Czy producenci przeszacowali boom na elektryczne samochody?

Motoryzacja oszalała na punkcie samochodów elektrycznych. Codziennie sieć bombardowana jest przez informacje o kolejnych nowych samochodach z takim napędem, które w najbliższej przyszłości zasilą oferty europejskich, azjatyckich i amerykańskich producentów. Co jednak, jeśli producenci przeszacowali swoje oczekiwania wobec popytu na takie pojazdy? Już teraz lepiej studzić emocje…

Nie da się ukryć, że motoryzacja przechodzi duże przesilenie. Spada sprzedaż i nakłady na rozwój silników wysokoprężnych u wielu producentów, klienci odchodzą od tradycyjnych rodzajów nadwozi (kombi, sedany, vany), a w dodatku – coraz więcej słyszy się o samochodach elektrycznych.

Nadchodzi elektryczna fala

Pojazdem, który stanowi swoisty znak dzisiejszych czasów w przemyśle samochodowym jest crossover na prąd z ekranami dotykowymi zamiast przełączników. Najlepiej, żeby miał jeszcze funkcję półautonomicznej jazdy. I łączył się z iPhonem.

Faktycznie, nie ulega wątpliwości, że znaczenie samochodów elektrycznych stale rośnie. Nadal jednak w większości pełnią one rolę ciekawostki w gamie większości producentów. Ekscentryka w rodzinie, nowoczesnego odmieńca na tle tradycyjnie usposobionych krewnych.

Przyszłość usłana różami

Niebawem ma się to jednak zmienić, bowiem kolejne marki zapowiadają nie tyle przedstawienie swoich pierwszych samochodów na prąd, co zbudowanie całej gamy takich pojazdów. Fala debiutów już ruszyła, zaczynając się od niemieckich marek premium. Niebawem, dołączyć mają do gry producenci popularni, jak Opel, Skoda, Ford czy Volkswagen.

Odnieść można wrażenie, że u producentów panuje niepoprawny optymizm. Skoro inwestujemy miliony euro w tę technologię, to klienci ruszą do salonów, a im więcej będzie aut na prąd, tym więcej będzie się ich sprzedawać. Większe zyski! Co jednak, jeśli przemysł motoryzacyjny przeszacował oczekiwany rynkowy odbiór aut na prąd?

A co, jeśli wcale nie będzie tak wspaniale?

Analitycy Deloitte, dla kontrastu, snują ponure wizje skutków bieżących działań producentów samochodów. Intensywne zapełnianie rynku coraz to kolejnymi, nowymi samochodami elektrycznymi może spowodować, że dojdzie do zjawiska przesytu.

Zdaniem analityków, już w 2030 roku może pojawić się nadpodaż aut na prąd, czyli liczba aut znacząco przewyższy panujący na nie popyt. Jak mówi Michael Woodward, producenci będą musieli przygotować się na nowe porządki w świecie motoryzacji. Przestawienie się na masową produkcję samochodów elektrycznych będzie musiało zmienić bieżącą percepcję wielkich koncernów.

Spadek cen i rosnąca sprzedaż, ale w rozsądnych granicach

Specjaliści z Deloitte przyznają, że w ciągu najbliższych lat może pojawić się znaczący spadek cen samochodów elektrycznych. Już około 2024 roku mogą się one stać nawet tańsze, niż niektóre podobne samochody z tradycyjnym napędem. Eksperci dodają, że owszem, popyt wzrośnie (21 milionów pojazdów w ciągu najbliższej dekady), jednak szanse na spełnienie się optymistycznych prognoz niektórych marek są nikłe.

Przypominamy – obecnie, roczna sprzedaż samochodów elektrycznych wyniosła w 2018 roku 2 miliony. To dwa razy więcej, niż w roku 2017. Jednakże, wciąż jedynie 1 na 250 samochodów poruszających się po drogach to pojazd na prąd.

Już w tym roku poznamy elektrycznego Volkswagena I.D. Neo – niemieckiego konkurenta Nissana Leaf. W przyszłym roku o klasę mniejsze samochody elektryczne zapowiada Opel i Peugeot. Czas pokaże, czy założenia wielkich koncernów co do opłacalności ich bieżących praktyk nie będą tylko myśleniem życzeniowym.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Czy producenci przeszacowali boom na elektryczne samochody?
Czy producenci przeszacowali boom na elektryczne samochody?
Czy producenci przeszacowali boom na elektryczne samochody?

Motoryzacja oszalała na punkcie samochodów elektrycznych. Codziennie sieć bombardowana jest przez informacje o kolejnych nowych samochodach z takim napędem, które w najbliższej przyszłości zasilą oferty europejskich, azjatyckich i amerykańskich producentów. Co jednak, jeśli producenci przeszacowali swoje oczekiwania wobec popytu na takie pojazdy? Już teraz lepiej studzić emocje…

Nie da się ukryć, że motoryzacja przechodzi duże przesilenie. Spada sprzedaż i nakłady na rozwój silników wysokoprężnych u wielu producentów, klienci odchodzą od tradycyjnych rodzajów nadwozi (kombi, sedany, vany), a w dodatku – coraz więcej słyszy się o samochodach elektrycznych.

Nadchodzi elektryczna fala

Pojazdem, który stanowi swoisty znak dzisiejszych czasów w przemyśle samochodowym jest crossover na prąd z ekranami dotykowymi zamiast przełączników. Najlepiej, żeby miał jeszcze funkcję półautonomicznej jazdy. I łączył się z iPhonem.

Faktycznie, nie ulega wątpliwości, że znaczenie samochodów elektrycznych stale rośnie. Nadal jednak w większości pełnią one rolę ciekawostki w gamie większości producentów. Ekscentryka w rodzinie, nowoczesnego odmieńca na tle tradycyjnie usposobionych krewnych.

Przyszłość usłana różami

Niebawem ma się to jednak zmienić, bowiem kolejne marki zapowiadają nie tyle przedstawienie swoich pierwszych samochodów na prąd, co zbudowanie całej gamy takich pojazdów. Fala debiutów już ruszyła, zaczynając się od niemieckich marek premium. Niebawem, dołączyć mają do gry producenci popularni, jak Opel, Skoda, Ford czy Volkswagen.

Odnieść można wrażenie, że u producentów panuje niepoprawny optymizm. Skoro inwestujemy miliony euro w tę technologię, to klienci ruszą do salonów, a im więcej będzie aut na prąd, tym więcej będzie się ich sprzedawać. Większe zyski! Co jednak, jeśli przemysł motoryzacyjny przeszacował oczekiwany rynkowy odbiór aut na prąd?

A co, jeśli wcale nie będzie tak wspaniale?

Analitycy Deloitte, dla kontrastu, snują ponure wizje skutków bieżących działań producentów samochodów. Intensywne zapełnianie rynku coraz to kolejnymi, nowymi samochodami elektrycznymi może spowodować, że dojdzie do zjawiska przesytu.

Zdaniem analityków, już w 2030 roku może pojawić się nadpodaż aut na prąd, czyli liczba aut znacząco przewyższy panujący na nie popyt. Jak mówi Michael Woodward, producenci będą musieli przygotować się na nowe porządki w świecie motoryzacji. Przestawienie się na masową produkcję samochodów elektrycznych będzie musiało zmienić bieżącą percepcję wielkich koncernów.

Spadek cen i rosnąca sprzedaż, ale w rozsądnych granicach

Specjaliści z Deloitte przyznają, że w ciągu najbliższych lat może pojawić się znaczący spadek cen samochodów elektrycznych. Już około 2024 roku mogą się one stać nawet tańsze, niż niektóre podobne samochody z tradycyjnym napędem. Eksperci dodają, że owszem, popyt wzrośnie (21 milionów pojazdów w ciągu najbliższej dekady), jednak szanse na spełnienie się optymistycznych prognoz niektórych marek są nikłe.

Przypominamy – obecnie, roczna sprzedaż samochodów elektrycznych wyniosła w 2018 roku 2 miliony. To dwa razy więcej, niż w roku 2017. Jednakże, wciąż jedynie 1 na 250 samochodów poruszających się po drogach to pojazd na prąd.

Już w tym roku poznamy elektrycznego Volkswagena I.D. Neo – niemieckiego konkurenta Nissana Leaf. W przyszłym roku o klasę mniejsze samochody elektryczne zapowiada Opel i Peugeot. Czas pokaże, czy założenia wielkich koncernów co do opłacalności ich bieżących praktyk nie będą tylko myśleniem życzeniowym.