Piotr Lisowski

15 SIE 14:40

TEST

Renault Grand Scenic Hybrid Assist

hybryda w dieslu i z manualem!

Francuski producent twierdzi, że takie kombinowanie z napędem to najlepszy sposób na ekonomiczną jazdę. Po pierwsze przy zakupie zapłacimy mniej, niż za większość diesli w ofercie, a po drugie mniej zapłacimy też przy dystrybutorze. W praktyce jazda hybrydowym Grand Scenicem po mieście ma sporo sensu, chociaż wymaga przyzwyczajenia. Jeżeli jednak ktoś więcej kilometrów robi w trasie, to lepiej brać mocniejszego diesla.

proszę, wyłącz adblocka
reklamy na leftlane.pl nie zasłonią ci żadnych treści,
nie będą też same z siebie wydawały dźwięków

{module_contentholder,name="reklama750"}
{module_contentholder, name="sie17_U359251_BP_infinity"}
{module_contentholder, name="sie17_U359266_BP_infinity"}
{module_contentholder, name="sie17_U359250_BP_infinity"}
{module_contentholder, name="sie17_U359268_BP_infinity"}

W większości przypadków samochody hybrydowe wyposażone są w skrzynie CVT, czasami w zwykły automat i silnik benzynowy. Tak przynajmniej było w każdym przypadku, z jakim miałem dotąd do czynienia. A gdy nie tak dawno Peugeot wyłamał się ze schematu pokazując hybrydę z automatem w dieslu, ludzie narzekali że wyraźnie czuć kiedy silnik diesla się dołącza, co psuje komfort jazdy. Hybrydy w manualu też się zdarzają, np. Toyota Yaris albo Honda CR-Z, ale też bardzo rzadko. A z połączeniem jednego i drugiego nie spotkałem się jeszcze nigdy.

Okrojona hybryda, która działa

Niestety materiałów nt. działania hybryd Renault w Sieci jak na lekarstwo. Wiadomo, że silnik elektryczny ma tylko 13 KM, a bateria 48 V ma nieznaną pojemność, ale raczej jest bardzo mała. Wszystko wskazuje też na to, że samochód nie odzyskuje energii z hamowania, a jeżeli się mylę, robi to w niewielkim stopniu, bo nie zwalnia przy tym niemal w ogóle. Zwalnia nieco bardziej i jednocześnie ładuje akumulator tylko wtedy, gdy puszczamy gaz i jesteśmy na biegu. Dlatego jazda hybrydą od Renault wymaga nieco zmiany przyzwyczajeń, by jeździć bardzo ekonomicznie.

Niskie zużycie paliwa

Gdy weszło mi to w nawyk, przez 3 dni jazdy po mieście - niewielkim wprawdzie - udało mi się uzyskać spalanie 4,7 litra na 100 km. Raz nawet dojechałem z pracy do domu z wynikiem 3,5 l na 100 km! Trzeba tylko trzymać silnik na niskich obrotach, co jednak nie jest takie trudne, bo auto nabiera rozpędu - takiego oczywiście bez urywania głowy - od ok. 1200 obr./min. Tak czy inaczej jest to bardzo dobry wynik jak na 7 miejscowe auto mierzące 4,63 m i o wysokości 1,66 m. Przy okazji warto wiedzieć, że nadwozie Renault jest o 35 mm dłuższe, 40 mm szersze i 17 mm wyższe od Grand C4 Picasso.

Silnik elektryczny raczej nie odzywa się powyżej 2000 obr./min, więc zużycie paliwa w trasie prezentuje się jak w każdym innym aucie z dieslem - 5 litrów przy 90 km/h i 7 litrów przy 140 km/h.

Przeciętna dynamika

Na papierze Renault dCi 110 Hybrid Assist ma 110 KM i 260 Nm od 1750 obr./min. Ale w praktyce od nieco ponad 1000 obr./min silnik elektryczny wchodzi do gry i pomaga odpychać się od asfaltu odciążając jednostkę benzynową. Wg danych technicznych przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 12,9 s, czyli dosyć dużo. Poprzedni tydzień spędziłem za kierownicą 150 konnego Grand C4 Picasso, który jednak znacznie pewniej sprawdzał się podczas wyprzedzania. Dynamiczne wyprzedzanie aut na trasie z kompletem pasażerów to nie jest domena napędu Hybrid Assist.

Minivany są lepsze niż SUV-y

Jeżdżę trzecim minivanem pod rząd, wcześniej była to Zafira, potem Grand C4 Picasso i przestaje widzieć sens w jakiejkolwiek innej formie nadwozia samochodu. Kiedyś głównym zarzutem do tego typu aut był wygląd - nudny i zachowawczy. Teraz wszystko się zmieniło i trudno tak powiedzieć o jakimkolwiek z tych modeli. Zwłaszcza o Grand Scenicu, który dzięki ogromnym kołom i 20 calowym felgom oferowanym w standardzie prezentuje się znakomicie.

Bryła nadwozia jest naprawdę fajna, proporcje są w punkt, a dobrą robotę robią też nowocześnie wyglądające tylne światła LED, jak i przednie. Efekt psują nieco światła mijania/drogowe na zwykłym halogenie. Ale po pierwsze wynika to z najniższego wyposażenia testówki, czyli Zen, po drugie można zmienić wyposażenie i dokupić w pełni LED-we reflektory. Zaś po trzecie, te halogeny świecą zaskakująco jasno, np. w porównaniu do Hyundaia i10, którym jeździłem chwilę wcześniej.

Wnętrze

Stanowczo należy do przestrzennych, ale trochę trudno mi się odnieść do poziomu jego fajności. Miałem bowiem podstawowe wyposażenie z dorzuconymi kilkoma pakietami, bo hybryda występuje tylko w takiej odmianie. Najbardziej raził dosyć mały jak na obecne czasy i wielkość kabiny ekran LCD o przekątnej 7". Wersja 8,7" dostępna jest tylko w wyższym wyposażeniu, czyli już bez hybrydy.

Pomimo tego mogłem się cieszyć łącznością Android Auto, dzięki czemu po spięciu auta z telefonem kablem USB, ekran Androida wraz z kilkoma aplikacjami, czyli Mapy i Spotify, przenoszony jest na wyświetlacz samochodu. Bez klikania, parowania i kombinowania.

Brak dachu panoramicznego też trochę zaburzał poczucie nowoczesności, ale poza tym miałem wszystko co chciałem. No, może poza asystentem parkowania, który w przypadku długich SUV-ów parę razy naprawdę ułatwił mi wjechanie w ciasną kopertę. O ile dach panoramiczny można dorzucić za 4000 zł, asystenta parkowania już nie, trzeba wyższe wyposażenie. Nie miałem też kamery cofania. Były za to czujniki parkowania z przodu i z tyłu, które okazały się dokładne i działały bez zarzutu.

Ceny

Ceny tego modelu startują od 85 400 zł za 115 konny silnik benzynowy o pojemności 1.2 litra. Hybryda wcale nie wychodzi tak drogo, bo jest tylko 4500 zł droższa od diesla dCi 110, czyli kosztuje 99 900 zł. Ten sam diesel, ale w wersji z automatem dwusprzęgłowym jest droższy od hybrydy i kosztuje 102 400 zł.

Jest też odmiana o mocy 130 KM i z manualem, oraz wersja 160 KM ze skrzynią automatyczną, dwusprzęgłową EDC, wyceniona na 130 900 zł. Cena jest tak wysoka dlatego że silnik występuje tylko w najwyższym wyposażeniu Bose, gdzie większość rzeczy jest już w standardzie, jak... nagłośnienie Bose, większy ekran LCD, czy w pełni LED-owe reflektory przednie.

W podstawowym wyposażeniu do wielu rzeczy trzeba dopłacić, a o kilku można zapomnieć można w ogóle. Tak czy inaczej w standardzie dostajemy sporo, w tym fajne 20 calowe felgi. Dopłacić trzeba jednak do ekranu 7", przesuwanej konsoli (w zasadzie to podłokietnik centralny), automatycznie składanych foteli, podgrzewanych foteli przednich, czy dachu panoramicznego.

Podsumowanie

Renault Grand Scenic to chyba najlepszy model Renault z jakimi miałem do czynienia. Wyróżnia się przede wszystkim komfortową i cichą pracą zawieszenia, cichą pracą silnika i naprawdę niewielkim szumom wiatru dochodzącym z zewnątrz. Materiały wykończeniowe też sprawiają bardzo dobre wrażenie.

W zasadzie to nie mam się czego przyczepić, może poza dziwnie ograniczonym wyposażeniem wersji hybrydowej. No i jeżeli ktoś nie jest zwolennikiem ekonomicznej jazdy, to powinien brać diesla o mocy 130 KM lub 160 KM, bo w ofercie nie ma mocnej benzyny.