5 nadwozi, jakie mogą wyginąć w najbliższych latach – niektóre, już w 2019 roku

Motoryzacja to żywy organizm, który stale ulega nieuchronnym zmianom. Te w ostatnim czasie coraz poważniej naruszają dotychczasowy status quo. Zmienia się układ sił nie tylko w źródłach napędu, ale i porządek rodzajów nadwozi. Niebawem wyginąć może wiele z nich, choć przez lata były one stałą częścią krajobrazu. Kto winny? Klienci. Oni przestają je kupować i to od nich wszystko zależy.

Trudno winić crossovery za jedynego winowajcę obecnych tendencji, ale nie da się ukryć, że ich udział w zmianach jest spory. Klienci coraz chętniej przesiadają się do podwyższonych hatchbacków i kombi, rzadziej niż przed laty zerkając na tzw. tradycyjne nadwozia. Efekt nie jest trudny do przewidzenia – wzrostowa popularność crossoverów odbywa się w dużej mierze kosztem innych.

Najbardziej cierpią nadwozia, które dotychczas pełniły część obowiązków piastowanych dziś przez crossovery. Mowa tutaj np. o dużym wnętrzu dla rodzin, dużym bagażniku, wysokiej pozycji za kierownicą lub reprezentacyjności. Przez to, obrywają minivany, kombi, a nawet sedany.

To jednak połowa teorii. Na drugiej szali pozostają bowiem jeszcze wersje nadwoziowe, które raczej nijak mają się do fenomenu crossoverów. Z różnych względów, klienci niemal całkowicie porzucili ich kupowanie, na co w odpowiedzi – producenci powoli wygaszają je z tego świata.

Poznajcie 5 wersji nadwoziowych, które w najbliższych latach mogą trwale zniknąć z rynku samochodowego w Europie. Jedno podzieli taki los już w tym roku!

1. Kompaktowy minivan

Analogicznie do tego, jak dzisiaj wyrastają kolejne klasy crossoverów, tak przez lata na fali popularności dużych, rodzinnych samochodów kształtowały się kolejne klasy wielkościowe minivanów. Skupimy się teraz na klasie kompaktowej.

Samochody te przez ostatnie 25 lat cieszyły się sporą popularnością dzięki sensownej koncepcji. Chciałeś siedzieć wyżej, kombi było dla Ciebie za ciasne, a rodzina potrzebowała dużo przestrzeni?

Kupowałeś kompaktowego minivana. Producentów tak chwyciła koncepcja takiego wozu, że po sukcesie Renault Scenic pojawiło się wielu naśladowców. Citroen Xsara Picasso, Opel Zafira, Volkswagen Touran, Ford C-Max, Toyota Corolla Verso, Seat Altea, Fiat Multipla, Peugeot 5008, Nissan Almera Tino, Mazda 5 i tak dalej…

Dziś, większości tych samochodów na rynku już nie ma. Miłość klientów do rodzinnych samochodów zgasła tak szybko, jak zapłonęła. W odpowiedzi na malejącą sprzedaż uznano, że i dalsze inwestowanie w takie modele nie ma sensu, bo będzie tylko gorzej. I mieli rację. Niektóre kompaktowe minivany zastąpiono crossoverami (Seat, Peugeot), inni całkowicie się ich pozbyli z oferty (Ford, Toyota, Nissan, Mazda), a niewielu ostałych trwa dalej.

Już teraz wiadomo, że przyszłość obecnych graczy klasy kompaktowych minivanów jest jednak równie niepewna. Renault nie wie do konca, czy obecne wcielenie Scenica przedstawione w 2016 roku będzie miało następcę po przyznaniu, że na tle poprzedników – sprzedaje się fatalnie. Podobnie z Zafirą Opla. Samochód jest jeszcze w salonach, ale stopniowe wyparcie tego auta przez crossovera Grandland X to kwestia czasu.

Spokojnie mogą spać tylko fani Kii Carens i Citroena C4 Picasso SpaceTourer. Samochody te, póki co, nie mają nad sobą ciemnych chmur. Ciekawy zabieg szykuje jeszcze Volkswagen z Golfem Sportsvanem i Touranem – wraz z Sharanem, zastąpi je jeden “zbiorczy” model o roboczej nazwie Variosport. I to tyle, z niegdyś tak wielkiego segmentu.

2. Trzydrzwiowy hatchback

Nadwozie, które w sumie nigdy nie miało większego logicznego sensu na tle pięciodrzwiowych alternatyw, dzielnie trwało w cennikach producentów przez dziesięciolecia. Przyjęło się z czasem, że hatchbacki dowolnej wielkości z jedną parą drzwi kupują młodsi klienci, pary lub single. I to takie przekonanie pozwoliło temu nadwoziu zabłysnąć. Na krótko, ale w doskonałym stylu.

W latach 90. rozpoczęła się bowiem moda na nadawanie trzydrzwiowym hatchbackom innych proporcji i odrębnej stylizacji. Charakter np. Fiata Bravy od Bravo różnił się diametralnie. Podobnie było później z modelem Stilo, a schemat ten z czasem podchwyciła konkurencja. Citroen C4 bez pary drzwi to designerska perełka, błyszcząca na tle nudnego hatchbacka z 5-drzwiami.

Podobnie Opel Astra GTC, który długo wielu uznawało za najlepiej wyglądającego Opla na rynku. Sił z “ładnie stylizowanymi hatchbackami” spróbowała nawet Kia, prezentując przed dekadą model pro_cee’d – niebywale ciekawszy od mdłego, zachowawczego bazowego modelu. Podobnie – Renault z Megane III.

Niektórzy producenci popłynęli tak mocno, że zaczęli nawet ów trzydrzwiowe hatchbacki nazywać “coupe”. Nie uchroniło to jednak od brutalnych praw rynku. Z czasem popyt na trzydrzwiowe hatchbacki zaczął spadać – zarówno na te zachowawcze, odróżniające się od pięciodrzwiowych tylko brakiem jednej pary, jak i na te dopieszczone przez designerów.

Sytuacja zaostrzyła się w ostatnich 4-5 latach, kiedy to trzydrzwiowe nadwozia zaczęły znikać z ofert kolejnych europejskich i azjatyckich producentów w tempie masowym. W mgnieniu oka grono takich nadwozi w klasie B i C zdziesiątkowało się do marginalnych ilości.

W samym 2018 roku na tamten świat odeszły trzydrzwiowe warianty Audi A1, BMW serii 1, Forda Fiesty (po roku produkcji!), Hyundaia i20 i i30, Seata Leona i Suzuki Swifta. Obecnie, ostatni na placu boju zostaje Fiat 500, Audi A3 (w tym roku zniknie z rynku na rzecz jedynie pięciodrzwiowego następcy), Mini, Opel GTC (znika z rynku w połowie roku), Peugeot 208 (znów, nowy model tylko 5D), Skoda Citigo, Toyota Yaris i Volkswagen Golf (to samo co z A3 i 208). Śpieszcie się kochać hatchbacki z jedną parą drzwi, niebawem nie będziecie mieli w czym wybierać.

3. Sedan i kombi klasy B

Jeszcze nie tak dawno niewielkie sedany i kombi, choć niszowe od samego początku, miały zagrzane ciepłe miejsce w rynkowej hierarchii. W latach 90. niewielkie rodzinne auta oferował np. Volkswagen, Seat, Peugeot czy Fiat.

W kwestii aut trójbryłowych, jeszcze przed dekadą niewielkich sedanów można było wybierać spośród np. Renault Thalii czy Hondy City. Z kombi, choć bardziej ubogo, kupić można było np. Peugeota 207 SW czy Seata Ibizy ST. Dziś – segment B zmierza ku coraz większej monotonii.

Większość małych sedanów trwale zniknęła z europejskiego rynku, koncentrując się na rynkach, gdzie nadal kochają je miliony klientów – Ameryce Południowej, Afryce, Australii i Azji. Obecnie, w Europie ostała się już tylko (!) Dacia Logan. Małe kombi, podobnie zmierzają ku wyginięciu w starciu z crossoverami.

Po Peugeocie 207 SW (zastąpionym 2008) i Ibizie ST (zastąpionej Aroną), podobnie może stać się z Clio Grandtour i Fabią Combi – ostatnimi reprezentantami gatunku. I tak, idąc do salonu po auto segmentu B w przyszłej dekadzie będziecie mogli kupić prawdopodobnie tylko 5-drzwiowego hatchbacka. Co zrobić, jak tylko je ktoś chce kupować?

4. Tani kabriolet

Pierwszy w dzisiejszym zestawieniu wariant nadwoziowy, który przestanie trwale istnieć już w tym roku. Po tylu latach funkcjonowania jako folklor, producenci nie będący zarazem markami premium, nie chcą już inwestować ani jednego euro w rozwój samochodów bez dachu.

Nigdy nie były to dochodowe warianty nadwoziowe i uznano najwyraźniej, że skoro tyle czasu nie przynoszą większych korzyści, to być może warto wreszcie zakwestionować sens ich sens.

Pierwsze z placu boju wyginęły miejskie kabriolety. Z końcem ubiegłej dekady kreskę postawiono na ostatnich reprezentantach rodu – Oplu Tigrze TwinTop, Peugeocie 207 CC i Nissanie Micra Cabrio. Jeszcze tej dekady, podobnie stanie się z kategorią o oczko większą.

Kiedyś kompaktowe, tanie kabriolety można było kupić w salonie Forda, Renault, Peugeota, Volkswagena czy Opla. Dziś – można to zrobić już tylko u Opla, wybierając produkowany w Gliwicach model Cascada. Jeśli jednak chce się jeszcze zdobyć nowy model (są tacy?), to trzeba się śpieszyć.

Koncern PSA nie widzi dalszego sensu produkcji tego coraz gorzej sprzedającego się samochodu, który w dodatku bazuje na przestarzałej technologii GM. Produkcja Cascady ma stanąć w połowie bieżącego roku. Wraz z nią – kabriolety nie-premium odejdą w wieczne zapomnienie.

5. Hatchback klasy A

Los ostatniego, opisywanego dziś, nadwozia – nieco nas zaskakuje. Teoretycznie przecież, małe hatchbacki powinny nadal znajdować wielu klientów. Przez lata takie wozy, jak Daewoo Tico, Fiat Cinquecento czy Volkswagen Lupo były traktowane jako idealne auto dla młodego kierowcy, studenta, dostawcy pizzy, osoby z małym budżetem lub zwyczajnie tych, którym nie potrzeba było więcej pustej przestrzeni do wożenia.

Okazuje się jednak, że klienci trochę zmienili swoje nastroje. Albo wybierają auta o segment większe (klasa B), albo decydują się na zupełnie innej koncepcji samochody. W efekcie, producenci także i patrząc na segment A dopatrują się coraz mniej obiecującej przyszłości.

W ramach niekorzystnych tendencji dla segmentu A z rynku zniknie jeszcze w tym roku mały Opel Karl, następcy może nie otrzymać też np. Citroen C1 i Peugeot 208, a także Volkswagen up! i Seat Mii. Nie jest też pewne co dalej z Renault Twingo, które sprzedaje się coraz słabiej.

Niektórzy producenci mogą też nieco zmienić koncepcję swoich najmniejszych aut. Skoda Citigo stanie się prawdopodobnie autem wyłącznie elektrycznym. Toyota Aygo – może stać się za to mikrocrossoverem. Już teraz Ford Ka, niegdysiejszy mini-Ford, wyewoluował w tańszą alternatywę dla Fiesty, pozycjonowaną jednak już nie w klasie A, lecz B.

Na koniec pozostaje już tylko postawić jedno, ważne pytanie. Jak będzie wyglądać świat motoryzacji, gdy ludziom znudzą się już te przeklęte crossovery?

