GŁÓWNA

PRAWY PAS

WSPÓŁPRACA

INSTAGRAM

Piotr Lisowski

26 paź 21:40

Jesteśmy świadkami rewolucji aut elektrycznych w Polsce, ale nikt o tym nie mówi

Do tej pory posiadanie samochodu elektrycznego nie miało zbyt dużo sensu, mimo że koszt przejechania 100 km na prądzie jest ok. 3x niższy, niż w przypadku LPG. Brak ładowarek uniemożliwiał podróże między miastami, a to zamykało temat. Ale właśnie wszystko zaczyna się zmieniać. Zainstalowano bowiem 14 szybkich ładowarek 50 kW, w przyszłym roku ma być ich już 75, a do 2020 roku - aż 200 - w tym 10 o mocy 350 kW zapewniających zasięg 300 km po 20 min ładowania.

Posiadanie samochodu elektrycznego w Polsce na obecną chwilę nie ma większego sensu. Ładowarek jest bardzo mało, a do tego nie ma ich pomiędzy miastami. To sprawia, że takie auta z miejsca stają się u nas "drugim samochodem", na który nie wszyscy możemy sobie pozwolić.

100 km za 5 zł, gdy ładujemy z gniazdka 230 V

Sens posiadania takiego auta pojawia się jedynie wtedy, gdy dysponujemy garażem i jeździmy tylko w obrębie miejsca zamieszkania. Samochód elektryczny ładujemy w nocy, po prostu wpinając go do zwykłego gniazdka 230 V, a rano bateria jest pełna. W takim przypadku przejechanie 100 km na prądzie kosztuje nas 5-7 zł, zakładając że cena kWh to 0,5 zł.

Dla porównania, pokonanie 100 km samochodem benzynowym to ok. 30-35 zł, zaś autem na gaz LPG - 15-20 zł. Ponadto większość ładowarek publicznych jest obecnie dostępna za darmo.

Problem pojawia się wtedy, gdy chcemy wybrać się do innego miasta. Ostatnio musiałem przejechać trasę 240 km Hyundaiem Ioniq Electric, co oznaczało konieczność doładowania się po drodze, bo jego realny zasięg - jadąc 90 km/h - to ok. 220-230 km.

Jeszcze do niedawna w ogóle nie było to możliwe, bo w Lublinie, w którym chciałem się doładować, ani w najbliższej okolicy, nie było żadnej stacji ładowania. Ale w tym roku pojawiły się 2 punkty ładowania, co w teorii rozwiązuje problem. W teorii, bo pojawiły się ładowarki 22 kW. Oznacza to konieczność godzinnego ładowania, by pokonać ~50 km. To za dużo czasu, jak na podróż, którą można nazwać sprawną.

Ładowanie do pełna w ok. 30 min

Potrzebujemy szybkich ładowarek o mocy 50 kW, które umożliwią solidne doładowanie akumulatora w czasie kilku-kilkunastu minut. Takie urządzenia potrafią zapełnić akumulator Nissana Leaf 30 kWh (zasięg do 250 km) w ok. 30 minut. To już coś. Niestety jest ich w Polsce jak na lekarstwo - póki co.

Sytuację może mocno zmienić pojawianie się urządzeń Greenway, firmy która skalą działania przebija wszystkich, którzy do tej pory podchodzili do tematu. Greenway już do końca października ma zamiar sfinalizować montaż 14-ej ładowarki 50 kW, zaś przyszły rok chce zamknąć wynikiem 75 urządzeń. A to już swobodnie pozwoli przemieszczać się między dużymi miastami, z krótkimi postojami na kawę/siku/jedzenie co ok. 200 km, których i tak nie sposób uniknąć.

Docelowo ładowarek na terenie Polski będzie aż 125, pojawi się również 10 urządzeń ultraszybkich o mocy 350 kW. Mają one umożliwić pokonanie 300 km po 20 min ładowania. Docelowo zamontowane zostanie także 50 standardowych ładowarek 22 kW, które pozwalają na naładowanie akumulatora 30 kWh w nieco ponad 4 godziny.

Taniej niż w gazie

Korzystanie z szybkich ładowarek sieci Greenway jest póki co darmowe. Uprzednio trzeba jednak zamówić kartę zbliżeniową, która umożliwi nam aktywację ładowarki - link poniżej. Wiemy tylko że sytuacja ma się zmienić w przyszłym roku, jednak ceny jeszcze nie zostały ujawnione. Ale jakie by nie były i tak zapewne będą niższe nawet od najoszczędniejszego auta z LPG.

źródło: greenwaypolska.pl

 

{module_contentholder,name="reklama750-300"}

 

działające stacje

Planowane uruchomienia stacji do końca 2018 r.

Ostatnio popularne: