Citroën Berlingo M, Shine, 1.5D 131 KM – pierwszy znany mi kombivan, którym nie jeździ się jak taczką – TEST

Jeżeli szukasz komfortowego auta rodzinnego i masz wywalone na sylwetkę nadwozia, no bo jest jaka jest, powinieneś wybrać Berlingo. Albo Opla Combo Life. Albo Peugeota Riftera. Bo to to samo.

Gdybym wkleił tutaj recenzję Opla Combo Life, którym jeździłem kilka tygodni temu i zmienił nazwę modelu w artykule, to prawie wszystko by się zgadzało.

Nowy Citroën Berlingo jest bowiem jednym z trojaczków, do których należy też Peugeot Rifter. To jedna i ta sama konstrukcja w różnych stylizacjach zewnętrznych. Bo w środku jest prawie tak samo. Opel jest bardziej smętny, Citroen bardziej kolorowy, a Peugeotem jeszcze nie jeździłem.

Poza wyglądem zewnętrznym różnice między autami sprowadzają się do braku podgrzewanej kierownicy w Citroënie. Nie ma jej nawet w opcji. Nie miałem też podgrzewanych foteli, ale akurat one są w za dodatkowe 900 zł. Poza tym jest identycznie.

Dużo miejsca w środku przy niewielkiej długości

I moje zdanie po teście Citroëna Berlingo znacząco się nie zmienia, jeżeli chodzi o sens tych trzech modeli. Jeżeli szukasz komfortowego auta rodzinnego i masz wywalone na sylwetkę nadwozia, no bo jest jaka jest, powinieneś wybrać Berlingo, albo Combo, albo Riftera – zależy, który Ci się bardziej podoba wizualnie. Ewentualnie w zależności od tego, który jest tańszy.

Dzięki takiej sylwetce auto ma mnóstwo przestrzeni i praktycznych schowków, a przy tym ogromny bagażnik (597 l) – i to nawet nie w wersji XL, bo ta ze zdjęć to wersja M – krótsza. Tutaj żadne pojemne kombi nie ma nawet podejścia z przestrzenią i jej ustawnością.

Przy tym Berlingo jest bardzo rozsądnej długości, co przekłada się na łatwiejsze parkowanie. Wersja M ma 4,4 m, zaś wersja XL – 4,75 m.

Komfort podróży jest znakomity

Pracy zawieszenia nie da się nie lubić. Nierówności giną pod kołami bardzo gładko. A jednocześnie jest ono skonstruowane tak, że auto nie kołysze się w nieprzyjemny sposób przy większych prędkościach i podczas wiatru, przy wyjeżdżaniu zza ekranów akustycznych.

Do ok. 150 km/h w kabinie jest naprawdę cicho. Potem odzywają się relingi dachowe, ale mimo wszystko da się swobodnie rozmawiać. To duży plus, bo zazwyczaj kombivany przy wyższych prędkościach są dosyć głośne. Tutaj jest jak w dobrej klasy osobówce.

No to może wyposażenie jest słabe?

No też nie. Mamy 8 calowy ekran nawigacji, z przyzwoitą kamerą cofania. Jest nawigacja, dosyć wygodne multimedia i obsługa Android Auto i Apple CarPlay, co przede wszystkim daje możliwość korzystania z Map Google. Więcej od multimediów nie wymagam.

Klimatyzacja, wiadomo – dwustrefowa. Tempomat był wprawdzie taki zwykły, ale za dopłatą można mieć tempomat adaptacyjny. Audio gra bardzo przyzwoicie, jest też gniazdo USB (szkoda, że tylko jedno), ale sytuację poprawia możliwość zamówienia w opcji ładowarki indukcyjnej Qi oraz gniazda 230 V. System bezkluczykowy – oczywiście nie w standardzie – ale jest. Miałem nawet wyświetlacz HUD, czyli taki przezierny – przed przednią szyba.

Do przyjemnych rzeczy zaliczyć należy też dach panoramiczny. Poza tym mamy elektryczne szyby, komputer między licznikami, czy kierownicę multimedialną.

W kategorii bezpieczeństwa też jest dobrze

Poza opcjonalnym aktywnym tempomatem auto ma w standardzie system utrzymujący je na pasie ruchu – jeżeli linie są widoczne. Działa całkiem nieźle i z pewnością może uratować tyłek, kiedy zaśniemy lub zasłabnięcie za kierownicą.

Kamery z przodu nie ma, bo jest tylko z tyłu. Z przodu mamy za to czujniki parkowania, które i tak mocno ułatwiają jazdę po parkingach. W przypadku szybszych prędkości reagować będzie system Active Safety Brake, który może nie daje gwarancji na uchronienie nas przed kolizją, znacznie zwiększa na to szanse, że w nic nie przydzwonimy.

Auto bowiem potrafi nie tylko piszczeć, ale i samodzielnie się zatrzymać, gdy komputer dojdzie do wniosku, że kierowca się już do tego nie zbierze.

Silnik BlueHDi 130

Jak nazwa wskazuje – ma 131 KM i trochę na niego ponarzekałem przy okazji testu Opla Combo LIfe, że nie czuć tej mocy. Ale teraz dochodzę do wniosku że nie jest tak źle, jak mi się zdawało.

Auto potrafi przyspieszać dynamicznie, jak na te 131 KM przystało. Ma po prostu trochę ściętą reakcję na wciskanie gazu w pierwszym ułamku sekundy. Potem idzie już jak trzeba. Ponadto prawie go nie słychać. Jeden z moich pasażerów był przekonany, że to benzyna. A to sprawia wrażenie, że coś jest nie tak. Tymczasem wskazówka licznika wyraźnie pokazuje, że auto przyspiesza całkiem nieźle.

Bo moment obrotowy jest nielichy i wynosi 300 Nm od 1750 obr./min. Na papierze przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 12 sekund, czyli wieczność. W praktyce do wyprzedzania w trasie mocy nie brakuje, nawet z kompletem pasażerów. Trzeba tylko mieć na uwadze, że prędkość maksymalna to tak 170-180 km/h.

Jedyne co bym zmienił, to wywalił 6 stopniowy manual, bo nie lubię manuali. Berlingo występuje też z 8 stopniowym automatem, który obowiązkowo bym dorzucił do swojej konfiguracji tego Citroena. Dzięki temu jazda takim autem po mieście jest znacznie przyjemniejsza.

Wady

Nie ma świateł LED w relfektorach mijania/drogowe. Robią one tylko za światła dzienne. Nie ma nawet ksenonów. Jesteśmy skazani na zwykłe halogeny. Na szczęście nie ma tu żadnych soczewek, więc świecą one całkiem nieźle. Ale mimo wszystko LED-y świeciłyby jaśniej.

Zawieszenie sporadycznie nieprzyjemnie stukało. Ale podejrzewam, że wynikało to z faktu, że ktoś dał temu Berlingo mocno w palnik, bo w Combo Life, z takim samym przecież zawieszeniem, czegoś podobnego nie zaobserwowałem.

Poza paliwem do zbiornika lać trzeba AdBlue. Mieści on 17 litrów. Ale to już standard w nowych dieslach. Takie czasy.

Ceny i podsumowanie

Berlingo to znakomity samochód, podobnie jak Combo Life. Głównie ze względu na fakt, że bagażnik auta z powodzeniem mieści mojego 30 kilogramowego psa i jeszcze 3 osoby na tylnej kanapie, a do tego jeździ się nim jak zwykłą osobówką.

Niby Octavia zrobi to samo, ale przestrzeń bagażnika jest mniej ustawna, przez co mojemu psu nie mieszczą się uszy na wysokość. Serio, myśląc o aucie rodzinnym, warto chociaż wybrać się na jazdę próbną takim ustrojstwem jak Berlingo.

A czy Berlingo czy Combo Life – trzeba patrzeć na wygląd i ceny. Berlingo startuje od 61 900 zł za podstawę. Opel natomiast kosztuje mniej, jeżeli załapiemy się na wyprzedaż rocznika 2018 – to 58 800 zł. Potem cena ma wrócić do 68 800 zł.

