Życie po Europie #4 – Citroen C5 oraz C6

W zeszłym roku Francuzi podjęli historyczną decyzję i wycofali się z oferowania dużych, trójbryłowych rodzinnych aut w Europie. Samochody, które przez lata wykreowały charakter marki, odeszły w zapomnienie wraz z ostatnią sztuką Citroena C5, która zjechała z taśm w zeszłym roku. W odległych Chinach sytuacja wygląda z goła inaczej. Tam bez problemu możemy kupić nie tylko C5 po świeżej modernizacji, ale i nową interpretację dużego C6, o którym w Europie chyba już zapomniano.

Gdyby poprosić kogoś o wymienienie producentów słynących z nietuzinkowych samochodów, z pewnością prędzej czy później wspomni on o Citroenie. Francuzi od dziesięcioleci dzielnie walczą o miano króla awangardy. Historia marki znad Sekwany pełna jest nieszablonowych, niepowtarzalnych samochodów, nie do pomylenia z żadnym innym.

Wymieniać możemy zarówno wśród kolekcjonerskich klasyków – DS, CX, czy SM – jak i wśród nieco nowszych aut – XM, C3 Pluriel, czy C6. Grono to dziś dumnie reprezentują nadal produkowane auta, jak chociażby kochany i szkalowany C4 Cactus.

Przedstawiony pół wieku temu Citroen DS został ikoną designerskiej awangardy.

Citroen C6

Można kochać, można nienawidzić, ale każdy zwróci uwagę

Mimo, że z końcem zeszłego stulecia Citroen ugrzecznił wygląd modeli w poszukiwaniu szerszego grona klientów, to nigdy nie porzucił istoty swojego istnienia na motoryzacyjnej mapie. Na początku XXI wieku szefowie marki – w przerwie od prezentowania aut dla mas – wzięli sobie do serca idee, jakimi kierowali się twórcy futurystycznych krążowników w zeszłych dziesięcioleciach. Twierdzimy tak na podstawie modelu, jaki marka pokazała w 2005 roku.

Przedstawiony w 2005 roku Citroen C6 dumnie nawiązywał do stylistycznych tradycji marki. Już tej perspektywy wyglądał kosmicznie…

To wtedy bowiem Citroen przedstawił dużą limuzynę klasy wyższej o nazwie C6. Majestatyczne, niemal pięciometrowe auto, przyjęło ekscentryczną i niespotykaną u kogokolwiek innego koncepcję. Nadwoziu nadano formę dwubryłową, a linia dachu z profilu wyglądała jak w fastbacku. Gdy spojrzeliśmy na C6 od tyłu, oczom ukazała się wklęsła tylna szyba i klapa jak w sedanie. Z opisu brzmi jak akt szaleństwa designera, dlatego odsyłamy do zdjęć, które najlepiej oddają kosmiczny majestat francuskiej limuzyny.

Awangarda już się tak dobrze nie sprzedaje

Awangardowe auto w pięknym stylu przypomniało tradycje marki, dzięki którym producent z Francji zyskał sławę na całym świecie. Designerzy tworząc ekscentryczną koncepcję C6 starali się prawdopodobnie przypomnieć, że marka nie zapomniała o duchu modeli czy XM. Jak to zwykle z odważnie stylizowanymi Citroenami bywa, auto zachwycało lub urzekało. Niestety, akt odwagi designerów marki tym razem nie skradł serc klientów.

…a z tyłu przypominał statek kosmiczny.

C6 przez 7 lat swojego stażu rynkowego sprzedawało się fatalnie. Pierwsze dwa lata po debiucie kupiono nędzne 7 tysięcy sztuk. Przez pozostałe – ledwo ponad tysiąc. Przypomnienie ludziom o swoich awangardowych korzeniach tym razem niestety okazało się nieopłacalne i w 2012 roku marka bez większego żalu wycofała C6 z produkcji. Kto myśli jednak, że wraz z końcem produkcji tego auta emblemat C6 trafił do śmietnika jest w błędzie. Ale o tym za chwilę.

Citroen C5

Krążownik znad Sekwany

Drugim elementem naszej historii jest model C5. Zdecydowanie jaśniejsza i bardziej opłacalna przygoda Citroena z dużymi rodzinnymi autami. Przedstawione w 2001 roku auto zastąpiło Xantię i przyjęło podobną koncepcję, czyli liftbacka i dużego kombi. Stylistyka zyskała jednak więcej polotu i jak na tamten czas była nad wyraz atrakcyjna.

