Polski kierowca spalonego BMW skarży się na skandaliczne zachowanie firmy

Nastały ciężkie czasy dla BMW, choć samopoczucie tej marki powinno akurat interesować nas najmniej. W poważnym zagrożeniu są bowiem właściciele tysięcy pojazdów, które grożą samozapłonem. Co gorsza, do kilku takich przypadków już doszło. Wściekły kierowca spalonego auta postanowił pozwać markę za skandaliczne działania związane z akcją serwisową.

Ukrywanie niewygodnej prawdy nie popłaca, szczególnie, gdy w wyniku tego mogą zginąć lub poważnie ucierpieć ludzie. Brutalnie o tym zdążyło się już przekonać BMW na rynku Stanów Zjednoczonych w 2017 roku, kiedy to przyparte do ściany musiało wezwać do serwisów ponad 1,4 miliona samochodów w związku z ryzykiem wystąpienia pożaru.

Zamiast uderzyć się w pierś i pośpiesznie zarządzić akcję serwisową, niemiecka marka wolała długo nie zgłaszać wykrytej wady do amerykańskiej Agencji ds. Standardów Kierowców i Pojazdów. Pierwsze skargi z tym problemem pojawiały się już w 2011 roku! Jak prędko się okazało, rynek USA to ledwie wierzchołek góry lodowej.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy doszczętnie spłonęło aż 27 samochodów BMW sprzedanych w Korei Południowej, przez co z użytku wycofano ponad 30 tysięcy aut producenta w tym kraju. W sierpniu 2018 roku pisaliśmy o kolejnej akcji serwisowej w związku z ryzykiem samozapłonu samochodów, w ramach której wezwano kolejne 300 tysięcy samochodów, tym razem – w Europie. Na świecie, śmiertelnie niebezpieczna wada dotyczy nawet 1,6 miliona samochodów. O co chodzi?

W dużym skrócie. Powodem całego zamieszania jest wadliwy moduł recyrkulacji spalin. Małe ilości glikolowego płynu chłodzącego mogą wydostawać się przez nieszczelną instalację i gromadzić się w module EGR. Dojść może do wymieszania się z osadami węglowymi i olejowymi. Biorąc pod uwagę wysokie temperatury w module, osady te mogą się zapalić, topiąc kolektor dolotowy i powodując pożar w samochodzie.

W Polsce akcją serwisową objęto kierowców ponad 19 tysięcy aut BMW. Co ciekawe, jak podaje Interia, polskie przedstawicielstwo marki zataiło problem w identyczny sposób, co przed 2 laty za Oceanem. Usterki, która niewątpliwie zagraża życiu lub zdrowiu pasażerów, nie zgłoszono do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Co gorsza, mnożą się głosy właścicieli BMW, którzy uważają, że akcja naprawcza to fuszerka i kpina. Boleśnie przekonał się o tym jeden z właścicieli wysokoprężnego BMW serii 5 z 2016 roku. Na początku lutego tego roku auto spłonęło podczas jazdy autostradą A4. Dwójce pasażerów cudem się nic nie stało.

Miesiąc wcześniej auto miało zostać objęte akcją serwisową, jednak do wymiany wadliwego EGR nigdy nie doszło, ponieważ serwis nie miał na stanie niezbędnych części. Co najbardziej w tej sprawie bulwersuje to to, że nie poinformowano o tym właściciela. Na deser – ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania z tytułu polisy AC. Mało?

Po całym zdarzeniu, doszczętnie spalone BMW przewieziono lawetą to jednego z dealerów marki na Podkarpaciu. Właściciel chciał zabezpieczyć wrak, jednak dealer nie chciał mu go wydać. Pomóc miała ponoć dopiero interwencja policji. Zbulwersowany właściciel postanowił teraz pozwać BMW Group Polska, skarżąc się na skandaliczne traktowanie punktu marki.

źródło: Interia

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Polski kierowca spalonego BMW skarży się na skandaliczne zachowanie firmy
Polski kierowca spalonego BMW skarży się na skandaliczne zachowanie firmy
Polski kierowca spalonego BMW skarży się na skandaliczne zachowanie firmy

Nastały ciężkie czasy dla BMW, choć samopoczucie tej marki powinno akurat interesować nas najmniej. W poważnym zagrożeniu są bowiem właściciele tysięcy pojazdów, które grożą samozapłonem. Co gorsza, do kilku takich przypadków już doszło. Wściekły kierowca spalonego auta postanowił pozwać markę za skandaliczne działania związane z akcją serwisową.

Ukrywanie niewygodnej prawdy nie popłaca, szczególnie, gdy w wyniku tego mogą zginąć lub poważnie ucierpieć ludzie. Brutalnie o tym zdążyło się już przekonać BMW na rynku Stanów Zjednoczonych w 2017 roku, kiedy to przyparte do ściany musiało wezwać do serwisów ponad 1,4 miliona samochodów w związku z ryzykiem wystąpienia pożaru.

Zamiast uderzyć się w pierś i pośpiesznie zarządzić akcję serwisową, niemiecka marka wolała długo nie zgłaszać wykrytej wady do amerykańskiej Agencji ds. Standardów Kierowców i Pojazdów. Pierwsze skargi z tym problemem pojawiały się już w 2011 roku! Jak prędko się okazało, rynek USA to ledwie wierzchołek góry lodowej.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy doszczętnie spłonęło aż 27 samochodów BMW sprzedanych w Korei Południowej, przez co z użytku wycofano ponad 30 tysięcy aut producenta w tym kraju. W sierpniu 2018 roku pisaliśmy o kolejnej akcji serwisowej w związku z ryzykiem samozapłonu samochodów, w ramach której wezwano kolejne 300 tysięcy samochodów, tym razem – w Europie. Na świecie, śmiertelnie niebezpieczna wada dotyczy nawet 1,6 miliona samochodów. O co chodzi?

W dużym skrócie. Powodem całego zamieszania jest wadliwy moduł recyrkulacji spalin. Małe ilości glikolowego płynu chłodzącego mogą wydostawać się przez nieszczelną instalację i gromadzić się w module EGR. Dojść może do wymieszania się z osadami węglowymi i olejowymi. Biorąc pod uwagę wysokie temperatury w module, osady te mogą się zapalić, topiąc kolektor dolotowy i powodując pożar w samochodzie.

W Polsce akcją serwisową objęto kierowców ponad 19 tysięcy aut BMW. Co ciekawe, jak podaje Interia, polskie przedstawicielstwo marki zataiło problem w identyczny sposób, co przed 2 laty za Oceanem. Usterki, która niewątpliwie zagraża życiu lub zdrowiu pasażerów, nie zgłoszono do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Co gorsza, mnożą się głosy właścicieli BMW, którzy uważają, że akcja naprawcza to fuszerka i kpina. Boleśnie przekonał się o tym jeden z właścicieli wysokoprężnego BMW serii 5 z 2016 roku. Na początku lutego tego roku auto spłonęło podczas jazdy autostradą A4. Dwójce pasażerów cudem się nic nie stało.

Miesiąc wcześniej auto miało zostać objęte akcją serwisową, jednak do wymiany wadliwego EGR nigdy nie doszło, ponieważ serwis nie miał na stanie niezbędnych części. Co najbardziej w tej sprawie bulwersuje to to, że nie poinformowano o tym właściciela. Na deser – ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania z tytułu polisy AC. Mało?

Po całym zdarzeniu, doszczętnie spalone BMW przewieziono lawetą to jednego z dealerów marki na Podkarpaciu. Właściciel chciał zabezpieczyć wrak, jednak dealer nie chciał mu go wydać. Pomóc miała ponoć dopiero interwencja policji. Zbulwersowany właściciel postanowił teraz pozwać BMW Group Polska, skarżąc się na skandaliczne traktowanie punktu marki.

źródło: Interia