miałby Renault-Nissan? Francuzi mogliby zaoszczędzić fundusze np. na następcy Twingo, tworząc bliźniaka spodziewanego w 2020 roku nowego Fiata Pandy. Koncern zyskałby też dostęp do potężnego rynku USA, gdzie FCA jest jednym z liderów.

Poza wspomnianymi przykładami, fuzja FCA z Renault-Nissan dałaby też awans w rankingu gigantów. Międzynarodowy gigakoncern stałby się trzecim, po Toyocie i VW, największym podmiotem motoryzacyjnym ze średnią roczną sprzedażą aut w kwocie ok. 15 milionów. To nie tylko prestiż, ale i lepsza pozycja negocjacyjna np. z dostawcami części.

Jakie wyzwania wiążą się opisywanym scenariuszem? Potencjalny konflikt na szczeblu kierowniczym. Fuzja oznaczałaby przetasowania na wielu stanowiskach, a nie pomaga fakt, że np. w Renault swoje udziały ma rząd Francji.

Oznaczałoby to potencjalne naciski na utrzymanie produkcji niektórych modeli nad Sekwaną w czasie, gdy Włosi w Fiacie mogą robić… podobnie. Już teraz FCA zapowiedziało, że nie chciałoby zamykać żadnej włoskiej fabryki. Biorąc pod uwagę rosnące straty, jakie one przynoszą, może być z tym problem.

Inna sprawa to chaos w szeregach marek, należących do takiego giganta. Koncern, nazwijmy go, FCRNM (Fiat-Chrysler-Renault-Nissan-Mitsubishi) zrzeszałby pod sobą, uwaga, siedemnaście marek z całego świata!

  • Alfa Romeo
  • Alpine
  • Chrysler
  • Dacia
  • Datsun
  • Dodge
  • Fiat
  • Łada
  • Lancia
  • Infiniti
  • Jeep
  • Maserati
  • Nissan
  • RAM
  • Renault
  • Samsung
  • Venucia

Oznaczałoby to przede wszystkim umocnienie się zjawiska pozornej konkurencji, gdzie wybierając między różnymi produktami wielu marek tak naprawdę klient wspiera ten sam potężny korporacyjny konglomerat. Ponadto, współpraca między tak wieloma zróżnicowanymi producentami mogłaby być trudna do skoordynowania.

Przykład General Motors i Forda pokazuje, że wielkie molochy zrzeszające zbyt wiele marek nie są trwałe i prowadzą do pokusy nadmiernych oszczędności.

Szefowie francusko-japońsko-włosko-amerykańskiego koncernu mogliby w końcu z czasem pomyśleć, że po co tworzyć tyle odrębnych modeli – lepiej zrobić jeden pod kilkoma znaczkami. Niektóre z marek mogłyby też z czasem zostać zlikwidowane, uznając, że po co tyle znaczków – lepiej mniej, ale bardziej zyskownych.

Jak potoczą się dalsze losy negocjacji Fiata z Renault? Czas pokaże. Jedno jednak jest pewne – to może być epokowe wydarzenie, które może skutecznie zmienić przyszłość motoryzacji.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Największa fuzja dziejów? Co może znaczyć połączenie Fiata z Renault
Największa fuzja dziejów? Co może znaczyć połączenie Fiata z Renault
Największa fuzja dziejów? Co może znaczyć połączenie Fiata z Renault

Koncern Fiat-Chrysler prowadzi zaawansowane rozmowy z Renault w sprawie połączenia. Ta fuzja może przynieść spore zmiany zarówno dla powiązanych z tymi koncernami 17 (!) marek, jak i całego świata motoryzacyjnego. Czy jest szansa na to nieoczekiwane połączenie?

Na początku tygodnia internet szybko obiegła informacja na temat rzekomego połączenia koncernu Fiat-Chrysler z Renault-Nissan, jakie miało zostać ogłoszone w ciągu najbliższych dni. Z czasem okazało się, że na mówienie o połączeniu jest jeszcze za wcześnie, ale fakt – coś jest na rzeczy.

Przedstawiciele tego pierwszego motoimperium złożyli jak na razie ofertę fuzji i przedstawili korzyści, jakie miałaby ona oznaczać. Rozmowy trwają, co potwierdziły obie strony.

Skąd w ogóle taki pomysł? FCA popada w coraz większy marazm po latach bezdusznych rządów Sergio Marchionne. Zmarły w zeszłym roku menedżer co prawda poprawił sytuację finansową koncernu pod kątem suchych danych (zyskowności), ale całkowicie zaniedbał rozwój nowych samochodów.

Efekty są opłakane. Sprzedaż spada, gamy modelowe ciągle się starzeją, nowych modeli jak na lekarstwo, a co gorsza – FCA zostaje coraz bardziej w tyle w biegu o alternatywne źródła napędu. Obietnice wprowadzenia pierwszych hybryd i aut elektrycznych w 2020 roku to za mało.

To dlatego FCA stale szuka partnera do połączenia. Po fiasku rozmów z PSA na początku tego roku, włosko-amerykański gigant nie poddaje się. I wszystko wskazuje na to, że tym razem szanse na powodzenie są o wiele większe.

Połączenie z Renault-Nissan dałoby FCA dostęp do prężnie rozwijanej technologii samochodów na prąd. Ponadto, Fiat miałby łatwiej w Rosji czy Indiach, gdzie Włosi są słabi. Najlepsze na koniec – możliwość skorzystania z różnego rodzaju platform.

Pierwsza na myśl nasuwa się oczywiście kwestia szansy na powrót Fiata Punto. Włoskie małe auto mogłoby wrócić do łask dzięki technice Renault Clio. Z powodzeniem można by było również opracować crossovery na sprawdzonych płytach podłogowych Nissana, gdzie Fiat również kuleje. Jeep to za mało.

Co z tego miałby Renault-Nissan? Francuzi mogliby zaoszczędzić fundusze np. na następcy Twingo, tworząc bliźniaka spodziewanego w 2020 roku nowego Fiata Pandy. Koncern zyskałby też dostęp do potężnego rynku USA, gdzie FCA jest jednym z liderów.

Poza wspomnianymi przykładami, fuzja FCA z Renault-Nissan dałaby też awans w rankingu gigantów. Międzynarodowy gigakoncern stałby się trzecim, po Toyocie i VW, największym podmiotem motoryzacyjnym ze średnią roczną sprzedażą aut w kwocie ok. 15 milionów. To nie tylko prestiż, ale i lepsza pozycja negocjacyjna np. z dostawcami części.

Jakie wyzwania wiążą się opisywanym scenariuszem? Potencjalny konflikt na szczeblu kierowniczym. Fuzja oznaczałaby przetasowania na wielu stanowiskach, a nie pomaga fakt, że np. w Renault swoje udziały ma rząd Francji.

Oznaczałoby to potencjalne naciski na utrzymanie produkcji niektórych modeli nad Sekwaną w czasie, gdy Włosi w Fiacie mogą robić… podobnie. Już teraz FCA zapowiedziało, że nie chciałoby zamykać żadnej włoskiej fabryki. Biorąc pod uwagę rosnące straty, jakie one przynoszą, może być z tym problem.

Inna sprawa to chaos w szeregach marek, należących do takiego giganta. Koncern, nazwijmy go, FCRNM (Fiat-Chrysler-Renault-Nissan-Mitsubishi) zrzeszałby pod sobą, uwaga, siedemnaście marek z całego świata!

  • Alfa Romeo
  • Alpine
  • Chrysler
  • Dacia
  • Datsun
  • Dodge
  • Fiat
  • Łada
  • Lancia
  • Infiniti
  • Jeep
  • Maserati
  • Nissan
  • RAM
  • Renault
  • Samsung
  • Venucia

Oznaczałoby to przede wszystkim umocnienie się zjawiska pozornej konkurencji, gdzie wybierając między różnymi produktami wielu marek tak naprawdę klient wspiera ten sam potężny korporacyjny konglomerat. Ponadto, współpraca między tak wieloma zróżnicowanymi producentami mogłaby być trudna do skoordynowania.

Przykład General Motors i Forda pokazuje, że wielkie molochy zrzeszające zbyt wiele marek nie są trwałe i prowadzą do pokusy nadmiernych oszczędności.

Szefowie francusko-japońsko-włosko-amerykańskiego koncernu mogliby w końcu z czasem pomyśleć, że po co tworzyć tyle odrębnych modeli – lepiej zrobić jeden pod kilkoma znaczkami. Niektóre z marek mogłyby też z czasem zostać zlikwidowane, uznając, że po co tyle znaczków – lepiej mniej, ale bardziej zyskownych.

Jak potoczą się dalsze losy negocjacji Fiata z Renault? Czas pokaże. Jedno jednak jest pewne – to może być epokowe wydarzenie, które może skutecznie zmienić przyszłość motoryzacji.