Moja wymarzona wersja Berlingo z dieslem 131 KM i automatem kosztuje już 91 300 zł. Natomiast Opla można mieć aktualnie za 78 250 zł lub 91 700 zł. Wszystko zależy, czy trafimy jeszcze coś z wyprzedaży rocznika 2018.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Citroën Berlingo M, Shine, 1.5D 131 KM – pierwszy znany mi kombivan, którym nie jeździ się jak taczką – TEST
Citroën Berlingo M, Shine, 1.5D 131 KM – pierwszy znany mi kombivan, którym nie jeździ się jak taczką – TEST
Citroën Berlingo M, Shine, 1.5D 131 KM – pierwszy znany mi kombivan, którym nie jeździ się jak taczką – TEST

Jeżeli szukasz komfortowego auta rodzinnego i masz wywalone na sylwetkę nadwozia, no bo jest jaka jest, powinieneś wybrać Berlingo. Albo Opla Combo Life. Albo Peugeota Riftera. Bo to to samo.

Gdybym wkleił tutaj recenzję Opla Combo Life, którym jeździłem kilka tygodni temu i zmienił nazwę modelu w artykule, to prawie wszystko by się zgadzało.

Nowy Citroën Berlingo jest bowiem jednym z trojaczków, do których należy też Peugeot Rifter. To jedna i ta sama konstrukcja w różnych stylizacjach zewnętrznych. Bo w środku jest prawie tak samo. Opel jest bardziej smętny, Citroen bardziej kolorowy, a Peugeotem jeszcze nie jeździłem.

Poza wyglądem zewnętrznym różnice między autami sprowadzają się do braku podgrzewanej kierownicy w Citroënie. Nie ma jej nawet w opcji. Nie miałem też podgrzewanych foteli, ale akurat one są w za dodatkowe 900 zł. Poza tym jest identycznie.

Dużo miejsca w środku przy niewielkiej długości

I moje zdanie po teście Citroëna Berlingo znacząco się nie zmienia, jeżeli chodzi o sens tych trzech modeli. Jeżeli szukasz komfortowego auta rodzinnego i masz wywalone na sylwetkę nadwozia, no bo jest jaka jest, powinieneś wybrać Berlingo, albo Combo, albo Riftera – zależy, który Ci się bardziej podoba wizualnie. Ewentualnie w zależności od tego, który jest tańszy.

Dzięki takiej sylwetce auto ma mnóstwo przestrzeni i praktycznych schowków, a przy tym ogromny bagażnik (597 l) – i to nawet nie w wersji XL, bo ta ze zdjęć to wersja M – krótsza. Tutaj żadne pojemne kombi nie ma nawet podejścia z przestrzenią i jej ustawnością.

Przy tym Berlingo jest bardzo rozsądnej długości, co przekłada się na łatwiejsze parkowanie. Wersja M ma 4,4 m, zaś wersja XL – 4,75 m.

Komfort podróży jest znakomity

Pracy zawieszenia nie da się nie lubić. Nierówności giną pod kołami bardzo gładko. A jednocześnie jest ono skonstruowane tak, że auto nie kołysze się w nieprzyjemny sposób przy większych prędkościach i podczas wiatru, przy wyjeżdżaniu zza ekranów akustycznych.

Do ok. 150 km/h w kabinie jest naprawdę cicho. Potem odzywają się relingi dachowe, ale mimo wszystko da się swobodnie rozmawiać. To duży plus, bo zazwyczaj kombivany przy wyższych prędkościach są dosyć głośne. Tutaj jest jak w dobrej klasy osobówce.

No to może wyposażenie jest słabe?

No też nie. Mamy 8 calowy ekran nawigacji, z przyzwoitą kamerą cofania. Jest nawigacja, dosyć wygodne multimedia i obsługa Android Auto i Apple CarPlay, co przede wszystkim daje możliwość korzystania z Map Google. Więcej od multimediów nie wymagam.

Klimatyzacja, wiadomo – dwustrefowa. Tempomat był wprawdzie taki zwykły, ale za dopłatą można mieć tempomat adaptacyjny. Audio gra bardzo przyzwoicie, jest też gniazdo USB (szkoda, że tylko jedno), ale sytuację poprawia możliwość zamówienia w opcji ładowarki indukcyjnej Qi oraz gniazda 230 V. System bezkluczykowy – oczywiście nie w standardzie – ale jest. Miałem nawet wyświetlacz HUD, czyli taki przezierny – przed przednią szyba.

Do przyjemnych rzeczy zaliczyć należy też dach panoramiczny. Poza tym mamy elektryczne szyby, komputer między licznikami, czy kierownicę multimedialną.

