Pasażer blokowanego auta uświadamia “szeryfa lewego pasa” – z powodzeniem

Spopularyzowanie się praktyki montowania rejestratorów w samochodach uwydatniło wiele bolączek polskich dróg. Jedną z nich jest, niewątpliwie, praktyka blokowania lewego pasa podczas korku, na przekór popularnej “jeździe na zamek”. Na zalewających sieć z tych bulwersujących nagraniach czasem mają miejsce prawdziwe cuda!

Nie słuchajcie kierowców, których jedynym argumentem na poparcie swoich oryginalnych tez co do kultury jazdy, jest wymachiwanie zdobytym lata temu prawem jazdy. Każde blokowanie lewego pasa na dwujezdniowej drodze w czasie korku jest zwykłym przykładem braku kultury i utrudnianiem ruchu.

Na nic rosnąca ilość wideorejestratorów montowanych w samochodach, na nic nagłaśnianie i piętnowanie tzw. “szeryfów lewego pasa”, na nic akcje policji walczące z tymi praktykami, na nic rosnąca świadomość kierowców na temat szkodliwości i uciążliwości tego niedorzecznego zwyczaju. Praktycznie kilka razy w miesiącu sieć zalewana jest nagraniami ludzi, którzy są blokowani przez samochody stojące lub celowo wolno jadące lewym pasem w czasie korku. Niektórzy są na tyle bezczelni, że zajeżdżają drogę rozpędzonym samochodom, niekiedy doprowadzając do kolizji!


Dzień dobry, dlaczego Pan to robi?

Wielu kierujących nie ma już nawet siły na nerwy – z bezsilności podejmują się rozmowy, aby zwyczajnie zrozumieć, co kieruje blokującymi lewy pas. Do popularnego od dłuższego czasu przykładu takiej rozmowy, niedawno dołączył nowy, ciekawy przypadek. Wszystko miało miejsce parę dni temu na drodze ekspresowej S51 w woj. Warmińsko-Mazurskim. Na początku nagrania samochody jadą coraz wolniej i wolniej, aż w końcu tocząc się kilkaset metrów całkowicie zatrzymują się. Oba pasy stoją.

Pasażer dostrzega, że w oddali za białą furgonetką jest całkowicie pusto. Postanawia wyjść z samochodu i skonfrontować się z kierowcą, który blokuje lewy pas drogi. Podbiega kilkaset metrów i zaczyna rozmowę, ukradkiem to nagrywając. Co warto docenić, w pełni kulturalny sposób pyta się kierowcy, dlaczego blokuje drogę, powodując wydłużanie się zatoru i paraliżując wjazd na drogę ekspresową. Kierowca pierw broni się, niby nie rozumie pytania, jednak stopniowo ugina się pod siłą perswazji, wciąż kulturalnego, nagrywającego. Powtarzanie zaklęcia “jedziemy, jedziemy, jedziemy” przynosi końcowo zaskakujący skutek – mężczyzna rusza i jedzie dalej. Można? No można.