GŁÓWNA

PRAWY PAS

WSPÓŁPRACA

INSTAGRAM

Paweł Bijata

10 Lis 10:30

Niedawno NIK zmiażdżył stacje kontroli pojazdów, czy nowe przepisy coś zmienią?

Sprowadzamy z zachodu ponad milion aut rocznie. W Niemczech co 6. auto nie przechodzi ścieżki diagnostycznej, w Polsce co 50. Pojazdy przyjeżdżają w takim stanie, że na zachód od Odry nikt nie wierzy, że można je ponownie zlepić. Od jutra przeglądy na nowych zasadach. Czy są szanse na zmiany?

 

{module_contentholder,name="reklama750-300"}

 

Pieczątkę dostanie każdy sprytniejszy kierowca, badania to fikcja, po ulicach jeżdżą wraki, nawet milion pojazdów nie ma badań technicznych. To wnioski z ostatniego raportu NIK (2017 r.), a od jutra przeglądy na nowych zasadach. Będzie lepiej? Mamy wątpliwości.

„Po Polsce jeżdżą setki tysięcy pojazdów, które nie powinny być dopuszczone do ruchu. Tak zły jest ich stan techniczny. Jeżdżą, bo stacje kontroli pojazdów (SKP) nie spełniają swoich zadań. A to dramatycznie obniża bezpieczeństwo na naszych drogach - stwierdziła w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli (04.2017).

Polski rynek jak gąbka chłonie graty

Do Polski szerokim strumieniem płynie rzeka używanych aut z zachodu (ponad milion rocznie). Większość z samochodów ma cofnięte liczniki, wiele pojazdów przyjeżdża w takim stanie, że na zachód od Odry nikt nie wierzy, że można je ponownie zlepić. U nas się to udaje!

W Niemczech co 6. auto nie przechodzi ścieżki diagnostycznej, a w Polsce raptem co 50.

A przecież wiele aut sprowadzamy właśnie od naszych sąsiadów. Warto nadmienić, że tylko w 2015 r. podczas kontroli drogowych funkcjonariusze zatrzymali ponad 425 tys. dowodów rejestracyjnych pojazdów, które zagrażały bezpieczeństwu ruchu drogowego i porządkowi na drodze oraz środowisku naturalnemu. W jednej z SKP objętych kontrolą NIK na 4744 pojazdy poddane badaniom tylko jeden (0,02 proc.) nie został dopuszczony do ruchu. Wynik dobry, ale czy realny?

Zgniłe progi, LPG od Henia

Pełny raport NIK to ponad 80 stron cudów. Ciężko było przez to przebrnąć, ale są prawdziwe perełki: diagnosta przepuścił pojazd z gnijącymi progami, samochód przerobiony z 3 miejsc na 6, pracownik stacji nie zwrócił uwagi na inny numer VIN niż w dowodzie, albo podbił instalację LPG domowej roboty. Są też autobusy, w których siła hamowania na jednej osi różni się o 100 proc. W kolejnym ujawnionym bublu właściciel motocykla oznajmił, że dostał pieczątkę zaocznie, bo nie mógł się stawić na badania, gdyż panowała niekorzystna pogoda.

Nie zgłosił się po zatrzymany dowód przez 40 lat

Dzisiaj jazda bez dowodu kończy się zazwyczaj 50 złotowym mandatem. Często to Policja zatrzymuje ten dokument ze względu na fakt, że pojazd nie nadaje się do dalszego uczestniczenia w ruchu. A co potem? W jednym z urzędów ustalono, że badań technicznych nie miał co dziesiąty pojazd uczestniczący w stłuczkach i wypadkach.

W 21 skontrolowanych starostwach właściciele pojazdów nie odebrali ogółem 14,7 tys. dowodów rejestracyjnych uprzednio zatrzymanych przez organy kontroli ruchu drogowego. Co każe podejrzewać, że później poruszają się bez tego dokumentu. W UM w Zamościu zatrzymane dowody przechowywane były nawet przez okres 36–40 lat. W SP w Biłgoraju przechowywano zatrzymane dowody przez okres od 3 do nawet 16 lat. Za nieodebranie dowodu nic dzisiaj nie grozi.

Stwierdzono również, że starostwa nie występowały do Policji o sprawdzenie, czy pojazdy, których dowody rejestracyjne były do nich przekazywane, nie są nadal użytkowane w ruchu drogowym.

Idzie nowe, będzie lepiej?

Jutro ostatni dzień badań technicznych na starych zasadach. Od 13 listopada (poniedziałek) za przegląd zapłacimy zanim wjedziemy na ścieżkę diagnostyczną. Gdy auto nie przejdzie badania, pieniądze przepadną. Potem mamy 14 dni, aby wrócić na przegląd zakwestionowanych usterek. Koszt takiej usługi będzie wynosił zależnie od wykrytej usterki od 13 do 36 zł.

Natomiast gdy wrócimy po upływie 14 dni, to zapłacimy pełną stawkę. To samo dotyczy osób, które zapomniały zrobić przegląd swojego pojazdu w wyznaczonym terminie (należy zaznaczyć, że mogą się spóźnić 30 dni). Dzisiaj nie ponoszą żadnych kosztów, po zmianach zapłacą dwa razy więcej.

Ma być trudniej załatwić pieczątkę

Od poniedziałku diagnosta będzie musiał wprowadzić dane pojazdu do CEP-u, gdy tylko ten wjedzie na ścieżkę diagnostyczną. Zostawi tym samym ślad w ogólnopolskiej bazie, że auto na przeglądzie już było. Jeżeli samochód badań nie przejdzie, pracownik stacji jest zobowiązany do wpisania odpowiednich kodów wykrytych usterek.

Gdy kierowca uda się do innego punktu, to diagnosta od razu zobaczy na ekranie komputera, że pojazd nie przeszedł przeglądu na innej stacji oraz dostanie wykaz usterek, które tam ujawniono.

Istotną zmianą jest również fakt, że diagnosta wykonujący badanie będzie musiał wpisać do bazy swoje nazwisko, dzisiaj obowiązkiem jest tylko wprowadzenie danych pozwalających na identyfikacje stacji. Z pewnością pracownicy stacji nadal będą ryzykować utratą uprawnień, jednak będzie łatwiej ich namierzyć i skontrolować. Obecnie w Polsce pracuje około 10 tys. diagnostów. Zarabiają od 3 do 6 tys. brutto miesięcznie, stała pensja, ryzyko utraty zarobku. Mają odpowiedzialną pracę, bo decydują o dopuszczeniu do ruchu ponad 16 mln pojazdów.

 

Ostatnio popularne: