SsangYong Musso 2.2D 181 KM – koreański pickup na bogato – TEST

Pod względem wnętrza i wyposażenia dorównać mu może tylko Mercedes klasy X. Żadna Navara, L200, czy D-Max nie mogą się z nim równać. Ze złych rzeczy – SsangYong Musso ma dosyć sztywne zawieszenie.

SsansYong Musso jest ogromny. Ma 5,1 m długości, 1,95 m szerokości i aż 1,84 m wysokości. Ta ostatnia wartość sprawia, że na wszystkich patrzy się z góry. Nawet SUV-y, które wydawały mi się ogromne, za kierownicą Musso są jakieś dziwnie małe. Musso jest bowiem jednym z wyższych pickupów na rynku. Równie wysokie jest tylko Isuzu D-Max i Volkswagen Amarok.

Mimo tego, nie jest to najdłuższy SUV. Pod tym względem dłuższy jest np. Nissan Navara i Mercedes klasy X i to aż o 23,5 i 24,5 cm – to duża różnica. Dłuższe jest nawet Isuzu D-Max i Mitsubishi L200 o odpowiednio 20 i 19 cm. To powoduje, że SsangYongiem odrobinę lepiej manewruje się w mieście.

Ale z tego względu mniejsza niż u konkurentów jest przestrzeń ładunkowa. Ma 1,3 m długości, maksymalnie 1,57 m szerokości, a ładowność wynosi stosunkowo niewiele jak na pickupa – 790 kg. Navara w najbardziej bogatej wersji może załadować 1048 kg.

Musso nie jest to więc najlepszym auto do ciężkiej pracy, a raczej pojazdem na co dzień, który z dobrą zabudową może zmieścić znacznie więcej, niż jakikolwiek SUV. Czyli jeżeli ktoś wozi dużo gratów, a nie chce jeździć busem, to powinien zainteresować się Musso.

Kolejne ładne auto od SsangYonga

Najlepszym punktem programu w przypadku SsansYonga Musso jest wygląd. Ja wiem, że w odniesieniu do SsangYonga brzmi to podejrzanie, ale jednak te koreańskie auta w ostatnich latach mocno się wyrobiły.

Na zewnątrz Musso można opcjonalnie doposażyć nawet w 20 calowe felgi. W trudny teren może niezbyt, ale mocno poprawiają prezencję. Są też nowoczesne akcenty w postaci świateł LED do jazdy dziennej, które zmieniają się w kierunkowskazy. Jest i ładny przód z całkiem ładną linią nadwozia.

Lepsze wnętrze ma tylko Mercedes klasy X

Jeszcze lepiej jest, gdy zajrzymy do środka. Uwagę przykuwa przede wszystkim duży, wyraźny ekran LCD o przekątnej 9,2″ na konsoli centralnej. Takie rzeczy spotyka się w nowoczesnych SUV-ach, a nie w pickupach. Na przykład Mercedes klasy X ma ekran 8,4″, a Nissanie Navara znajdziemy tylko 7″.

Do tego kamera cofania jest bardzo dobrej jakości. Równie dobrą widziałem tylko w Mercedesie klasy X. A to sprawia że ekran w samochodzie jest nie tylko gadżetem, ale naprawdę przydatną sprawą. Jeżeli komuś jedna kamera nie wystarczy, może wyposażyć auto w system kamer 360 stopni. Mój egzemplarz akurat tego nie miał. W sumie jedna kamera i tak daje radę.

Kolejna rzecz, której w pickupach się nie widuje, to możliwość dorzucenia kolorowego ekranu LCD o przekątnej 7″ pomiędzy licznikiem, a obrotomierzem. Mój egzemplarz wprawdzie też tego nie miał, ale opcja jest. A tylko Mercedes i Nissan mają taką samą możliwość. Na tym mniejszym ekranie wyświetlić możemy sobie np. nawigację, albo parametry samochodu.

Dużą zaletą jest też obsługa Android Auto i Apple CarPlay. Oznacza to możliwość korzystania z porządnej nawigacji, czyli Map Google oraz z odtwarzacza Spotify.

No i przycisk rozpoznawania głosu na kierownicy działa z Android Auto, co sprawia że chce się z tego korzystać. W wielu autach pomimo odpalenia Android Auto przycisk ów uruchamia fabryczne rozpoznawanie głosu, które w porównaniu do tego z Google działa bardzo przeciętnie.

Bogate wyposażenie

A poza tym jest to bardzo fajne wnętrze przeniesione niemal żywcem z modelu Rexton. Pozbawiono je tylko kilku detali. Nie ma np. pikowanej skóry na desce rozdzielczej. Da się przeżyć. Ale jeżeli chodzi o wyposażenie – jest prawie to samo.

Podgrzewane fotele i podgrzewana kierownica – nie ma problemu. Wentylowane fotele skórzane – też są w opcji. A tego nie ma ani w Navarze, ani w Mercedesie klasy X. Obowiązkowa sprawa do tapicerki skórzanej w upalne dni, dzięki której nie będziemy spoceni sklejać się z fotelem.

Producent chwali się też, że na tylnych siedzeniach jeździ się całkiem wygodnie, bo zazwyczaj kanapy w pickupach mają dosyć pionowe oparcia. Tymczasem te w Musso odchylają się o 27 stopni.

Auto w najwyższym wyposażeniu Sapphire zyskuje także system bezkluczykowy z systemem automatycznego blokowania się zamków.

Musso wyposażyć można w jeden bardzo przydatny system o nazwie RCTA, który monitoruje co się dzieje za autem i daje znać przy wyjeżdżaniu tyłem, jeżeli wykryje jakiś inny pojazd. Przydatna rzecz, bo jest to długie auto (5,1 m) i nie zawsze widać co się dzieje za nami.

Silnik i napęd

Pod maską SsangYonga Musso standard w branży. 4 cylindrowy diesel o pojemności 2,15 litra i mocy 181 KM z momentem obrotowym 400 Nm. Podobne silniki o podobnych mocach znajdują się także w Nissanie Navara oraz Mitsubishi L200. Tylko Mercedes klasy X oraz Volkswagen Amarok oferują 3 litrowe, 6 cylindrowe jednostki o mocach ponad 200 KM.

Nie jest to sprinter do 100 km/h, o czym świadczy fakt, że SsangYong nawet nie podaje tego parametru. Ale da się bez problemu jeździć w trasie i nawet całkiem dynamicznie wyprzedzać z kompletem pasażerów.

Napęd rzecz jasna przekazywany jest na 4 koła, chociaż dostępna jest też wersja z napędem na jedną oś. Ale tylko w podstawowym wyposażeniu. Napęd 4×4 wyposażony jest w reduktor, którym może pomóc w sytuacjach kryzysowych. Opcjonalnie można dokupić LS, czyli blokadę tylnego mechanizmu różnicowego.

W kategorii zżucia paliwa jest raczej standardowo jak na te gabaryty, moc i masę 2,1 tony. W mieście auto potrzebowało 12 litrów na 100 km przy spokojnej jeździe. W trasie przy 90 km/h da się uzyskać ok. 8 litrów na 100 km, zaś przy 140 km/h ok. 10-10,5 litra na 100 km. Jak na takie gabaryty i ponad 2 tony masy to dobry wynik.

Wady

Stanowczo najgorszym elementem SsangYonga Musso jest praca zawieszenia na nierównościach w mieście. Po prostu telepie bardziej niż w jakimkolwiek aucie typowo osobowym. Z tym, że nie jest to zarzut do wyłącznie do SsangYonga, ale generalnie do wszystkich pickupów, którymi z natury bardziej telepie. Chyba tylko Mercedes klasy X radzi sobie w tej kategorii w miarę przyzwoicie.

W każdym razie jeżeli ktoś liczy na wyjątkowo gładką pracę zawieszenia na wybojach, to mam złe wieści. Nawet Skoda Fabia będzie pod tym względem dużo lepsza.

Ceny

Cenowo SsangYong Musso nie jest wyjątkową okazją, ale z drugiej strony jest to jeden z najlepiej wyposażonych pickupów na rynku. Goła podstawa, czyli wersja Crystal kosztuje 109 900 zł. Najwyższa wersja Sapphire to już wydatek 155 900 zł.

Skrzynia manuala wymaga niemałej dopłaty 10 000 zł. Jest też pakiet Safety, za 8000 zł, czyli system monitorowania martwego pola, wspomaganie wyjazdu z parkingu tyłem oraz dosyć bezużyteczny system ostrzegania o zmianie pasa ruchu.

