Sprzedał samochód z wadą – teraz zapłaci 30 tysięcy złotych kary za jej ukrycie

Jeżeli planujecie w najbliższym czasie sprzedać lub kupić używany samochód, potraktujcie tę wiadomość jako przestrogę. Warty odnotowania wyrok zapadł niedawno w Kielcach. Uznano w nim za winnego sprzedającego Opla, w któreym po zakupie wykryto nieujawnioną wadę silnika. Mężczyzna musi teraz zapłacić karę o wartości wielokrotnie większej od sumy, za jaką sprzedał pojazd.

Do transakcji doszło w 2016 roku, kiedy to pochodzący spod Kielc mężczyzna zdecydował się sprzedaż 6-letniego wówczas Opla Astrę. Rok wcześniej samochód został sprowadzony z Niemiec jako pojazd używany. Cena wywoławcza – 18 900 złotych.

Na zainteresowanego zakupem nie trzeba było długo czekać. Przed dokonaniem transakcji, poprosił on jednak o przeprowadzenie kontroli stanu technicznego na stacji diagnostycznej. Ta wykazała ponoć tylko jedną usterkę – awarię czujnika temperatury spalin. Sprzedający obniżył z tego powodu cenę o 900 złotych, na co sprzedający się zgodził.

Niestety, już niedługo po zakupie samochód zaczął przysparzać problemy, które ostateczne skutkowały unieruchomieniem feralnej Astry. Jako że nabywca był taksówkarzem, to poczuł się on szczególnie pokrzywdzony brakiem możliwości korzystania z zakupionego samochodu. Uznał on, że sprzedawca zataił wadę.

Stawiając siebie w pozycji pokrzywdzonego, nabywca Opla zaczął domagać się od sprzedawcy zwrotu kosztów związanych z naprawą. Ponadto – także odszkodowania za straty związane z postojem pojazdu, który miał być używany do pracy. Swoje straty wycenił na sumę 5000 złotych.

Sprzedawca Opla nie zgodził się na, na co kupujący odpowiedział przedsądowym wezwaniem do zapłaty. Mężczyzna był nieugięty, na co nowy właściciel pechowego samochodu postanowił zareagować poprzez sądowy pozew. Wyrok wydany przez Sąd Rejonowy w Kielcach zapadł pod koniec sierpnia ubiegłego roku.

Organ powołując się na opinię rzeczoznawcy uznał, że sprzedawca jest winny sprzedania samochodu z ukrytą wadą silnika, nie informując o tym nabywcy. Za zasadne uznano tutaj przepisy dotyczące rękojmi. Sprzedawca uznał ten werdykt za krzywdzący, odwołując się od niego.

Ostatecznie wyrok został jednak podtrzymany. W efekcie, mężczyzna musi zapłacić łącznie 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia. W tak dużą kwotą wlicza się nie tylko rekompensata za poniesione straty z tytułu nie wykonywania przejazdów jako taksówki, ale i m.in. koszty sądowe.

Sprzedawca feralnego Opla uznaje siebie za pokrzywdzonego. Utrzymuje, że o żadnej wadzie silnika nie miał pojęcia. Żali się, że nie tylko będzie musiał zapłacić teraz niebotyczną sumę pieniędzy, ale i zwrócony mu zostanie samochód, który przez 2 lata niszczał pod chmurką. Jego wartość obecnie jest prawdopodobnie symboliczna.

źródło: Wyborcza Kielce

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Sprzedał samochód z wadą – teraz zapłaci 30 tysięcy złotych kary za jej ukrycie
Sprzedał samochód z wadą – teraz zapłaci 30 tysięcy złotych kary za jej ukrycie
Sprzedał samochód z wadą – teraz zapłaci 30 tysięcy złotych kary za jej ukrycie

Jeżeli planujecie w najbliższym czasie sprzedać lub kupić używany samochód, potraktujcie tę wiadomość jako przestrogę. Warty odnotowania wyrok zapadł niedawno w Kielcach. Uznano w nim za winnego sprzedającego Opla, w któreym po zakupie wykryto nieujawnioną wadę silnika. Mężczyzna musi teraz zapłacić karę o wartości wielokrotnie większej od sumy, za jaką sprzedał pojazd.

Do transakcji doszło w 2016 roku, kiedy to pochodzący spod Kielc mężczyzna zdecydował się sprzedaż 6-letniego wówczas Opla Astrę. Rok wcześniej samochód został sprowadzony z Niemiec jako pojazd używany. Cena wywoławcza – 18 900 złotych.

Na zainteresowanego zakupem nie trzeba było długo czekać. Przed dokonaniem transakcji, poprosił on jednak o przeprowadzenie kontroli stanu technicznego na stacji diagnostycznej. Ta wykazała ponoć tylko jedną usterkę – awarię czujnika temperatury spalin. Sprzedający obniżył z tego powodu cenę o 900 złotych, na co sprzedający się zgodził.

Niestety, już niedługo po zakupie samochód zaczął przysparzać problemy, które ostateczne skutkowały unieruchomieniem feralnej Astry. Jako że nabywca był taksówkarzem, to poczuł się on szczególnie pokrzywdzony brakiem możliwości korzystania z zakupionego samochodu. Uznał on, że sprzedawca zataił wadę.

Stawiając siebie w pozycji pokrzywdzonego, nabywca Opla zaczął domagać się od sprzedawcy zwrotu kosztów związanych z naprawą. Ponadto – także odszkodowania za straty związane z postojem pojazdu, który miał być używany do pracy. Swoje straty wycenił na sumę 5000 złotych.

Sprzedawca Opla nie zgodził się na, na co kupujący odpowiedział przedsądowym wezwaniem do zapłaty. Mężczyzna był nieugięty, na co nowy właściciel pechowego samochodu postanowił zareagować poprzez sądowy pozew. Wyrok wydany przez Sąd Rejonowy w Kielcach zapadł pod koniec sierpnia ubiegłego roku.

Organ powołując się na opinię rzeczoznawcy uznał, że sprzedawca jest winny sprzedania samochodu z ukrytą wadą silnika, nie informując o tym nabywcy. Za zasadne uznano tutaj przepisy dotyczące rękojmi. Sprzedawca uznał ten werdykt za krzywdzący, odwołując się od niego.

Ostatecznie wyrok został jednak podtrzymany. W efekcie, mężczyzna musi zapłacić łącznie 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia. W tak dużą kwotą wlicza się nie tylko rekompensata za poniesione straty z tytułu nie wykonywania przejazdów jako taksówki, ale i m.in. koszty sądowe.

Sprzedawca feralnego Opla uznaje siebie za pokrzywdzonego. Utrzymuje, że o żadnej wadzie silnika nie miał pojęcia. Żali się, że nie tylko będzie musiał zapłacić teraz niebotyczną sumę pieniędzy, ale i zwrócony mu zostanie samochód, który przez 2 lata niszczał pod chmurką. Jego wartość obecnie jest prawdopodobnie symboliczna.

źródło: Wyborcza Kielce