Jedne tablice dla auta? Skończmy też z oznaczeniami powiatu i województwa!

Plan wprowadzenia jednej tablicy rejestracyjnej na całe “życie” pojazdu powinien być jedynie wstępem do dużej reformy wokół tablic rejestracyjnych. Skoro pojazd może mieć jedne numery niezależnie od miejsca rejestracji, to po co komu oznacznik województwa i powiatu? Wzorem wielu państw Europy, pora z tym skończyć! Szczególnie w tak dziwnym wydaniu, jak polskie.

Wraca temat zniesienia obowiązku przerejestrowania pojazdu po zakupie przez kierowcę zameldowanego w innym powiecie. Projekt zmiany przepisów, której sztandarowym elementem jest tzw. jedna tablica rejestracyjna na całe życie pojazdu, trafił na listę prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

Zakłada on, że samochód będzie mógł zachować dotychczasowe numery rejestracyjne przy okazji zmiany właściciela, jeżeli wyrazi on taką wolę. W przypadku zakupu samochodu sprowadzonego, możliwa będzie rejestracja w lokalnym Starostwie. Ponadto, pojawi się możliwość rejestracji samochodu zgodnie z tymczasowym miejscem zamieszkania (do 6 miesięcy), a inną nowością będzie likwidacja karty pojazdu.

Po co komu oznaczenia powiatu i województwa?

Opisywany projekt zmian ma pozwolić kierowcom zaoszczędzić nieco gotówki, odciążając także z obowiązków krajowe starostwa. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że na m.in. braku obowiązku przerejestrowywania samochodu, nowelizacja przepisów nie powinna się wcale skończyć. Przeciwnie. To dobra okazja do wezwania do głębszej reformy przepisów związanych z rejestrowaniem pojazdów.

Jeżeli omawiane przepisy wejdą w życie, to na polskie drogi wyjadą tysiące, a potem jeszcze większe ilości samochodów z oznaczeniami województw i powiatów, które nie mają już nic wspólnego z tym, gdzie mieszka lub posiada meldunek dany kierowca. Takie rozwiązanie zupełnie straci sens, choć dotychczas – też trudno było go dostrzec.

Po co nam tak naprawdę oznaczenie z jakiego regionu Polski pochodzi dany pojazd? Jakie ma to znaczenie w codziennym ruchu? Czy niespełna po 20 latach od reformy wzorów polskich tablic rejestracyjnych, to, czy auto ma na numerach PO, GWE, DDZ, LBI czy NBA nie jest zbędnym komplikowaniem, z którego pożytek mają tylko miłośnicy szufladkowania?

Jeden powód do stygmatyzowania mniej – zawsze coś

Nie oszukujmy się. Oznaczenie powiatu i województwa na tablicach służy dziś głównie do tworzenia etykietek i szufladkowania, aby poprawić samopoczucie niedowartościowanym kierowcom. Jedzie jak idiota – o, numery z Wejherowa, wszystko jasne! A ten, proszę bardzo, Kraków – no tak! A ten jak wymusił, SKL, no tak, przyjechał do miasta! Krzywo parkuje? NEBraska, jak zwykle.

Jak “idiota” i “wieśniak” zawsze jeździ rzecz jasna kierowca z ościennego powiatu. Gdy mieszkamy w dużej aglomeracji – obiektem kpin jest małe miasto powiatowe z trzyliterowym wyróżnikiem. Gdy mieszkamy na terenie powiatu z trzyliterowym oznaczeniem – obrywa się albo rodakom z “jeszcze bardziej peryferyjnego” powiatu lub “wielkim panom z miasta”.

Ktoś powie, że ludzie ze skłonnościami do upraszczania obrazu świata i leczenia kompleksów zawsze znajdą obiekt do kpin, który w ich mniemaniu jest gorszy. Im mniej jednak punktów zaczepienia do takich zachowań, tym lepiej. A te niekiedy wykraczają poza sferę słownych złośliwości. Pełno jest przypadków, gdy lokalni mieszkańcy rysują lakier lub przebijają opony w autach z obcego powiatu, dorabiając do tego teorię o “zajmowaniu miejsc” przez “słoiki”. Mało? Z oznaczeniami powiatów i województw jest jeszcze jeden problem.

DW jak Wrocław, SH jak… Horzów?

System oznaczenia powiatów i województw daną literą, od początku wprowadzenia 1 maja 2000 roku był skazany na niepowodzenie. Mnogość województw na taką samą literę, jeszcze większe grono miast z tym samym problemem spowodował, że w ramach upartego przydzielania danym powiatom oznaczeń powstały dziwne, nielogiczne potworki.

Weźmy na przykład Wałbrzych. W Dolnośląskim [D] jest już powiat grodzki na “W” – Wrocław [DW]. Trzeba było zatem znaleźć inną kombinację. Co wymyślono? [DB]. Jeszcze lepiej wygląda sprawa na Górnym Śląsku. Dla powiatu grodzkiego Częstochowy zarezerwowano [SC], więc Chorzów musiał otrzymać co innego. Co wymyślono? [SH], sugerujące, jakby założono, że nazwę tego miasta pisze się z błędem ortograficznym.

Ani to ładne, ani logiczne

Creme de la creme to Ruda Śląska. Dla tego miasta dopasowano [SL]. Nie lepiej mają się sprawy z zasadą, że powiat grodzki ma dwie litery, a ziemski – trzy. W niektórych przypadkach nikomu nie chciało się już kombinować ze znalezieniem jak poprzednich przypadkach “zastępczej” litery, więc zastosowano dziwne wyjątki dla kilku miast.

Powiat grodzki Sopot ma GSP (bo [GS] ma już Słupsk), a taki Garwolin (siedziba powiatu ziemskiego), to już [WG]. Dlaczego? Bo [WGR] ma Grójec. Okej, tylko po co robić raz tak, raz tak? I kto rozszyfruje tego typu dziwne kombinacje, nie mając większej wiedzy na temat tablic rejestracyjnych?

Pół biedy, gdyby panował w Polsce model irlandzki. Tam, nad literami i cyframi wielką drukowaną czcionką jest napisana po irlandzku pełna nazwa miasta rejestracji pojazdu (nie zameldowania kierowcy). Irlandczyk czyta “Corcaigh”, okej, chodzi o Cork. Ale po polsku? Nie dość, że polskie rejestracje mają fatalny projekt graficzny, to jeszcze są chaotyczne i nielogiczne. Skąd ktoś ma wiedzieć, że kierowca np. na numerach [KTT] przyjechał z Zakopanego? I po co komu taka wiedza?

Da się żyć bez wiedzy, gdzie mieszka kierowca innego auta

Nie będzie uczciwe stwierdzenie, że z naszymi rozwiązaniami jesteśmy odmieńcami w skali Europy. Podobne do polskich oznaczenia lokalizacyjne mają bowiem Słowacy, Niemcy, Austriacy, wspomniani Irlandczycy czy Rosjanie.

Jednak zamiast pocieszać się, że nie jedyni stosujemy bezsensowne oznaczenia, lepiej będzie pokazać, że istnieje wiele państw, gdzie ludzie jakoś żyją bez oznaczenia jednostki terytorialnej na tablicy rejestracyjnej. Dlaczego? Bo jest ona całkowicie zbędna.

Kombinacje wybranych liter i cyfr bez określania regionu rejestracji pojazdu stosują np. Brytyjczycy, Holendrzy, Węgrzy, Szwedzi czy Hiszpanie. Tablica tam ma spełniać swój cel – identyfikację pojazdu na podstawie unikalnej kombinacji wybranych znaków. I tyle. Po co więcej?

Kto wie, być może w przyszłości wzór polskich tablic rejestracyjnych zostanie zreformowany. Skoro dążymy do ułatwienia i uniknięcia zbędnych udziwnień, to na całego.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Jedne tablice dla auta? Skończmy też z oznaczeniami powiatu i województwa!
Jedne tablice dla auta? Skończmy też z oznaczeniami powiatu i województwa!
Jedne tablice dla auta? Skończmy też z oznaczeniami powiatu i województwa!