Pierwsze wcielenie C5 z 2001 roku zapisało się na kartach historii słynnym, pneumatycznym zawieszeniem.

Oryginalne jak na klasę średnią proporcje bazowej trójbryłowej odmiany C5 i unikatowe rozwiązanie techniczne – w postaci pneumatycznego zawieszenia – okazały się strzałem w dziesiątkę. Rok po premierze C5 znalazło w Europie prawie 150 tysięcy nabywców. Awangardowa propozycja marki w segmencie D została jedynym w swoim rodzaju krążownikiem drogowym i jednym, z najbardziej komfortowych aut na rynku.

Dobry start

Aby podtrzymać dobrą koniunkturę rynkową i jednocześnie upodobnić swoje wówczas flagowe auto do kompaktowej nowości C4, już po 3 latach od premiery Citroen C5 przeszedł dość gruntowną modernizację. Kombi otrzymało nowy przód z charakterystycznie wkomponowanym logo, natomiast liftback bonusowo otrzymał zupełnie nowy tył, który odznaczył się kontrowersyjnym kształtem lamp i wydłużył C5 o kilkadziesiąt milimetrów.

Modernizacja z 2004 roku nie poprawiła pogarszającej się kondycji rynkowej C5.

Zabieg nie uratował spadającego popytu i ten niestety poszybował w dół już nigdy nie osiągając pułapu 100 tysięcy sztuk. W 2008 roku Francuzi postanowili przedstawić następcę. Na przekór wszystkiemu. Citroen dodatkowo nie zraził się mizerną popularnością C6 i postanowili kontynuować swoją awangardową kampanię w przypadku mniejszego auta.

Jedyny taki

Nowe C5 otrzymało doskonałą stylistykę, będącą połączeniem najlepszych stosowanych dotychczas rozwiązań w designie. Z każdej strony auto klasy średniej Citroena wyglądało nowocześnie i oryginalnie, zarówno w wersji kombi, jak i sedan. Właśnie, przeniesienie do C5 koncepcji wklęsłej tylnej szyby wymogło odejście od koncepcji klapy podnoszonej z szybą.

Citroen przed 10 laty w wyjątkowo barwny sposób promował swoją limuzynę.

Kosmiczna deska rozdzielcza, jak na panujące 10 lat temu standardy, odznaczała się oryginalną koncepcją koła kierownicy. Podobnie jak w C4 i C4 Picasso – posiadało ono nieruchomy środek. Koncepcja, mimo że awangardowa, chyba nie spodobała się na dłuższą metę prezesom marki. C5 był ostatnim autem z takim rozwiązaniem.

Krótkotrwały efekt nowości

Francuzi promowali swoje nowe dziecko w wyjątkowo wdzięczny sposób. Kto ma dobrą pamięć, pamięta pewnie reklamy przedstawiające C5 jako niewiarygodnie niemieckie. Citroen nie zagroził wprawdzie niemieckiej konkurencji, ale sprzedaż rok po debiucie była całkiem niezła – poszybowała w górę przebijając poziom 80 tysięcy sztuk.

Stylizowana na crossovera odmiana C5 była jedynym powiewem świeżości w końcowej fazie jego życia. Ironia losu – to boom na crossovery zabił C5.

Niestety, zainteresowanie z początkiem nowej dekady zaczęło dryfować w dół coraz bardziej drastycznie. Francuzi pozostali na tę tendencję obojętni skupiając się na rozwijaniu aut miejskich oraz crossoverów. Można powiedzieć, że Citroen pozostawił swój niegdyś ważny filar oferty na pożarcie. Wszystko przez zmieniające się tendencje rynkowe.

Ciche lądowanie

Do powyższych wniosków skłania fakt, że C5 nie otrzymał w czasie swojej 9-letniej kariery żadnej modernizacji. Z czasem Francuzi coraz rzadziej wspominali, że w ogóle mają takie auto w ofercie. Jedynym przebłyskiem było zaprezentowanie stylizowanej na crossovera odmiany CrossTourer w 2014 roku. Jak się można było spodziewać, klienci specjalnie z tego powodu do salonów nie ruszyli. I tak w 2016 roku sprzedaż po raz pierwszy w historii tego modelu spadła poniżej 10 tysięcy sztuk. W całej Europie.

