Filmik z wandalem niszczącym Lamborghini to fałszywka reklamowa

Niedawno internet obiegło nagranie, na którym widać, jak zakapturzony mężczyzna wkrada się na posesję i rysuje lakier pięknego Lamborghini. Bulwersujące? Niewątpliwie, ale zachowanie pewnej firmy. Wszystko to bowiem mistyfikacja mająca reklamować jej usługi. Nie ufajcie nikomu…

Tzw. virale to jeden z fenomenów dzisiejszego internetu, który doskonale pokazuje jego moc i potęgę. Chwytliwy tytuł tekstu, niecodzienne zdjęcie bądź nagranie i w ciągu kilku dni można dotrzeć nim do setek tysięcy ludzi, kreując różne reakcje.

Siła virali

Ostatnio po sieci dobrze „rozchodzą” się nagrania dokumentujące piractwo drogowe, wszelkiego rodzaju wypadki, kolizje i zniszczenia mienia. Wiadomo, nic tak nie bulwersuje opinii publicznej, jak przyłapanie na gorącym uczynku. A bulwersuje z podwojoną siłą, gdy główne role gra Lamborghini i zwinny wandal w kapturze.

W ostatnią sobotę do sieci trafiło niespełna minutowe nagranie „Wandal niszczy Lamborghini„, na którym widać, jak zaparkowany na prywatnej posesji pomarańczowy Aventador wpada w oko zakapturzonemu mężczyźnie. Najpierw podchodzi do bramy, rozgląda się i odchodzi.

Po chwili wraca i decyduje się zuchwale wspiąć na ogrodzenie posesji, gdzie stoi zaparkowane sportowe auto. Mężczyzna szybko przejeżdża po lakierze samochodu bliżej nieznanym ostrym narzędziem, obchodząc go dookoła. Po wszystkim pośpiesznie przeskakuje płot i znika z kadru nagrania.

Bulwersujący finał bulwersującej sprawy

Bulwersujące? Jeszcze jak. Nie dość, że wandal wkracza na prywatną posesję, to jeszcze niszczy czyjąś własność. I to własność nie byle jaką, bo unikalny samochód w rzadkim kolorze, którego wartość spokojnie wynosi kilka milionów złotych. Jest tylko jeden problem.

Cała akcja to jedna wielka mistyfikacja. Zainscenizowała to pewna firma zajmująca się nakładaniem na samochody bezbarwnych folii ochronnych, do czego z dumą przyznała się kolejnego dnia, późnego wieczoru 2 grudnia. Z pogardy do takich metod marketingu, nie podamy nazwy ani jej lokalizacji. Ile na tym zyska? Trudno powiedzieć. Ale stracić może wielu.

Nie nadużywaj ludzkiego zaufania

W czym problem? Nadużywanie ludzkiego zaufania i chęci pomocy (wielu internautów chciało pomóc w namierzeniu sprawcy) jest przede wszystkim wątpliwe etycznie. Takie formy manipulacji mogą spowodować, co gorsza, uodpornienie się społeczeństwa w przyszłości na podobne nagrania, które mogą okazać się prawdziwe.

Oby tak dalej, a na prośbę o wymianę żarówki lub prośbę o namierzenie przestępcy pojawi się albo podejrzenie, że jesteś ze skarbówki, albo czy aby nie bierzesz udiału w jakieś dziwnej prowokacji. Kto da więcej?

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Filmik z wandalem niszczącym Lamborghini to fałszywka reklamowa
Filmik z wandalem niszczącym Lamborghini to fałszywka reklamowa
Filmik z wandalem niszczącym Lamborghini to fałszywka reklamowa

Niedawno internet obiegło nagranie, na którym widać, jak zakapturzony mężczyzna wkrada się na posesję i rysuje lakier pięknego Lamborghini. Bulwersujące? Niewątpliwie, ale zachowanie pewnej firmy. Wszystko to bowiem mistyfikacja mająca reklamować jej usługi. Nie ufajcie nikomu…

Tzw. virale to jeden z fenomenów dzisiejszego internetu, który doskonale pokazuje jego moc i potęgę. Chwytliwy tytuł tekstu, niecodzienne zdjęcie bądź nagranie i w ciągu kilku dni można dotrzeć nim do setek tysięcy ludzi, kreując różne reakcje.

Siła virali

Ostatnio po sieci dobrze „rozchodzą” się nagrania dokumentujące piractwo drogowe, wszelkiego rodzaju wypadki, kolizje i zniszczenia mienia. Wiadomo, nic tak nie bulwersuje opinii publicznej, jak przyłapanie na gorącym uczynku. A bulwersuje z podwojoną siłą, gdy główne role gra Lamborghini i zwinny wandal w kapturze.

W ostatnią sobotę do sieci trafiło niespełna minutowe nagranie „Wandal niszczy Lamborghini„, na którym widać, jak zaparkowany na prywatnej posesji pomarańczowy Aventador wpada w oko zakapturzonemu mężczyźnie. Najpierw podchodzi do bramy, rozgląda się i odchodzi.

Po chwili wraca i decyduje się zuchwale wspiąć na ogrodzenie posesji, gdzie stoi zaparkowane sportowe auto. Mężczyzna szybko przejeżdża po lakierze samochodu bliżej nieznanym ostrym narzędziem, obchodząc go dookoła. Po wszystkim pośpiesznie przeskakuje płot i znika z kadru nagrania.

Bulwersujący finał bulwersującej sprawy

Bulwersujące? Jeszcze jak. Nie dość, że wandal wkracza na prywatną posesję, to jeszcze niszczy czyjąś własność. I to własność nie byle jaką, bo unikalny samochód w rzadkim kolorze, którego wartość spokojnie wynosi kilka milionów złotych. Jest tylko jeden problem.

Cała akcja to jedna wielka mistyfikacja. Zainscenizowała to pewna firma zajmująca się nakładaniem na samochody bezbarwnych folii ochronnych, do czego z dumą przyznała się kolejnego dnia, późnego wieczoru 2 grudnia. Z pogardy do takich metod marketingu, nie podamy nazwy ani jej lokalizacji. Ile na tym zyska? Trudno powiedzieć. Ale stracić może wielu.

Nie nadużywaj ludzkiego zaufania

W czym problem? Nadużywanie ludzkiego zaufania i chęci pomocy (wielu internautów chciało pomóc w namierzeniu sprawcy) jest przede wszystkim wątpliwe etycznie. Takie formy manipulacji mogą spowodować, co gorsza, uodpornienie się społeczeństwa w przyszłości na podobne nagrania, które mogą okazać się prawdziwe.

Oby tak dalej, a na prośbę o wymianę żarówki lub prośbę o namierzenie przestępcy pojawi się albo podejrzenie, że jesteś ze skarbówki, albo czy aby nie bierzesz udiału w jakieś dziwnej prowokacji. Kto da więcej?