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

5 nadwozi, jakie mogą wyginąć w najbliższych latach – niektóre, już w 2019 roku
5 nadwozi, jakie mogą wyginąć w najbliższych latach – niektóre, już w 2019 roku
5 nadwozi, jakie mogą wyginąć w najbliższych latach – niektóre, już w 2019 roku

Motoryzacja to żywy organizm, który stale ulega nieuchronnym zmianom. Te w ostatnim czasie coraz poważniej naruszają dotychczasowy status quo. Zmienia się układ sił nie tylko w źródłach napędu, ale i porządek rodzajów nadwozi. Niebawem wyginąć może wiele z nich, choć przez lata były one stałą częścią krajobrazu. Kto winny? Klienci. Oni przestają je kupować i to od nich wszystko zależy.

Trudno winić crossovery za jedynego winowajcę obecnych tendencji, ale nie da się ukryć, że ich udział w zmianach jest spory. Klienci coraz chętniej przesiadają się do podwyższonych hatchbacków i kombi, rzadziej niż przed laty zerkając na tzw. tradycyjne nadwozia. Efekt nie jest trudny do przewidzenia – wzrostowa popularność crossoverów odbywa się w dużej mierze kosztem innych.

Najbardziej cierpią nadwozia, które dotychczas pełniły część obowiązków piastowanych dziś przez crossovery. Mowa tutaj np. o dużym wnętrzu dla rodzin, dużym bagażniku, wysokiej pozycji za kierownicą lub reprezentacyjności. Przez to, obrywają minivany, kombi, a nawet sedany.

To jednak połowa teorii. Na drugiej szali pozostają bowiem jeszcze wersje nadwoziowe, które raczej nijak mają się do fenomenu crossoverów. Z różnych względów, klienci niemal całkowicie porzucili ich kupowanie, na co w odpowiedzi – producenci powoli wygaszają je z tego świata.

Poznajcie 5 wersji nadwoziowych, które w najbliższych latach mogą trwale zniknąć z rynku samochodowego w Europie. Jedno podzieli taki los już w tym roku!

1. Kompaktowy minivan

Analogicznie do tego, jak dzisiaj wyrastają kolejne klasy crossoverów, tak przez lata na fali popularności dużych, rodzinnych samochodów kształtowały się kolejne klasy wielkościowe minivanów. Skupimy się teraz na klasie kompaktowej.

Samochody te przez ostatnie 25 lat cieszyły się sporą popularnością dzięki sensownej koncepcji. Chciałeś siedzieć wyżej, kombi było dla Ciebie za ciasne, a rodzina potrzebowała dużo przestrzeni?

Kupowałeś kompaktowego minivana. Producentów tak chwyciła koncepcja takiego wozu, że po sukcesie Renault Scenic pojawiło się wielu naśladowców. Citroen Xsara Picasso, Opel Zafira, Volkswagen Touran, Ford C-Max, Toyota Corolla Verso, Seat Altea, Fiat Multipla, Peugeot 5008, Nissan Almera Tino, Mazda 5 i tak dalej…

Dziś, większości tych samochodów na rynku już nie ma. Miłość klientów do rodzinnych samochodów zgasła tak szybko, jak zapłonęła. W odpowiedzi na malejącą sprzedaż uznano, że i dalsze inwestowanie w takie modele nie ma sensu, bo będzie tylko gorzej. I mieli rację. Niektóre kompaktowe minivany zastąpiono crossoverami (Seat, Peugeot), inni całkowicie się ich pozbyli z oferty (Ford, Toyota, Nissan, Mazda), a niewielu ostałych trwa dalej.

Już teraz wiadomo, że przyszłość obecnych graczy klasy kompaktowych minivanów jest jednak równie niepewna. Renault nie wie do konca, czy obecne wcielenie Scenica przedstawione w 2016 roku będzie miało następcę po przyznaniu, że na tle poprzedników – sprzedaje się fatalnie. Podobnie z Zafirą Opla. Samochód jest jeszcze w salonach, ale stopniowe wyparcie tego auta przez crossovera Grandland X to kwestia czasu.

Spokojnie mogą spać tylko fani Kii Carens i Citroena C4 Picasso SpaceTourer. Samochody te, póki co, nie mają nad sobą ciemnych chmur. Ciekawy zabieg szykuje jeszcze Volkswagen z Golfem Sportsvanem i Touranem – wraz z Sharanem, zastąpi je jeden “zbiorczy” model o roboczej nazwie Variosport. I to tyle, z niegdyś tak wielkiego segmentu.

2. Trzydrzwiowy hatchback

Nadwozie, które w sumie nigdy nie miało większego logicznego sensu na tle pięciodrzwiowych alternatyw, dzielnie trwało w cennikach producentów przez dziesięciolecia. Przyjęło się z czasem, że hatchbacki dowolnej wielkości z jedną parą drzwi kupują młodsi klienci, pary lub single. I to takie przekonanie pozwoliło temu nadwoziu zabłysnąć. Na krótko, ale w doskonałym stylu.

W latach 90. rozpoczęła się bowiem moda na nadawanie trzydrzwiowym hatchbackom innych proporcji i odrębnej stylizacji. Charakter np. Fiata Bravy od Bravo różnił się diametralnie. Podobnie było później z modelem Stilo, a schemat ten z czasem podchwyciła konkurencja. Citroen C4 bez pary drzwi to designerska perełka, błyszcząca na tle nudnego hatchbacka z 5-drzwiami.

Podobnie Opel Astra GTC, który długo wielu uznawało za najlepiej wyglądającego Opla na rynku. Sił z “ładnie stylizowanymi hatchbackami” spróbowała nawet Kia, prezentując przed dekadą model pro_cee’d – niebywale ciekawszy od mdłego, zachowawczego bazowego modelu. Podobnie – Renault z Megane III.

Niektórzy producenci popłynęli tak mocno, że zaczęli nawet ów trzydrzwiowe hatchbacki nazywać “coupe”. Nie uchroniło to jednak od brutalnych praw rynku. Z czasem popyt na trzydrzwiowe hatchbacki zaczął spadać – zarówno na te zachowawcze, odróżniające się od pięciodrzwiowych tylko brakiem jednej pary, jak i na te dopieszczone przez designerów.

Sytuacja zaostrzyła się w ostatnich 4-5 latach, kiedy to trzydrzwiowe nadwozia zaczęły znikać z ofert kolejnych europejskich i azjatyckich producentów w tempie masowym. W mgnieniu oka grono takich nadwozi w klasie B i C zdziesiątkowało się do marginalnych ilości.

W samym 2018 roku na tamten świat odeszły trzydrzwiowe warianty Audi A1, BMW serii 1, Forda Fiesty (po roku produkcji!), Hyundaia i20 i i30, Seata Leona i Suzuki Swifta. Obecnie, ostatni na placu boju zostaje Fiat 500, Audi A3 (w tym roku zniknie z rynku na rzecz jedynie pięciodrzwiowego następcy), Mini, Opel GTC (znika z rynku w połowie roku), Peugeot 208 (znów, nowy model tylko 5D), Skoda Citigo, Toyota Yaris i Volkswagen Golf (to samo co z A3 i 208). Śpieszcie się kochać hatchbacki z jedną parą drzwi, niebawem nie będziecie mieli w czym wybierać.

3. Sedan i kombi klasy B

Jeszcze nie tak dawno niewielkie sedany i kombi, choć niszowe od samego początku, miały zagrzane ciepłe miejsce w rynkowej hierarchii. W latach 90. niewielkie rodzinne auta oferował np. Volkswagen, Seat, Peugeot czy Fiat.

W kwestii aut trójbryłowych, jeszcze przed dekadą niewielkich sedanów można było wybierać spośród np. Renault Thalii czy Hondy City. Z kombi, choć bardziej ubogo, kupić można było np. Peugeota 207 SW czy Seata Ibizy ST. Dziś – segment B zmierza ku coraz większej monotonii.

Większość małych sedanów trwale zniknęła z europejskiego rynku, koncentrując się na rynkach, gdzie nadal kochają je miliony klientów – Ameryce Południowej, Afryce, Australii i Azji. Obecnie, w Europie ostała się już tylko (!) Dacia Logan. Małe kombi, podobnie zmierzają ku wyginięciu w starciu z crossoverami.

Po Peugeocie 207 SW (zastąpionym 2008) i Ibizie ST (zastąpionej Aroną), podobnie może stać się z Clio Grandtour i Fabią Combi – ostatnimi reprezentantami gatunku. I tak, idąc do salonu po auto segmentu B w przyszłej dekadzie będziecie mogli kupić prawdopodobnie tylko 5-drzwiowego hatchbacka. Co zrobić, jak tylko je ktoś chce kupować?

4. Tani kabriolet

Pierwszy w dzisiejszym zestawieniu wariant nadwoziowy, który przestanie trwale istnieć już w tym roku. Po tylu latach funkcjonowania jako folklor, producenci nie będący zarazem markami premium, nie chcą już inwestować ani jednego euro w rozwój samochodów bez dachu.

Nigdy nie były to dochodowe warianty nadwoziowe i uznano najwyraźniej, że skoro tyle czasu nie przynoszą większych korzyści, to być może warto wreszcie zakwestionować sens ich sens.

Pierwsze z placu boju wyginęły miejskie kabriolety. Z końcem ubiegłej dekady kreskę postawiono na ostatnich reprezentantach rodu – Oplu Tigrze TwinTop, Peugeocie 207 CC i Nissanie Micra Cabrio. Jeszcze tej dekady, podobnie stanie się z kategorią o oczko większą.

Kiedyś kompaktowe, tanie kabriolety można było kupić w salonie Forda, Renault, Peugeota, Volkswagena czy Opla. Dziś – można to zrobić już tylko u Opla, wybierając produkowany w Gliwicach model Cascada. Jeśli jednak chce się jeszcze zdobyć nowy model (są tacy?), to trzeba się śpieszyć.

Koncern PSA nie widzi dalszego sensu produkcji tego coraz gorzej sprzedającego się samochodu, który w dodatku bazuje na przestarzałej technologii GM. Produkcja Cascady ma stanąć w połowie bieżącego roku. Wraz z nią – kabriolety nie-premium odejdą w wieczne zapomnienie.

5. Hatchback klasy A

Los ostatniego, opisywanego dziś, nadwozia – nieco nas zaskakuje. Teoretycznie przecież, małe hatchbacki powinny nadal znajdować wielu klientów. Przez lata takie wozy, jak Daewoo Tico, Fiat Cinquecento czy Volkswagen Lupo były traktowane jako idealne auto dla młodego kierowcy, studenta, dostawcy pizzy, osoby z małym budżetem lub zwyczajnie tych, którym nie potrzeba było więcej pustej przestrzeni do wożenia.

Okazuje się jednak, że klienci trochę zmienili swoje nastroje. Albo wybierają auta o segment większe (klasa B), albo decydują się na zupełnie innej koncepcji samochody. W efekcie, producenci także i patrząc na segment A dopatrują się coraz mniej obiecującej przyszłości.

W ramach niekorzystnych tendencji dla segmentu A z rynku zniknie jeszcze w tym roku mały Opel Karl, następcy może nie otrzymać też np. Citroen C1 i Peugeot 208, a także Volkswagen up! i Seat Mii. Nie jest też pewne co dalej z Renault Twingo, które sprzedaje się coraz słabiej.

Niektórzy producenci mogą też nieco zmienić koncepcję swoich najmniejszych aut. Skoda Citigo stanie się prawdopodobnie autem wyłącznie elektrycznym. Toyota Aygo – może stać się za to mikrocrossoverem. Już teraz Ford Ka, niegdysiejszy mini-Ford, wyewoluował w tańszą alternatywę dla Fiesty, pozycjonowaną jednak już nie w klasie A, lecz B.

Na koniec pozostaje już tylko postawić jedno, ważne pytanie. Jak będzie wyglądać świat motoryzacji, gdy ludziom znudzą się już te przeklęte crossovery?