Powolna śmierć tego modelu doszła do finalnego momentu w połowie zeszłego roku. Francuzi ogłosili, że kończą produkcję C5 i na razie nie przedstawiają w jej miejsce nic nowego. Być może około 2020 roku zostanie przedstawiony następca, ale to nic pewnego. Aktualnie przyzwyczajcie się do absencji Citroena w klasie średniej, bo potrwa ona jeszcze na pewno trochę czasu.

Akurat gdy C5 znikało z oferty w Europie w Chinach otrzymało gruntowną modernizację.

Drugie życie w Chinach

Tymczasem strategia Citroena w Państwie Środka jest zupełnie inna. C5 nie tylko jest tam nadal oferowane i lokalnie produkowane, ale i w zeszłym roku przeszło gruntowną modernizację. Coś, czego Europa nigdy nie doczekała. Zmienił się nie tylko wygląd przedniego pasa, ale i tyłu – wraz deską rozdzielczą.

Kolorytu dodaje fakt, że także segment wyżej chińska oferta Citroena posiada swojego reprezentanta. Z myślą o Chinach Francuzi postanowili bowiem wskrzesić nazwę C6 i w 2016 roku przedstawili wielkiego sedana klasy wyższej. Auto przyjęło tym razem o wiele bardziej stonowany wygląd i szczerze mówiąc – dobrze, że nie zobaczymy go w Europie…

Zmodernizowane wnętrze chińskiego C5 wyjątkowo zgrabnie dopasowano do obecnych standardów. Czy przekonałoby to klientów w Europie do 10-letniej konstrukcji?

Paradoks Citroena

Pomyślicie skoro Citroen oferuje te dwa modele w Chinach to muszą one być tam bardzo popularne! Otóż nie.

Zarówno C5, jak i C6 sprzedają się w Chinach bardzo słabo. Biorąc pod uwagę pojemność chińskiego rynku, wręcz idzie im beznadziejnie. C5 do czasu modernizacji znajdował w Chinach jeszcze mniej nabywców, niż w Europie. Lifting tylko delikatnie podciągnął kondycję mizernej popularności. Kwestię większego C6 – przemilczymy. Sprzedaż na poziomie 5 tysięcy sztuk, przez dwa lata obecności na największym rynku samochodowym świata, który uwielbia duże limuzyny, mówi sama za siebie.

Sylwetka C6 tym razem przybrała grzeczniejsze proporcje.

Życie po Europie dwóch flagowych modeli Citroena nie wygląda zatem najlepiej i chyba nie ma co żałować, że zakończono je w porę w Europie. O ile o modelu C6 już większość zapomniała, to kwestia modelu C5 była jeszcze nie tak dawno na językach. Niektórzy zastanawiali się czemu Citroen opuszcza segment, w którym obecny był od dziesięcioleci?

Brutalna rzeczywistość

Liczby jasno tłumaczą kolej losów C5 w Europie. Rynek klasy średniej na naszym kontynencie systematycznie kurczy się i od lat wyrzuca z gry niszowych graczy. Koncern PSA rolę gracza w klasie średniej przerzucił w całości na barki Peugeota i czy się to opłaci ocenimy za rok, kiedy to sprzedaż nowego Peugeota 508 powinna nabrać rozpędu.

Chińska reaktywacja C6 z 2016 roku okazała się rynkową porażką. To imię jest chyba po prostu przeklęte.

Citroen wycofuje się i koncentrując uwagę na inne segmenty z dość wyraźnych przesłanek. Niekorzystna dla klasy średniej tendencja raczej prędko się nie odwróci, bo pożerająca inne segmenty moda na crossovery nabiera coraz większej siły.

Niespodzianka!

Czas na puentę? Chcieliśmy poprzestać na poprzednim akapicie, ale niestety sprawa nie jest taka prosta. Szefowa Citroena bowiem zapowiada, że marka tak na prawdę nie porzuciła w Europie emblematu C5 na zawsze. Francuzi planują… powrócić do niego za 2 lata.

Podziwiamy, zwłaszcza, że w pełni rozumieliśmy decyzję o wcześniejszym wycofaniu flagowej limuzyny z rynku. Może nie o opłacalność tu chodzi i Citroen po prostu lubi raz na jakiś czas zaskoczyć. Dla samego efektu.

