Grandland X 2.0D, 177 KM, 8AT – najfajniejszy Opel jakim jeździłem – TEST

Połączenie 177 KM i niewielkich gabarytów przekłada się na bardzo przyjemne przyspieszenie. Do tego Grandland X jest wyżej zawieszony, więc można śmiało jeździć po krawężnikach. No i pali mało, bo nie ma napędu 4×4, czym nie powinieneś przejmować się, o ile nie jesteś leśniczym, albo nie mieszkasz w górach.

Opel Grandland X to dowód na to, że Crossovery i SUV-y, czyli takie niby wykastrowane prawdziwe terenówki 4×4, mają bardzo dużo sensu. W sumie dużo więcej, niż prawdziwe terenówki, które do miasta są straszne, a na trasę jeszcze gorsze.

Na przykład Grandland X dzięki temu, że nie ma napędu 4×4 – który przecież swoje waży – jest dużo bardziej dynamiczny i jednocześnie bardziej oszczędny od pierwszego lepszego auta z AWD. Ok, nie wjedziemy nim może na szczyt stoku narciarskiego, ale duży prześwit i dobre opony zimowe wyciągną was z większych zasp, niż można się spodziewać.

Ów prześwit przyda się też w mieście, gdzie można wjeżdżać na większe krawężniki. W Grandlandzie nie ma z tym problemu. A tydzień wcześniej, który spędziłem w niskiej Insignii GSi, musiałem darować sobie część miejsc parkingowych.

Największe zalety Opla Grandland X

Największą zaletą tego pojazdu jest z pewnością silnik. 2 litrowy diesel o mocy 177 KM w połączeniu z masą własną 1,5 tony przekłada się na zaskakująco dużą frajdę z jazdy. Przyspieszenie podczas wyprzedania w trasie jest zaskakujące i bardzo przyjemne, jak na “zwykłego” SUV-a spoza segmentu premium.

Jednocześnie auto jest bardzo oszczędne. W trasie przy 90 km/h da się spokojnie osiągnąć średni wynik 5 litrów na 100 km. A podczas znacznie bardziej dynamicznego użytkowania nie udało mi się przekroczyć w trasie 11 litrów.

Na papierze wygląda to tak sobie, bo wg danych technicznych Grandland X 2.0 Diesel 177 KM rozpędza się od 0 do 100 km/h w 9,5 sekundy. Brzmi to słabo. Ale subiektywne wrażenia z elastyczności 80-120 km/h w żaden sposób tego nie potwierdzają. Auto po prostu zapierdziela aż miło.

Bogate wyposażenie

Z rzeczy, które wcale nie zdarzają się tak często, to podgrzewana kierownica. Przednie fotele oczywiście też. Mamy również 8 calowy ekran nawigacji z multimediami przechwyconymi z Peugeota i Citroena. To dobra wiadomość, bo są one dużo lepsze od tego, co wcześniej oferował Opel. Mamy Android Auto, mamy Apple Car Play. Możemy więc korzystać albo z wbudowanej nawigacji, albo z Map Google.

Są też dwie kamery – z przodu i tyłu auta. Dzięki temu manewrowanie po parkingu staje się bajecznie proste. Jakość obrazu nie jest jednak najlepsza na świecie, ale i tak kamery są pomocne.

Dobre wrażenie zrobił też system nagłośnienia Denon. W porównaniu do systemu Bose, który miałem zamontowany w Insignii GSi, to prawdziwa przepaść. W sensie, ze Grandland z Denonem grał na tle Insignii znacznie lepiej.

Kolejna znakomita sprawa, którą warto dorzucić do wyposażenia, to wszystkie światła w technologii LED – tj. dzienne/mijania/drogowe. Raz – świecą jaśniej od klasycznych halogenów. Dwa – mają bardzo fajny system przełączania pomiędzy trybami mijania/drogowe. Nie jest może aż tak fajny, jak reflektory IntelliLux z nowej Insignii, ale mimo wszystko dają radę. Kupując nowy samochód lepiej zaoszczędzić na lakierze, a kasę dorzucić do pełnych reflektorów LED. To zupełnie inny poziom komfortu jazdy w nocy.

Bezpieczeństwo

Na długie i nudne podróże po autostradach przydać się może tempomat adaptacyjny. Działa on przy prędkościach 30-180 km/h utrzymuje odstęp od auta przed nami. Może też całkowicie zatrzymać samochód, gdy zapomnimy zahamować.

Grandland może być bowiem wyposażony w system AEB (Automatic Emergency Braking), który wykrywa inne auta oraz pieszych. I gdy zapomnimy zahamować, system uczyni to za nas. Oczywiście nie tak, że na 100%, ale z dużym prawdopodobieństwem.

Jego działanie nie jest takie oczywiste, bo działa on od 5 do 140 km/h, ale z paroma wyjątkami. Od 5 do 30 km/h zmniejsza prędkość o 0,9 g. Od 30 do 140 km/h potrafi przyhamować auto o maksymalnie 50 km/h. Do tego jadące pojazdy wykrywa w zakresie 5-140 km/h, zaś pieszych – tylko od 5 do 60 km/h. Mimo wszystko lepsze to, niż całkowita pewność, że kogoś przejedziemy podczas krótkiej drzemki za kierownicą.

Największe wady Opla Grandland X

Nie wiem jakim cudem nie zauważyłem tego w modelu testowanym kilka miesięcy temu, ale w tym nie dało się tego nie zauważyć. Podłokietnik drzwi kierowcy trzeszczał jak cholera. W żadnym innym aucie się z czymś takim nie spotkałem. Niby w Skodzie Kodiaq też trzeszczał, ale nie aż tak.

System Start&Stop był nadgorliwy i irytujący przy zimnym silniku. Po pierwsze – uruchamiał się jeszcze nim silnik się zagrał. Wtedy przełączał się nawiew między trybem szybkim i wolnym przy każdym wyłączeniu/włączeniu silnika. Automatycznie. A było to słychać dość mocno. Do tego gdy silnik jest zimny, napęd ma tendencje do szarpnięcia przy ruszeniu. Rozwiązaniem było wyłączanie tego systemu przyciskiem. Jak wszystko się nagrzało problem znikał i auto ruszało gładko, a moment włączenia silnika stawał się wtedy prawie niewyczuwalny.

Ceny

Aktualnie jest promocja na rocznik 2018 (rok modelowy 2019, czyli wciąż ten aktualny), więc ceny są dobre. Jak promocja się skoczy, już takie nie będą. W każdym razie za Grandlanda X trzeba teraz zapłacić 83 tys. zł za wersję z silnikiem benzynowym, 130 KM (1.2 turbo, 3 cylindry), w podstawowym wyposażeniu Enjoy.

Omawiany diesel 177 KM kosztuje już 117 tys. zł w nieco wyższym wyposażeniu Design Line lub Innovation. Topowe wyposażenie Ultimate, gdzie standardem są choćby wspomniane światła LED, podnosi cenę do 138 600 zł.

Ale nawet wtedy dopłaty wymaga dach panoramiczny – 2900 zł. Kolejne 7000 zł dorzucić można do tapicerki skórzanej z fotelami wentylowanymi. System audio Denon też nie jest za darmo, kosztuje 2900 zł. 1200 zł wymaga też system IntelliGrip ułatwiający jazdę po wymagających nawierzchniach. Ale to bym spokojnie odpuścił, bo ani razu nie zdarzyło mi się go użyć.

Niemniej jednak jeżeli rozważasz Grandlanda X, co wydaje się całkiem słusznym pomysłem, chociaż spróbuj przejechać się wersją o mocy 177 KM. Kosztuje tylko 6500 zł więcej od odmiany 1.5D 130 KM, a daje dużo więcej frajdy. I to przy zbliżonym zużyciu paliwa.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Renault Talisman TCe 225 EDC FAP – TEST

    Trochę się bałem tego testu, bo jakieś 3 lata temu jeździłem Talismanem z początku produkcji i auto okazało się przeciętniakiem. Piękne nadwozie...
    19 maja 2019

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Grandland X 2.0D, 177 KM, 8AT – najfajniejszy Opel jakim jeździłem – TEST
Grandland X 2.0D, 177 KM, 8AT – najfajniejszy Opel jakim jeździłem – TEST
Grandland X 2.0D, 177 KM, 8AT – najfajniejszy Opel jakim jeździłem – TEST

Połączenie 177 KM i niewielkich gabarytów przekłada się na bardzo przyjemne przyspieszenie. Do tego Grandland X jest wyżej zawieszony, więc można śmiało jeździć po krawężnikach. No i pali mało, bo nie ma napędu 4×4, czym nie powinieneś przejmować się, o ile nie jesteś leśniczym, albo nie mieszkasz w górach.

Opel Grandland X to dowód na to, że Crossovery i SUV-y, czyli takie niby wykastrowane prawdziwe terenówki 4×4, mają bardzo dużo sensu. W sumie dużo więcej, niż prawdziwe terenówki, które do miasta są straszne, a na trasę jeszcze gorsze.

Na przykład Grandland X dzięki temu, że nie ma napędu 4×4 – który przecież swoje waży – jest dużo bardziej dynamiczny i jednocześnie bardziej oszczędny od pierwszego lepszego auta z AWD. Ok, nie wjedziemy nim może na szczyt stoku narciarskiego, ale duży prześwit i dobre opony zimowe wyciągną was z większych zasp, niż można się spodziewać.

Ów prześwit przyda się też w mieście, gdzie można wjeżdżać na większe krawężniki. W Grandlandzie nie ma z tym problemu. A tydzień wcześniej, który spędziłem w niskiej Insignii GSi, musiałem darować sobie część miejsc parkingowych.

Największe zalety Opla Grandland X

Największą zaletą tego pojazdu jest z pewnością silnik. 2 litrowy diesel o mocy 177 KM w połączeniu z masą własną 1,5 tony przekłada się na zaskakująco dużą frajdę z jazdy. Przyspieszenie podczas wyprzedania w trasie jest zaskakujące i bardzo przyjemne, jak na “zwykłego” SUV-a spoza segmentu premium.

Jednocześnie auto jest bardzo oszczędne. W trasie przy 90 km/h da się spokojnie osiągnąć średni wynik 5 litrów na 100 km. A podczas znacznie bardziej dynamicznego użytkowania nie udało mi się przekroczyć w trasie 11 litrów.

Na papierze wygląda to tak sobie, bo wg danych technicznych Grandland X 2.0 Diesel 177 KM rozpędza się od 0 do 100 km/h w 9,5 sekundy. Brzmi to słabo. Ale subiektywne wrażenia z elastyczności 80-120 km/h w żaden sposób tego nie potwierdzają. Auto po prostu zapierdziela aż miło.

Bogate wyposażenie

Z rzeczy, które wcale nie zdarzają się tak często, to podgrzewana kierownica. Przednie fotele oczywiście też. Mamy również 8 calowy ekran nawigacji z multimediami przechwyconymi z Peugeota i Citroena. To dobra wiadomość, bo są one dużo lepsze od tego, co wcześniej oferował Opel. Mamy Android Auto, mamy Apple Car Play. Możemy więc korzystać albo z wbudowanej nawigacji, albo z Map Google.

Są też dwie kamery – z przodu i tyłu auta. Dzięki temu manewrowanie po parkingu staje się bajecznie proste. Jakość obrazu nie jest jednak najlepsza na świecie, ale i tak kamery są pomocne.

Dobre wrażenie zrobił też system nagłośnienia Denon. W porównaniu do systemu Bose, który miałem zamontowany w Insignii GSi, to prawdziwa przepaść. W sensie, ze Grandland z Denonem grał na tle Insignii znacznie lepiej.