Oznacza to, że SsangYong Musso na bogato kosztować nas będzie 173 000 zł. O ile nie zażyczymy sobie 20 calowych felg, zamiast 18 calowych (dopłata 3500 zł), blokady mechanizmu różnicowego tylnej osi (2500 zł), czy lakieru metalizowanego – 3000 zł.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

SsangYong Musso 2.2D 181 KM – koreański pickup na bogato – TEST
SsangYong Musso 2.2D 181 KM – koreański pickup na bogato – TEST
SsangYong Musso 2.2D 181 KM – koreański pickup na bogato – TEST

Pod względem wnętrza i wyposażenia dorównać mu może tylko Mercedes klasy X. Żadna Navara, L200, czy D-Max nie mogą się z nim równać. Ze złych rzeczy – SsangYong Musso ma dosyć sztywne zawieszenie.

SsansYong Musso jest ogromny. Ma 5,1 m długości, 1,95 m szerokości i aż 1,84 m wysokości. Ta ostatnia wartość sprawia, że na wszystkich patrzy się z góry. Nawet SUV-y, które wydawały mi się ogromne, za kierownicą Musso są jakieś dziwnie małe. Musso jest bowiem jednym z wyższych pickupów na rynku. Równie wysokie jest tylko Isuzu D-Max i Volkswagen Amarok.

Mimo tego, nie jest to najdłuższy SUV. Pod tym względem dłuższy jest np. Nissan Navara i Mercedes klasy X i to aż o 23,5 i 24,5 cm – to duża różnica. Dłuższe jest nawet Isuzu D-Max i Mitsubishi L200 o odpowiednio 20 i 19 cm. To powoduje, że SsangYongiem odrobinę lepiej manewruje się w mieście.

Ale z tego względu mniejsza niż u konkurentów jest przestrzeń ładunkowa. Ma 1,3 m długości, maksymalnie 1,57 m szerokości, a ładowność wynosi stosunkowo niewiele jak na pickupa – 790 kg. Navara w najbardziej bogatej wersji może załadować 1048 kg.

Musso nie jest to więc najlepszym auto do ciężkiej pracy, a raczej pojazdem na co dzień, który z dobrą zabudową może zmieścić znacznie więcej, niż jakikolwiek SUV. Czyli jeżeli ktoś wozi dużo gratów, a nie chce jeździć busem, to powinien zainteresować się Musso.

Kolejne ładne auto od SsangYonga

Najlepszym punktem programu w przypadku SsansYonga Musso jest wygląd. Ja wiem, że w odniesieniu do SsangYonga brzmi to podejrzanie, ale jednak te koreańskie auta w ostatnich latach mocno się wyrobiły.

Na zewnątrz Musso można opcjonalnie doposażyć nawet w 20 calowe felgi. W trudny teren może niezbyt, ale mocno poprawiają prezencję. Są też nowoczesne akcenty w postaci świateł LED do jazdy dziennej, które zmieniają się w kierunkowskazy. Jest i ładny przód z całkiem ładną linią nadwozia.

Lepsze wnętrze ma tylko Mercedes klasy X

Jeszcze lepiej jest, gdy zajrzymy do środka. Uwagę przykuwa przede wszystkim duży, wyraźny ekran LCD o przekątnej 9,2″ na konsoli centralnej. Takie rzeczy spotyka się w nowoczesnych SUV-ach, a nie w pickupach. Na przykład Mercedes klasy X ma ekran 8,4″, a Nissanie Navara znajdziemy tylko 7″.

Do tego kamera cofania jest bardzo dobrej jakości. Równie dobrą widziałem tylko w Mercedesie klasy X. A to sprawia że ekran w samochodzie jest nie tylko gadżetem, ale naprawdę przydatną sprawą. Jeżeli komuś jedna kamera nie wystarczy, może wyposażyć auto w system kamer 360 stopni. Mój egzemplarz akurat tego nie miał. W sumie jedna kamera i tak daje radę.

Kolejna rzecz, której w pickupach się nie widuje, to możliwość dorzucenia kolorowego ekranu LCD o przekątnej 7″ pomiędzy licznikiem, a obrotomierzem. Mój egzemplarz wprawdzie też tego nie miał, ale opcja jest. A tylko Mercedes i Nissan mają taką samą możliwość. Na tym mniejszym ekranie wyświetlić możemy sobie np. nawigację, albo parametry samochodu.

Dużą zaletą jest też obsługa Android Auto i Apple CarPlay. Oznacza to możliwość korzystania z porządnej nawigacji, czyli Map Google oraz z odtwarzacza Spotify.

No i przycisk rozpoznawania głosu na kierownicy działa z Android Auto, co sprawia że chce się z tego korzystać. W wielu autach pomimo odpalenia Android Auto przycisk ów uruchamia fabryczne rozpoznawanie głosu, które w porównaniu do tego z Google działa bardzo przeciętnie.

