Piotr Lisowski

9 cze 2018

TEST:
Mitsubishi
Outlander PHEV

hybryda, która może jeździć tylko na prądzie

Ostatni tydzień miałem okazję spędzić za kierownicą tego oto Mitsubishi Outlander PHEV. Jest to hybryda typu plug-in, co oznacza że można nią pokonać ok. 40 km bez uruchamiania silnika spalinowego i to nawet do dosyć wysokiej prędkości ok. 130 km/h.

 Powoduje to, że jeżdżąc Outlanderem PHEV do pracy i z powrotem można prawie nie zużywać benzyny i pokonywać 100 km nie za 40 zł, a za góra 10 zł. Wystarczy po powrocie do domu podpiąć auto do gniazdka i od rana znowu jeździć tylko i wyłącznie na prądzie.

Jazda tylko na prądzie

W domyślnym trybie auto zużywa najpierw cała baterię praktycznie do zera, nie ruszając paliwa, a potem zachowuje się jak klasyczna hybryda. Trochę doładuje baterię, trochę z niej skorzysta, dzięki czemu w mieście potrzebuje zaledwie 6 litrów na 100 km. Nieźle, jak na samochód, który waży niemal 1,9 tony, ma 4,7 m długości, 1,8 m szerokości i 1,7 m wysokości.

204 KM pod maską

Ale jeżeli komuś na dźwięk słowa ecodriving robi się niedobrze, tego bardziej zainteresuje fakt, że gdy wciśniemy gaz w podłogę, mamy do dyspozycji 204 KM i napęd na 4 koła.

Nie jest to może rakieta, ale z naddatkiem wystarczy do dynamicznej jazdy i bezpiecznego wyprzedzania. Auto przy tym manewrze wciska w fotel fajniej niż diesel o podobnych parametrach, bo silniki elektryczne zaczynają działać od razu. Nie trzeba czekać ani na turbodziurę, ani na reakcję skrzyni biegów.

3 silniki

W skład układu napędowego wchodzą aż 3 silniki. Pierwszy z nich jest najmocniejszy, spalinowy i ma 121 KM. To 4 cylindrowa jednostka benzynowa o pojemności 2 litrów, generująca 190 Nm momentu obrotowego. Jej zadaniem jest napędzanie osi przedniej jak i ładowanie baterii o pojemności 12 kWh, umieszczonej w podłodze.

Ale przednią oś napędza także silnik elektryczny o mocy 82 KM z momentem 137 Nm. Do napędzania osi tylnej użyto tylko silnika elektrycznego, również o mocy 82 KM, ale z wyższym momentem obrotowym - 195 Nm.

Skrzynia bezstopniowa, która nie dokucza

Skrzynia biegów w Outlanderze PHEV to znienawidzona przez prawie wszystkich, choć moim zdaniem trochę niesłusznie, bezstopniowa CVT. Działa ona tak, że przy wciśnięciu gazu w podłogę, silnik benzynowy wkręca się na jeden poziom obrotów - w tym przypadku 4500 obr./min - co czasem bywa męczące dla ucha. Na szczęście nie w tym przypadku, bo Outlanderze tego praktycznie nie słychać.

 Prowadzenie

Moim zdaniem Outlander PHEV w trasie prowadzi się lepiej niż Outlander w dieslu choćby. Pomimo, że waży aż 1,86 tony, czyli 250 kg więcej od diesla, większość z tych kilogramów trafiła w podłogę, w postaci baterii.

A to powoduje, że środek ciężkości położony jest niżej, więc wersją PHEV nieco pewniej jedzie się w zakrętach. Druga strona medalu jest taka, że w mieście zawieszenie nie jest aż tak miękkie i przyjemne, jak w dieslu.

Audio

Mój egzemplarz wyposażony był w audio Rockford Fostage o mocy 710 W, składający się z 9 głośników, w tym wielkiego i fajnego subwoofera w bagażniku. Efekt? Jakość dźwięku w samochodzie jest ponadprzeciętna. W żadnym z konkurentów wymienionych wcześniej nie słyszałem aż tak dobrego audio po odkręceniu głośności niemal do maksimum.

Bezpieczeństwo

Spodziewałem się tutaj największych niedociągnięć w porównaniu do nowszych konkurentów, ale nic takiego nie znalazłem. Outlander PHEV wyposażony został bowiem w system FCM, który potrafi unikać kolizji, z pieszymi włącznie. Auto może nie tylko sygnalizować, że stanie się coś niedobrego, ale także samodzielnie zacząć hamować.

Nie miałem okazji tego systemu sprawdzić w praktyce, ale przypadkowo sprawdziłem go w dwóch innych autach na przestrzeni ostatniego roku. Zareagowały one za mnie, z czym sam pewnie bym nie zdążył. To jeden z tych systemów, do których warto dopłacić, bo ratuje naprawdę dużo czasu i nerwów powodowanych przez kolizje.

Kolejnym przydatnym systemem jest RCTA, czyli układ monitorujący ruch podczas wyjeżdżania z parkingu tyłem. Potrafi ostrzegać kierowcę o samochodach jadących po ulicy, nawet gdy jeszcze ich nie widać. Outlandera można wyposażyć nawet w tempomat adaptacyjny, choć tylko w najwyższej wersji wyposażenia Instyle Navi+.

 Wyposażenie

Miałem nawet system kamer 360 stopni, choć jego jakość nie był taka dobra, jak np. w Skodzie Kodiaq. Mimo to była na tyle ok, że faktycznie pomagała wjeżdżać w ciasne miejsca parkingowe. Co więcej, przycisk do uruchamiania kamery znajduje się na kierownicy. Dzięki temu w bardzo wygodny sposób można sobie pomóc przy manewrowaniu.

Z przydatnych rzeczy, w zimie stanowczo bardziej niż w lecie, wymienić należy podgrzewaną przednią szybę oraz podgrzewaną kierownicę. Z innych przydatnych opcji zwróciłem uwagę na elektroniczny i automatyczny hamulec ręczny, który zaciąga się zawsze gdy parkujemy - przydatna sprawa.

Jeżeli chodzi o elektrykę, w taki sposób sterowany może być tylko jeden fotel - kierowcy. Ma regulację w 8 płaszczyznach, dzięki czemu można naprawdę wygodnie siąść za kierownicą.

Miałem nawet radio cyfrowe DAB, ale tam gdzie mieszkam, czyli Chełm w woj. Lubelskim, rzadko kiedy da się z tego skorzystać. Dlatego bardziej przydatnym gadżetem była dla mnie elektrycznie unoszona klapa bagażnika.

Wady

Outlander III generacji dostępny jest na rynku od 2012 roku, co pewnie niektórych rozważających zakup Mitsubishi trochę martwi. Były wprawdzie 2 liftingi, ale mimo wszystko tu i tam czuć pewne niedociągnięcia w stosunku do konkurentów. Z drugiej strony żaden z tych konkurentów, czyli Kodaiq, Koleos, 5008, czy X-Trail nie występuje w hybrydzie.

Rzecz, która razi najbardziej, to wibracje przenoszące się z drogi na kierownicę. Nie do końca wiem, czy wynika to ze stanu samochodu, czy z takiej a nie innej konstrukcji zawieszenia, które np. nie radzi sobie z większą masą. O stanie mówię dlatego, bo ten Outlander przejechał niemal 40 000 km. To dużo jak na auto przeznaczone dla prasy. Jak zauważyłem testerzy rzaaaadko kiedy traktują tego typu auta, jak swoje prywatne.

 Poza tym multimedia są dosyć przestarzałe. Mamy wprawdzie 7 calowy ekran, ale bez obsługi smartfonów Android Auto, czy Apple CarPlay. Dla mnie oznaczało to, że nie mogłem korzystać np. z Map Google, a jedynie z wbudowanej aplikacji - bez korków na żywo. Miałem również problemy z portem USB, jednym tylko, umieszczonym w schowku. Auto za nic w świecie nie chciało ładować mojego Xiaomi Mi A1.

Ceny

Standardowa wersja Outlandera zaczyna się od 105 990 zł. Najdroższa opcja, wyposażona w silnik diesla, kosztuje już 189 990 zł. A cena wersji PHEV... nie jest znana.

Producent twierdzi, że auto dostępne jest tylko na indywidualne zamówienie i nie udostępnił mi żadnych kwot określających Outlandera PHEV. Chętni muszą więc udać się osobiście do salonu. Wiemy jedynie, że Outlander 2014, na którego premierze mieliśmy okazję być, zaczynał się - gdy jeszcze cenniki były jawne - od ok. 180-190 tys. zł.

Podsumowanie

Czy warto? Gdyby tak przeliczyć na złotówki, ile kosztuje hybryda, a ile benzyna - to pewnie nie. Tyle, że hybrydą jeździ się dużo przyjemniej, niż benzyną, a nawet dieslem, a to już trudniej wycenić. PHEV reaguje szybciej na wciśnięcie gazu, lepiej prowadzi się w zakrętach i potrzebuje przy tym mniej benzyny. I właśnie z tego powodu, po przetestowaniu kilkuset samochodów, bardzo lubię hybrydy. I to wbrew stereotypowej opinii młodzieży w obniżonych Hondach dotyczących tego typu samochodów.

TESTY SAMOCHODÓW

Forum

O nas

Zostaw komentarz