Kolejna znakomita sprawa, którą warto dorzucić do wyposażenia, to wszystkie światła w technologii LED – tj. dzienne/mijania/drogowe. Raz – świecą jaśniej od klasycznych halogenów. Dwa – mają bardzo fajny system przełączania pomiędzy trybami mijania/drogowe. Nie jest może aż tak fajny, jak reflektory IntelliLux z nowej Insignii, ale mimo wszystko dają radę. Kupując nowy samochód lepiej zaoszczędzić na lakierze, a kasę dorzucić do pełnych reflektorów LED. To zupełnie inny poziom komfortu jazdy w nocy.

Bezpieczeństwo

Na długie i nudne podróże po autostradach przydać się może tempomat adaptacyjny. Działa on przy prędkościach 30-180 km/h utrzymuje odstęp od auta przed nami. Może też całkowicie zatrzymać samochód, gdy zapomnimy zahamować.

Grandland może być bowiem wyposażony w system AEB (Automatic Emergency Braking), który wykrywa inne auta oraz pieszych. I gdy zapomnimy zahamować, system uczyni to za nas. Oczywiście nie tak, że na 100%, ale z dużym prawdopodobieństwem.

Jego działanie nie jest takie oczywiste, bo działa on od 5 do 140 km/h, ale z paroma wyjątkami. Od 5 do 30 km/h zmniejsza prędkość o 0,9 g. Od 30 do 140 km/h potrafi przyhamować auto o maksymalnie 50 km/h. Do tego jadące pojazdy wykrywa w zakresie 5-140 km/h, zaś pieszych – tylko od 5 do 60 km/h. Mimo wszystko lepsze to, niż całkowita pewność, że kogoś przejedziemy podczas krótkiej drzemki za kierownicą.

Największe wady Opla Grandland X

Nie wiem jakim cudem nie zauważyłem tego w modelu testowanym kilka miesięcy temu, ale w tym nie dało się tego nie zauważyć. Podłokietnik drzwi kierowcy trzeszczał jak cholera. W żadnym innym aucie się z czymś takim nie spotkałem. Niby w Skodzie Kodiaq też trzeszczał, ale nie aż tak.

System Start&Stop był nadgorliwy i irytujący przy zimnym silniku. Po pierwsze – uruchamiał się jeszcze nim silnik się zagrał. Wtedy przełączał się nawiew między trybem szybkim i wolnym przy każdym wyłączeniu/włączeniu silnika. Automatycznie. A było to słychać dość mocno. Do tego gdy silnik jest zimny, napęd ma tendencje do szarpnięcia przy ruszeniu. Rozwiązaniem było wyłączanie tego systemu przyciskiem. Jak wszystko się nagrzało problem znikał i auto ruszało gładko, a moment włączenia silnika stawał się wtedy prawie niewyczuwalny.

Ceny

Aktualnie jest promocja na rocznik 2018 (rok modelowy 2019, czyli wciąż ten aktualny), więc ceny są dobre. Jak promocja się skoczy, już takie nie będą. W każdym razie za Grandlanda X trzeba teraz zapłacić 83 tys. zł za wersję z silnikiem benzynowym, 130 KM (1.2 turbo, 3 cylindry), w podstawowym wyposażeniu Enjoy.

Omawiany diesel 177 KM kosztuje już 117 tys. zł w nieco wyższym wyposażeniu Design Line lub Innovation. Topowe wyposażenie Ultimate, gdzie standardem są choćby wspomniane światła LED, podnosi cenę do 138 600 zł.

Ale nawet wtedy dopłaty wymaga dach panoramiczny – 2900 zł. Kolejne 7000 zł dorzucić można do tapicerki skórzanej z fotelami wentylowanymi. System audio Denon też nie jest za darmo, kosztuje 2900 zł. 1200 zł wymaga też system IntelliGrip ułatwiający jazdę po wymagających nawierzchniach. Ale to bym spokojnie odpuścił, bo ani razu nie zdarzyło mi się go użyć.

Niemniej jednak jeżeli rozważasz Grandlanda X, co wydaje się całkiem słusznym pomysłem, chociaż spróbuj przejechać się wersją o mocy 177 KM. Kosztuje tylko 6500 zł więcej od odmiany 1.5D 130 KM, a daje dużo więcej frajdy. I to przy zbliżonym zużyciu paliwa.