Lincoln Continental z drzwiami pod wiatr, czyli Rolls-Royce po amerykańsku

Choć europejscy producenci w wielu polach nie mogą sobie poradzić z lokalną konkurencją na amerykańskim rynku, to w jednym są niedoścignieni – w markach premium. W tej klasie to miejscowe marki od lat dzielnie walczą o podkopanie pozycji “wielkiej trójki”. Choć idzie słabo, nie poddają się. Ten limitowany Lincoln Continental to wizja absolutnego luksusu made in USA.

Pomimo różnego rodzaju wahań, zmian upodobań co do rodzajów nadwozia i innych czynników, Amerykanie nadal w sporej części darzą rodzimą motoryzację dużą dozą sympatii. Największy udział w lokalnym rynku nadal ma General Motors (16,5%), a trzecie i czwarte miejsce zajmuje kolejno Ford i Fiat-Chrysler Automobiles (koncern włosko-amerykański, fakt).

Amerykanie nadal pozostają gospodarczymi patriotami

Patrząc na zestawienie najlepiej sprzedających się samochodów w mijającym, 2018 roku, sprawa wygląda jeszcze ciekawiej. Niepokonanym liderem od lat jest ogromny pickup Ford F-150, którego Amerykanie zwyczajnie uwielbiają. Co roku średnio sprzedaje się pół miliona sztuk tego samochodu. Podium domykają inne, rodzimej produkcji pickupy – Chevrolet Silverado i RAM 1500.

I choć kolejne lokaty nasączone są już wpływami japońskich marek (Toyota, Honda, Nissan), to widać, że walka w klasie aut osobowych i SUV-ów jest dość wyrównana między dwoma blokami – azjatyckim i amerykańskim. A gdzie w tym wszystkim są Europejczycy?

Europejczycy nie mają w USA czego szukać – z jednym wyjątkiem

Europejscy producenci, niestety, pomimo lat poświęconych próbom podejścia amerykańskiego klienta na różne sposoby, radzą sobie w USA mizernie lub dawno się stamtąd wycofali. Obecnie, jedyną dużą marką aut popularnych ze starego kontynentu, która dalej walczy, został Volkswagen. I walczy on pomimo afery Dieselgate, która zrujnowała jego wizerunek za Oceanem.

Jest jednak jedna klasa pojazdów, w której Europejczycy są niepokonani. To klasa premium, w której (zupełnie jak u nas) od lat prym wiedzie “wielka trójca” z Niemiec – Audi, BMW i Mercedes-Benz. Lokalni producenci do dzisiaj nie potrafią jej pokonać.

Niemiecka trójca rządzi

Niekwestionowanym liderem pozostaje marka spod znaku gwiazdy, która w XXI wieku tylko raz zeszła z roczną sprzedażą poniżej 200 tysięcy sztuk. W ostatnim roku Mercedesy znalazły 370 tysięcy nabywców i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej.

Podobnie BMW – choć zanotowało w ostatnich dwóch latach spadek, to dalej sprzedaje w USA rocznie ponad 300 tysięcy wozów. A Audi? Tamtejszy oddział w każdego sylwestra może fundować sobie ostatnio podwójnego szampana.

Jeszcze 10 lat temu firma z Ingolstadt sprzedawała mizerne 80 tysięcy aut rocznie, odstając wyraźnie od konkurentów. W ciągu dekady podwoiła wpływy. Obecnie jest to już już rocznie ćwierć miliona samochodów, przeganiając już dawno temu lokalnego Cadillaca i Lincolna. Właśnie. Cadillaca i Lincolna.

Dzielna walka o rodzimy rynek

Obie wspomniane marki to dzielnie walczące od lat oręża lokalnego przemysłu przeciwko wpływom niemieckiej trójcy. Niestety, walkę tę nieustannie przegrywają, nie trafiając nawet na podium. Co gorsza, Cadillac jest obecnie na zakręcie. Spada sprzedaż, pogoniono dotychczasowego prezesa, a do tego nieoczekiwanie flagowy model CT6 zostanie wycięty z przyszłorocznej oferty.

Co innego u Lincolna, który jeszcze dekadę temu uległ marginalizacji, a teraz – radzi sobie coraz lepiej. Choć w zeszłym roku firma sprzedała dwa razy mniej aut od Audi, to szefostwo jest pełne optymizmu i robi wszystko, aby ten wynik w następnych latach rósł. Oprócz prezentacji dużego SUV-a Aviator, marka przygotowała też mały upominek dla miłośników marki.

Amerykański Rolls-Royce

Lincoln Continental to dla tego producenta to samo, czym Klasa S jest dla Mercedesa a Audi A8 – dla Audi. Jego pierwsza generacja w przyszłym roku będzie świętować okrągłe, 80. urodziny. Z tej okazji, Amerykanie postanowili opracować wyjątkową, limitowaną serię swojej flagowej limuzyny.

Continental Coach Edition powstanie w ograniczonej ilości 80 sztuk. Wyróżniać się będzie jednym, istotnym parametrem. W przeciwieństwie do standardowego modelu, pojawiły się tylne drzwi otwierane pod wiatr – niczym w Rolls-Royce. Ponadto, limitowany Continental mierzy o 15 centymetrów więcej.

Pasażerowie tylnego rzędu siedzeń mają być rozpieszczani fotelami z funkcją masażu i elektryczną regulacją oparcia. Kierowca – fotelem regulowanym w 30 płaszczyznach, a także licznymi systemami bezpieczeństwa podczas jazdy.

Co pod maską?

Pod maską limitowanego Continentala znalazło się podwójnie doładowane, 3-litrowe V6 o mocy 406 KM, które zapewnia 400 Nm momentu obrotowego. Podczas jazdy, do wyboru tryb sportowy, komfortowy lub klasyczny.

Lincoln nie zdradził jeszcze cen na rynku północnoamerykańskim. Sprzedaż limitowanej serii ruszy latem 2019 roku.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Lincoln Continental z drzwiami pod wiatr, czyli Rolls-Royce po amerykańsku
Lincoln Continental z drzwiami pod wiatr, czyli Rolls-Royce po amerykańsku
Lincoln Continental z drzwiami pod wiatr, czyli Rolls-Royce po amerykańsku

Choć europejscy producenci w wielu polach nie mogą sobie poradzić z lokalną konkurencją na amerykańskim rynku, to w jednym są niedoścignieni – w markach premium. W tej klasie to miejscowe marki od lat dzielnie walczą o podkopanie pozycji “wielkiej trójki”. Choć idzie słabo, nie poddają się. Ten limitowany Lincoln Continental to wizja absolutnego luksusu made in USA.

Pomimo różnego rodzaju wahań, zmian upodobań co do rodzajów nadwozia i innych czynników, Amerykanie nadal w sporej części darzą rodzimą motoryzację dużą dozą sympatii. Największy udział w lokalnym rynku nadal ma General Motors (16,5%), a trzecie i czwarte miejsce zajmuje kolejno Ford i Fiat-Chrysler Automobiles (koncern włosko-amerykański, fakt).

Amerykanie nadal pozostają gospodarczymi patriotami

Patrząc na zestawienie najlepiej sprzedających się samochodów w mijającym, 2018 roku, sprawa wygląda jeszcze ciekawiej. Niepokonanym liderem od lat jest ogromny pickup Ford F-150, którego Amerykanie zwyczajnie uwielbiają. Co roku średnio sprzedaje się pół miliona sztuk tego samochodu. Podium domykają inne, rodzimej produkcji pickupy – Chevrolet Silverado i RAM 1500.

I choć kolejne lokaty nasączone są już wpływami japońskich marek (Toyota, Honda, Nissan), to widać, że walka w klasie aut osobowych i SUV-ów jest dość wyrównana między dwoma blokami – azjatyckim i amerykańskim. A gdzie w tym wszystkim są Europejczycy?

Europejczycy nie mają w USA czego szukać – z jednym wyjątkiem

Europejscy producenci, niestety, pomimo lat poświęconych próbom podejścia amerykańskiego klienta na różne sposoby, radzą sobie w USA mizernie lub dawno się stamtąd wycofali. Obecnie, jedyną dużą marką aut popularnych ze starego kontynentu, która dalej walczy, został Volkswagen. I walczy on pomimo afery Dieselgate, która zrujnowała jego wizerunek za Oceanem.

Jest jednak jedna klasa pojazdów, w której Europejczycy są niepokonani. To klasa premium, w której (zupełnie jak u nas) od lat prym wiedzie “wielka trójca” z Niemiec – Audi, BMW i Mercedes-Benz. Lokalni producenci do dzisiaj nie potrafią jej pokonać.

Niemiecka trójca rządzi

Niekwestionowanym liderem pozostaje marka spod znaku gwiazdy, która w XXI wieku tylko raz zeszła z roczną sprzedażą poniżej 200 tysięcy sztuk. W ostatnim roku Mercedesy znalazły 370 tysięcy nabywców i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej.

Podobnie BMW – choć zanotowało w ostatnich dwóch latach spadek, to dalej sprzedaje w USA rocznie ponad 300 tysięcy wozów. A Audi? Tamtejszy oddział w każdego sylwestra może fundować sobie ostatnio podwójnego szampana.

Jeszcze 10 lat temu firma z Ingolstadt sprzedawała mizerne 80 tysięcy aut rocznie, odstając wyraźnie od konkurentów. W ciągu dekady podwoiła wpływy. Obecnie jest to już już rocznie ćwierć miliona samochodów, przeganiając już dawno temu lokalnego Cadillaca i Lincolna. Właśnie. Cadillaca i Lincolna.

Dzielna walka o rodzimy rynek

Obie wspomniane marki to dzielnie walczące od lat oręża lokalnego przemysłu przeciwko wpływom niemieckiej trójcy. Niestety, walkę tę nieustannie przegrywają, nie trafiając nawet na podium. Co gorsza, Cadillac jest obecnie na zakręcie. Spada sprzedaż, pogoniono dotychczasowego prezesa, a do tego nieoczekiwanie flagowy model CT6 zostanie wycięty z przyszłorocznej oferty.

Co innego u Lincolna, który jeszcze dekadę temu uległ marginalizacji, a teraz – radzi sobie coraz lepiej. Choć w zeszłym roku firma sprzedała dwa razy mniej aut od Audi, to szefostwo jest pełne optymizmu i robi wszystko, aby ten wynik w następnych latach rósł. Oprócz prezentacji dużego SUV-a Aviator, marka przygotowała też mały upominek dla miłośników marki.

Amerykański Rolls-Royce

Lincoln Continental to dla tego producenta to samo, czym Klasa S jest dla Mercedesa a Audi A8 – dla Audi. Jego pierwsza generacja w przyszłym roku będzie świętować okrągłe, 80. urodziny. Z tej okazji, Amerykanie postanowili opracować wyjątkową, limitowaną serię swojej flagowej limuzyny.

Continental Coach Edition powstanie w ograniczonej ilości 80 sztuk. Wyróżniać się będzie jednym, istotnym parametrem. W przeciwieństwie do standardowego modelu, pojawiły się tylne drzwi otwierane pod wiatr – niczym w Rolls-Royce. Ponadto, limitowany Continental mierzy o 15 centymetrów więcej.

Pasażerowie tylnego rzędu siedzeń mają być rozpieszczani fotelami z funkcją masażu i elektryczną regulacją oparcia. Kierowca – fotelem regulowanym w 30 płaszczyznach, a także licznymi systemami bezpieczeństwa podczas jazdy.

Co pod maską?

Pod maską limitowanego Continentala znalazło się podwójnie doładowane, 3-litrowe V6 o mocy 406 KM, które zapewnia 400 Nm momentu obrotowego. Podczas jazdy, do wyboru tryb sportowy, komfortowy lub klasyczny.

Lincoln nie zdradził jeszcze cen na rynku północnoamerykańskim. Sprzedaż limitowanej serii ruszy latem 2019 roku.