O tym jak jeździłem Renault Megane R.S. Trophy i Alpine A110 po Torze Modlin

No to tego. Wczoraj miałem okazję pojeździć po Torze Modlin dwoma autami z koncernu Renault. Pierwsze to Alpine A110 o mocy 252 KM, drugie zaś – zupełnie nowe Renault Megane R.S. Trophy o mocy 300 KM. Pierwszym miałem okazję już jeździć, drugim – jeszcze nie.

Mogłem więc pozwolić sobie na znacznie więcej, niż na drogach publicznych. Tym bardziej, że oba auta prowadziłem pod okiem instruktorów, którzy znają ów tor jak własną kieszeń.

Alpine A110

Najpierw siadłem za kierownicą Alpine A110, czyli autem do którego beznadziejnie się wsiada (ma tylko 1,25 m wysokości), ale niesamowicie przyjemnie się jeździ – nawet na co dzień. Na torze jest jeszcze lepiej.

Akurat tak się złożyło, że padał deszcz, cały tor był mokry, a ja mogłem sprawdzić gdzie kończą się możliwości samochodu i kiedy zaczyna wkraczać kontrola trakcji.

I wnioski są takie, że auto trzyma się zakrętów o wiele lepiej, niż zakładałem. Do tego nawet gdy coś szło nie tak, kontrola trakcji za każdym razem ratowała sytuację. Można ją oczywiście wyłączyć i pojeździć sobie bokami, jak ktoś tylko chce.

Alpine prowadzi się po prostu niesamowicie w odniesieniu do wszystkich samochodów, jakimi miałem okazję jeździć. Jest przewidywalne, a kierowca ma wrażenie jakby był przyklejony do asfaltu. Głównie ze względu na to, że siedzi tuż nad asfaltem.

Do tego silnik umieszczony został tuż za fotelem kierowcy, ale przed bagażnikiem. Znajduje się praktycznie nad tylną osią. Dzięki temu masa auta jest idealnie rozłożona pomiędzy obie osie, w przeciwieństwie do samochodów z silnikiem z przodu.

Ów silnik ma 1.8 litra pojemności, 4 cylindry, turbodoładowanie i 252 KM. Do tego dochodzi moment obrotowy 320 Nm, świetna 7 stopniowa skrzynia automatyczna DCT. No i napęd na tył.

Kolejną rzeczą, która sprawia że jazda Alpine jest tak przyjemna, to masa własna. Auto w podstawowej wersji waży zaledwie 1080 kg co czuć. A110 jest dzięki temu zwinne i lekkie.

Ale auto ma też swoje wady. Niby bagażnik jest z tyłu i z przodu, ale ich łączna pojemność nie jest nawet taka, ile mieści bagażnik w Volkswagenie Up. A to mocno ogranicza dalsze wyjazdy z większym bagażem. No i prześwit wynoszący 95 mm sprawia, że większość krawężników staje się za wysoka.

Tak czy inaczej jeżeli nie masz dzieci, można jeździć na co dzień. A jeżeli masz, to dokup sobie jakiegoś minivana.

Renault Megane R.S. Trophy

A jeżeli wolisz iść na kompromisy, to takim jest właśnie Renault Megane R.S. Trophy. Mocy jest więcej, bo 300 KM. Jest też większy bagażnik, a w kabinie bez problemu zmieszczą się 4 osoby, a na upartego i 5.

Auto jest jednak przednionapędowe, więc podczas opadów deszczu stanowczo przyjemniej jeździło mi się Alpine. W Megane po wciśnięciu gazu przednia oś radośnie podskakiwała tracąc przyczepność, podczas gdy Alpine sprawnie nabierało prędkości.

Większa moc nie oznacza też lepszych osiągów od Alpine. No bo raz, że napęd na oś przednią, dwa – większa masa o niemal 400 kg. 300 konne Trophy z automatem EDC waży 1498 kg.

W efekcie Renault Megane R.S. Trophy rozpędza się do 100 km/h w 5,7 sekundy, zaś 252 konne Alpine potrzebuje do tego 4,5 sekundy.

Natomiast jeżeli chodzi i właściwości jezdne, poza przyspieszaniem na mokrym, to też nie można mieć zastrzeżeń. Hamowałem przed zakrętami dużo później, niż podpowiadał mi zdrowy rozsądek, a auto robiło co trzeba, pomimo że asfalt był miejscami cały zalany wodą.

I zasadniczo tyle mogę napisać od siebie o Megane R.S. Trophy, bo warunki atmosferyczne zwyczajnie nie pozwoliły skorzystać z pełnego potencjału samochodu. Więcej na ten temat będę wiedział we wrześniu, kiedy auto trafi w moje ręce na cały tydzień.

Mogę za to napisać nieco więcej o danych technicznych. Zatem Megane R.S. Trophy również napędzany jest tym silnikiem co Alpine, czyli 1.8 turbo, tyle że o mocy 300 KM ze znacznie większym momentem obrotowym – 420 Nm.

Jest też system 4 kół skrętnych o nazwie 4Control. Standardowe jest też sportowe zawieszenie Cup, sztywniejsze niż w 280 konnym Megane R.S. Jest też samoblokujący mechanizm różnicowy Torsena oraz poprawione hamulce, jak i nowe felgi. Ogromne, 19-calowe. Na torze taki zestaw sprawdza się idealnie. Jak będzie na drogach publicznych – zobaczymy.

Rozsądek za Megane, ale dużo więcej zabawy daje Alpine

A jeżeli o ceny chodzi, to Renault Megane R.S. wychodzi dużo korzystniej, bo dostajemy więcej koni za dużo mniej pieniędzy. Natomiast w przypadku Alpine A110 dostajemy dużo więcej zabawy za dużo więcej pieniędzy.

W liczbach wygląda to tak, że Megane R.S. o mocy 280 KM z manualem kosztuje 124 900 zł. Wersja o mocy 300 KM, czyli R.S. Trophy z automatem EDC, kosztuje 149 900 zł.

Natomiast cennik Alpine A110 startuje od 234 000 zł za wersję Pure, po 256 000 zł za wersję Legende. Główna różnica to fotel z regulowanym kątem oparcia. Cięższy, ale dużo wygodniejszy.

Zaś na samym dole widzicie protoplastę auta z poniższego zdjęcia, czyli Alpine A110 produkowane w latach 1963-1974. Samochód był 33 cm krótszy od obecnej generacji, ale jego idea była identyczna. Lekki, z silnikiem z tyłu, z napędem na tylne koła. W aucie montowano różne silniki o mocach od 55 do 140 KM.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Renault Talisman TCe 225 EDC FAP – TEST

    Trochę się bałem tego testu, bo jakieś 3 lata temu jeździłem Talismanem z początku produkcji i auto okazało się przeciętniakiem. Piękne nadwozie...
    19 maja 2019

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

O tym jak jeździłem Renault Megane R.S. Trophy i Alpine A110 po Torze Modlin
O tym jak jeździłem Renault Megane R.S. Trophy i Alpine A110 po Torze Modlin
O tym jak jeździłem Renault Megane R.S. Trophy i Alpine A110 po Torze Modlin

No to tego. Wczoraj miałem okazję pojeździć po Torze Modlin dwoma autami z koncernu Renault. Pierwsze to Alpine A110 o mocy 252 KM, drugie zaś – zupełnie nowe Renault Megane R.S. Trophy o mocy 300 KM. Pierwszym miałem okazję już jeździć, drugim – jeszcze nie.

Mogłem więc pozwolić sobie na znacznie więcej, niż na drogach publicznych. Tym bardziej, że oba auta prowadziłem pod okiem instruktorów, którzy znają ów tor jak własną kieszeń.

Alpine A110

Najpierw siadłem za kierownicą Alpine A110, czyli autem do którego beznadziejnie się wsiada (ma tylko 1,25 m wysokości), ale niesamowicie przyjemnie się jeździ – nawet na co dzień. Na torze jest jeszcze lepiej.

Akurat tak się złożyło, że padał deszcz, cały tor był mokry, a ja mogłem sprawdzić gdzie kończą się możliwości samochodu i kiedy zaczyna wkraczać kontrola trakcji.

I wnioski są takie, że auto trzyma się zakrętów o wiele lepiej, niż zakładałem. Do tego nawet gdy coś szło nie tak, kontrola trakcji za każdym razem ratowała sytuację. Można ją oczywiście wyłączyć i pojeździć sobie bokami, jak ktoś tylko chce.

Alpine prowadzi się po prostu niesamowicie w odniesieniu do wszystkich samochodów, jakimi miałem okazję jeździć. Jest przewidywalne, a kierowca ma wrażenie jakby był przyklejony do asfaltu. Głównie ze względu na to, że siedzi tuż nad asfaltem.

Do tego silnik umieszczony został tuż za fotelem kierowcy, ale przed bagażnikiem. Znajduje się praktycznie nad tylną osią. Dzięki temu masa auta jest idealnie rozłożona pomiędzy obie osie, w przeciwieństwie do samochodów z silnikiem z przodu.