Zapraszamy także do poprzednich tekstów z serii Życie po Europie:

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Życie po Europie #4 – Citroen C5 oraz C6
Życie po Europie #4 – Citroen C5 oraz C6
Życie po Europie #4 – Citroen C5 oraz C6

W zeszłym roku Francuzi podjęli historyczną decyzję i wycofali się z oferowania dużych, trójbryłowych rodzinnych aut w Europie. Samochody, które przez lata wykreowały charakter marki, odeszły w zapomnienie wraz z ostatnią sztuką Citroena C5, która zjechała z taśm w zeszłym roku. W odległych Chinach sytuacja wygląda z goła inaczej. Tam bez problemu możemy kupić nie tylko C5 po świeżej modernizacji, ale i nową interpretację dużego C6, o którym w Europie chyba już zapomniano.

Gdyby poprosić kogoś o wymienienie producentów słynących z nietuzinkowych samochodów, z pewnością prędzej czy później wspomni on o Citroenie. Francuzi od dziesięcioleci dzielnie walczą o miano króla awangardy. Historia marki znad Sekwany pełna jest nieszablonowych, niepowtarzalnych samochodów, nie do pomylenia z żadnym innym.

Wymieniać możemy zarówno wśród kolekcjonerskich klasyków – DS, CX, czy SM – jak i wśród nieco nowszych aut – XM, C3 Pluriel, czy C6. Grono to dziś dumnie reprezentują nadal produkowane auta, jak chociażby kochany i szkalowany C4 Cactus.

Przedstawiony pół wieku temu Citroen DS został ikoną designerskiej awangardy.

Citroen C6

Można kochać, można nienawidzić, ale każdy zwróci uwagę

Mimo, że z końcem zeszłego stulecia Citroen ugrzecznił wygląd modeli w poszukiwaniu szerszego grona klientów, to nigdy nie porzucił istoty swojego istnienia na motoryzacyjnej mapie. Na początku XXI wieku szefowie marki – w przerwie od prezentowania aut dla mas – wzięli sobie do serca idee, jakimi kierowali się twórcy futurystycznych krążowników w zeszłych dziesięcioleciach. Twierdzimy tak na podstawie modelu, jaki marka pokazała w 2005 roku.

Przedstawiony w 2005 roku Citroen C6 dumnie nawiązywał do stylistycznych tradycji marki. Już tej perspektywy wyglądał kosmicznie…

To wtedy bowiem Citroen przedstawił dużą limuzynę klasy wyższej o nazwie C6. Majestatyczne, niemal pięciometrowe auto, przyjęło ekscentryczną i niespotykaną u kogokolwiek innego koncepcję. Nadwoziu nadano formę dwubryłową, a linia dachu z profilu wyglądała jak w fastbacku. Gdy spojrzeliśmy na C6 od tyłu, oczom ukazała się wklęsła tylna szyba i klapa jak w sedanie. Z opisu brzmi jak akt szaleństwa designera, dlatego odsyłamy do zdjęć, które najlepiej oddają kosmiczny majestat francuskiej limuzyny.

Awangarda już się tak dobrze nie sprzedaje

Awangardowe auto w pięknym stylu przypomniało tradycje marki, dzięki którym producent z Francji zyskał sławę na całym świecie. Designerzy tworząc ekscentryczną koncepcję C6 starali się prawdopodobnie przypomnieć, że marka nie zapomniała o duchu modeli czy XM. Jak to zwykle z odważnie stylizowanymi Citroenami bywa, auto zachwycało lub urzekało. Niestety, akt odwagi designerów marki tym razem nie skradł serc klientów.

…a z tyłu przypominał statek kosmiczny.

C6 przez 7 lat swojego stażu rynkowego sprzedawało się fatalnie. Pierwsze dwa lata po debiucie kupiono nędzne 7 tysięcy sztuk. Przez pozostałe – ledwo ponad tysiąc. Przypomnienie ludziom o swoich awangardowych korzeniach tym razem niestety okazało się nieopłacalne i w 2012 roku marka bez większego żalu wycofała C6 z produkcji. Kto myśli jednak, że wraz z końcem produkcji tego auta emblemat C6 trafił do śmietnika jest w błędzie. Ale o tym za chwilę.

Citroen C5

Krążownik znad Sekwany

Drugim elementem naszej historii jest model C5. Zdecydowanie jaśniejsza i bardziej opłacalna przygoda Citroena z dużymi rodzinnymi autami. Przedstawione w 2001 roku auto zastąpiło Xantię i przyjęło podobną koncepcję, czyli liftbacka i dużego kombi. Stylistyka zyskała jednak więcej polotu i jak na tamten czas była nad wyraz atrakcyjna.