Bogate wyposażenie

A poza tym jest to bardzo fajne wnętrze przeniesione niemal żywcem z modelu Rexton. Pozbawiono je tylko kilku detali. Nie ma np. pikowanej skóry na desce rozdzielczej. Da się przeżyć. Ale jeżeli chodzi o wyposażenie – jest prawie to samo.

Podgrzewane fotele i podgrzewana kierownica – nie ma problemu. Wentylowane fotele skórzane – też są w opcji. A tego nie ma ani w Navarze, ani w Mercedesie klasy X. Obowiązkowa sprawa do tapicerki skórzanej w upalne dni, dzięki której nie będziemy spoceni sklejać się z fotelem.

Producent chwali się też, że na tylnych siedzeniach jeździ się całkiem wygodnie, bo zazwyczaj kanapy w pickupach mają dosyć pionowe oparcia. Tymczasem te w Musso odchylają się o 27 stopni.

Auto w najwyższym wyposażeniu Sapphire zyskuje także system bezkluczykowy z systemem automatycznego blokowania się zamków.

Musso wyposażyć można w jeden bardzo przydatny system o nazwie RCTA, który monitoruje co się dzieje za autem i daje znać przy wyjeżdżaniu tyłem, jeżeli wykryje jakiś inny pojazd. Przydatna rzecz, bo jest to długie auto (5,1 m) i nie zawsze widać co się dzieje za nami.

Silnik i napęd

Pod maską SsangYonga Musso standard w branży. 4 cylindrowy diesel o pojemności 2,15 litra i mocy 181 KM z momentem obrotowym 400 Nm. Podobne silniki o podobnych mocach znajdują się także w Nissanie Navara oraz Mitsubishi L200. Tylko Mercedes klasy X oraz Volkswagen Amarok oferują 3 litrowe, 6 cylindrowe jednostki o mocach ponad 200 KM.

Nie jest to sprinter do 100 km/h, o czym świadczy fakt, że SsangYong nawet nie podaje tego parametru. Ale da się bez problemu jeździć w trasie i nawet całkiem dynamicznie wyprzedzać z kompletem pasażerów.

Napęd rzecz jasna przekazywany jest na 4 koła, chociaż dostępna jest też wersja z napędem na jedną oś. Ale tylko w podstawowym wyposażeniu. Napęd 4×4 wyposażony jest w reduktor, którym może pomóc w sytuacjach kryzysowych. Opcjonalnie można dokupić LS, czyli blokadę tylnego mechanizmu różnicowego.

W kategorii zżucia paliwa jest raczej standardowo jak na te gabaryty, moc i masę 2,1 tony. W mieście auto potrzebowało 12 litrów na 100 km przy spokojnej jeździe. W trasie przy 90 km/h da się uzyskać ok. 8 litrów na 100 km, zaś przy 140 km/h ok. 10-10,5 litra na 100 km. Jak na takie gabaryty i ponad 2 tony masy to dobry wynik.

Wady

Stanowczo najgorszym elementem SsangYonga Musso jest praca zawieszenia na nierównościach w mieście. Po prostu telepie bardziej niż w jakimkolwiek aucie typowo osobowym. Z tym, że nie jest to zarzut do wyłącznie do SsangYonga, ale generalnie do wszystkich pickupów, którymi z natury bardziej telepie. Chyba tylko Mercedes klasy X radzi sobie w tej kategorii w miarę przyzwoicie.

W każdym razie jeżeli ktoś liczy na wyjątkowo gładką pracę zawieszenia na wybojach, to mam złe wieści. Nawet Skoda Fabia będzie pod tym względem dużo lepsza.

Ceny

Cenowo SsangYong Musso nie jest wyjątkową okazją, ale z drugiej strony jest to jeden z najlepiej wyposażonych pickupów na rynku. Goła podstawa, czyli wersja Crystal kosztuje 109 900 zł. Najwyższa wersja Sapphire to już wydatek 155 900 zł.

Skrzynia manuala wymaga niemałej dopłaty 10 000 zł. Jest też pakiet Safety, za 8000 zł, czyli system monitorowania martwego pola, wspomaganie wyjazdu z parkingu tyłem oraz dosyć bezużyteczny system ostrzegania o zmianie pasa ruchu.

Oznacza to, że SsangYong Musso na bogato kosztować nas będzie 173 000 zł. O ile nie zażyczymy sobie 20 calowych felg, zamiast 18 calowych (dopłata 3500 zł), blokady mechanizmu różnicowego tylnej osi (2500 zł), czy lakieru metalizowanego – 3000 zł.