Piotr Lisowski

TEST: Po co kupować droższego SUV-a, skoro jest
Skoda Kodiaq?

10 Mar 2018

Skoda Kodiaq dosyć skutecznie wjechała do kategorii samochodów komfortowych, czyli premium i trzeba mocno się naszukać, by znaleźć jakieś konkretne babole tego modelu. Mam jednak wrażenie, że pewne niedociągnięcia Kodiaqa zostały stworzone tylko po to, by ludzie jednak zwrócili uwagę na ofertę Volkswagena i Audi.

Kamery 360 stopni oferują efektowny sposób wyświetlania położenia autaDecydując się na SUV-a takich rozmiarów jak Kodiaq, czyli długość niemal 4,7 m, mamy już w czym wybierać. Volkswagena Tiguana nie powinno brać się pod uwagę, bo jest on krótszy aż o 21 cm. Ale ostatnio pojawił się większy Tiguan Allspace. Ma taką samą długość jak Skoda, tyle że jest 4,3 cm węższy.

No i Audi Q5, krótsze Kodiaqa o 3,4 cm, ale podobnej szerokości. Większe auta, typu Audi Q7, czy Volvo XC 90, to już trochę inna kategoria, bo ich długości sięgają 30-35 cm więcej. Więc tej klasy pod uwagę brać nie będę.

Patrząc trochę niżej, jest też Renault Koleos - ale moim zdaniem jego wykończenie, wyciszenie i wyposażenie stoją na niższym poziomie. Jest i Peugeot 5008, ale w nim zabrakło znowu napędu 4x4. A Mitsubishi Outlander? Jeździ bardzo przyjemnie, ale odstaje od Skody pod względem technologicznym. Czyli np. brak systemu utrzymywania pasa ruchu, brak obsługi smartfonów (Android Auto, Apple CarPlay). Nie ma nawet tempomatu adaptacyjnego.

Honda CR-V też już wyraźnie odstaje, podobnie jak Hyundai Santa Fe. Ale być może właśnie te samochody będą konkurować ze Skodą, bo lada moment w salonach pojawią się ich nowe generacje. Ale do rzeczy. Czemu Kodiaq jest fajny?

Komfort taki, że trudno wymagać więcej

Po dwóch tygodniach za kierownicą Skody Kodiaq, jedna w dieslu TDI 190 KM, druga w benzynie TSI 180 KM, dochodzę do wniosku, że poziom komfortu SUV-a Skody jest tylko o włos niższy od wszystkich wymienionych wyżej aut z kategorii „premium”.

7 stopniowy automat DSG to jedna z najprzyjemniejszych skrzyń na rynkuWydaje mi się, że jeżeli ktoś nie ma problemu z jeżdżeniem Skodą, no bo przecież prestiż nie ten, powinien się miło Kodiaqiem zaskoczyć. Są tu dynamiczne silniki, szybka skrzynia DSG, świetne multimedia, znakomite audio, nowoczesne systemy ułatwiające jazdę.

Wykończenie i materiały nie są wprawdzie przesadnie luksusowe, jak u droższych konkurentów, ale pod względem komfortu i technologii niczego tu nie brakuje. W sumie nawet prestiż się zgadza, bo Kodiaq nie jest jeszcze często spotykanym autem. Wiadomo, że to nowy model. A skoro nowy, to wiadomo że drogi.

Nie oznacza to jednak, że Kodiaq jest idealny

Jest parę miejsc, w których Ci najbardziej majętni i wymagający mogą zacząć wybrzydzać. I właśnie na tych miejscach postaram się skupić na początku. Zatem czego - tak już trochę na siłę - brakuje w Skodzie Kodiaq? Jakie są jej największe wady?

Nie ma silników mocniejszych niż 190 KM

Maksymalna moc silnika benzynowego to 180 KM, zaś diesla - 190 KM. Dzięki temu auto ważące ok. 1,8 tony przyspiesza do 100 km/h w 7,8 s (benzyna) lub 8,6 s (diesel). Trudno więc mówić, że brakuje tu dynamiki, bo wyprzedzanie na trasie jest sprawne i bezstresowe. Ale jeżeli ktoś szuka rakiety na kołach, by szybko startować spod świateł, to raczej nie powinien interesować się Kodiaqiem. W ogóle nie powinien interesować się SUV-ami.

A słabsze silniki? Jeżeli ktoś koniecznie chce oszczędzić na tym punkcie programu, moim zdaniem najpierw powinien udać się do salonu, wybrać na jazdę testową i spróbować wyprzedzić kilka ciężarówek. Jeżeli daje radę, to ok. Ja się nie wypowiem, bo jeździłem tylko najmocniejszymi odmianami.

Znakomite wyposażenie, ale...

Jakość wykonania wnętrza jest ok. Ale nie ma się co oszukiwać, bo istnieje mnóstwo samochodów - droższych rzecz jasna - w których wnętrze zrobione jest jeszcze lepiej. Najbardziej drażnił mnie skrzypiący uchwyt drzwi kierowcy - zwłaszcza w wysokich temperaturach. Irytujący jest też fakt, że nie mogłem siąść wygodnie w taki sposób, by jednocześnie sięgać do prawej krawędzi ekranu dotykowego. Wszystko to może zmienić Kodiaq Laurin&Klement, który lada chwila zadebiutuje w salonach.

