Hyundai Tucson Mild Hybrid 48V 4WD (185 KM) – bardzo dobry SUV, tylko ta hybryda niewiele daje – TEST

Pod względem wymiarów sprawa wygląda następująco. Szerokość 1,85 m, wysokość 1,65 m i długość 4,48 m. Ostatnia wartość sprawia, że najbliższym konkurentem jest Opel Grandland X, który mierzy zaledwie 2 mm mniej. Jest całkiem niezły, tańszy od Hyundaia, ale nie ma w nim jeszcze napędu 4×4. Ten pojawi się w wariancie hybrydowym.

Volkswagen Tiguan jest dłuższy od Tucsona o 1 cm. W dobrze wyposażonej wersji jest droższy od Tucsona. Pod względem wnętrza wcale nie jest lepiej, jeżeli chodzi o materiały i ogólne wrażenie.

Jest jeszcze Mitsubishi Eclipse Cross, krótsze aż o 7 cm. Jest tańsze, dostępne z napędem 4×4 i całkiem dynamicznym silnikiem 163 KM, ale wnętrze to jednak nie jest poziom Hyundaia. No i Skoda Karoq oraz Nissan Qashqai – oba krótsze o ponad 9 cm.

Jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny – jest całkiem nieźle. Mam wrażenie, że wszystko już gdzieś widziałem. Przód kojarzy mi się trochę z poprzednim Volvo XC60, natomiast po włączeniu świateł pozycyjnych Tucson przypomina już Grandlanda X. W środku znowu widzę nawiewy centralne, jakby żywcem przeniesione z Nissana Qashqai, tyle że trochę ładniejsze.

Nie ogarniam tej hybrydy

Jeździłem tym Hyundaiem przez ponad tydzień i przyznam szczerze, że nie bardzo widzę korzyści, jakie płyną z tej miękkiej hybrydy, która wymaga dopłaty 4000 zł.

Jeżeli ktoś liczy na niższe zużycie paliwa – Tucson 48V, ważący ok. 1,8 tony kotłuje dokładnie tyle samo, co inne SUV-y o zbliżonych gabarytach, z dieslem o zbliżonej mocy. Potrzebuje 10-12 litrów przy delikatnej jeździe w mieście.

Jeżeli ktoś liczy na to, że autem można toczyć się powoli, bez odpalania silnika spalinowego, też nic z tych rzeczy. Tylko ruszamy, diesel zaczyna działać. Na szczęście pracuje cicho i bez telepania.

Producent deklaruje jednak na swojej stronie, że dodatkowy silnik o mocy 12 kW oraz niewielki akumulator, jak to w tzw. miękkich hybrydach, o pojemności 0,44 kWh, który ma ograniczyć zużycie paliwa i emisję CO2 o 7%. Owe dodatkowe 12 kW, czyli aż 16 KM, w żaden sposób nie wpływa tez na osiągi. Tucson 2.0 CRDi bez miękkiej hybrydy przyspiesza od 0 do 100 km/h w 9,5 s. Tyle samo, co wersja Mild Hybrid.

Nawet nie zauważyłem, żeby grafika komputera kiedykolwiek pokazała, że silnik elektryczny działa. Widziałem tylko, że podczas hamowania czasami ładowany jest akumulator.

Więc no… tak sobie. Ale być może ten Hyundai bez dopisku Mild Hybrid 48V faktycznie pali 7% więcej i wszystko to jest prawdą. W każdym razie na tle samochodów wymienionych wcześniej, czyli Skoda, Volkswagen, Opel z 2 litrowymi dieslami bez hybrydy – nie czuję różnicy.

Silnik spalinowy i napęd

To 4 cylindrowy diesel o pojemności 2 litrów generujący 185 KM oraz 400 Nm od 1750 obr./min. Brzmi to bardzo przyzwoicie i tak też jeździ, pomimo że wersja standardowa waży 1,65-1,8 tony, a hybryda ze wszystkimi dodatkami może ważyć nawet 1,84 tony.

Na papierze 100 km/h pojawia się po 9,5 sekundy. Nie jest to moze wartość Skody Karoq w wersji TDI 190 KM (7,8 s), ale z powodzeniem wystarcza do dynamicznej jazdy w trasie, nawet z kompletem pasażerów na pokładzie.

Skrzynia ma 8 przełożeń i działa gładko. Może nie tak szybko jak DSG ze Skody albo Volkswagena, ale cierpi na tym na szczęście głównie przyspieszenie do 100 km/h. Do elastyczności w trasie nie można mieć zastrzeżeń.

Tucsona można kupić również z napędem 4×4, co nie zawsze jest takie oczywiste. Np. nie znajdziemy go w Oplu Grandland X, czy Peugeocie 3008. Jest też fajny tryb komputera pokazujący ile mocy trafia na poszczególne koła. Jest nawet przycisk 4WD LOCK. Jedynie prześwit 172 mm sprawia, że nie jest to rasowa terenówka. Ale wyjazd na narty podczas intensywnej zimy – żaden problem.

Wyposażenie jak z klasy premium

Pod względem wyposażenia Hyundaiowi nie brakuje niczego, ale do tego producent już zdążył przyzwyczaić. Oczywiście wymaga to wyłożenia dodatkowych pieniędzy, ale niektórzy producenci takiego wyposażenia po prostu nie oferują. A Hyundai tak.

A w Tucsonie możemy mieć wszystkie fotele podgrzewane – łącznie z tylnymi. Podgrzewaną kierownicę. Wentylowane fotele przednie. Obowiązek w lecie dla tapicerki skórzanej, o ile nie chce się jeździć ciągle spoconym.

Są też bardzo jasne światła LED, które dodatkowo mają automatyczną funkcję zmiany z trybu mijania na drogowy. Nie jest to może jakiś super-zaawansowany system adaptacyjny, jak choćby IntelliLux z Opla, ale na tle wszystkich reflektorów halogenowych i tak daje radę. Jest i kamera cofania, a nawet kamery 360 stopni – umieszczone dookoła auta. Są znakomitej jakości.

Bezpieczeństwo – jest wszystko, co trzeba

Tutaj też jest wszystko, jak na nowoczesnego SUV-a przystało. Z najbardziej przydatnych gadżetów – jest system autonomicznego hamowania, który miałem już okazję sprawdzić przez swoją nieuwagę w modelu i30 i zadziałał skutecznie. Jeżeli nie zahamujesz przed innym autem, Tucson zrobi to za ciebie.

Jest i system utrzymywania pasa ruchu o nazwie LKAS. Oczywiście dostępny tylko w najwyższym wyposażeniu. Jeżeli na drodze są widoczne linie, auto jedzie jak po sznurku, samo skręcając kierownicą. Jeżeli są ledwo widoczne, no to już nie działa. Ale tak to wygląda we wszystkich innych samochodach. W przypadku drzemki za kierownicą, albo zasłabnięcia, może to uratować nasz tyłek, nie dopuszczając do czołówki.

Kolejna naprawdę przydatna sprawa to RCCW, czyli system, który informuje kiedy za naszym autem jedzie inne auto. Przydaje się podczas wyjazdu tyłem z miejsca parkingowego na ulicę, bo potrafi ostrzec o aucie, którego kierowca nie widzi.

Jest też adaptacyjny tempomat, ale to już bardziej kategoria komfort, niż bezpieczeństwo oraz najbardziej bezużyteczny z systemów, czyli monitorowanie martwego pola. Tego się po prostu nie używa, ciągle trzeba patrzeć w lusterkach.

Wady

Zawieszenie przez większość czasu bardzo przyjemnie niweluje nierówności, ale ma problem z progami zwalniającymi, albo poprzecznymi pęknięciami drogi. Po prostu zauważalnie przy tym podskakuje. Są samochody, które radzą sobie z tym lepiej.

