Znak zalecanej prędkości zamiast ograniczeń? Propozycja Marka Dworaka

Ciężko znaleźć kierowcę, który nie ma na sumieniu przekroczenia prędkości. Zdaniem Marka Dworaka, ostatnie praktyki stawiania znaków ograniczających prędkość doprowadziły do kuriozalnej sytuacji. Kierowcy ignorują je z premedytacją, a państwo – doskonale sobie z tego zdaje sprawę. Dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego proponuje lekarstwo na tę sytuację – wprowadźmy znaki informujące o zalecanej prędkości.

Kwestia ograniczeń prędkości od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Z jednej strony – policja mówi o brawurze, która skutkuje wypadkami i spadkiem poziomu bezpieczeństwa na drogach. Gdyby jeżdżono zgodnie z ograniczeniami, byłoby bezpieczniej – słyszymy. Z drugiej strony nie brakuje narzekań kierowców na mnożące się, ich zdaniem, bezzasadne ograniczenia prędkości.

Stawiane są one nie w celu poprawy bezpieczeństwa, a w celu bezcelowego spowalniania ruchu i łupienia kierowców z mandatów, którzy regularnie ignorują wspomniane znaki. Zdaniem dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego, doszło do patologii i trzeba coś z tym zrobić.


Marek Dworak
zrzut ekranu od: brd.24.pl

Zalecamy, a nie nakazujemy

Krakowski ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa drogowego uważa, że reformy obowiązujących przepisów drogowych powinno się rozpocząć od kwestii ograniczeń prędkości. Zdaniem Dworaka, obowiązujące obecnie znaki z ograniczeniem prędkości powinno się zastąpić nowymi – informujących kierowców o zalecanej, ale nie obowiązującej pod groźbą kary, prędkości. W takiej sytuacji, miejsce okrągłych, biało-czerwonych znaków z czarnymi cyframi, zastąpiłyby niebieskie, kwadratowe symbole zawierające informację o zalecanej prędkości.

Czy to przełomowa propozycja? W żadnym wypadku. Dyrektor MORD zwraca uwagę, że podobne znaki można spotkać choćby za południową granicą i są one z powodzeniem stosowane w wielu krajach świata. Działa to na zasadzie zaufania – ustawodawca zakłada, że kierowca jeździ bezpiecznie i rozważnie, a znajdującą się sugestię na znaku drogowym weźmie do siebie. Jeśli jednak pojedzie szybciej – czyn ten nie będzie kwalifikowany jako wykroczenie i nie będzie podlegać karze mandatu.

Oto, jak wygląda znak prędkości zalecanej w polskim kodeksie.

Zasada głębokiego zaufania

Biada jednak kierowcy, jeśli spowoduje kolizję, wypadek lub inne zdarzenie drogowe. Jeśli dokonał jego przekraczając zalecaną prędkość, będzie to brane pod uwagę jako okoliczność obciążająca – twierdzi Dworak. Dodatkowo ekspert zwraca uwagę na fakt, że np. w Niemczech spowodowanie wypadku z powodu przekroczenia prędkości oznacza surową karę nałożoną nie tylko przez wymiar sprawiedliwości, ale i przez ubezpieczyciela. Na co dzień zalecana prędkość – jego zdaniem – z powodzeniem funkcjonuje na drogach szybkiego ruchu i autostradach.

Marek Dworak, porównując do przytaczanych przykładów z zagranicy, zwraca uwagę na patologię, jaka ma miejsce w ostatnich latach w sferze ograniczeń prędkości. Zarządcy dróg stawiają je coraz bardzie bezmyślnie, doskonale zdając sobie sprawę, że kierowcy nie będą ich przestrzegać – twierdzi dyrektor MORD. Skąd taki proceder? Na myśl od razu nasuwa się proste wytłumaczenie – nagminnie łamiący zaniżone ograniczenia prędkości kierowcy przynoszą ponadprzeciętne zyski z mandatów.

Spopularyzowanie podobnego oznakowania proponuje Marek Dworak.

Dworak przytacza także argument, że ograniczenia niesłusznie wrzucają wszystkich użytkowników samochodów osobowych do jednego worka. Tymczasem są samochody, które bezpiecznie mogą jechać po nawierzchni 80 km/h w czasie, gdy pojazdy bardziej leciwe – lepiej, aby nie przekraczały na takim samym obszarze np. 40 km/h. Gdyby w takim miejscu postawić znak prędkości sugerowanej, można by dostosować prędkość do pojazdu jakim się poruszamy. W obecnym stanie rzeczy takie ograniczenia – wynikające ze znaku B-33 – są przyczynkiem do deprecjacji oznakowania, deprecjacji prawa – koczy dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego.

Czy jesteśmy gotowi?

Czy jednak powierzenie tak dużego kredytu zaufania polskim kierowcom będzie odpowiedzialne? Wielu na myśl nasuwa się pewnie pytanie, czy aby spopularyzowanie znaków informującej o zalecanej prędkości nie zachęci lekkomyślnych kierowców do testowania możliwości samochodów na publicznych drogach. Na tę pytanie Dworak odpowiada, że limity prędkości zapisane w Ustawie, a znaki ograniczające dodatkowo prędkość zostaną tam, gdzie są niezbędne.

Polskie drogi pełne są ograniczeń prędkości, których sensowność budzi wątpliwości u kierowców.
fot: extraswiecie.pl

Pytanie tylko, jak organy wdrażające, teoretycznie, reformę oznakowania będą rozumieć „tam, gdzie niezbędne”. A Wy, jakie macie przemyślenia na temat pomysłu Marka Dworaka?

źródło: brd24.pl