Plan wprowadzenia jednej tablicy rejestracyjnej na całe “życie” pojazdu powinien być jedynie wstępem do dużej reformy wokół tablic rejestracyjnych. Skoro pojazd może mieć jedne numery niezależnie od miejsca rejestracji, to po co komu oznacznik województwa i powiatu? Wzorem wielu państw Europy, pora z tym skończyć! Szczególnie w tak dziwnym wydaniu, jak polskie.

Wraca temat zniesienia obowiązku przerejestrowania pojazdu po zakupie przez kierowcę zameldowanego w innym powiecie. Projekt zmiany przepisów, której sztandarowym elementem jest tzw. jedna tablica rejestracyjna na całe życie pojazdu, trafił na listę prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

Zakłada on, że samochód będzie mógł zachować dotychczasowe numery rejestracyjne przy okazji zmiany właściciela, jeżeli wyrazi on taką wolę. W przypadku zakupu samochodu sprowadzonego, możliwa będzie rejestracja w lokalnym Starostwie. Ponadto, pojawi się możliwość rejestracji samochodu zgodnie z tymczasowym miejscem zamieszkania (do 6 miesięcy), a inną nowością będzie likwidacja karty pojazdu.

Po co komu oznaczenia powiatu i województwa?

Opisywany projekt zmian ma pozwolić kierowcom zaoszczędzić nieco gotówki, odciążając także z obowiązków krajowe starostwa. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że na m.in. braku obowiązku przerejestrowywania samochodu, nowelizacja przepisów nie powinna się wcale skończyć. Przeciwnie. To dobra okazja do wezwania do głębszej reformy przepisów związanych z rejestrowaniem pojazdów.

Jeżeli omawiane przepisy wejdą w życie, to na polskie drogi wyjadą tysiące, a potem jeszcze większe ilości samochodów z oznaczeniami województw i powiatów, które nie mają już nic wspólnego z tym, gdzie mieszka lub posiada meldunek dany kierowca. Takie rozwiązanie zupełnie straci sens, choć dotychczas – też trudno było go dostrzec.

Po co nam tak naprawdę oznaczenie z jakiego regionu Polski pochodzi dany pojazd? Jakie ma to znaczenie w codziennym ruchu? Czy niespełna po 20 latach od reformy wzorów polskich tablic rejestracyjnych, to, czy auto ma na numerach PO, GWE, DDZ, LBI czy NBA nie jest zbędnym komplikowaniem, z którego pożytek mają tylko miłośnicy szufladkowania?

Jeden powód do stygmatyzowania mniej – zawsze coś

Nie oszukujmy się. Oznaczenie powiatu i województwa na tablicach służy dziś głównie do tworzenia etykietek i szufladkowania, aby poprawić samopoczucie niedowartościowanym kierowcom. Jedzie jak idiota – o, numery z Wejherowa, wszystko jasne! A ten, proszę bardzo, Kraków – no tak! A ten jak wymusił, SKL, no tak, przyjechał do miasta! Krzywo parkuje? NEBraska, jak zwykle.

Jak “idiota” i “wieśniak” zawsze jeździ rzecz jasna kierowca z ościennego powiatu. Gdy mieszkamy w dużej aglomeracji – obiektem kpin jest małe miasto powiatowe z trzyliterowym wyróżnikiem. Gdy mieszkamy na terenie powiatu z trzyliterowym oznaczeniem – obrywa się albo rodakom z “jeszcze bardziej peryferyjnego” powiatu lub “wielkim panom z miasta”.

Ktoś powie, że ludzie ze skłonnościami do upraszczania obrazu świata i leczenia kompleksów zawsze znajdą obiekt do kpin, który w ich mniemaniu jest gorszy. Im mniej jednak punktów zaczepienia do takich zachowań, tym lepiej. A te niekiedy wykraczają poza sferę słownych złośliwości. Pełno jest przypadków, gdy lokalni mieszkańcy rysują lakier lub przebijają opony w autach z obcego powiatu, dorabiając do tego teorię o “zajmowaniu miejsc” przez “słoiki”. Mało? Z oznaczeniami powiatów i województw jest jeszcze jeden problem.

DW jak Wrocław, SH jak… Horzów?

System oznaczenia powiatów i województw daną literą, od początku wprowadzenia 1 maja 2000 roku był skazany na niepowodzenie. Mnogość województw na taką samą literę, jeszcze większe grono miast z tym samym problemem spowodował, że w ramach upartego przydzielania danym powiatom oznaczeń powstały dziwne, nielogiczne potworki.

Weźmy na przykład Wałbrzych. W Dolnośląskim [D] jest już powiat grodzki na “W” – Wrocław [DW]. Trzeba było zatem znaleźć inną kombinację. Co wymyślono? [DB]. Jeszcze lepiej wygląda sprawa na Górnym Śląsku. Dla powiatu grodzkiego Częstochowy zarezerwowano [SC], więc Chorzów musiał otrzymać co innego. Co wymyślono? [SH], sugerujące, jakby założono, że nazwę tego miasta pisze się z błędem ortograficznym.

Ani to ładne, ani logiczne

Creme de la creme to Ruda Śląska. Dla tego miasta dopasowano [SL]. Nie lepiej mają się sprawy z zasadą, że powiat grodzki ma dwie litery, a ziemski – trzy. W niektórych przypadkach nikomu nie chciało się już kombinować ze znalezieniem jak poprzednich przypadkach “zastępczej” litery, więc zastosowano dziwne wyjątki dla kilku miast.

Powiat grodzki Sopot ma GSP (bo [GS] ma już Słupsk), a taki Garwolin (siedziba powiatu ziemskiego), to już [WG]. Dlaczego? Bo [WGR] ma Grójec. Okej, tylko po co robić raz tak, raz tak? I kto rozszyfruje tego typu dziwne kombinacje, nie mając większej wiedzy na temat tablic rejestracyjnych?

Pół biedy, gdyby panował w Polsce model irlandzki. Tam, nad literami i cyframi wielką drukowaną czcionką jest napisana po irlandzku pełna nazwa miasta rejestracji pojazdu (nie zameldowania kierowcy). Irlandczyk czyta “Corcaigh”, okej, chodzi o Cork. Ale po polsku? Nie dość, że polskie rejestracje mają fatalny projekt graficzny, to jeszcze są chaotyczne i nielogiczne. Skąd ktoś ma wiedzieć, że kierowca np. na numerach [KTT] przyjechał z Zakopanego? I po co komu taka wiedza?

Da się żyć bez wiedzy, gdzie mieszka kierowca innego auta

Nie będzie uczciwe stwierdzenie, że z naszymi rozwiązaniami jesteśmy odmieńcami w skali Europy. Podobne do polskich oznaczenia lokalizacyjne mają bowiem Słowacy, Niemcy, Austriacy, wspomniani Irlandczycy czy Rosjanie.

Jednak zamiast pocieszać się, że nie jedyni stosujemy bezsensowne oznaczenia, lepiej będzie pokazać, że istnieje wiele państw, gdzie ludzie jakoś żyją bez oznaczenia jednostki terytorialnej na tablicy rejestracyjnej. Dlaczego? Bo jest ona całkowicie zbędna.

Kombinacje wybranych liter i cyfr bez określania regionu rejestracji pojazdu stosują np. Brytyjczycy, Holendrzy, Węgrzy, Szwedzi czy Hiszpanie. Tablica tam ma spełniać swój cel – identyfikację pojazdu na podstawie unikalnej kombinacji wybranych znaków. I tyle. Po co więcej?

Kto wie, być może w przyszłości wzór polskich tablic rejestracyjnych zostanie zreformowany. Skoro dążymy do ułatwienia i uniknięcia zbędnych udziwnień, to na całego.