Brak dużego ekranu zamiast zegarów. Nie jest to jakiś super przydatny gadżet, ale sprawia że wnętrze wygląda bardziej nowocześnie. Takie bajery spotkać mozna już nawet w Skodzie, za niemałą dopłatą oczywiście. Ale w Hyundaiu takiej opcji nie ma.

No i ten ekran nawigacji. 8 cali to niby standard, jak na rok 2019, ale tu i ówdzie pojawiają się już wyświetlacze większe. Choćby w Skodzie. A ja lubię mieć jak największą mapę podczas korzystania z nawigacji, bo to po prostu wygodne.

Podsumowanie i ceny

Ale poza tym to bardzo dobry SUV. Na pewno wolałbym Tucsona od Mitsubishi Eclipse Cross. Raz, że wygląd, dwa Tucson ma przyjemniejsze wnętrze. Wolałbym go też bardziej, niż Nissana Qashqai, który jest jednak nieco mniejszy i tańszy od Hyundaia.

Łapiąc się na wyprzedaż roku 2018 (modelowy 2019) Tucsona kupić można już za 76 900 zł. W wersji Classic nie ma wprawdzie za dużo wymienionych wyżej dodatków, ale jest klimatyzacja i elektryczne szyby – a to wielu osobom wystarcza. W takim przypadku silnik to 1.6 GDi o mocy 132 KM, 4 cylindrowy, bez turbodoładowania, więc wymagający wkręcania na obroty.

Wersja z 2 litrowym dieslem o mocy 185 KM i 8 stopniowym automatem to już zupełnie inny przedział cenowy. Od 142 900 zł do 176 900 zł. Zależnie od wyposażenia. Na zdjęciach widzicie praktycznie najbardziej wypasioną wersję Tucsona.

Chawała też za to, że cenniki Hyundaia są skonstruowane w prosty sposób. Bierzesz Hyundaia Tucsona Premium i masz najwyższe wyposażenie i koniec. Bez miliona dodatkowo płatnych opcji i pakietów.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Hyundai Tucson Mild Hybrid 48V 4WD (185 KM) – bardzo dobry SUV, tylko ta hybryda niewiele daje – TEST
Hyundai Tucson Mild Hybrid 48V 4WD (185 KM) – bardzo dobry SUV, tylko ta hybryda niewiele daje – TEST
Hyundai Tucson Mild Hybrid 48V 4WD (185 KM) – bardzo dobry SUV, tylko ta hybryda niewiele daje – TEST

Pod względem wymiarów sprawa wygląda następująco. Szerokość 1,85 m, wysokość 1,65 m i długość 4,48 m. Ostatnia wartość sprawia, że najbliższym konkurentem jest Opel Grandland X, który mierzy zaledwie 2 mm mniej. Jest całkiem niezły, tańszy od Hyundaia, ale nie ma w nim jeszcze napędu 4×4. Ten pojawi się w wariancie hybrydowym.

Volkswagen Tiguan jest dłuższy od Tucsona o 1 cm. W dobrze wyposażonej wersji jest droższy od Tucsona. Pod względem wnętrza wcale nie jest lepiej, jeżeli chodzi o materiały i ogólne wrażenie.

Jest jeszcze Mitsubishi Eclipse Cross, krótsze aż o 7 cm. Jest tańsze, dostępne z napędem 4×4 i całkiem dynamicznym silnikiem 163 KM, ale wnętrze to jednak nie jest poziom Hyundaia. No i Skoda Karoq oraz Nissan Qashqai – oba krótsze o ponad 9 cm.

Jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny – jest całkiem nieźle. Mam wrażenie, że wszystko już gdzieś widziałem. Przód kojarzy mi się trochę z poprzednim Volvo XC60, natomiast po włączeniu świateł pozycyjnych Tucson przypomina już Grandlanda X. W środku znowu widzę nawiewy centralne, jakby żywcem przeniesione z Nissana Qashqai, tyle że trochę ładniejsze.

Nie ogarniam tej hybrydy

Jeździłem tym Hyundaiem przez ponad tydzień i przyznam szczerze, że nie bardzo widzę korzyści, jakie płyną z tej miękkiej hybrydy, która wymaga dopłaty 4000 zł.

Jeżeli ktoś liczy na niższe zużycie paliwa – Tucson 48V, ważący ok. 1,8 tony kotłuje dokładnie tyle samo, co inne SUV-y o zbliżonych gabarytach, z dieslem o zbliżonej mocy. Potrzebuje 10-12 litrów przy delikatnej jeździe w mieście.

Jeżeli ktoś liczy na to, że autem można toczyć się powoli, bez odpalania silnika spalinowego, też nic z tych rzeczy. Tylko ruszamy, diesel zaczyna działać. Na szczęście pracuje cicho i bez telepania.

Producent deklaruje jednak na swojej stronie, że dodatkowy silnik o mocy 12 kW oraz niewielki akumulator, jak to w tzw. miękkich hybrydach, o pojemności 0,44 kWh, który ma ograniczyć zużycie paliwa i emisję CO2 o 7%. Owe dodatkowe 12 kW, czyli aż 16 KM, w żaden sposób nie wpływa tez na osiągi. Tucson 2.0 CRDi bez miękkiej hybrydy przyspiesza od 0 do 100 km/h w 9,5 s. Tyle samo, co wersja Mild Hybrid.

Nawet nie zauważyłem, żeby grafika komputera kiedykolwiek pokazała, że silnik elektryczny działa. Widziałem tylko, że podczas hamowania czasami ładowany jest akumulator.

Więc no… tak sobie. Ale być może ten Hyundai bez dopisku Mild Hybrid 48V faktycznie pali 7% więcej i wszystko to jest prawdą. W każdym razie na tle samochodów wymienionych wcześniej, czyli Skoda, Volkswagen, Opel z 2 litrowymi dieslami bez hybrydy – nie czuję różnicy.

Silnik spalinowy i napęd

To 4 cylindrowy diesel o pojemności 2 litrów generujący 185 KM oraz 400 Nm od 1750 obr./min. Brzmi to bardzo przyzwoicie i tak też jeździ, pomimo że wersja standardowa waży 1,65-1,8 tony, a hybryda ze wszystkimi dodatkami może ważyć nawet 1,84 tony.

Na papierze 100 km/h pojawia się po 9,5 sekundy. Nie jest to moze wartość Skody Karoq w wersji TDI 190 KM (7,8 s), ale z powodzeniem wystarcza do dynamicznej jazdy w trasie, nawet z kompletem pasażerów na pokładzie.

Skrzynia ma 8 przełożeń i działa gładko. Może nie tak szybko jak DSG ze Skody albo Volkswagena, ale cierpi na tym na szczęście głównie przyspieszenie do 100 km/h. Do elastyczności w trasie nie można mieć zastrzeżeń.

Tucsona można kupić również z napędem 4×4, co nie zawsze jest takie oczywiste. Np. nie znajdziemy go w Oplu Grandland X, czy Peugeocie 3008. Jest też fajny tryb komputera pokazujący ile mocy trafia na poszczególne koła. Jest nawet przycisk 4WD LOCK. Jedynie prześwit 172 mm sprawia, że nie jest to rasowa terenówka. Ale wyjazd na narty podczas intensywnej zimy – żaden problem.

Wyposażenie jak z klasy premium

Pod względem wyposażenia Hyundaiowi nie brakuje niczego, ale do tego producent już zdążył przyzwyczaić. Oczywiście wymaga to wyłożenia dodatkowych pieniędzy, ale niektórzy producenci takiego wyposażenia po prostu nie oferują. A Hyundai tak.

A w Tucsonie możemy mieć wszystkie fotele podgrzewane – łącznie z tylnymi. Podgrzewaną kierownicę. Wentylowane fotele przednie. Obowiązek w lecie dla tapicerki skórzanej, o ile nie chce się jeździć ciągle spoconym.

Są też bardzo jasne światła LED, które dodatkowo mają automatyczną funkcję zmiany z trybu mijania na drogowy. Nie jest to może jakiś super-zaawansowany system adaptacyjny, jak choćby IntelliLux z Opla, ale na tle wszystkich reflektorów halogenowych i tak daje radę. Jest i kamera cofania, a nawet kamery 360 stopni – umieszczone dookoła auta. Są znakomitej jakości.