Kontrola funkcji jest bardzo wygodna, ale wygląd - prosty do bóluKolejna sprawa, sylwetka auta bardziej przekonuje na zdjęciach prasowych, niż na żywo. Koła są trochę za bardzo wsunięte w bryłę nadwozia, przez co Kodiaq nie sprawia wrażenie szeroko siedzącego na jezdni. Prezentuje się grzecznie i zachowawczo. Miałem też lekkie wrażenie, że silnik jest nieco słabiej odizolowany, jeżeli chodzi o wibracje, niż w samochodach droższych.

Nie miałem też korków na żywo we wbudowanej nawigacji. Jest za to obsługa Android Auto i Map Google z korkami na żywo, więc kolejny minus taki trochę naciągany.

Czym Kodiaq robi największe wrażenie?

Jak na ekonomiczną markę koncernu Volkswagen poziom komfortu oraz wyposażenie Skody są po prostu niedorzecznie dobre. Na komfort wpływa przede wszystkim zawieszenie adaptacyjne DCC. W ułamku sekundy można sprawić, by płynęło ono gładko po nierównościach, albo stało się sztywne i gotowe do szybkiego pokonywania zakrętów. Ja trzymałem się tej pierwszej opcji. Do wyciszenia przy wyższych prędkościach także nie można się przyczepić.

Multimedia są tip top. Ekran może mieć aż 9,2”. W tym przypadku miał 8 cali i też był ok. I jak wcześniej pisałem - nawigacja korków nie obsługuje - ale obsługuje Android Auto. A to oznacza, że podpinamy telefon z Androidem i możemy korzystać z Map Google na wyświetlaczu w samochodzie. Jeżeli ktoś nie chce podłączać telefonu, a go naładować - też nie ma problemu. Służy do tego ładowarka indukcyjna.

Mamy tryby jazdy, więc można sobie wyregulować intensywność i opóźnienie reakcji na pedał gazu, na ruchy kierownicą, czy bądź utwardzić zawieszenie - wspomniane wcześniej DCC.

Do tego dochodzą podgrzewane i wentylowane fotele, regulowane elektrycznie. Mamy też kamery 360 stopni - bardzo dobrej jakości. Nie zabrakło tempomatu adaptacyjnego. Jest bardzo udany system Lane Assist, czyli magiczny przycisk, po wciśnięciu którego auto skręca samo w zakrętach. Oczywiście tylko wtedy, gdy widoczne są linie, a zakręt nie jest zbyt ostry. Ale mimo to asystent Skody działa o niebo lepiej, niż w większości aut z wyższej półki.

Jest nawet znakomite audio Canton, które wrażenie zrobiło na mnie już dawno temu w Superbie. Gdy ustawimy w opcjach, by kierowało dźwięk tylko na kierowcę, jakość dźwięku wchodzi na najwyższy poziom i staje się niesamowicie przyjemna dla ucha.

Światła LED? Oczywiście. Dzięki temu jazda nocą staje się znacznie mniej stresująca, bo widać dużo więcej. Jest też tryb automatycznie przełączający światła mijania i drogowe, nocą w trasie. Tyle, że niestety nie działa najlepiej, więc by nie razić jadących z naprzeciwka, trzeba je przerzucać ręcznie.

Silnik benzynowy, z jakim miałem do czynienia, też był bardzo ok. Moc 180 KM pochodzi z 2 litrowego, 4 cylindrowej jednostki z turbodoładowaniem. Współpracuje ona z 7 stopniową skrzynią DSG, która sprawia że 100 km/h pojawia się na liczniku po 7,8 sekundy.

Bagażnik jest ogromny. Siedzenia złożone - 720 l, rozłożone - 2100 lIle trzeba za to zapłacić?

W teorii Skoda Kodiaq jest bardzo, bardzo tania. Jej ceny startują, jeżeli załapiemy się na wyprzedaż rocznika 2017, od 87 400 zł. Dostajemy wtedy silnik 1.4 TSI o mocy 125 KM w wyposażeniu podstawowym - Active.

Najwyższe wyposażenie Style i silnik 2.0 TSI o mocy 180 KM podnosi cenę do 136 900 zł lub nawet 143 250 zł, jeżeli koniecznie chcemy rocznik 2018. Jako, że cenniki Skody obfitują w mnóstwo płatnych dodatków - nawet w najwyższym wyposażeniu - dobrze skonfigurowany Kodiaq kosztuje już niemal 190 000 zł.

Najwięcej dorzucić trzeba do tapicerki skórzanej - 6400 zł. Kosztownym dodatkiem jest też 8 calowy ekran LCD, czyli system nawigacji Columbus - 5700 zł. Dach panoramiczny też kosztuje niemało, bo 4500 zł. Ale jest fajny, otwierany. Drogie jest tez zawieszenie adaptacyjne DC - 4100 zł, system kamer 360 stopni - 3300 zł, czy trzeci rząd siedzeń - 3400 zł. Warto dorzucić też 1600 zł na zestaw audio Canton składający się z 9 głośników i subwoofera o łącznej mocy 575 W.

Nie zmienia to jednak faktu, że ciężko jest mi wskazać równie dobrego i dużego SUV-a za 190 000 zł. A jeżeli ktoś chce jeszcze lepsze wykończenie, powinien poczekać na wspomnianą wersję Laurin&Klement i przyjrzeć się edycji Scout.

TESTY SAMOCHODÓW

Forum

O nas

Zostaw komentarz