W kategorii bezpieczeństwa też jest dobrze

Poza opcjonalnym aktywnym tempomatem auto ma w standardzie system utrzymujący je na pasie ruchu – jeżeli linie są widoczne. Działa całkiem nieźle i z pewnością może uratować tyłek, kiedy zaśniemy lub zasłabnięcie za kierownicą.

Kamery z przodu nie ma, bo jest tylko z tyłu. Z przodu mamy za to czujniki parkowania, które i tak mocno ułatwiają jazdę po parkingach. W przypadku szybszych prędkości reagować będzie system Active Safety Brake, który może nie daje gwarancji na uchronienie nas przed kolizją, znacznie zwiększa na to szanse, że w nic nie przydzwonimy.

Auto bowiem potrafi nie tylko piszczeć, ale i samodzielnie się zatrzymać, gdy komputer dojdzie do wniosku, że kierowca się już do tego nie zbierze.

Silnik BlueHDi 130

Jak nazwa wskazuje – ma 131 KM i trochę na niego ponarzekałem przy okazji testu Opla Combo LIfe, że nie czuć tej mocy. Ale teraz dochodzę do wniosku że nie jest tak źle, jak mi się zdawało.

Auto potrafi przyspieszać dynamicznie, jak na te 131 KM przystało. Ma po prostu trochę ściętą reakcję na wciskanie gazu w pierwszym ułamku sekundy. Potem idzie już jak trzeba. Ponadto prawie go nie słychać. Jeden z moich pasażerów był przekonany, że to benzyna. A to sprawia wrażenie, że coś jest nie tak. Tymczasem wskazówka licznika wyraźnie pokazuje, że auto przyspiesza całkiem nieźle.

Bo moment obrotowy jest nielichy i wynosi 300 Nm od 1750 obr./min. Na papierze przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 12 sekund, czyli wieczność. W praktyce do wyprzedzania w trasie mocy nie brakuje, nawet z kompletem pasażerów. Trzeba tylko mieć na uwadze, że prędkość maksymalna to tak 170-180 km/h.

Jedyne co bym zmienił, to wywalił 6 stopniowy manual, bo nie lubię manuali. Berlingo występuje też z 8 stopniowym automatem, który obowiązkowo bym dorzucił do swojej konfiguracji tego Citroena. Dzięki temu jazda takim autem po mieście jest znacznie przyjemniejsza.

Wady

Nie ma świateł LED w relfektorach mijania/drogowe. Robią one tylko za światła dzienne. Nie ma nawet ksenonów. Jesteśmy skazani na zwykłe halogeny. Na szczęście nie ma tu żadnych soczewek, więc świecą one całkiem nieźle. Ale mimo wszystko LED-y świeciłyby jaśniej.

Zawieszenie sporadycznie nieprzyjemnie stukało. Ale podejrzewam, że wynikało to z faktu, że ktoś dał temu Berlingo mocno w palnik, bo w Combo Life, z takim samym przecież zawieszeniem, czegoś podobnego nie zaobserwowałem.

Poza paliwem do zbiornika lać trzeba AdBlue. Mieści on 17 litrów. Ale to już standard w nowych dieslach. Takie czasy.

Ceny i podsumowanie

Berlingo to znakomity samochód, podobnie jak Combo Life. Głównie ze względu na fakt, że bagażnik auta z powodzeniem mieści mojego 30 kilogramowego psa i jeszcze 3 osoby na tylnej kanapie, a do tego jeździ się nim jak zwykłą osobówką.

Niby Octavia zrobi to samo, ale przestrzeń bagażnika jest mniej ustawna, przez co mojemu psu nie mieszczą się uszy na wysokość. Serio, myśląc o aucie rodzinnym, warto chociaż wybrać się na jazdę próbną takim ustrojstwem jak Berlingo.

A czy Berlingo czy Combo Life – trzeba patrzeć na wygląd i ceny. Berlingo startuje od 61 900 zł za podstawę. Opel natomiast kosztuje mniej, jeżeli załapiemy się na wyprzedaż rocznika 2018 – to 58 800 zł. Potem cena ma wrócić do 68 800 zł.

Moja wymarzona wersja Berlingo z dieslem 131 KM i automatem kosztuje już 91 300 zł. Natomiast Opla można mieć aktualnie za 78 250 zł lub 91 700 zł. Wszystko zależy, czy trafimy jeszcze coś z wyprzedaży rocznika 2018.