Bezpieczeństwo – jest wszystko, co trzeba

Tutaj też jest wszystko, jak na nowoczesnego SUV-a przystało. Z najbardziej przydatnych gadżetów – jest system autonomicznego hamowania, który miałem już okazję sprawdzić przez swoją nieuwagę w modelu i30 i zadziałał skutecznie. Jeżeli nie zahamujesz przed innym autem, Tucson zrobi to za ciebie.

Jest i system utrzymywania pasa ruchu o nazwie LKAS. Oczywiście dostępny tylko w najwyższym wyposażeniu. Jeżeli na drodze są widoczne linie, auto jedzie jak po sznurku, samo skręcając kierownicą. Jeżeli są ledwo widoczne, no to już nie działa. Ale tak to wygląda we wszystkich innych samochodach. W przypadku drzemki za kierownicą, albo zasłabnięcia, może to uratować nasz tyłek, nie dopuszczając do czołówki.

Kolejna naprawdę przydatna sprawa to RCCW, czyli system, który informuje kiedy za naszym autem jedzie inne auto. Przydaje się podczas wyjazdu tyłem z miejsca parkingowego na ulicę, bo potrafi ostrzec o aucie, którego kierowca nie widzi.

Jest też adaptacyjny tempomat, ale to już bardziej kategoria komfort, niż bezpieczeństwo oraz najbardziej bezużyteczny z systemów, czyli monitorowanie martwego pola. Tego się po prostu nie używa, ciągle trzeba patrzeć w lusterkach.

Wady

Zawieszenie przez większość czasu bardzo przyjemnie niweluje nierówności, ale ma problem z progami zwalniającymi, albo poprzecznymi pęknięciami drogi. Po prostu zauważalnie przy tym podskakuje. Są samochody, które radzą sobie z tym lepiej.

Brak dużego ekranu zamiast zegarów. Nie jest to jakiś super przydatny gadżet, ale sprawia że wnętrze wygląda bardziej nowocześnie. Takie bajery spotkać mozna już nawet w Skodzie, za niemałą dopłatą oczywiście. Ale w Hyundaiu takiej opcji nie ma.

No i ten ekran nawigacji. 8 cali to niby standard, jak na rok 2019, ale tu i ówdzie pojawiają się już wyświetlacze większe. Choćby w Skodzie. A ja lubię mieć jak największą mapę podczas korzystania z nawigacji, bo to po prostu wygodne.

Podsumowanie i ceny

Ale poza tym to bardzo dobry SUV. Na pewno wolałbym Tucsona od Mitsubishi Eclipse Cross. Raz, że wygląd, dwa Tucson ma przyjemniejsze wnętrze. Wolałbym go też bardziej, niż Nissana Qashqai, który jest jednak nieco mniejszy i tańszy od Hyundaia.

Łapiąc się na wyprzedaż roku 2018 (modelowy 2019) Tucsona kupić można już za 76 900 zł. W wersji Classic nie ma wprawdzie za dużo wymienionych wyżej dodatków, ale jest klimatyzacja i elektryczne szyby – a to wielu osobom wystarcza. W takim przypadku silnik to 1.6 GDi o mocy 132 KM, 4 cylindrowy, bez turbodoładowania, więc wymagający wkręcania na obroty.

Wersja z 2 litrowym dieslem o mocy 185 KM i 8 stopniowym automatem to już zupełnie inny przedział cenowy. Od 142 900 zł do 176 900 zł. Zależnie od wyposażenia. Na zdjęciach widzicie praktycznie najbardziej wypasioną wersję Tucsona.

Chawała też za to, że cenniki Hyundaia są skonstruowane w prosty sposób. Bierzesz Hyundaia Tucsona Premium i masz najwyższe wyposażenie i koniec. Bez miliona dodatkowo płatnych opcji i pakietów.