Volvo XC20 – gdyby Szwedzi stworzyli miejskiego crossovera

Ekspansja modelowa Volvo traci już na szybkości. Szwedzi odnowili już praktycznie całą gamę i powoli zmieniają priorytety – po prezentacji nowego V40 w przyszłym roku, marka ma skupić się na elektryfikacji oferty. Załóżmy jednak, że wygospodarowane zostanie miejsce dla jeszcze jednego nowego auta – czy miałoby ono sens?

Premiera długo oczekiwanej drugiej generacji Volvo XC90 w 2014 roku zapoczątkowała nową erę w dziejach Volvo. Szwedzi pod rządami chińskiego Geely poprawili swoje finanse, zainwestowali tony pieniędzy w gruntowne odnowienie gamy i wdrożenie nowych modeli. Ta wielka kampania po 4 latach dobiega wreszcie końca.

Wiatr zmian

Nowy wygląd i technologię mają już praktycznie wszystkie modele marki. Z jednym wyjątkiem. Na następcę czeka jeszcze owoc poprzedniej epoki, odstający swoimi krągłymi liniami od minimalistycznych braci, hatchback V40. Po 6 latach od premiery auto musi poczekać jeszcze rok na następcę w nowych kształtach.


Volvo XC20 – wizualizacja.

Na tym ma się ponoć skończyć sypanie nowościami z rękawa (od 2014 roku co kilka miesięcy Szwedzi prezentują nowy model), po czym marka ma skupić się na wdrażaniu technologii elektrycznej. Już na początku przyszłej dekady każdy model marki ma mieć wariant na prąd.

Volvo XC20 – czy to ma sens?

Zejdźmy jednak jeszcze chwilę na ziemie i wyobraźmy sobie, że Volvo oprócz kompaktowego XC40, postanowiło rozbudować gamę SUV-ów i crossoverów jeszcze jednym, najmniejszym modelem. Zyskałby on cechy większego brata przy mniejszych kształtach, zachowując także typowe ogólne cechy wyglądu nowych Volvo.

Czy takie auto ma sens? Owszem, Audi szarpnęło się na wkroczenie do segmentu miejskich crossoverów i przed dwu laty wprowadziło na rynek Q2. Podobnych aut nie znajdziemy w ofercie BMW, Mercedesa czy Lexusa, ale kto powiedział, że zawsze trzeba się oglądać na innych? Każda okazja do zwiększenia sprzedaży jest dobra, a ta u Volvo osiąga świetne wyniki – 1,2 miliona sztuk w 2017 roku.

Auto Week