Nissan NV250, czyli nowy-stary bliźniak Renault Kangoo z … 2008 roku

Niecodzienną “nowość” w klasie kompaktowych aut dostawczych przedstawił Nissan. Zamiast produkowanego od 10 lat NV200, od tego roku klienci będą mogli kupić “nowy model” NV250. Skąd ten cudzysłów? Ten “nowy” Nissan to bliźniacza wersja produkowanego od… 11 lat Renault Kangoo. Stare auto zastępuje zatem jeszcze starszy model oparty na technice lat ’00.

Tak zwany “badge engineering” to stary jak świat sposób na zaoszczędzenie funduszy przy wdrażaniu do sprzedaży nowych samochodów. Korzystają z niego najczęściej producenci zrzeszeni z innymi markami w jednym koncernie. Przy niewielkich nakładach, można przejąć model bratniej firmy, nakleić na niego własny znaczek i sprzedawać jak swój. Prawda, że genialne?

W takiej praktyce swego czasu mistrzem było General Motors. W zależności od rynku, amerykański koncern mógł sprzedawać jeden model samochodu pod kilkoma, a nawet kilkunastoma markami. To, co w Europie było Oplem, w Brazylii było Chevroletem, w Australii Holdenem, w USA Buickiem, a nawet Cadillakiem i Saturnem.

W zręcznym operowaniu znaczkami dobrze wprawiony jest też koncern Renault-Nissan, który podobnie jak GM lubi stale wymieniać się znaczkami między swoimi modelami jak leci. A to Nissan staje się Renault, a to Renault Nissanem. Tym razem, padło na tę drugą kombinację. Nie mamy tylko pojęcia, dlaczego zdecydowano się na to dopiero teraz.

11 lat po debiucie Renault Kangoo, które dziś jest już prawdziwym rynkowym dinozaurem, Nissan postanowił nakleić na kompaktowego kombivana swoje logo i poszerzyć nim swoją europejską ofertę. Oznacza to, że jako nowa reklamowana będzie konstrukcja z 2008 roku.

Żeby było zabawniej, Nissan NV250, bo tak się nazywa, zastępuje produkowany dotychczas od 2009 roku, model NV200. Nissan w miejsce starego auta wprowadza zatem… jeszcze starszą konstrukcję. I to bez większych zmian – ingerencja japońskiej marki skończyła się na zmianie znaczków.

Kokpit to zatem prawdziwa podróż w czasie, z połaciami szarego plastiku i gałką do zmiany biegów z Megane III włącznie. Lepiej, panel od klimatyzacji pochodzi jeszcze z produkowanego w latach 2005-2012 Clio III…

Nissan NV250 trafi do sprzedaży we wrześniu tego roku i dostępny będzie w dwóch odmianach długości nadwozia. Klienci będą mogli wybierać z wariantu dostawczego lub przeszklonego, z drugim rzędem siedzeń. Pod maskę trafi m.in. 1,5-litrowy czterocylindrowy diesel o mocy 80, 95 lub 115 KM.

Zastanawia nas, czemu Nissan nie poczekał do 2020 roku. Już za rok swój debiut świętować będzie kolejna generacja Renault Kangoo, czyli auta, na którym “nowość” Nissana została oparta. Niezbadane są wyroki badge engineeringu.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Renault Talisman TCe 225 EDC FAP – TEST

    Trochę się bałem tego testu, bo jakieś 3 lata temu jeździłem Talismanem z początku produkcji i auto okazało się przeciętniakiem. Piękne nadwozie...
    19 maja 2019

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Nissan NV250, czyli nowy-stary bliźniak Renault Kangoo z … 2008 roku
Nissan NV250, czyli nowy-stary bliźniak Renault Kangoo z … 2008 roku
Nissan NV250, czyli nowy-stary bliźniak Renault Kangoo z … 2008 roku

Niecodzienną “nowość” w klasie kompaktowych aut dostawczych przedstawił Nissan. Zamiast produkowanego od 10 lat NV200, od tego roku klienci będą mogli kupić “nowy model” NV250. Skąd ten cudzysłów? Ten “nowy” Nissan to bliźniacza wersja produkowanego od… 11 lat Renault Kangoo. Stare auto zastępuje zatem jeszcze starszy model oparty na technice lat ’00.

Tak zwany “badge engineering” to stary jak świat sposób na zaoszczędzenie funduszy przy wdrażaniu do sprzedaży nowych samochodów. Korzystają z niego najczęściej producenci zrzeszeni z innymi markami w jednym koncernie. Przy niewielkich nakładach, można przejąć model bratniej firmy, nakleić na niego własny znaczek i sprzedawać jak swój. Prawda, że genialne?

W takiej praktyce swego czasu mistrzem było General Motors. W zależności od rynku, amerykański koncern mógł sprzedawać jeden model samochodu pod kilkoma, a nawet kilkunastoma markami. To, co w Europie było Oplem, w Brazylii było Chevroletem, w Australii Holdenem, w USA Buickiem, a nawet Cadillakiem i Saturnem.

W zręcznym operowaniu znaczkami dobrze wprawiony jest też koncern Renault-Nissan, który podobnie jak GM lubi stale wymieniać się znaczkami między swoimi modelami jak leci. A to Nissan staje się Renault, a to Renault Nissanem. Tym razem, padło na tę drugą kombinację. Nie mamy tylko pojęcia, dlaczego zdecydowano się na to dopiero teraz.

11 lat po debiucie Renault Kangoo, które dziś jest już prawdziwym rynkowym dinozaurem, Nissan postanowił nakleić na kompaktowego kombivana swoje logo i poszerzyć nim swoją europejską ofertę. Oznacza to, że jako nowa reklamowana będzie konstrukcja z 2008 roku.

Żeby było zabawniej, Nissan NV250, bo tak się nazywa, zastępuje produkowany dotychczas od 2009 roku, model NV200. Nissan w miejsce starego auta wprowadza zatem… jeszcze starszą konstrukcję. I to bez większych zmian – ingerencja japońskiej marki skończyła się na zmianie znaczków.

Kokpit to zatem prawdziwa podróż w czasie, z połaciami szarego plastiku i gałką do zmiany biegów z Megane III włącznie. Lepiej, panel od klimatyzacji pochodzi jeszcze z produkowanego w latach 2005-2012 Clio III…

Nissan NV250 trafi do sprzedaży we wrześniu tego roku i dostępny będzie w dwóch odmianach długości nadwozia. Klienci będą mogli wybierać z wariantu dostawczego lub przeszklonego, z drugim rzędem siedzeń. Pod maskę trafi m.in. 1,5-litrowy czterocylindrowy diesel o mocy 80, 95 lub 115 KM.

Zastanawia nas, czemu Nissan nie poczekał do 2020 roku. Już za rok swój debiut świętować będzie kolejna generacja Renault Kangoo, czyli auta, na którym “nowość” Nissana została oparta. Niezbadane są wyroki badge engineeringu.