Ów silnik ma 1.8 litra pojemności, 4 cylindry, turbodoładowanie i 252 KM. Do tego dochodzi moment obrotowy 320 Nm, świetna 7 stopniowa skrzynia automatyczna DCT. No i napęd na tył.

Kolejną rzeczą, która sprawia że jazda Alpine jest tak przyjemna, to masa własna. Auto w podstawowej wersji waży zaledwie 1080 kg co czuć. A110 jest dzięki temu zwinne i lekkie.

Ale auto ma też swoje wady. Niby bagażnik jest z tyłu i z przodu, ale ich łączna pojemność nie jest nawet taka, ile mieści bagażnik w Volkswagenie Up. A to mocno ogranicza dalsze wyjazdy z większym bagażem. No i prześwit wynoszący 95 mm sprawia, że większość krawężników staje się za wysoka.

Tak czy inaczej jeżeli nie masz dzieci, można jeździć na co dzień. A jeżeli masz, to dokup sobie jakiegoś minivana.

Renault Megane R.S. Trophy

A jeżeli wolisz iść na kompromisy, to takim jest właśnie Renault Megane R.S. Trophy. Mocy jest więcej, bo 300 KM. Jest też większy bagażnik, a w kabinie bez problemu zmieszczą się 4 osoby, a na upartego i 5.

Auto jest jednak przednionapędowe, więc podczas opadów deszczu stanowczo przyjemniej jeździło mi się Alpine. W Megane po wciśnięciu gazu przednia oś radośnie podskakiwała tracąc przyczepność, podczas gdy Alpine sprawnie nabierało prędkości.

Większa moc nie oznacza też lepszych osiągów od Alpine. No bo raz, że napęd na oś przednią, dwa – większa masa o niemal 400 kg. 300 konne Trophy z automatem EDC waży 1498 kg.

W efekcie Renault Megane R.S. Trophy rozpędza się do 100 km/h w 5,7 sekundy, zaś 252 konne Alpine potrzebuje do tego 4,5 sekundy.

Natomiast jeżeli chodzi i właściwości jezdne, poza przyspieszaniem na mokrym, to też nie można mieć zastrzeżeń. Hamowałem przed zakrętami dużo później, niż podpowiadał mi zdrowy rozsądek, a auto robiło co trzeba, pomimo że asfalt był miejscami cały zalany wodą.

I zasadniczo tyle mogę napisać od siebie o Megane R.S. Trophy, bo warunki atmosferyczne zwyczajnie nie pozwoliły skorzystać z pełnego potencjału samochodu. Więcej na ten temat będę wiedział we wrześniu, kiedy auto trafi w moje ręce na cały tydzień.

Mogę za to napisać nieco więcej o danych technicznych. Zatem Megane R.S. Trophy również napędzany jest tym silnikiem co Alpine, czyli 1.8 turbo, tyle że o mocy 300 KM ze znacznie większym momentem obrotowym – 420 Nm.

Jest też system 4 kół skrętnych o nazwie 4Control. Standardowe jest też sportowe zawieszenie Cup, sztywniejsze niż w 280 konnym Megane R.S. Jest też samoblokujący mechanizm różnicowy Torsena oraz poprawione hamulce, jak i nowe felgi. Ogromne, 19-calowe. Na torze taki zestaw sprawdza się idealnie. Jak będzie na drogach publicznych – zobaczymy.

Rozsądek za Megane, ale dużo więcej zabawy daje Alpine

A jeżeli o ceny chodzi, to Renault Megane R.S. wychodzi dużo korzystniej, bo dostajemy więcej koni za dużo mniej pieniędzy. Natomiast w przypadku Alpine A110 dostajemy dużo więcej zabawy za dużo więcej pieniędzy.

W liczbach wygląda to tak, że Megane R.S. o mocy 280 KM z manualem kosztuje 124 900 zł. Wersja o mocy 300 KM, czyli R.S. Trophy z automatem EDC, kosztuje 149 900 zł.

Natomiast cennik Alpine A110 startuje od 234 000 zł za wersję Pure, po 256 000 zł za wersję Legende. Główna różnica to fotel z regulowanym kątem oparcia. Cięższy, ale dużo wygodniejszy.

Zaś na samym dole widzicie protoplastę auta z poniższego zdjęcia, czyli Alpine A110 produkowane w latach 1963-1974. Samochód był 33 cm krótszy od obecnej generacji, ale jego idea była identyczna. Lekki, z silnikiem z tyłu, z napędem na tylne koła. W aucie montowano różne silniki o mocach od 55 do 140 KM.