Pierwsze wcielenie C5 z 2001 roku zapisało się na kartach historii słynnym, pneumatycznym zawieszeniem.

Oryginalne jak na klasę średnią proporcje bazowej trójbryłowej odmiany C5 i unikatowe rozwiązanie techniczne – w postaci pneumatycznego zawieszenia – okazały się strzałem w dziesiątkę. Rok po premierze C5 znalazło w Europie prawie 150 tysięcy nabywców. Awangardowa propozycja marki w segmencie D została jedynym w swoim rodzaju krążownikiem drogowym i jednym, z najbardziej komfortowych aut na rynku.

Dobry start

Aby podtrzymać dobrą koniunkturę rynkową i jednocześnie upodobnić swoje wówczas flagowe auto do kompaktowej nowości C4, już po 3 latach od premiery Citroen C5 przeszedł dość gruntowną modernizację. Kombi otrzymało nowy przód z charakterystycznie wkomponowanym logo, natomiast liftback bonusowo otrzymał zupełnie nowy tył, który odznaczył się kontrowersyjnym kształtem lamp i wydłużył C5 o kilkadziesiąt milimetrów.

Modernizacja z 2004 roku nie poprawiła pogarszającej się kondycji rynkowej C5.

Zabieg nie uratował spadającego popytu i ten niestety poszybował w dół już nigdy nie osiągając pułapu 100 tysięcy sztuk. W 2008 roku Francuzi postanowili przedstawić następcę. Na przekór wszystkiemu. Citroen dodatkowo nie zraził się mizerną popularnością C6 i postanowili kontynuować swoją awangardową kampanię w przypadku mniejszego auta.

Jedyny taki

Nowe C5 otrzymało doskonałą stylistykę, będącą połączeniem najlepszych stosowanych dotychczas rozwiązań w designie. Z każdej strony auto klasy średniej Citroena wyglądało nowocześnie i oryginalnie, zarówno w wersji kombi, jak i sedan. Właśnie, przeniesienie do C5 koncepcji wklęsłej tylnej szyby wymogło odejście od koncepcji klapy podnoszonej z szybą.

Citroen przed 10 laty w wyjątkowo barwny sposób promował swoją limuzynę.

Kosmiczna deska rozdzielcza, jak na panujące 10 lat temu standardy, odznaczała się oryginalną koncepcją koła kierownicy. Podobnie jak w C4 i C4 Picasso – posiadało ono nieruchomy środek. Koncepcja, mimo że awangardowa, chyba nie spodobała się na dłuższą metę prezesom marki. C5 był ostatnim autem z takim rozwiązaniem.

Krótkotrwały efekt nowości

Francuzi promowali swoje nowe dziecko w wyjątkowo wdzięczny sposób. Kto ma dobrą pamięć, pamięta pewnie reklamy przedstawiające C5 jako niewiarygodnie niemieckie. Citroen nie zagroził wprawdzie niemieckiej konkurencji, ale sprzedaż rok po debiucie była całkiem niezła – poszybowała w górę przebijając poziom 80 tysięcy sztuk.

Stylizowana na crossovera odmiana C5 była jedynym powiewem świeżości w końcowej fazie jego życia. Ironia losu – to boom na crossovery zabił C5.

Niestety, zainteresowanie z początkiem nowej dekady zaczęło dryfować w dół coraz bardziej drastycznie. Francuzi pozostali na tę tendencję obojętni skupiając się na rozwijaniu aut miejskich oraz crossoverów. Można powiedzieć, że Citroen pozostawił swój niegdyś ważny filar oferty na pożarcie. Wszystko przez zmieniające się tendencje rynkowe.

Ciche lądowanie

Do powyższych wniosków skłania fakt, że C5 nie otrzymał w czasie swojej 9-letniej kariery żadnej modernizacji. Z czasem Francuzi coraz rzadziej wspominali, że w ogóle mają takie auto w ofercie. Jedynym przebłyskiem było zaprezentowanie stylizowanej na crossovera odmiany CrossTourer w 2014 roku. Jak się można było spodziewać, klienci specjalnie z tego powodu do salonów nie ruszyli. I tak w 2016 roku sprzedaż po raz pierwszy w historii tego modelu spadła poniżej 10 tysięcy sztuk. W całej Europie.

Powolna śmierć tego modelu doszła do finalnego momentu w połowie zeszłego roku. Francuzi ogłosili, że kończą produkcję C5 i na razie nie przedstawiają w jej miejsce nic nowego. Być może około 2020 roku zostanie przedstawiony następca, ale to nic pewnego. Aktualnie przyzwyczajcie się do absencji Citroena w klasie średniej, bo potrwa ona jeszcze na pewno trochę czasu.

Akurat gdy C5 znikało z oferty w Europie w Chinach otrzymało gruntowną modernizację.

Drugie życie w Chinach

Tymczasem strategia Citroena w Państwie Środka jest zupełnie inna. C5 nie tylko jest tam nadal oferowane i lokalnie produkowane, ale i w zeszłym roku przeszło gruntowną modernizację. Coś, czego Europa nigdy nie doczekała. Zmienił się nie tylko wygląd przedniego pasa, ale i tyłu – wraz deską rozdzielczą.

Kolorytu dodaje fakt, że także segment wyżej chińska oferta Citroena posiada swojego reprezentanta. Z myślą o Chinach Francuzi postanowili bowiem wskrzesić nazwę C6 i w 2016 roku przedstawili wielkiego sedana klasy wyższej. Auto przyjęło tym razem o wiele bardziej stonowany wygląd i szczerze mówiąc – dobrze, że nie zobaczymy go w Europie…

Zmodernizowane wnętrze chińskiego C5 wyjątkowo zgrabnie dopasowano do obecnych standardów. Czy przekonałoby to klientów w Europie do 10-letniej konstrukcji?

Paradoks Citroena

Pomyślicie skoro Citroen oferuje te dwa modele w Chinach to muszą one być tam bardzo popularne! Otóż nie.

Zarówno C5, jak i C6 sprzedają się w Chinach bardzo słabo. Biorąc pod uwagę pojemność chińskiego rynku, wręcz idzie im beznadziejnie. C5 do czasu modernizacji znajdował w Chinach jeszcze mniej nabywców, niż w Europie. Lifting tylko delikatnie podciągnął kondycję mizernej popularności. Kwestię większego C6 – przemilczymy. Sprzedaż na poziomie 5 tysięcy sztuk, przez dwa lata obecności na największym rynku samochodowym świata, który uwielbia duże limuzyny, mówi sama za siebie.

Sylwetka C6 tym razem przybrała grzeczniejsze proporcje.

Życie po Europie dwóch flagowych modeli Citroena nie wygląda zatem najlepiej i chyba nie ma co żałować, że zakończono je w porę w Europie. O ile o modelu C6 już większość zapomniała, to kwestia modelu C5 była jeszcze nie tak dawno na językach. Niektórzy zastanawiali się czemu Citroen opuszcza segment, w którym obecny był od dziesięcioleci?

Brutalna rzeczywistość

Liczby jasno tłumaczą kolej losów C5 w Europie. Rynek klasy średniej na naszym kontynencie systematycznie kurczy się i od lat wyrzuca z gry niszowych graczy. Koncern PSA rolę gracza w klasie średniej przerzucił w całości na barki Peugeota i czy się to opłaci ocenimy za rok, kiedy to sprzedaż nowego Peugeota 508 powinna nabrać rozpędu.

Chińska reaktywacja C6 z 2016 roku okazała się rynkową porażką. To imię jest chyba po prostu przeklęte.

Citroen wycofuje się i koncentrując uwagę na inne segmenty z dość wyraźnych przesłanek. Niekorzystna dla klasy średniej tendencja raczej prędko się nie odwróci, bo pożerająca inne segmenty moda na crossovery nabiera coraz większej siły.

Niespodzianka!

Czas na puentę? Chcieliśmy poprzestać na poprzednim akapicie, ale niestety sprawa nie jest taka prosta. Szefowa Citroena bowiem zapowiada, że marka tak na prawdę nie porzuciła w Europie emblematu C5 na zawsze. Francuzi planują… powrócić do niego za 2 lata.

Podziwiamy, zwłaszcza, że w pełni rozumieliśmy decyzję o wcześniejszym wycofaniu flagowej limuzyny z rynku. Może nie o opłacalność tu chodzi i Citroen po prostu lubi raz na jakiś czas zaskoczyć. Dla samego efektu.

Zapraszamy także do poprzednich tekstów z serii Życie po Europie: